-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ostatnio praca przygniatała ją jakby bardziej. Ale z drugiej strony - coraz więcej pacjentów zaczyna iść do przodu i tak naprawdę wszystko kierowało się na dobre tory. Ba! Nawet szanowny Pan Hunter Wright wykazywał się znaczną poprawą, co również przekazała do góry, która chciała znać przebieg spotkań.
Ci z góry zresztą interesowali się nim bardziej niż mogła przypuszczać. Minęły dosłownie dwa spotkania od tego ich pamiętnego widzenia, gdzie doszło do jakby przełamania lodów pomiędzy nimi, a jednak chcieli wiedzieć co się z nim dzieje i jak to wszystko wygląda. Czy długo to będzie trwało… A co miała powiedzieć, jak nie przyznać zgodnie z prawdą, iż potrzebują jeszcze tego czasu naprawdę kawałek? Ta sytuacja wymagała pracy - jednej jak i drugiej strony, chociaż początkowo odnosiła wrażenie, iż to ona więcej się tu poświęcała, na co nie miała zamiaru narzekać. Dawno nie miała takiego wyzwania, choć okropnie to brzmi, skoro to jest człowiek z krwi i kości, a ona zapałała do jego osoby pewną formą sympatii - zapewne znacznie bardziej przekraczającą to, co powinna uchować w relacji pomiędzy terapeutą a pacjentem.
Nieważne. Póki co zajmowała się tymi, którymi miała się dziś zająć. A dzisiaj akurat miała mieć miejsce wizyta domowa - rzadko kiedy je uskutecznia, lecz czasami sytuacja wymagała zmiany reguł. Podjechała pod wyznaczony adres, gdzie przeprowadziła niezbyt długą oraz również bezowocną pogawędkę z człowiekiem, który ponownie przechodził załamanie nerwowe, nie chcąc brać odpowiednich leków oraz przestrzegać zasad jakie wspólnie ustalili, z obawy przed społeczeństwem. Nie widząc możliwości do przekonania, a także słysząc otwarte nie chcę z Panią dziś rozmawiać, mogła jedynie poinformować rodzinę ów człowieka, aby go mieli na oku, po czym ustaliła iż przyjdzie za tydzień, aby sprawdzić jak się sprawy mają.
Po opuszczeniu domu, wyszła na zewnątrz i zaczęła oddychać dosyć ciężko. Przymknęła oczy, wyciągnęła szyję i po prostu napawała się ów chwilą, póki nagle nie dotarł do jej uszu znajomy głos. Początkowo ściągnęła brwi do siebie, nie będąc pewna czy się tylko przesłyszała, a mózg postanowił zrobić niezbyt śmiesznego psikusa, lecz po uchyleniu jednej z powiek dostrzegła nieopodal Huntera, do jakiego pomachała.
Ucięli pogawędkę, w trakcie której otrzymała propozycję poobserwowania jak będzie odnawiał ów stolik, który właśnie pakuje do samochodu - faktycznie, potrzebował albo renowacji albo… trafienia na śmietnik, widząc jak prezentował się w tej chwili. Niestety przygnieciona obowiązkami musiała podziękować oraz odmówić, życząc miłej zabawy i udanej pracy, na co usłyszała na odchodne mogę poczekać z nim na Ciebie.
Zrobiło jej się dziwnie, na co speszona uciekła spojrzeniem z lekkim uśmiechem na twarzy, przez co też prędko się pożegnała i wsiadła do samochodu, wracając do swojego gabinetu - gdzie zaraz miało się rozpocząć kolejne spotkanie.
Tydzień później
Dziś było spotkanie z Hunterem, nie wiedząc jak powinna się zachować. Siedziała przy biurku i manipulowała ołówkiem, stukając nim o blat mebla, póki nie usłyszała dzwonka do drzwi zwiastującego przybycie kogoś. Zupełnie jak w zegarku, był to właśnie Pan Wright, z jakim odbyła miłą rozmowę, a w trakcie której dowiedziała się pomniejszych, ale jednak istotnych rzeczy - choć ciągle nic związanego z jego rodzicami, nie chcąc jeszcze na tą sferę życia naciskać. Jakby nie sądząc, żeby tutaj był problem, skoro z nimi ma dobry kontakt, jeśli mowa o siostrze i mamie.
Wtedy znów zagaił o odnawianiu stolika, na co się uśmiechnęła. — Nie wiem, czy powinnam… — skwitowała w krótkim, urwanym w sumie zdaniu, dając do zrozumienia że nie wypada jej wpadać z takimi wizytami do swoich podopiecznych, lecz ten był o dziwo nieustępliwy. Przekazał kartkę z zapisanym adresem zamieszkania, po czym poinformował, że byłby wdzięczny za wcześniejsze powiadomienie, że ma zamiar się pojawić. Podziękowała, znów się przy tym pesząc, a po jego wyjściu siedziała zdecydowanie zbyt długo wlepiając tęczówki w skrawek kartki, na której znajdowały się dane mieszkalne zapisane niebieskim długopisem.
Dwa dni później
Siedząc w domu, nie mogła się jakoś skupić na czymkolwiek. Jakby przepaliło jej zwoje czy coś w tym stylu. Wtedy znów spojrzała na kartkę, przygryzając wargę z niepewności jaką odczuwała. Niemniej - raz się żyje, a przecież to nie miało by zobowiązujące spotkanie, tak?!
P: Czy jakbym wpadła za jakąś godzinkę popatrzeć jak znęcasz się nad tym biednym meblem, to będzie okej?
Siedziała w skupieniu, sądząc że w sumie robi irracjonalną rzecz. Na dodatek nie jest aż tak wczesna godzina, aby zwalać się komuś w gościnę. Słowo - a raczej sms - jednak się rzekło, a nim zdołała przeanalizować czy nie powinna napisać przepraszającej wiadomości, dostała tą zwrotną.
H: Jasne, wpadaj. Adres już znasz.
Znała, miała go ciągle na tej samej karteczce. Szybko zerknęła do swojej szafki, nie sądząc że powinna zajeżdżać do sklepu - na który i tak nie starczy jej czasu, jeśli chce się szybko ogarnąć przed wyjściem. Poprawiła makijaż oraz fryzurę, zmieniła ubrania na świeże i nim się obejrzała, to tak naprawdę zaraz się skończy spóźnieniem - nawet jeśli nie mieli umownej pory na spotkanie. No ale ma być za godzinkę, więc wolała nie popełniać gafy, tym bardziej gdy to ona wyszła teraz z taką inicjatywą.
Zaparkowała pod odpowiednim domem, a z samochodu skierowała swe kroki prosto pod drzwi wejściowe, jakby z obawy, że dwie sekundy zawahania dałyby jej pretekst do wycofania się. Niemniej zapukała oraz zadzwoniła dzwonkiem, w drugiej dłoni trzymając butelkę wina z przewiązaną drobną, głęboko-niebieską wstążką na szyjce. Wtedy otworzyły się drzwi, a ona po drugiej stronie progu ujrzała Huntera, do jakiego od razu posłała uśmiech na powitanie. — Nie byłoby to eleganckie przyjść z piwem, więc postawiłam na inny trunek — obwieściła, jak tylko znalazła się w środku domostwa, po którym zaczęła rozglądać się z nieukrywaną ciekawością. — Bardzo ładnie — przyznała, powracając tęczówkami na niego. — Mam nadzieję, że naprawdę nie przeszkadzam.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jezu, lepszego miejsca nie było. - powiedział sam do siebie wkładając część stolika, który go wcale nie przypominał, do samochodu. Dlaczego ludzie nie mogli położyć go gdzieś dalej tylko zaraz przy koszu, gdzie oczywiście były jakieś resztki jedzenia i zapach odrzucał już za pierwszym razem gdy się podeszło. Zamknął klapę jednego z koszy i od razu zrobiło się znośniej. Zaczął wzrokiem szukać nogi, która gdzieś się zawieruszyła, ostatecznie znajdując ją koło worka z makulaturą. Był w trakcie pakowania ostatniej części gdy zobaczył znajomą twarz po drugiej stronie ulicy. Nie chciał być niemiły, a skoro już zauważył Lane postanowił się przywitać. Jego stosunek do kobiety się zmienił. Jasne dalej był nieufny i czasem potrzebował trochę więcej czasu na terapii aby się otworzyć i coś wydukać, ale przełom już za nimi. Poza tym, lubił ten moment gdy mógł się u niej czegoś napić i ten formalny żargon mieszał się ze zwykłymi słowami, które o wiele łatwiej ulatywały z jego ust, a i dowiadywał się nowych rzeczy również o terapeutce. Zamienił z nią kilka słów i nawet wpadł na pomysł aby sprawdziła jak wygląda przemiana takiego stolika, ale ładnie wywinęła się, mówiąc o napiętym grafiku i kolejnych klientach. Nic mu nie pozostało, jak pożegnać kobietę. - Mogę poczekać z nim na Ciebie. - bo nie zbawi go to a przynajmniej będzie miał gościa w swoich progach. Dopakował resztę części i ruszył do domu. Wniesienie wszystkiego do warsztatu zajęło mu trochę czasu ale zdążył wszystkie kawałki zabezpieczyć i uporządkować.
Spotkanie było udane. Nie spóźnił się ani minuty i od razu przeszli do działania. Mówił więcej, dużo bardziej otwarcie a gdy nadszedł koniec ich wspólnej godziny, nie poddał się. Raz jeszcze zaprosił ją do siebie, a gdy dała mu znać, że nie wie czy powinna, wziął kartkę oraz długopis ze stoliczka i zapisał adres. Uśmiechnął się delikatnie podając jej świstek. Dał znać tylko żeby go uprzedziła, by nie pokazał się w samych bokserkach i na pewno był w domu danego dnia.
Szczerze, to nie podejrzewał, że się odezwie. Spisał to już na straty i był gotowy sam wziąć się za ten nieszczęsny stolik który wyglądał jakby oberwał co najmniej z bazooki. Siedział w salonie patrząc na regał, który dalej leżał bokiem na ziemi. Nie miał siły go podnieść, więc od jakichś dwóch tygodni był w tym samym miejscu. Plus był taki, że dłoń była w najlepszym porządku a jedynym widocznym śladem był blizna po szkle które wbiło mu się w rękę. Położył się na kanapie i wyciągnął telefon, przeglądał wiadomości, gdy nagle zobaczył powiadomienie. Szybko odczytał wiadomość i się uśmiechnął. Odpisał prawie natychmiast.
- Będziemy mieć gościa. - zwrócił się tymi słowami do swojego psiaka, który akurat zmienił teren okupacji z jego łóżka na dywan w salonie. Nie sprzątał. Nie miał tego w zwyczaju, także w kuchni stało kilka niepozmywanych talerzy, po jego siostrzeńcach oraz dzisiejszym odgrzewanym obiedzie jaki dostał od siostry. Regał doczekał się swojej wielkiej chwili. Podniósł go, choć coś strzeliło mu w barku - starość nie radość można by rzec. Będzie musiał wstawić nowe szkło, bo stare już nie istniało. Dziwnie wyglądał bez szyby no ale co miał zrobić. Teraz już nic na to nie poradzi. Sprawdził czy ma coś do jedzenia, żeby ją poczęstować. Jakieś ciastka, reszta sałatki od Andrei i babeczki, które przyniosły dzieciaki. Niby nie dużo, ale nie będzie teraz skakał do sklepu. Przysiadł na kanapie i nawet miał wrażenie że na chwilę zmrużył oko, ale ostatecznie usłyszał dzwonek, a raczej szczekanie psa, które oznajmiło, że gość się pojawił!
Wstał powoli jeszcze robiąc kilka krążeń barkiem aby sprawdzić, czy wszystko działa tak jak należy, a gdy był gotowy otworzył drzwi.
- Doceniam elegancję. - uśmiechnął się i przejął butelkę, która zaraz została otwarta. Wyjął kieliszki i nalał im po trochu. Nie chciał słyszeć sprzeciwu. - Nie ja urządzałem. Kupiłem je po powrocie z pierwszej misji. Moja siostra bawiła się w dekoratora wnętrz. Ostatnio dokupiłem jakieś pierdoły. - jak na przykład kilka kwiatków, które stare się utrzymać przy życiu. - To Ixchel, moja psina. - wskazał na buldoga francuskiego który zaczął obwąchiwać kobietę. - Zazwyczaj drze się wniebogłosy, ale najwyraźniej ją zainteresowałaś. - bo zmieniła swoje zachowanie jedynie czekając na jakieś głaskanie. - Nie przeszkadzasz. - proszę. Podał jej kieliszek i wskazał miejsce na kanapie. - Mam jakieś babeczki i sałatkę od siostry jeśli jesteś głodna. Nie. Ty nie. - powiedział do Ix, która oznajmiła, że się obraża krótkim burknięciem i opuściła ich towarzystwo.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Czyli jakbym potrzebowała kiedyś fachowej opinii odnośnie ewentualnego remontu, to mogę spokojnie do niej zagaić? — odparła z uśmiechem na ustach, znów czując się jakby zagalopowała w nieznane - dając dziwne poświadczenie, że chce go poznać lepiej, bardziej, prawdziwiej. Jakby nie był jej pacjentem, a ona próbuje powoli poznawać jego bliskich, żeby mieć kolejne argumenty na to, iż hunter to świetny facet z fajną rodzinką, stając się wręcz idealnym kandydatem do wzięcia.
O boże, nie. To zaczyna przechodzić w zły kierunek, zdecydowanie. Odchrząknęła cicho, próbując zmienić punkt swojego zainteresowania, a wtedy on sam zwrócił uwagę na psinkę. Wcześniej naturalnie słyszała dobiegające szczekanie z wnętrza domu, lecz jakoś później nie zarejestrowała faktu jego istnienia - może z racji tego, iż spodziewała się, że Wright będzie posiadał zwierzęta ze znacznie większych ras? Nie była uprzedzona, żeby nie było! — Och, jaka urocza… — przykucnęła, wystawiając dłoń do czworonoga, aby mogła w pełni zapoznać się z zapachem nowo przybyłej osoby, a gdy nie widziała już u niej napięcia, postanowiła delikatnie pogłaskać. Nadstawienie głowy sprawiło, iż była przekonana, że Ixchel zdołała polubić tego nowego człowieka. — Bardzo ciekawe imię — odparła, jeszcze dosłownie chwilkę poświęcając psiakowi, po czym stanęła na równe nogi - odbierając jeden z kieliszków z trunkiem. Podziękowała za niego uśmiechem, po czym przeszła do środka, siadając na wskazanej kanapie.
Dopiero jakby teraz dostrzegając… lekki chaos. Widząc regał bez szyb, który ewidentnie te szyby powinien posiadać. Jakieś inne meble znajdujące się w ów przestrzeni również nie wyglądały jakby były w całości - może je też naprawiał i były w trakcie wielkiego, opracowywanego projektu? Zaraz jednak jakby oprzytomniała, przypominając sobie o bandażu jaki miał wcześniej na dłoni, a gdy go zabrakło - miała szansę ujrzeć ranę jaka znajduje się na skórze. Gdyby nie fach psychologa, pewnie okazałaby się świetnym detektywem z tym całym analizowaniem sytuacyjnym. — Nie trzeba było się trudzić, ale dziękuję — odpowiedziała uprzejmie, upijając mały łyk wina. Dobre. W sumie - jedno z jej ulubionych, jakby nie patrzeć, nieświadomie to właśnie to wybierając jako prezent. Zerknęła następnie znów na psiaka - oburzonego faktem nie otrzymania zaproszenia do częstowania się jedzeniem, o który wspomniał, na co cicho parsknęła. — Charakterna z niej kobieta — odprowadziła Ix wzrokiem do nieznanego Prudence miejsca, po czym powróciła spojrzeniem na Huntera. — Jak prace nad stolikiem? Bo przecież nie czekałeś z nim faktycznie na mnie, prawda.. — zagaiła, nawet nie wiedząc jak bardzo się zaraz zdziwi.
Hunter Wright