ODPOWIEDZ
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#14
Był pewien do samego końca, że nie przyjedzie.
Nie czekał nawet, nie rozglądał się, po prostu robił swoje. Najpierw lunch w towarzystwie tych samych osób, co zwykle. Gigi od dawna nie bywała tam u jego boku, ale wymówka dla ciekawskich wciąż działała: praca, obowiązki, za mało czasu na przyjemności. Zresztą, odkąd wyniósł się z domu, nie widzieli się ani razu. Miał wrażenie, że w udzielaniu zbywających odpowiedzi osiągnął już poziom mistrzowski. Ludzie mu ufali, udawali przejętych, kończąc zdanie zawsze w ten sam kurewsko irytujący sposób… „och, jaka szkoda!”. Nikt tak pięknie nie udawał zainteresowania i przyjaźni od tłumu obrzydliwie bogatych snobów.
Następnie trochę interesów przy szklance whisky – nieważne czy chodziło o jego interesy, lubił być na bieżąco. Kto z kim, gdzie i w jakim celu. Jak dziewczęce ploteczki, tyle, że w męskim gronie; skupione na branży i biznesach śmietanki towarzyskiej.
Później powoli zaczynał z grą. Pogoda sprzyjała coraz bardziej, a w ładne dni wolał rozpoczynać golfa w porze, kiedy słońce nie grzało tak mocno w kark. Na odsłoniętym polu było to tym bardziej odczuwalne, jeżeli nie wiało, nawet przy niższych temperaturach.
Tym razem grał solo; przy okazji lekkiego treningu chciał oczyścić umysł. Oczekiwał chyba, że rozpościerające się hektarami tereny klubu golfowego pomogą mu się przyznać – przed sobą i przed Bogiem, w którego wcale nie wierzył – do tego, co naprawdę spierdolił. W takich miejscach jak St. George's Golf Club nie myślało się o bolączkach dnia codziennego, kiedy od progu witano cię lampką najdroższego szampana i poczęstunkiem z kawioru, a na deser oferowano nielimitowane włażenie w dupę. Wszystko w estetyce old money, by elita przez chwilę poczuła się lepiej od rodziny królewskiej.
A jednak tam, w tym luksusie, notorycznie powracał myślami do ostatniej rozmowy z żoną, zanim zatrzasnął za sobą drzwi BMW i wyjechał z garażu. To pierwsze zmartwienie. Drugie, jak się okazało, niebawem miało się zjawić.

Ściągnął z nosa okulary przeciwsłoneczne, zahaczając je o rozpięty kołnierzyk swetra polo. Słońce powoli zachodziło; na polu włączyły się pierwsze lampy.
Skupił się na postawie – wyprostował, pochylił w biodrach, lekko ugiął kolana. Kij uderzył w piłkę z zadowalającą płynnością, sprawiając, że na ustach Gardnera pojawił się cień uśmiechu. Dopiero odgłos kroków w tyle wyrwał go z zamyślenia.
— Panie Gardner — zaczął konsjerż — pani Bowman do pana.
Zerknął nieznacznie w bok, za moment powracając wzrokiem w kierunku dołka. Pod wieczór zdążył zapomnieć, że w ogóle zaoferował jej spotkanie. Postawił małe ultimatum, a tu proszę, przyjechała.
— Podać coś jeszcze?
Dla mnie dolewka, dla pani… co zechce.
Mężczyzna zwrócił się do Darcy, a później ulotnił. Percy wyciągnął z kieszeni chusteczkę do kija, odwrócił go i zajął się czyszczeniem, zupełnie obojętny na jej pojawienie się.
Witamy z powrotem — mruknął zgryźliwie. — Cały dzień ci to zajęło. Korki? Daniel nie zostawił helikoptera? Byłoby szybciej.

Darcy Bowman
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do końca nie była pewna, czy powinna to robić. W tym mieście było przecież mnóstwo prawników, mogła znaleźć jakiegokolwiek, którego odpowiednio wysoką stawką przekonałaby do tego, żeby nie zadawać niewygodnych pytań. Tylko i tak musiałaby go wtajemniczyć w swoją sytuację życiową, a nawet gorzej… w sytuację klubu, a tego wolałaby nie robić. I właśnie dlatego odezwała się do Gardnera. Musiała schować dumę do kieszeni… i zagrać tak jak tego chciał. Ten jeden raz… mogła to dla niego zrobić. Robiła dla mężczyzn dużo gorsze rzeczy jeśli tylko miała w tym swój cel.
Chociaż szlag ją trafiał, że wybrał akurat to miejsce. Miejsce, w którym bywała tylko i wyłącznie w towarzystwie Daniela. Miejsce, w którym jej stopa nie stanęła od czasu jego śmierci. Miejscu, do którego wcale nie chciała wracać, bo nic tak bardzo nie krzyczało, że nie pasuje do tego świata jak ten cholerny klub dla snobów. Jednocześnie wiedziała, że zrobił to z pełną premedytacją, więc nie zamierzała dać mu satysfakcji i wspominać o własnej niechęci.
Gdy obsługa prowadziła ją do miejsca, w którym mogła spotkać Gardnera – wyglądała jakby pasowała. No może prawie! Większość gości raczej stawiała na jasne kolory, a Darcy miała na sobie tylko i wyłącznie czerń. I dużo złota.
- Woda. Lekko gazowana. – spojrzała na mężczyznę z obsługi, uśmiechnęła się do niego lekko i dopiero, gdy odszedł – jej uwaga wróciła do Gardnera. Jeszcze zanim mu odpowiedziała usiadła przy stojącym obok stoliku, założyła nogę na nogę i oparła się łokciem o blat tak, żeby jednocześnie móc obserwować mężczyznę. Nawet się nie fatygowała, żeby zdejmować okulary przeciwsłoneczne.
- Zostawił. Sprzedałam go, żeby mieć na drobne zachcianki. Wiesz jak jest… – kącik ust drgnął jej wymownie i ostatkiem sił powstrzymała się, żeby nie skomentować, że przecież jego małżeństwo też podniosło mu status społeczny. No i zadawanie się z takim marginesem jak Daniel, ale tego nie wyciągałaby już na wierzch. Zresztą potrzebowała jego pomocy, więc nie mogła być przesadnie złośliwa w trakcie pierwszych pięciu minut. Nawet jeśli miała na to ochotę! – Myślałam, że bardziej profesjonalne przyjmowanie jest klientów w biurze, a nie tutaj… to miejsce zawsze wydawało się być strasznie przereklamowane. I mocno podejrzane. Nie mów, że nadal lubisz się zakręcić dookoła nielegalnych interesów. – wreszcie zdjęła okulary przeciwsłoneczne, rzuciła je na stolik i wbiła uważne spojrzenie w Gardnera, zupełnie nieprzejęta tym, że on sam zajęty był swoim kijem. Jakkolwiek źle by to nie zabrzmiało.


Percival Gardner
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Wyglądał jakby czyszczenie główki kija golfowego faktycznie go zajęło. Każdy ruch wykonywał z perfekcją godną kelnera polerującego kieliszek do wina. Zasrany perfekcjonista.
Zerknął na nią dopiero słysząc odpowiedź. Wciąż ten sam charakterek, pomyślał, a na jego usta wypłynął podobnie wymowny uśmiech. Kiedy szybkim spojrzeniem przesunął po jej sylwetce, ten uśmieszek jedynie się pogłębił. W porównaniu do barwnie ubranych snobów, w czarnej kreacji perfekcyjnie reprezentowała swój stan cywilny, nawet po czasie. Gardnerowi przeszło wówczas przez myśl jedno: niezły pokaz.
Z takim spadkiem starczyłoby ci i na nowy helikopter, i na drobne zachcianki. Mogłaś go zatrzymać — stwierdził niby z rozbawieniem, choć było w tym więcej złośliwości niż żartu.
Nie lubił jej. I to nie z „jakiegoś powodu”, bo tych powodów na przestrzeni lat trochę się uzbierało. Nie powinien zgadzać się na to spotkanie, ba, nie chciał tego robić, ale pamięć o Danielu była zbyt silna, by odmówić. Gdyby tylko ze zmarłym mężem Darcy poza interesami nie łączyła go szczera przyjaźń, już dawno spławiłby ją jednym zdaniem. Zamiast tego odkładał właśnie wyczyszczony kij do wózka – niedokończona gra musiała poczekać.
„Nie mów, że nadal lubisz się zakręcić dookoła nielegalnych interesów”.

Oj lubię.
Podszedł wolnym krokiem do stolika, przez chwilę nic nie mówiąc. Zajął wolne krzesło obok niej, rozejrzał się po polu i powiedział:
W tym przereklamowanym miejscu przedyskutowałem większość najważniejszych spraw w mojej karierze. Możesz czuć się zaszczycona. — Spojrzał na nią wreszcie, z sarkazmem wypisanym w mimice twarzy. — Poza tym, nie każdy klient jest wdową po zmarłym przyjacielu. To ci się udało najlepiej, inaczej byśmy tutaj nie siedzieli — dodał szorstko i rzucił okiem na noszony na ręku zegarek od Patek Philippe, który kosztował prawie tyle co jego samochód. — To jak, pani Bowman, poudajemy typową dla tutejszego towarzystwa śliską uprzejmość, czy od razu przejdziemy do rzeczy?
Zawiesił na niej wzrok, czując całym sobą, że kolejny drink, którego zamówił, naprawdę mu się przyda. Tylko konsjerż mógłby się pospieszyć.

Darcy Bowman
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdawała sobie sprawę z braku sympatii Gardnera. To nie było dla niej ani nowe, ani tym bardziej zaskakujące… nawet jeśli w ciągu tych lat były momenty, w których mogłaby podejrzewać ten lód o pękanie. Były jednak krótkie i nie miały większego znaczenia, a ostatecznie tej sympatii zwyczajnie nie było. Jednocześnie znała jego historię wystarczająco dobrze, żeby móc się zastanawiać dlaczego. Ale nie oszukujmy się… aż tak mocno nie zaprzątał jej myśli. Zapomniała o jego istnieniu aż do momentu, w którym jej księgowy nie poinformował jej o tym całym bałaganie w papierach, który trzeba było naprostować. Gdy rzucił hasło, które w wolnym tłumaczeniu brzmiało jak potrzebujesz prawnika – przed jej oczami stanęła twarz Gardnera.
Nie podejrzewała, że się z nią spotka, więc… zaskoczył ją. Domyślała się, że chodziło w tym wszystkim o Daniela, a jego słowa tylko ją w tym upewniły. Czy mogła być na niego o to zła? Nie. Skwitowała to jedynie wymownym uśmiechem pod nosem. Była wdową po jego przyjacielu… nikim więcej. Dobrze, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że Daniel zajmuje coraz mniej miejsca w głowie Darcy, a gdy już się w niej pojawia – nie są to najbardziej pozytywne myśli. Perspektywa się zmieniła, nabrała dystansu do wielu elementów tego związku i wiedziała jak bardzo było to toksyczne… z obu stron. To nie mogło się udać, więc koniec końców zakończyło się dla niej w najlepszy możliwy sposób. Przynajmniej miała na drobne zachcianki. Powinna być wdzięczna… komukolwiek, kto to zrobił.
- Nazwałeś mnie swoją klientką, Gardner… rozumiem, że to oznacza, że możemy przejść do rzeczy, bo zamierzasz się tym zająć? Nie chcę marnować mojego i twojego czasu dłużej niż to potrzebne, a to miejsce mnie odrzuca, więc naprawdę chciałabym to zrobić szybko. Krótka piłka. Znałeś Daniela tak samo dobrze jak ja, a może nawet lepiej… wiesz, czego możesz się spodziewać. Zostawił po sobie trochę bałaganu, który trzeba posprzątać. Szczególnie jeśli chciałabym The Fifth sprzedać. Zajmiesz się tym? – nie miała najmniejszej ochoty na uprzejmości. Gardner należał do świata Daniela, a do nie jej… nawet jeśli heh, to oni pochodzili z takiego samego świata i po prostu mieli sporo szczęścia.
Wpatrywała się w niego intensywnie i obojętnie jednocześnie. Jej twarz nie wyrażała żadnych większych emocji, po prostu oczekiwała. Piłka była po jego stronie siatki i chociaż chciałaby się stąd jak najszybciej wynieść - wcale go nie pospieszała.


Percival Gardner
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Uśmiechnął się pod nosem, kiwając głową.
Masz rację. — Rozłożył ręce. — Jesteś potencjalną klientką.
Gardner miał to do siebie, że lubił zaznaczać swoją pozycję. Zwłaszcza, gdy ta pozycja była wyraźnie wyższa, a zważając na sytuację i problem, z jakim do niego przyszła, mógł z pełną pewnością stwierdzić, że miał nad nią przewagę. Wystarczyło powiedzieć „nie”, a musiałaby szukać innego wyjścia. Z taką forsą w mgnieniu oka znalazłaby prawnika, który zająłby się sprawą bez dodatkowych pytań, ale… no właśnie. Tak jak powiedziała: Percival znał Daniela może nawet lepiej od niej. Doskonale wiedział z czym się równało wejście w te porządki. Jeszcze na nic się nie zgodził.
Uniósł brwi na wspomnienie o sprzedaży klubu. Przeczuwał, że może chcieć to zrobić, a jednak się zdziwił.
Sprzedać? — powtórzył za nią, zerkając w bok, bo w oddali zbliżał się już do nich konsjerż.
Percy urwał więc na chwilę, przypuszczając, że i ona zrozumie aluzje. W końcu nie od wczoraj żyli w tym bogackim świecie. Nikomu nie można było ufać. Patrzył na nią w taki sposób, jakby bezgłośnie ją oceniał.
Ten klub był ważną częścią jego życia, kurwa. A ty… tak po prostu… go… sprzedasz.
Mężczyzna trzymał w dłoni tacę z dwoma napojami. Szklankę z wodą postawił tuż przy Darcy, tumbler z whisky, obok Percy’ego. Ukłonił się raz jeszcze i dodał, że w razie potrzeby będzie niedaleko.
Dopiero kiedy oddalił się na znaczną odległość, Gardner znów zabrał głos:
Rozumiem, że to kwestia zaufania. Daniel mi ufał, na twoim miejscu sam poprosiłby mnie o pomoc. — Złapał za szkło i upił łyk alkoholu. — Jego bałagan pogłębiał się od lat, a w The Fifth jest go pewnie najwięcej. Zdajesz sobie sprawę z tego, że zanim to do końca posprzątam, może minąć kolejnych parę? — Wierzył w wizję znacznie szybszą, ale wolał ją uprzedzić, bo spodziewał się wszystkiego, zwłaszcza po Danielu i interesach, które prowadził. — Chyba nie — ciągnął dalej, zanim zdążyła odpowiedzieć. — Tak to jest jak prowadzenie biznesu spada na kobietę. To nie sprzedaż helikoptera. — Usta adwokata wygięły się w pobłażliwym grymasie. — Wiesz w ogóle czym się zajmował? Tak naprawdę?
Omiótł Bowman uważniejszym, choć wciąż niezbyt poważnym spojrzeniem. W oczach Gardnera była tylko ładnym dodatkiem do wizerunku zmarłego przyjaciela. Przypominała mu Gigi.

Darcy Bowman
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
Indulge in local cuisine
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To, że Percival Gardner nie był jej jedyną opcją sprawiało, że nie czuła się wcale jakby stała niżej w aktualnej hierarchii. Z tych konkretnych kompleksów już dawno się wyleczyła, a poza tym była świadoma, że pochodzą z podobnego świata, więc tym bardziej… nie czuła potrzeby uniżania sobie. Wręcz przeciwnie. Czoło miała uniesione, a wzrok wbijała w mężczyznę pewny i spokojny. Nie chciała marnować swojego czasu i spędzać tutaj więcej czasu niż to było potrzebne. Percy mógł się jej sprawą zająć lub też nie… naprawdę liczyła na krótką piłkę. Kiedy jednak usłyszała ton jego głosu, gdy wypomniał jej potencjalną sprzedaż – wiedziała, że to wcale nie będzie takie łatwe i przyjemne. Wewnętrznie w tym momencie wywróciła oczami i przeciągle westchnęła, ale w rzeczywistości nawet powieka jej nie drgnęła.
Nie przerywała mu, gdy zaczął mówić. Czuła, że to będzie niełatwa i bardzo wyrównana walka w przeciąganie liny. Cierpliwie więc czekała aż prawnik wyrzuci z siebie wszystko, co miał do powiedzenia… i nie mogła pozbyć się wrażenia, że podchodził do tego bardziej emocjonalnie niż się spodziewała.
- Minął grubo ponad rok… część spraw z The Fifth została rozwiązana, ale nie weszłam bardzo głęboko w papiery. Bo muszę cię rozczarować Gardner, wiem prawdopodobnie więcej niż ci się wydaje. Ty z nim piłeś. Ja z nim spałam i żyłam, czy ci się to podoba czy nie. – wzruszyła lekko ramionami, bo nigdy nie potrzebowała jego akceptacji. Zresztą Daniel też nie, bo nawet jeśli próbował wybić cokolwiek przyjacielowi z głowy - niewiele mu się udało, a w tej kwestii właściwie nic. Nawet na intercyzę go nie przekonał… chociaż to możliwe, że przez wybujałe ego Daniela, który wiedział, że od niego się nie odchodzi, a przy okazji jest nieśmiertelny. Błąd. Tym sposobem Darcy dzisiaj siedziała w miejscu, w którym siedziała… i miała wszystko, a nawet jeszcze więcej – Brzmisz strasznie emocjonalnie, Percival… a to tylko klub. Na dodatek klub, którego mogłam się pozbyć bardzo dawno temu, gdy ustawiały się pod nim całe wycieczki zainteresowanych nim ludzi. Zazwyczaj bardzo nieprzyjemnych gości, którym wydawało się, że mogą mnie zastraszać. Błąd. Zrobię to na własnych zasadach. – i tak legalnie jak tylko się da. Spojrzała na nadgarstek ze swoim zegarkiem, trochę pospieszająco… bo dopiero po tym wymownym geście wróciła spojrzeniem do Gardnera – Więc?


Percival Gardner
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”