Dla spełnienia egoistycznych zachcianek i znalezienia sposobu na pozbycie się lęku przed samotnością.
Może dla tych kilku chwil szczęścia i wymienianych spojrzeń.
Może dla usłyszenia dźwięku własnego śmiechu, gdy czuło się rozbawienie.
Może dla pokręcenia z dezaprobatą głową, gdy ciemnowłosy podjął się kolejnej próby.
— No co ty, przestań. Zaraz to się będę bała, że rozbiję tam głowę — a przecież nie chodziło o to, żeby wchodząc pod prysznic, zastanawiała się nad własną śmiercią. Udało mu się wywołać uśmiech na jej twarzy — nie zmieniało to jednak faktu, że mycie pleców przestało być modne. Zastanowiła się przez chwilę, zsuwając spojrzenie z twarzy Erica i zawieszając je na wysokości jednej ze ścian. Przyłożyła palec do ust, próbując dobrać odpowiednio słowa, by znaleźć alternatywę. Wszystko, co wpadało jej do głowy, brzmiało t r a g i c z n ie, dlatego przez te kilka chwil milczała. — I tak muszę z tobą pójść, żeby podać ci ręcznik. Sama możesz nie sięgnąć — zniżyła nieco głos do konspiracyjnego szeptu, patrząc na niego wyczekująco. Była ciekawa, co sądził o tym tekście. Wydawało jej się całkiem sensualne i nie wzbudzało podejrzeń. Podtekst był ukryty i nie brzmiał tak bezczelnie. — Fantazje mam różne, po prostu ci o nich nie mówiłam. A domowe przetwory zawsze smakują lepiej.
Oczywiście nie zamierzała wybijać mu z głowy kolejnego pomysłu — jeśli chciał porozmawiać z Madoxem, nie mogła mu tego zabronić. Kierowała się głównie troską i obawą o Erica, wszak byłoby jej serdecznie przykro, gdyby przez nią i jej nierozwiązane sprawy, ściągnął na siebie niepotrzebną uwagę. Przyjaciel dziewczyny najczęściej był postrzegany jako główna konkurencja. Wiedziała, że Callaghan nie przepadał za Erikiem właśnie z tegoż powodu. I całkowicie to r o z u m i a ł a. Również byłaby zazdrosna o przyjaciółkę chłopaka. Czułaby się gorsza i mniej ważna; i nie miałoby to nic wspólnego z brakiem zaufania. Po prostu z przyjaciółmi tematów było jakby więcej, i nie było aż tylu granic do przekroczenia. W przypadku Shereen i Erica sporo zamieszania wprowadzał pocałunek sprzed jej wyjazdu. Patrzyła na niego inaczej niż wcześniej, choć robiła to nieświadomie. Czuła się naprawdę tragicznie, gdy w losowym momencie potrafiła wrócić myślami do tamtego wieczoru. I równie beznadziejnie, gdy pisząc z nim, dramatycznie docierało do niej, że za nim tęskni. Teraz gdy miała go obok siebie — albo raczej pod sobą — chciała się nim nacieszyć i egoistycznie zrekompensować sobie te trzy lata rozłąki.
Czy broniła Olivera? Może trochę próbowała wybielić jego zachowanie, choć wiedziała, że było karygodne. Ze zmieszaniem i niepewnością pokręciła głową — w zaprzeczeniu, lecz krótkotrwałe wahanie mogło oznaczać, że nie była do tego przekonana. Chciała wierzyć w tę jego dobrą stronę, bo na pewno jakąś miał. Nie zakochała się w nim bez powodu. Miał cechy, które po prostu uznała za atrakcyjne. Czy była pewna, że by jej nie skrzywdził? W to również próbowała wierzyć. Rozumiała siłę emocji. Przychodziły jak huragan i niszczyły wszystko na swojej drodze, gdy były wystarczająco silne. Słysząc pytania Erica, zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie była niczego pewna. Naprawdę ją to drażniło, nie lubiła niepewności. Gdyby dłonie Winfield spoczywały na materiale bluzki, właśnie zacisnęłaby mocno na niej palce — trzymając je na karku Erica, nie mogła sobie na to pozwolić. Nie chciała sprawić mu bólu z tak błahego powodu, jakim była frustracja; która powoli przemijała. Opuszki palców Erica sunące po jej plecach naprawdę ją rozpraszały i wywoływały przyjemne mrowienie. Podobnie jak to jedno mocniejsze drapnięcie.
Z n a ł a go, owszem — dlatego słysząc jego ściszony ton, mogła tylko wsłuchać się w brzmienie jego głosu i przytaknąć. Czasem ta upartość była denerwująca, ale była jedną z cech, którą w nim uwielbiała i której nienawidziła zarazem. Obydwoje byli uparci i nie zawsze się ze sobą zgadzali, ale te nieporozumienia były częścią ich przyjaźni. Wiedziała, że mu na niej zależy, lecz usłyszenie tych słów sprawiło, że poczuła dziwną lekkość i łaskotanie wewnątrz ciała; zupełnie jakby stado zamieszkujących w nim motyli, nagle zerwało się do lotu. To było przyjemne uczucie i onieśmielające.
— Mi na Tobie też... Dlatego chcę, żebyś został — i chyba w tym momencie pierwszy raz naprawdę się zarumieniła. Wcześniej, gdy wypowiadała w jego kierunku te słowa, miały jakieś lżejsze brzmienie. Teraz niosły za sobą większe znaczenie.
Dręczył ją, owszem — dręczył ją tym dotykiem, który sprawiał, że temperatura jej ciała znacznie wzrastała.
Dręczył ją tym, że gdy poruszyła się na jego kolanach, poczuła pod sobą asymetrie jego ciała, przypominającą jej o tym, że w trakcie trwania w takiej bliskości, stawała się bardzo wrażliwa.
Dręczył ją tym, że gdy czuła jego oddech na swoich wargach, pragnęła go pocałować i sprawdzić, czy całowałby ją z tą samą namiętnością, co przed jej wyjazdem.
Czując jego dłonie tuż przy linii spodni, mimowolnie wciągnęła brzuch, jakby w ten sposób miała mu pomóc w szybszym uporaniu się z rozpięciem ich. Nie spuszczała oczu z jego twarzy, starając się wyczytać malujące się na niej emocje. Wiedziała, że jej oczy połyskiwały cichą prośbą o przesunięcie kolejnej granicy. Takiej, której do tej pory nie przekroczyli. W każdej chwili mogła przerwać. Problem polegał na tym, że nie chciała tego robić. Wolała podjąć się dalszej gry. Pytanie, które wyrwało się spomiędzy jego warg — i jego głos; niższy niż wcześniej — wypowiedziane szeptem... Doprowadził ją do wrzenia. Chciała, by jego ton przez kolejne kilka minut rozbrzmiewał w jej myślach, jak najprzyjemniejsza melodia. Eric... Gdzie się podział ten czarujący chłopak, którego onieśmielał zwykły buziak w policzek? Odniosła wrażenie, że zastąpił go ktoś inny — zamiast swojego uroczego przyjaciela, miała przed sobą mężczyznę, za którym mogłaby pójść do piekła.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description