Odpowiadał jej głównie uśmiechem, trochę zakłopotanym, może nieco smutnym, ale jednak uśmiechem. Mówił o tym, że nie będzie jej zmuszać do niczego i po prostu da swobodę, ale gdyby potrzebowała nawet milczenia, on też jej to podaruje. Miał nadzieję, że nie będzie się za to oddalać, bo nie chciał, by się gdzieś zgubiła, lub zaczepiały ją jakieś typki, a takich jest wszędzie pełno, w Turcji także można było na takich trafić. Swoją drogą był gotów użyć swojej lewej pięści w razie kłopotów. Na pewno czułaby się bezpieczniej, gdyby był w pobliżu, ale nie chciał jej straszyć, więc po prostu milczał na ten temat – zrobi, co zechce.
-
Masz rację – zgodził się ze słowami odnoszącymi się do dziennikarzy. –
Na pewno będą pytać o ciebie – kiedy u jego boku pojawiała się jakaś kobieta, natychmiast zadawano mu o to pytania. Wiedział już, co powiedzieć, ale czuł, że zostanie to zinterpretowane na dwa sposoby, albo uwierzą, że to tylko przyjaciółka, albo domyślą się, że jest w tym coś więcej. W każdym razie powie prawdę.
Odpocząwszy nieco, mężczyzna szukał spokoju w twarzy Eden. Nie wyglądała źle, nie oddychała przez usta, nie robiła min – była spokojna i w tym spokoju szukał dla siebie ukojenia swojej fobii. Myślał o niej, o ich relacji i nocy, która pozostawała tematem tabu. Nie potrafił o tym nie myśleć, bo naprawdę był już prawie w rajskim ogrodzie, ale musiał zamknąć drzwi. Bardzo chciał być z nią, ale nie mogli, nie ten sposób, nie tak. Szanował ją i nie mógł pozwolić, by coś wydarzyło się w taki sposób. Zasługiwała na wszystko, co najlepsze, także na romantyzm, który chciał jej okazać. Eden była fascynującą kobietą, zaskakiwała go na każdym kroku i miał wrażenie, że trochę się go boi. Jego reakcje były przecież różne. A pomysły, jakie rodziły się w jego głowie, także bywały szalone. Najważniejsze było to, że ją kochał – bezwarunkowo, szczerze i głęboko. I właśnie z miłością patrzył na nią, gdy otworzyła oczy. Nie odwrócił głowy, po prostu się uśmiechnął.
Bał się, że będzie zła i zaraz coś powie, ale było inaczej. Ona po prostu zmieniła pozycję i ułożyła się do snu w innej pozycji, angażując do tego jego nogi. Kiedy usłyszał jej prośbę, nieco się spiął. Nie chodziło o to, że nie chciał tego. Raczej o to, że mógłby nie chcieć przestać. Na początku bił się z myślami, a potem delikatnie, w odpowiedzi na jej pytanie, po prostu zaczął ją gładzić po włosach i ramieniu. Niespiesznie, czule, kojąco. Nie chciał jej przeszkadzać w śnie, ale widząc, że oddycha głębiej, zaczął coś cicho do niej mówić.
-
Nigdy ci o tym nie powiedziałem, ale boję się tego, że zostanę kiedyś całkiem sam. Ludzie przychodzą i odchodzą, nikt nie zostaje na dłużej. Chciałbym, żeby ktoś powiedział mi, że nie może beze mnie żyć, wiesz? Może to samolubne, ale nikt nigdy nie dawał mi odczuć, że jestem potrzebny i kochany. Czas płynie, a to się nie zmienia. Nauczyłem się być samotnikiem w tłumie, ale wcale tego nie chcę. Boję się, Eden. Coraz bardziej… - nie sądził, by to usłyszała. Może to i dobrze? Kolejna słabość mężczyzny, który wydaje się być przecież osobą odporną na smutki i problemy, kto zawsze widział we wszystkim coś dobrego, dla którego szklanka zawsze była do połowy pełna. Tak, to ten sam człowiek i nie potrafił sobie poradzić z tym tematem. Może gdyby nie uwierzył, że ona nie chciała go widzieć, wszystko byłoby inaczej? Nie dowie się tego nigdy. Teraz mógł jedynie gładzić ją po ramieniu, jak prosiła i starać się nie powiedzieć jej, jak bardzo ją kocha i jej potrzebuje, jak mu głupio, że zawalił sprawę tamtej nocy, bo jego dusza i ciało wyrywały się właśnie do niej. Mógł przelewać swoją miłość w ten prosty gest, dając ulgę kobiecie, a sam wciąż myślał i myślał… aż sam zasnął.
Obudził się dopiero wtedy, kiedy poczuł jak zdrętwiało mu kończyny. Chciał się poprawić, ale przypomniał sobie o tym słodkim ciężarze, jaki miał na swoich nogach. Uśmiechnął się i potarł oczy. Znów minęło trochę czasu, dobrze, to zawsze trochę więcej spokoju i nie chodziło o brak rozmowy. Skupiając się na kobiecie, po prostu był spokojniejszy i przy niej, bycie w samolocie nie stresowało tak bardzo. Skoncentrował się właśnie na Eden, na rozmyślaniu o ich rozmowach, o gestach i spojrzeniach. Po prostu na niej. Poprawił się nieco na fotelu, delikatnie podnosząc dziewczynę, ale mruknęła tylko coś przez sen i najwidoczniej spała dalej. A on? Nucił sobie w umyśle piosenki, które lubił i potrafił zagrać. I tak się uspokajał, podczas gdy Eden nadal odpoczywała.
Czas płynął, a Cem już prawie nie spał. Miał zamknięte oczy, ale wszystko słyszał. Część pasażerów była pogrążona we śnie, inni zaś rozmawiali w różnych językach. Opowiadali o rodzinach, o tym, co zjedzą gdy wylądują w Stambule – w tym momencie mężczyzna się uśmiechnął – albo jak gorąco było teraz w kraju. Miał nadzieję, że pogoda będzie sprzyjać, bo plany były solidne na najbliższy czas. Naturalnie postanowił zostawić decyzje Eden, ale propozycji miał wiele.
Jakimś cudem udało mu się jeszcze zasnąć, tym razem ocknął się, kiedy to jego słodki ciężar się przeciągnął i obudził. Potarł oczy i odezwał się do niej.
-
Mam nadzieję, że pani poduszka była wygodna? – jęknął, starając się trochę zmienić pozycję, co nie było wciąż łatwe, bo jednak nogi to on miał długie, a miejsca nie przybyło przecież.
-
Chyba coś ci się przyśniło, bo coś mówiłaś – oznajmił jej. Owszem, coś tam mruczała, ale nie wiedział co, bo nie zrozumiał z tego nic sensownego.
eden de poesy