-
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiSierra/Leonetyp narracjiDemokracja bezpośredniaczas narracjiWłaściwypostaćautor
- No właśnie dlatego to było takie zaskakujące - rzucił z lekkim rozbawieniem i uniósł brew. - To był moment, kiedy wszystko się już rozjechało. Ja się odwróciłem, on kończył ruch… i zamiast gdzieś w bok, poszło centralnie tam, gdzie nie powinno - wzruszył ramionami. - Bardziej wypadek przy pracy niż faktyczne łamanie zasad - dokończył.
Sięgnął po kebaba, odgryzł kolejny kawałek i przez chwilę jadł w milczeniu, słuchając jej dalej. Na wzmiankę o rezydencji tylko lekko się uśmiechnął.
- Brzmi lepiej niż wygląda w praktyce - przyznał. - Więcej mnie tam nie ma, niż jestem - dodał z cichym westchnieniem, bo faktycznie rozważał przeniesienie się tam na stałe, jednak miał za dużo biznesów w Ameryce Północnej, by móc sobie pozwolić na europowanie, o ile tak można nazwać mieszkanie w Europie.
Kiedy powiedziała skąd pochodzi, pokiwał głową.
- Nie kojarzę - przyznał bez problemu. Nie był jakimś lokalnym patriotą, dlatego też nie odwiedził wielu miejsc, które teoretycznie były w jego zasięgu, gdy tu mieszkał.
Zerknął na nią kątem oka.
- Toronto trochę zmienia perspektywę, co? Zakładam, że skoro tu zostałaś, to lepiej ci tutaj niż tam? - dopytał, będąc ciekaw, jak wygląda jej perspektywa mieszkania w wielkiej metropolii po wychowaniu się w mniejszym mieście.
Na jej komentarz o dzieciach zaśmiał się krótko, odstawiając na moment jedzenie.
- Nie, spokojnie - pokręcił głową. - Nie mam dzieci... a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo - w jego głosie było rozbawienie, ale też jakaś szczerość, która sugerowała, że jednak pilnował takich spraw lepiej niż część jego kolegów po fachu. Nie mógł jednak wykluczyć, że w trakcie swojej kariery nie zaliczył wpadki z jakąś dziewczyną, wszak tych trochę się przewinęło w jego życiu.
- Staram się nie komplikować sobie życia bardziej niż trzeba - dodał po chwili, sięgając po colę.
Kiedy nazwała go typem, który potrzebuje celu, przytaknął bez większego zastanowienia.
- Coś w tym jest - przyznał. - Odkąd tylko pamiętam, zawsze miałem jakiś cel. Wiele razy pomogło mi to w karierze i po jej zakończeniu. Wielu z moich kolegów nie umiało planować i teraz przepierdalają kasę w nocnych klubach. Dwa, trzy lata i zaraz będą dzwonić, czy nie szukam może wspólników - wzruszył ramionami.
Zerknął na nią, kiedy wspomniała o efektach treningów, i uśmiechnął się lekko ale dalej z pewną dozą pewności siebie.
- Czyli jednak to wszystko nie idzie na marne - nie umiał przyjmować komplementów, dlatego nawet za niego nie podziękował. Niemniej jednak doceniał to, że Attwood wyraziła się pochlebnie o jego sylwetce.
Na moment jego spojrzenie znów zatrzymało się na niej odrobinę dłużej. Spoglądał na nią z pewnym zainteresowaniem i być może nawet był to zalążek wzrokowego flirtu. Kiedy zeszli na temat jedzenia, odchylił się lekko na krześle, jakby naprawdę musiał się nad tym zastanowić.
- Wbrew pozorom jestem dość prosty w obsłudze - odpowiedział. - Jem praktycznie wszystko - dodał, co nie było też wcale takie dziwne, bo przecież przez lata jeździł po świecie, więc trochę w życiu popróbował różnych kuchni.
Uniósł lekko ramiona.
- Nie przepadam tylko za jakimiś ekstremalnymi wynalazkami w stylu pizzy z czekoladą, smażonych tarantuli czy innych hinduskich streetfoodów - kącik jego ust drgnął w rozbawieniu. - Dobre mięso, odpowiednie przyprawy i będę zadowolony - nachylił się lekko w jej stronę. - W skrócie: nie zabieraj mnie do miejsca, gdzie porcja ma wielkość znaczka pocztowego, a na talerzu jest więcej dekoracji niż jedzenia - uśmiechnął się lekko i wyprostował. - Jestem ciekaw, co wybierzesz - poruszył wymownie brwiami i znów sięgnął po kebaba, nabijając na widelec kolejny kawałek. Przez cały ten czas nie spuszczał z niej wzroku.
- Co robisz, kiedy nie ratujesz klubu przed chaosem i nie organizujesz imprez dla innych? - spytał, chcąc wejść na kolejny etap znajomości i tym razem poznać jej zainteresowania czy hobby. To było zawsze bezpieczne pytanie, bo nie dość, że potrafiło powiedzieć dużo o człowieku, to jeszcze większość osób nie miała nigdy problemu z odpowiedzeniem na to. - Poza podrywaniem bokserów na ogórki kiszone oczywiście - dodał z rozbawieniem, choć sugestia tego, że jej działanie było celowe, była... intencjonalna z jego strony. Może faktycznie nie był to zwykły obiad z nową znajomą a wstępna wersja randki?
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Zawsze masz jakieś własne miejsce, do którego mógłbyś uciec - stwierdziła krótko. - Udostępniasz komuś tę rezydencję? Czy po prostu stoi pusta a raz na jakiś czas ktoś dba, żeby wszystko tam było czyste i sprawne?
Pewnie mógłby sobie nieco dorobić wynajmując tę przestrzeń. Byli na pewno tacy, którzy skusiliby się na pobyt w takiej miejscówce. Ewentualnie mógł ją pozostawiać dla rodziny i przyjaciół o ile zdecydowaliby się na taki wypad do Hiszpanii. Wszystko rzecz jasna zależało od pomyślunku i intencji Stiflera.
- Nie dziwi mnie. Nie jest to jakaś wielka metropolia. Dlatego tu przyjechałam. Lepsze szanse na studia i znalezienie sensownej pracy - wyjaśniła, bo chociaż wsie i miasteczka posiadały w sobie jakiś ujmujący urok to jednak właśnie ogromne miasta potrafiły oferować o wiele więcej, gdy chodziło o możliwości zarabiania na życie.
Przez moment musiała się zastanowić nad odpowiedzią, bo na pewno była to bardziej złożona kwestia. Przynajmniej miała też czas na to, aby odpowiednio przetrawić swojego kebaba, którego gryz wzięła chwilę wcześniej.
- Trochę. Wiesz, każde z tych miejsc ma swoje plusy i minusy więc wszystko zależy od tego, czego szukasz i oczekujesz - powiedziała w końcu. - Może jeszcze kiedyś się przeprowadzę z powrotem w spokojniejsze okolice, bo szczerze tak ogromne miasto potrafi przytłaczać. Wszystkiego bywa za dużo i niekiedy trzeba od tego odpocząć.
Chyba faktycznie naprawdę żaden temat nie był im straszny. Widać było, że rozmawia im się naprawdę swobodnie bez względu na to w jakim kierunku zmierzał dialog. Karrion miał dodatkowo całkiem sporo dystansu do swojej osoby, co zdecydowanie wszystko ułatwiało.
- Zaleta bycia kobietą jest taka, że przynajmniej w tej kwestii zawsze masz pewność - rzuciła żartobliwie, bo sama mogła bez jakichkolwiek wątpliwości stwierdzić, że nie posiada żadnego potomstwa.
Nawet jeśli bokser uważał to zawsze istniała szansa, że coś poszło nie tak. Żadna metoda antykoncepcji nie była w stu procentach skuteczna, a jak wychowywana w katolickim domu Ophelia się dowiedziała na przykładzie Maryi to nawet abstynencja nie gwarantowała braku ciąży.
- Czasami warto sobie odpuścić, ale jak chcesz zachować wystawne życie to musisz nieco nad tym pomyśleć - stwierdziła krótko, bo naprawdę z szansą od losu jaką dostali to tacy sportowcy mogliby wprawić swoje pieniądze w ruch tak, aby na nich same zarabiały.
Mogli też nie robić kompletnie niczego i żyć dostatnio z tego, co już uzbierali na koncie jeśli nie chciało im się bawić w inwestycje czy inne biznesy. Tylko, że to wymagało pewnego umiaru. Tego jednak wielu osobom brakowało. Zwłaszcza, gdy już zdążyli przywyknąć do luksusów.
- Zapewniam, że nie idzie. Chociaż na pewno słyszałeś to już wiele razy - powiedziała, nie chcąc powielać zbyt wielu pustych komplementów, które zapewne mężczyzna słyszał już wiele razy w swoim życiu.
Prawda była taka, że Karrion wyglądał po prostu cholernie dobrze. Miał naprawdę przyjemną dla oka twarz, która odróżniała go od typowych opryszków, którzy mogliby szczycić się równie rozbudowaną muskulaturą, a jego rzeźba chociaż nadawała mu nieco mniej foremne rozmiary była zwyczajnie imponująca. Być może dlatego tak trudno było jej oderwać od niego wzrok.
- To dobrze wiedzieć - uśmiechnęła się na samą wiadomość, że jednak nakarmienie Stiflera nie będzie zbyt trudnym zadaniem.
Wysłuchała jego jedynych ograniczeń, które brzmiały dosyć sensownie. Zapewne duża część osób przedstawiałaby jej podobne punkty i zastrzegła, że nie chce próbować potraw, które mogłyby zostać uznane z góry za obrzydliwe ze względu na stosowane w nich składniki.
- Zero hiduskich streetfoodów, jasne - potwierdziła. - A co ze zwykłą kuchnią indyjską? Ryż basmati, kurczak w bogatych przyprawach czy chlebek naan?
Musiała się dopytać czy to była opcja, która wchodziła w grę. Chociaż mięso z dobrymi przyprawami kazało jej myśleć, że faktycznie zabranie go do miejsca, gdzie podawano prawdziwą indyjską kuchnię nawet całkiem dobrym wyborem.
- O rozmiar porcji nie musisz się martwić. Wiem, że mam przed sobą prawdziwego mężczyznę, którego trzeba wykarmić - rzuciła lekko żartobliwie, bo jeden rzut oka na jego posturę już zdradzał, że nie był facetem, który byłby w stanie zadowolić się kanapeczką na jednego gryza chyba, że znajdowałaby się na niezwykle bogato zastawionym stole.
Musiałaby się nieco zastanowić nad tym, co przedstawić w spisie swoich zainteresowań, bo zdawało się, że miała ich naprawdę wiele, ale nie miała pojęcia, które zasługują na to, aby zostać wymienione w czasie tak krótkiej rozmowy. Słysząc jeszcze o podrywaniu bokserów, parsknęła krótkim śmiechem, zasłaniając usta dłonią, aby przypadkiem nie opluć się resztkami przegryzanego kebaba.
- Przede wszystkim staram się rozwinąć swój uwodzicielski warsztat, aby wiecznie nie polegać na ogórkach kiszonych, aby podrywać przystojnych bokserów - odpowiedziała, przyglądając mu się z rozbawionym uśmiechem odrobinę dłużej niż było to potrzebne.
Naprawdę potrafił ją rozbawić. Nie musiał się nawet zbytnio wysilać, aby tego dokonać. Naprawdę trafiła na wyjątkowego faceta zupełnym przypadkiem. Czuła, że nawet jeśli faktycznie nie wyszłoby z tego nic więcej to przynajmniej może uda jej się zdobyć naprawdę dobrego kompana.
- A tak szczerze to jest tego sporo... Lubię próbować nowych rzeczy i zbierać nowe doświadczenia - stwierdziła, ale zapewne nie była to zbyt skonkretyzowana odpowiedź. - Lubię też wszystko, co związane ze sztuką. Wypady do kina, na wystawy czy na koncerty i występy teatralne. Czytam, lepię garnki z gliny, gdy przyjaciółka mnie zaciąga do swojej pracowni i w sumie... Sporo tego.
Trochę się tego nazbierało, ale już taka była. Cały czas spoglądała na mężczyznę, aby się upewnić czy nie zgubiła go gdzieś podczas tego całego monologu, ale wyglądało na to, że dzielnie jej słuchał.
- A co z tobą? Jest coś, co wyjątkowo lubisz robić poza sportem? - zapytała, bo ciekawiło ją jakie to też sposoby wolnego czasu preferował były bokser mający problemy z usiedzeniem na miejscu.
Karrion Stifler