-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ostatnio praca przygniatała ją jakby bardziej. Ale z drugiej strony - coraz więcej pacjentów zaczyna iść do przodu i tak naprawdę wszystko kierowało się na dobre tory. Ba! Nawet szanowny Pan Hunter Wright wykazywał się znaczną poprawą, co również przekazała do góry, która chciała znać przebieg spotkań.
Ci z góry zresztą interesowali się nim bardziej niż mogła przypuszczać. Minęły dosłownie dwa spotkania od tego ich pamiętnego widzenia, gdzie doszło do jakby przełamania lodów pomiędzy nimi, a jednak chcieli wiedzieć co się z nim dzieje i jak to wszystko wygląda. Czy długo to będzie trwało… A co miała powiedzieć, jak nie przyznać zgodnie z prawdą, iż potrzebują jeszcze tego czasu naprawdę kawałek? Ta sytuacja wymagała pracy - jednej jak i drugiej strony, chociaż początkowo odnosiła wrażenie, iż to ona więcej się tu poświęcała, na co nie miała zamiaru narzekać. Dawno nie miała takiego wyzwania, choć okropnie to brzmi, skoro to jest człowiek z krwi i kości, a ona zapałała do jego osoby pewną formą sympatii - zapewne znacznie bardziej przekraczającą to, co powinna uchować w relacji pomiędzy terapeutą a pacjentem.
Nieważne. Póki co zajmowała się tymi, którymi miała się dziś zająć. A dzisiaj akurat miała mieć miejsce wizyta domowa - rzadko kiedy je uskutecznia, lecz czasami sytuacja wymagała zmiany reguł. Podjechała pod wyznaczony adres, gdzie przeprowadziła niezbyt długą oraz również bezowocną pogawędkę z człowiekiem, który ponownie przechodził załamanie nerwowe, nie chcąc brać odpowiednich leków oraz przestrzegać zasad jakie wspólnie ustalili, z obawy przed społeczeństwem. Nie widząc możliwości do przekonania, a także słysząc otwarte nie chcę z Panią dziś rozmawiać, mogła jedynie poinformować rodzinę ów człowieka, aby go mieli na oku, po czym ustaliła iż przyjdzie za tydzień, aby sprawdzić jak się sprawy mają.
Po opuszczeniu domu, wyszła na zewnątrz i zaczęła oddychać dosyć ciężko. Przymknęła oczy, wyciągnęła szyję i po prostu napawała się ów chwilą, póki nagle nie dotarł do jej uszu znajomy głos. Początkowo ściągnęła brwi do siebie, nie będąc pewna czy się tylko przesłyszała, a mózg postanowił zrobić niezbyt śmiesznego psikusa, lecz po uchyleniu jednej z powiek dostrzegła nieopodal Huntera, do jakiego pomachała.
Ucięli pogawędkę, w trakcie której otrzymała propozycję poobserwowania jak będzie odnawiał ów stolik, który właśnie pakuje do samochodu - faktycznie, potrzebował albo renowacji albo… trafienia na śmietnik, widząc jak prezentował się w tej chwili. Niestety przygnieciona obowiązkami musiała podziękować oraz odmówić, życząc miłej zabawy i udanej pracy, na co usłyszała na odchodne mogę poczekać z nim na Ciebie.
Zrobiło jej się dziwnie, na co speszona uciekła spojrzeniem z lekkim uśmiechem na twarzy, przez co też prędko się pożegnała i wsiadła do samochodu, wracając do swojego gabinetu - gdzie zaraz miało się rozpocząć kolejne spotkanie.
Tydzień później
Dziś było spotkanie z Hunterem, nie wiedząc jak powinna się zachować. Siedziała przy biurku i manipulowała ołówkiem, stukając nim o blat mebla, póki nie usłyszała dzwonka do drzwi zwiastującego przybycie kogoś. Zupełnie jak w zegarku, był to właśnie Pan Wright, z jakim odbyła miłą rozmowę, a w trakcie której dowiedziała się pomniejszych, ale jednak istotnych rzeczy - choć ciągle nic związanego z jego rodzicami, nie chcąc jeszcze na tą sferę życia naciskać. Jakby nie sądząc, żeby tutaj był problem, skoro z nimi ma dobry kontakt, jeśli mowa o siostrze i mamie.
Wtedy znów zagaił o odnawianiu stolika, na co się uśmiechnęła. — Nie wiem, czy powinnam… — skwitowała w krótkim, urwanym w sumie zdaniu, dając do zrozumienia że nie wypada jej wpadać z takimi wizytami do swoich podopiecznych, lecz ten był o dziwo nieustępliwy. Przekazał kartkę z zapisanym adresem zamieszkania, po czym poinformował, że byłby wdzięczny za wcześniejsze powiadomienie, że ma zamiar się pojawić. Podziękowała, znów się przy tym pesząc, a po jego wyjściu siedziała zdecydowanie zbyt długo wlepiając tęczówki w skrawek kartki, na której znajdowały się dane mieszkalne zapisane niebieskim długopisem.
Dwa dni później
Siedząc w domu, nie mogła się jakoś skupić na czymkolwiek. Jakby przepaliło jej zwoje czy coś w tym stylu. Wtedy znów spojrzała na kartkę, przygryzając wargę z niepewności jaką odczuwała. Niemniej - raz się żyje, a przecież to nie miało by zobowiązujące spotkanie, tak?!
P: Czy jakbym wpadła za jakąś godzinkę popatrzeć jak znęcasz się nad tym biednym meblem, to będzie okej?
Siedziała w skupieniu, sądząc że w sumie robi irracjonalną rzecz. Na dodatek nie jest aż tak wczesna godzina, aby zwalać się komuś w gościnę. Słowo - a raczej sms - jednak się rzekło, a nim zdołała przeanalizować czy nie powinna napisać przepraszającej wiadomości, dostała tą zwrotną.
H: Jasne, wpadaj. Adres już znasz.
Znała, miała go ciągle na tej samej karteczce. Szybko zerknęła do swojej szafki, nie sądząc że powinna zajeżdżać do sklepu - na który i tak nie starczy jej czasu, jeśli chce się szybko ogarnąć przed wyjściem. Poprawiła makijaż oraz fryzurę, zmieniła ubrania na świeże i nim się obejrzała, to tak naprawdę zaraz się skończy spóźnieniem - nawet jeśli nie mieli umownej pory na spotkanie. No ale ma być za godzinkę, więc wolała nie popełniać gafy, tym bardziej gdy to ona wyszła teraz z taką inicjatywą.
Zaparkowała pod odpowiednim domem, a z samochodu skierowała swe kroki prosto pod drzwi wejściowe, jakby z obawy, że dwie sekundy zawahania dałyby jej pretekst do wycofania się. Niemniej zapukała oraz zadzwoniła dzwonkiem, w drugiej dłoni trzymając butelkę wina z przewiązaną drobną, głęboko-niebieską wstążką na szyjce. Wtedy otworzyły się drzwi, a ona po drugiej stronie progu ujrzała Huntera, do jakiego od razu posłała uśmiech na powitanie. — Nie byłoby to eleganckie przyjść z piwem, więc postawiłam na inny trunek — obwieściła, jak tylko znalazła się w środku domostwa, po którym zaczęła rozglądać się z nieukrywaną ciekawością. — Bardzo ładnie — przyznała, powracając tęczówkami na niego. — Mam nadzieję, że naprawdę nie przeszkadzam.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jezu, lepszego miejsca nie było. - powiedział sam do siebie wkładając część stolika, który go wcale nie przypominał, do samochodu. Dlaczego ludzie nie mogli położyć go gdzieś dalej tylko zaraz przy koszu, gdzie oczywiście były jakieś resztki jedzenia i zapach odrzucał już za pierwszym razem gdy się podeszło. Zamknął klapę jednego z koszy i od razu zrobiło się znośniej. Zaczął wzrokiem szukać nogi, która gdzieś się zawieruszyła, ostatecznie znajdując ją koło worka z makulaturą. Był w trakcie pakowania ostatniej części gdy zobaczył znajomą twarz po drugiej stronie ulicy. Nie chciał być niemiły, a skoro już zauważył Lane postanowił się przywitać. Jego stosunek do kobiety się zmienił. Jasne dalej był nieufny i czasem potrzebował trochę więcej czasu na terapii aby się otworzyć i coś wydukać, ale przełom już za nimi. Poza tym, lubił ten moment gdy mógł się u niej czegoś napić i ten formalny żargon mieszał się ze zwykłymi słowami, które o wiele łatwiej ulatywały z jego ust, a i dowiadywał się nowych rzeczy również o terapeutce. Zamienił z nią kilka słów i nawet wpadł na pomysł aby sprawdziła jak wygląda przemiana takiego stolika, ale ładnie wywinęła się, mówiąc o napiętym grafiku i kolejnych klientach. Nic mu nie pozostało, jak pożegnać kobietę. - Mogę poczekać z nim na Ciebie. - bo nie zbawi go to a przynajmniej będzie miał gościa w swoich progach. Dopakował resztę części i ruszył do domu. Wniesienie wszystkiego do warsztatu zajęło mu trochę czasu ale zdążył wszystkie kawałki zabezpieczyć i uporządkować.
Spotkanie było udane. Nie spóźnił się ani minuty i od razu przeszli do działania. Mówił więcej, dużo bardziej otwarcie a gdy nadszedł koniec ich wspólnej godziny, nie poddał się. Raz jeszcze zaprosił ją do siebie, a gdy dała mu znać, że nie wie czy powinna, wziął kartkę oraz długopis ze stoliczka i zapisał adres. Uśmiechnął się delikatnie podając jej świstek. Dał znać tylko żeby go uprzedziła, by nie pokazał się w samych bokserkach i na pewno był w domu danego dnia.
Szczerze, to nie podejrzewał, że się odezwie. Spisał to już na straty i był gotowy sam wziąć się za ten nieszczęsny stolik który wyglądał jakby oberwał co najmniej z bazooki. Siedział w salonie patrząc na regał, który dalej leżał bokiem na ziemi. Nie miał siły go podnieść, więc od jakichś dwóch tygodni był w tym samym miejscu. Plus był taki, że dłoń była w najlepszym porządku a jedynym widocznym śladem był blizna po szkle które wbiło mu się w rękę. Położył się na kanapie i wyciągnął telefon, przeglądał wiadomości, gdy nagle zobaczył powiadomienie. Szybko odczytał wiadomość i się uśmiechnął. Odpisał prawie natychmiast.
- Będziemy mieć gościa. - zwrócił się tymi słowami do swojego psiaka, który akurat zmienił teren okupacji z jego łóżka na dywan w salonie. Nie sprzątał. Nie miał tego w zwyczaju, także w kuchni stało kilka niepozmywanych talerzy, po jego siostrzeńcach oraz dzisiejszym odgrzewanym obiedzie jaki dostał od siostry. Regał doczekał się swojej wielkiej chwili. Podniósł go, choć coś strzeliło mu w barku - starość nie radość można by rzec. Będzie musiał wstawić nowe szkło, bo stare już nie istniało. Dziwnie wyglądał bez szyby no ale co miał zrobić. Teraz już nic na to nie poradzi. Sprawdził czy ma coś do jedzenia, żeby ją poczęstować. Jakieś ciastka, reszta sałatki od Andrei i babeczki, które przyniosły dzieciaki. Niby nie dużo, ale nie będzie teraz skakał do sklepu. Przysiadł na kanapie i nawet miał wrażenie że na chwilę zmrużył oko, ale ostatecznie usłyszał dzwonek, a raczej szczekanie psa, które oznajmiło, że gość się pojawił!
Wstał powoli jeszcze robiąc kilka krążeń barkiem aby sprawdzić, czy wszystko działa tak jak należy, a gdy był gotowy otworzył drzwi.
- Doceniam elegancję. - uśmiechnął się i przejął butelkę, która zaraz została otwarta. Wyjął kieliszki i nalał im po trochu. Nie chciał słyszeć sprzeciwu. - Nie ja urządzałem. Kupiłem je po powrocie z pierwszej misji. Moja siostra bawiła się w dekoratora wnętrz. Ostatnio dokupiłem jakieś pierdoły. - jak na przykład kilka kwiatków, które stare się utrzymać przy życiu. - To Ixchel, moja psina. - wskazał na buldoga francuskiego który zaczął obwąchiwać kobietę. - Zazwyczaj drze się wniebogłosy, ale najwyraźniej ją zainteresowałaś. - bo zmieniła swoje zachowanie jedynie czekając na jakieś głaskanie. - Nie przeszkadzasz. - proszę. Podał jej kieliszek i wskazał miejsce na kanapie. - Mam jakieś babeczki i sałatkę od siostry jeśli jesteś głodna. Nie. Ty nie. - powiedział do Ix, która oznajmiła, że się obraża krótkim burknięciem i opuściła ich towarzystwo.
prudence lane
-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Czyli jakbym potrzebowała kiedyś fachowej opinii odnośnie ewentualnego remontu, to mogę spokojnie do niej zagaić? — odparła z uśmiechem na ustach, znów czując się jakby zagalopowała w nieznane - dając dziwne poświadczenie, że chce go poznać lepiej, bardziej, prawdziwiej. Jakby nie był jej pacjentem, a ona próbuje powoli poznawać jego bliskich, żeby mieć kolejne argumenty na to, iż hunter to świetny facet z fajną rodzinką, stając się wręcz idealnym kandydatem do wzięcia.
O boże, nie. To zaczyna przechodzić w zły kierunek, zdecydowanie. Odchrząknęła cicho, próbując zmienić punkt swojego zainteresowania, a wtedy on sam zwrócił uwagę na psinkę. Wcześniej naturalnie słyszała dobiegające szczekanie z wnętrza domu, lecz jakoś później nie zarejestrowała faktu jego istnienia - może z racji tego, iż spodziewała się, że Wright będzie posiadał zwierzęta ze znacznie większych ras? Nie była uprzedzona, żeby nie było! — Och, jaka urocza… — przykucnęła, wystawiając dłoń do czworonoga, aby mogła w pełni zapoznać się z zapachem nowo przybyłej osoby, a gdy nie widziała już u niej napięcia, postanowiła delikatnie pogłaskać. Nadstawienie głowy sprawiło, iż była przekonana, że Ixchel zdołała polubić tego nowego człowieka. — Bardzo ciekawe imię — odparła, jeszcze dosłownie chwilkę poświęcając psiakowi, po czym stanęła na równe nogi - odbierając jeden z kieliszków z trunkiem. Podziękowała za niego uśmiechem, po czym przeszła do środka, siadając na wskazanej kanapie.
Dopiero jakby teraz dostrzegając… lekki chaos. Widząc regał bez szyb, który ewidentnie te szyby powinien posiadać. Jakieś inne meble znajdujące się w ów przestrzeni również nie wyglądały jakby były w całości - może je też naprawiał i były w trakcie wielkiego, opracowywanego projektu? Zaraz jednak jakby oprzytomniała, przypominając sobie o bandażu jaki miał wcześniej na dłoni, a gdy go zabrakło - miała szansę ujrzeć ranę jaka znajduje się na skórze. Gdyby nie fach psychologa, pewnie okazałaby się świetnym detektywem z tym całym analizowaniem sytuacyjnym. — Nie trzeba było się trudzić, ale dziękuję — odpowiedziała uprzejmie, upijając mały łyk wina. Dobre. W sumie - jedno z jej ulubionych, jakby nie patrzeć, nieświadomie to właśnie to wybierając jako prezent. Zerknęła następnie znów na psiaka - oburzonego faktem nie otrzymania zaproszenia do częstowania się jedzeniem, o który wspomniał, na co cicho parsknęła. — Charakterna z niej kobieta — odprowadziła Ix wzrokiem do nieznanego Prudence miejsca, po czym powróciła spojrzeniem na Huntera. — Jak prace nad stolikiem? Bo przecież nie czekałeś z nim faktycznie na mnie, prawda.. — zagaiła, nawet nie wiedząc jak bardzo się zaraz zdziwi.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Generalnie mam wrażenie, że minęła się ze swoim powołaniem. - bo dom wyglądał znakomicie po tym jak zmieniła w nim prawie wszystko. Był wdzięczny siostrze, że znalazła czas aby to zrobić. On nie miał do tego głowy. Wrócił z misji, szykował się na kolejną i ostatnie o czym myślał to dom, w którym teraz czuje się jak ryba w wodzie. - Myślę, że teraz mniej czasu, ale może coś zaradzi. - zaśmiał się, bo ogarnianie własnego domu, biznesu oraz dzieciaków to spore wyzwanie, którego nie zazdrościł siostrze. On miał dużo więcej czasu i swobody.
- Byłem kiedyś w Meksyku, w majańskich wierzeniach to bogini księżyca. Idealnie pasuje do tej królewny. - bo te niebieskie oczy i szara sierść była wyjątkowa jak noc! Dodatkowo to słowo zapadło mu w pamięć z całej wycieczki, a gdy nadarzyła się okazja do adopcji psiaka, wiedział że będzie to idealne.
Ostatecznie ruszył się do lodówki po jedzenie by wystawić je na stoliku kawowym, który również wyglądał jakby zaraz miał się rozlecieć. Będzie musiał go naprawić, choć ostatnio nie miał na to czasu, to wypadałoby się w końcu za niego wziąć, zwłaszcza że był w centrum salonu i każdy go widział. - Bardzo. - stwierdził i zaśmiał się cicho, bo doskonale wiedział, że później będzie musiał to jej wynagrodzić smaczkami. Inaczej będzie obraza majestatu królowej i przynajmniej przez tydzień nastaną ciche dni!
Podrapał się w głowę i upił łyk wina. - Czekał na Ciebie. - na twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech, bo przecież nie powie że zajął się kompletnie innymi rzeczami i zapomniał, że ten mebel istnieje. No ale tak jak powiedział, zrobi go przy publiczności, którą miała być terapeutka, także ani trochę go nie ruszył.
- Możemy iść do warsztatu. - a po tych słowach podniósł się i otworzył drzwi przesuwne do sporego ogrodu, gdzie stała… szopa - jego warsztat. Nie była jakaś ogromna, ale po otworzeniu drzwi i zapaleniu światła widać że jest całkiem pojemna. Na środku czekał stolik, a wokół niego było kilka wyjętych narzędzi. Podał jej taboret - który zresztą sam odnowił i poklepał aby sobie usiadła. Oczywiście trochę dalej od niego, aby w razie co nic się jej nie stało. Odłożył swoje wino i położył na nim kawałek drewna, aby nic nie wpadło do środka. - Więc zaczynając od początku, najpierw szlifowanie. - podał jej słuchawki aby nie ogłuchła od hałasu, oraz gogle które chroniły przed drobinkami. Odpalił szlifierkę i zaczął szlifował starą powłokę. Zajęło mu to jakieś 15 minut, gdzie robił przerwy aby coś powiedzieć, pokazać albo zwyczajnie napić się wina. Później nastąpiło odpylanie i wypełnianie ubytków. Zeszło im na tym jakieś 45 minut. I co prawda była to tylko główna część stolika, bez nóg to i tak uważał to za dobry czas. - Pracochłonne to, ale jakoś mnie tak uspokaja. - uśmiechnął się delikatnie. - A teraz twoja kolej. - podał jej olej do drewna oraz gąbeczkę. - No chyba nie myślałaś, że nie wykorzystam okazji by ze mną popracowała. - pokazał jej jak rozprowadzić olej, który ładnie uwydatnia kolor, a potem usiadł sobie i upił łyk wina. - Swoją drogą, bardzo dobre wino. Sama wybierałaś?
prudence lane
-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pokiwała głową na informację, po czym jeszcze raz zlustrowała zwierzę, póki nie odeszła z obrażeniem tak wielkim i majestatycznym, że nie wiedziała czy ktokolwiek z ludzi byłby w stanie emanować takim poczuciem bycia urażonym, jak właśnie ta psinka to okazała swojemu właścicielowi - bo ona nie była niczemu winna, prawda? No chyba, że po prostu oberwała tak dla zasady, rykoszetem, nie oszczędzając nikogo. — Tak, zdecydowanie do niej pasuje — zgodziła się bez zawahania z uśmiechem na ustach, po czym powróciła wzrokiem na swojego rozmówcę. Nie spodziewając się odpowiedzi na kolejne zapytanie. Aż uniosła jedną z brwi w formie zdumienia. — Naprawdę czekał? — nie mogła w to trochę uwierzyć. Czy to faktycznie chodziło o nią samą, czy zwyczajnie nie miał wcześniej motywacji do tego mebla, przez co ociągał się z robotą, a teraz to zwala winę na terapeutkę, żeby ta pogrążyła się w smutku, iż to przez nią i jej unikanie spotkania dochodzi do wstrzymywania prac? Niemniej uśmiechnęła się w odpowiedzi na ten jego, po czym została prędko zaproszona do przejścia dalej.
Podążyła za nim tęczówkami, a zaraz potem i krokami, przechodząc na tylną część domu. Ogród, a na nim szopa. Kompletnie nie sprawiająca wrażenia warsztatu, a zwyczajnego małego budynku, w którym trzyma się narzędzia ogrodowe, co by nie pałętały się po domu. Niemniej gdy znaleźli się w jej wnętrzu, okazało się iż ów miejsce faktycznie miało wszystko to, co powinien posiadać porządny warsztat - w jej opinii, chociaż co ona się tam znała odnośnie tych spraw. Prue w końcu miała gabinet, w którym znajdowały się regały z książkami, i to nie takimi które uwielbia czytać na co dzień w ramach rozrywki; a także biurko, na jakim znajdzie się pełny stos papierów, teczek i innych sprawunków związanych z jej codzienną pracą. Kocha ją, naprawdę. Ale czasem ma dość tego widoku - tego piętrzącego się stosu, który wydaje się jakby końca miał nie posiadać, a ona nigdy nie dowie się jak to jest mieć pusty blat.
Niemniej chwilę rozglądała się po ów miejscu, by zostać wytrącona ze swej własnej uwagi, w trakcie przyjmowania taboretu, na jakim zasiadła, aby móc obserwować swojego dzisiejszego animatora. Uśmiechnęła się wesoło w ramach podziękowania za przekazanie czegoś do siedzenia, odstawiła obok siebie kieliszek z winem i skupiła na nim się całkiem. Odebrała przed wspomnianym procesem słuchawki tłumiące hałas oraz okulary ochronne, po czym patrzyła z jaką precyzją zajmował się szlifowaniem. Znaczy - trochę na tym, a trochę na pracy jego rąk samych w sobie. Jakby dostrzegała go z innej strony. Jako nie tylko pacjenta, z jakim ma spotkania co tydzień, dwa tygodnie, a jako… faceta. O cholera, to wino chyba jej szkodzi zamiast ułatwiać!
W trakcie przerw rozmawiała z nim i podpytywała na przykład kiedy wie, że już jest to idealny moment na zakończenie szlifowania powierzchni, w międzyczasie upijając małymi łykami trunku procentowego - który, serio, nie pomagał jej! Niemniej trzymała się w ryzach, twardo trzymała stopy na ziemi pomimo siedzenia na taborecie. Gdy przeszedł do dalszej czynności, przyglądała się kolejnej pieczołowitości z jego strony. Tego dbania o szczegóły, aby wszędzie było zrobione tak, jak być powinno. To kolejna rzecz, jaką musiała zapamiętać. To, jaki potrafi być cierpliwy, żeby osiągnąć to, do czego dąży. Czy tak samo będzie z terapią? Że zachowa spokój i nie da się ponieść emocjom, gdy będzie w jego mniemaniu się to ciągnęło w nieskończoność, a ona go poinformuje, że tak trzeba i nie robi tego specjalnie, aby nie został nigdzie wysłany? Miała taką nadzieję.
— Właśnie widzę — przyznała z uśmiechem, po czym jakby wzniosła za to toast, upijając jeszcze jednego małego łyka wina, po czym podniosła obydwie brwi. — Moja? — nie spodziewała się zostania zaangażowaną w ten projekt. Zupełnie jakby była na jakiś zajęcio-wacrsztratach artystycznych, w których miała przyjść się czegoś nauczyć i móc to kiedyś wykorzystać do swojej pracy. Niemniej kiwnęła głową z uśmieszkiem na ustach, po czym podniosła się na równe nogi na słowa Huntera odnośnie wykorzystania okazji możliwości pracy z jej osobą w innych sposób, niż dotychczas. Gdzie to on teraz był Panem sytuacji i miał powiedzieć co, gdzie i jak. Co o dziwo Prudence nie przeszkadzało. Zanim pochwyciła olej oraz gąbeczkę, podciągnęła rękawki swojej bluzki, będąc prawie że gotową do robienia swojej części w projekcie. I może nie była zbyt stosownie ubrana, to jednak to nie zraziło kobiety do spróbowania czegoś nowego. Uważnie obserwowała to, co ma wykonać, po czym metodą prób i błędów zaczęła faktycznie robić to, co do niej należy. W międzyczasie zerknęła na Huntera, gdy zapytał o wino. — Cieszy mnie to. Tak, sama wybierałam. To jedno z moich ulubionych, tak szczerze mówiąc. Może i typowo po babsku jest półsłodkie, ale mimo wszystko przyjemnie ta subtelna goryczka łaskocze po przełyku — odparła, powracając oczami na to, co miała do zrobienia. Nie chciała przecież, aby były jakieś dziury na powierzchni bądź miałoby być gdzieniegdzie więcej oleju niż powinno. — Jakbym wiedziała, że tak Ci posmakuje wzięłabym dwie butelki, żebyś mógł tą drugą się delektować później w samotności — zażartowała, widząc jak wręcz ubóstwia to, co znajduje się w jego naczyniu. — Czy po nałożeniu oleju trzeba długo czekać z dalszymi krokami? — zagaiła jeszcze, żeby zmienić tor rozmowy - trochę nieświadomie, a trochę świadomie, jakby ciągle z oby iż robi coś niezbyt stosownego.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Bardzo dobrze Ci idzie. - powiedział, po czym kucnął by sprawdzić czy nie ma nigdzie większej ilości oleju, co by zburzyło symetrię. - Dla mnie to inna bajka. Wino piję z siostrą a i tak nie zdarza się to często. - bo mimo wszystko on to prosty chłopak i zadowoli się piwem, no ewentualnie jakąś whiskey. - Zostawiłbym ją na następną okazję. - zaśmiał się, nie mówiąc tak konkretnie czy chodzi o spotkanie z Lane czy nie. Niech sama sobie dopowie.
- Tak, musi on dobrze przeschnąć, także będziemy mieć chwilę aby posiedzieć, już nie w opiłkach drewna. - kiedy faktycznie uznał, że powierzchnia jest odpowiednio pokryta, wyjął drugi taboret i pokazał aby sobie usiadła. - Mam tu kilka innych ciekawych rzeczy. - mówiąc to, wstał i podszedł do jednej z szuflad. Wyjął z niej kilka mniejszych przedmiotów i wrócił na swoje miejsce. - To zrobiłem dla siostrzeńca. - pokazał jej klocki, przypominające te lego, jednakże dużo większe. - Nie skończyłem ich przed wyjazdem na ostatnią misję… a teraz już jest za duży. Woli gry komputerowe. - uśmiechnął się smutno, po czym podał jej małą szkatułkę z metalowymi zdobieniami. - To jest prezent dla siostry, na urodziny. Będzie gdzie miała schować biżuterię bo mówi, że wiecznie ją gdzieś zostawia po domu. - upił łyk wina i westchnął skupiając wzrok na terapeutce. - A Ty masz jakieś pasje? Coś poza gabinetem i psychologią? I dobrym winem. - oczywiście musiał rzucić o trunku na koniec, unosząc kąciki ust do góry. Miał wrażenie, że za dużo mówi o sobie, dlatego chciał trochę skierować uwagę na nią, tak by sam nie był gwiazdą tego wieczoru. - Jakaś rodzina? Bliska… daleka? Mąż? - może się tu zagalopował, ale zrzucimy to ładnie na wino oraz jego ilość w organizmie żołnierza.
prudence lane
-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Rozumiem, piwo lepiej pasuje do samotnych wieczorów — odparła jedynie z kiwnięciem głową, po czym uniosła brew ku górze, nie wiedząc czy mogła sobie pozwolić na to, aby jej myśli mogły powędrować znacznie dalej, niż powinny. — Na pewno siostra odwiedziłaby Cię przy takiej okazji — nie dała się ponieść, nie pozwoliła galopować umysłowi w zakamarki rozmyślań, jakich w ogóle nie powinna analizować ani teraz ani kiedykolwiek, w stosunku co do swojego pacjenta i osoby, z jaką miała tylko i wyłącznie rozmawiać o jego problemach i niczym więcej. Mocno przekroczyła tą barierę, przybywając do domu Huntera. Dlatego tym bardziej nie mogła dopuścić do rozszalenia się głowy w niebezpieczne rejony.
— Długo ten proces trwa? Tak mniej więcej, oczywiście, bo na pewno każdy mebel i różne powierzchnie inaczej sobie z tym radzą — zagaiła jeszcze, bo nie wiedziała czy w ogóle w dniu dzisiejszym jeszcze będzie cokolwiek się działo związanego ze stolikiem, czego ona będzie świadkiem. Przyjęła raz jeszcze w trakcie pobytu w szopie taborecik, siadając nieopodal Huntera, który chętnie zaczął dzielić się innymi rzeczami własnoręczni wykonanymi. Gdy powrócił na swoje krzesełko, zainteresowała się żywo ów przedmiotami Jednego z klocków wzięła w dłoń, zapoznając się z fakturą. — A skąd wiesz, że nie spodobają mu się teraz, mimo że woli gry? Pomimo wszystko dzieci również lubią takie rzeczy, gdy mają świadomość że ktoś bliski postarał się i własnymi rękoma zrobił coś szczególnie dla nich. Może nie będzie się nimi bawił, ale na pewno będzie je trzymał bądź ustawi gdzieś w formie pamiątki czy uhonorowania tego, jakie to dla niego ważne — tym bardziej była przekonana po tym, gdy wcześniej wspominał o relacji jego oraz siostrzeńców. Mówiąc to, przeniosła spojrzenie na żołnierza i posłała delikatny uśmiech, dający otuchę oraz pewną formę przekazania przekonania, iż będzie dosłownie tak, jak powiedziała.
Następująco do jej dłoni trafiło jeszcze coś - przepięknie prezentująca się szkatułka, po której również przesunęła palcami - w szczególności po tych metalowych zdobieniach, tak mocno charakterystycznych, a jednocześnie dopełniających to, jak wyglądała skrzyneczka. — Cudna jest. Na pewno będzie bardzo zadowolona — to akurat nie była rzecz, o jakiej musiała go przekonywać; to zwykłe stwierdzenie oczywistego faktu, mając nadzieję że i on sam tą pewność posiada. — Naprawdę masz niesamowity talent — dodała na koniec, poszerzając uniesione kąciki, na koniec zwilżając wargi odrobiną wina, odstawiając kieliszek na odpowiednią odległość, co by przypadkiem nie przewrócić go i nie rozlać zawartości jaka jej pozostała w naczyniu - może już niezbyt wiele tam tego było, ale jednak.
Nie sądziła jednak, że przejdą na jej temat, na co na moment uciekła spojrzeniem, jakby spłoszona i onieśmielona tym. — Chyba teraz będziesz co każde spotkanie wspominał o tym winie, co? — zagaiła z rozbawieniem. — No cóż, może stereotypowo, ale lubię czytać książki. Ale nie te związane z pracą, a trochę romansów i fantasy — zaczęła, domyślając się co może sobie pomyśleć; kolejna niepoprawna romantyczna, która czyta o tych wszystkich facetach, żeby potem w świecie rzeczywistym szukać tego idealnego księcia z bajki. Tak jednak nie było, gdyż po prostu skupiała prawie całą swoją uwagę na pracy, zapominając odrobinę o życiu prywatnym. To nie było dla niej przeszkodą, bo przynajmniej miała całe dnie zapełnione, nie odczuwając nudy. — Przed snem uwielbiam odpalić sobie chociaż jeden odcinek serialu bądź film, na który mam ochotę, nawet jeśli mogłam go już oglądać tysięczny raz. No i… Kiedyś próbowałam szydełkować, ale albo zabrakło mi czasu, albo cierpliwości do tego — dodała, póki nie usłyszała kolejnego zapytania. Uniosła na to brew zaintrygowana. Czyżby faktycznie chciał ją poznać, czy może to taki mały odwet na jej wyciąganie z niego informacji w trakcie terapii? — Nie mam rodzeństwa, ale za to z mamą jestem bardzo blisko, zupełnie jak i z dziadkami, czyli jej rodzicami. Taty nie znam… i nie chciałabym tego zmieniać — tej drugiej kwestii nie spodziewała się, że wypłynie z niej tak gładko. Lecz to też może kwestia tego, iż dawno przepracowała ów sprawę, nie mając wielkiego do niego żalu. Bo po prostu ten człowiek dla niej nie istniał. Tak było wygodniej. — Męża nie mam, nie wiem czy którykolwiek wytrzymałby z pracoholiczką — rzuciła żartobliwie, doskonale wiedząc jaka jest i jak bardzo poświęcała się temu, co kochała robić. Pomagać innym na swój sposób. — Wino mnie za to rozumie, nie zadaje pytań dlaczego dzisiaj znów tak późno — odparła jeszcze, chwytając kieliszek ponownie i podnosząc go do jakby zainicjowania toastu, by ostatecznie wypić resztę trunku procentowego. — Ale to akurat w pewien sposób najlepiej rozumiesz.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Zdecydowanie lepiej. - było mniej finezyjne, kosztowało mniej i można było go wypić trochę więcej niż wina, które zazwyczaj po jakimś czasie gorzej wchodziły i siadały na żołądku. Pokiwał głową na jej słowa o wizycie siostry. Zapewne ucieszyłaby się gdyby miała okazję wypić tak godny trunek.
- Zazwyczaj na następny dzień jest gotowy. Można dać jeszcze drugą warstwę ale według mnie to tylko strata czasu, bo jeśli za pierwszym zrobiło się to porządnie, będzie służyć na lata. - znał się na tym trochę, w końcu pomiędzy misjami musiał sobie znaleźć jakieś zajęcie. Ogrodnik był z niego średni choć hodował jakieś pomidory i ogórki, dopóki nie przygarnął Itxel, która zżerała wszystko. Nie był zbyt utalentowany artystycznie - nie malował, nie rysował ale mimo wszystko robienie w drewnie pokochał. Jest to jego konik i zajęcie na wyciszenie (mimo bycia tak głośnym). Dzięki temu zawsze może czymś zaskoczyć znajomych. Gra na gitarze i choć nie robił tego od wieków to próbował nauczyć siostrzeńców. Niestety żaden nie marzy o byciu gwiazdą rocka, a youtuberem. Czasy się zmieniają…
- Nawet jeśli… nie chce żeby były tylko pamiątką. Chcę aby komuś sprawiły radość, a oni są już za duzi. Może kiedyś jeszcze się komuś spodoba. - a jak nie to odda je do domu dziecka? Albo innego miejsca gdzie na pewno zostaną docenione.
Uśmiechnął się na jej słowa. Przyjmowanie komplementów szło mu opornie, dlatego nic nie odpowiedział jeszcze chwilę wpatrując się w szkatułkę. Odłożył ją na miejsce tak jak klocki.
Teraz chciał się dowiedzieć czegoś więcej o kobiecie. A czemu był tak bezpośredni? Bo zazwyczaj nie owija w bawełnę. Jest zwykłym facetem, który nie lubi słyszeć ogólników, skupia się na szczegółach i je zapamiętuje.
- Romanse? Nie nudzi Cię konwencja księcia z bajki pojawiającego się nagle? - nie mówił tego w złej wierze, po prostu chciał poznać jej opinie. Dla niego takie książki były czymś obcym - ostatnia jaką czytał była chyba w szkole wojskowej. Ewentualnie instrukcja telefonu… nic więcej. Może warto to zmienić?
- O proszę, jesteś niecierpliwa? - zaśmiał się, bo tutaj pokazała co innego. Dbała o równomierne rozprowadzenie preparatu i potrafiła się skupić, a było to dosyć monotonne!
- Rozumiem. - zapamiętał sobie, żeby nie pytać o ojca. Dobrze, że miała wsparcie w reszcie rodziny. - Mój zginął w Afganistanie walcząc w armii amerykańskiej. Miałem 15 lat. - nie miał pojęcia czemu to powiedział, ale uleciało to szybciej z jego ust niż pomyślał. Spod bluzy wyjął nieśmiertelniki. Jeden należał do niego, drugi do ojca. - Tyle mi po nim pozostało. I medal za zasługi dla kraju. - który jest w jego rodzinnym domu. Na chwilę się zawiesił spoglądając na imię ojca, tak dobrze znane bo widniało również w jego dokumentach. Ostatecznie powrócił wzrokiem na Prue.
- Nie każdy pracoholik jest taki zły. - zaśmiał się i lekko trącił ją ramieniem. Musiała wiedzieć, że on nie widział tego jako wadę. Wręcz przeciwnie, podziwiał. Sam miał fioła na punkcie swojej pracy - stąd ta terapia. Wszystko po to aby tam jak najszybciej wrócić.
- Dobry partner. - po tych słowach wstał z taboretu i przesunął go pod ścianę szopy. - Więc trzeba go dolać. - uśmiechnął się i poprowadził ją z powrotem do domu, upewniając się wcześniej czy na pewno zgasił światło w warsztacie. - Robi się późno, jeśli chcesz możesz zostać na kanapie. - no chyba że bardzo śpieszy jej się do domu. Dolał jej wino i usiadł z powrotem na kanapie.
prudence lane
-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Choć jednocześnie alkohol podpowiadał jej, iż powinna tak zrobić, ten jeden raz…
Niemniej zmienili temat, przez co mogła zapomnieć o poprzednich przemyśleniach, na szczęście. Bo jeszcze by palnęła w końcu coś głupiego. — Och wiesz, czasy idą do przodu, obecna literatura i formy przedstawiania historii również ulegają zmianom. Pomysły stają się mniej sztampowe, romansidła nie skupiają się jedynie na idealnym księciu. Są też takie gatunki jak choćby dark romance, gdzie główny love interest jest bad boyem… — mówiąc to, dostrzegła jego minę, na co się cicho roześmiała pod nosem. — Nieważne, nieważne… Może lepiej nie rozwijać tego tematu głębiej… — dodała z rozbrajającym wręcz uśmiechem przez rozbawienie, jakie ją ogarnęło. No i przez te delikatnie płynące procenty po jej krwiobiegu.
— Trochę tak. Czasem tracę cierpliwość, jeśli w mojej opinii nie wychodzi mi coś tak, jakbym tego chciała. Tak, że to coś wygląda perfekcyjnie. I to nie tak, że nie mam świadomości tego iż trzeba ćwiczyć i praktykować techniki, aby dążyć do tej perfekcji, ale jednocześnie gubię zainteresowanie i tracę dalszą chęć do działania w chwili, gdy wewnętrznie uznam, iż się do czegoś nie nadaję. Żeby nie było, pracuję nad tym, choć czasem wychodzi to gorzej niż założenia przewidują — nie miała przecież czego się wstydzić - jest tylko człowiekiem, a nie istotą idealną, jaka potrafi wszystko zrobić najlepiej, a spod jej rak wychodzą jedynie cuda. Posiadała tego wielką świadomość, stąd tak łatwe mówienie o tym na głos.
Nie spodziewała się jednak, że kwestia poruszona odnośnie ojca sprawi, iż on sam się tak uzewnętrzni. Coś, co sądziła iż nie jest problemem w jego życiu, nagle nabrało innego znaczenia w tejże chwili. Tak też chyba dół≥ożyła sobie nieświadomie kolejną cegiełkę do opracowywania w trakcie sesji terapeutycznych Huntera. Ale dla niej to nie był problem - dla niej to wręcz niezmiernie wielki pozytyw, bowiem nie wiedziała czy w niedługim czasie by się o tym dowiedziała w gabinecie. — Bardzo mi przykro — mina z lekka jej zrzedła, tym bardziej gdy widziała zawieszenie się mężczyzny, gdy pokazał nieśmiertelnik. Siedziała na tyle blisko, iż widziała wyryte na nich dane, dostrzegając te należące do niego, a na drugim te które - jak już wie - należały do ojca. Postarała się po tym krzepiąco uśmiechnąć. — Na pewno jest z Ciebie teraz dumny — dodała, chociaż nie wiedziała czy powinna, choć jednocześnie czuła potrzebę powiedzenia tego. I nie jako jego psycholog, a dobra znajoma.
Zmiana w jego zachowaniu trochę ją zdziwiła, a zarazem ucieszyła - nie wiedząc, czy kontynuowanie tematy ojca byłby akurat teraz dobrym rozwiązaniem. Po szturchnięciu również się roześmiała. — Zależy od punku patrzenia — nie każdy to rozumie, nie każdy szanuje. Niektórzy faceci nie lubią mieć kobiet intelektualistek radzących sobie i dbających samodzielnie o swoje własne finanse, nie czując zapotrzebowania w posiadaniu wsparcia w swoim partnerze. Nie każdy facet w ogóle chce, aby jego kobieta pracowała gdziekolwiek, nawet za tą najniższą krajową, by cokolwiek przynosiła do domu i posiadała swojego na koncie bankowym. Niektórzy zwyczajnie chcą mieć Panią, która posprząta, ugotuje, zrobi co trzeba, a przy okazji wychowa mu silnych i zdrowych potomków. I chociaż brzmi to teraz niezmiernie stereotypowo, to chociaż - jak dopiero co wspomniała - czasy się zmieniły, a wszystko ruszyło do przodu, to jednak dalej jest pewna grupa facetów nie zmieniająca swojego nastawienia do tego, jak wyglądają związki partnerskie czy małżeńskie. A szczególnie te drugie, czując że teraz jak osiedlili dziewoję, to mogą mieć względem niej własne oczekiwania. Smutne, ale rzeczywiste.
Kiwnęła głową na propozycję dolania, odstawiając w ślad za Hunterem taboret, ostatni raz jeszcze zerkając przez ramię na blat stolika, który pozostawiają tu do jego całkowitego przeschnięcia. Poczekała cierpliwie aż zamknie szopę, po czym powróciła za nim do domostwa - nie chciała być niekulturalna i zacząć rządzić się w domu kogoś, u kogo jest po raz pierwszy.
Usiadła na kanapie, nadstawiając z niemym podziękowaniem za dolanie wina, po czym oparła się o miękkie wypełnienie mebla plecami. — Och, nie chcę robić kłopotu. No i nie wiem czy powinnam aż tak nadszarpywać gościnności — odparła natychmiastowo, faktycznie niezbyt dobrze się z tym czując. Ale nie ze względu na swoje własne zasady, a że po prostu miała tylko przyjść na godzinkę, dwie, pooglądać i pomóc przy odnawianiu stolika. A nie wpraszać się i zostawać na noc, zupełnie jakby nie byli tylko psychologiem i jej pacjentem. — Choć z drugiej strony jutro mam luźniej, ale nie będę miała za bardzo jak przyjechać rano po auto… — dodała z nieco skwaszonym uśmiechem, uciekając na wprost siebie spojrzeniem, żeby przeanalizować na szybko zaistniałą sytuację. Zagryzła delikatnie dolną wargę. — Mogę zadać osobiste pytanie? — nagle się zerwała, wracając na niego tęczówkami. Chyba śmiałość o pytanie odnośnie tego, czy ma męża sprawiła, że i sama postanowiła się odważyć. — Chciałam zadać to pytanie tak w ramach spotkań, ale jakoś nie czułam na to dobrego momentu. Teraz też w sumie go nie ma… — zaczęła swój słynny, poalkoholowy słowotok. Gdy uświadomiła sobie o jego pojawieniu się, uniosła bardziej kąciki ust - w geście przeproszenia. — Nie związałeś się z nikim tylko ze względu na wyjazdy, czy jeszcze coś się z tym wiąże? — nie wiedziała - bo może miał już raz złamane serce, przez co nie miał już zaufania do płci przeciwnej pod takim względem?
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie ma rzeczy perfekcyjnych, ludzi też. - dorzucił do tego wszystkiego co ona wcześniej powiedziała. Rozumiał ją w stu procentach. On z natury był cierpliwy i potrafił się na czymś skupić, wykonują czynność przez godziny, ale zdarzały się momenty gdy nawet błahostka potrafiła go wyprowadzić z równowagi. Ostatnio do szewskiej pasji doprowadziło go plastikowe opakowanie, którego nie mógł otworzyć bez noża. NIestety nie jest takim strongmanem na jakiego wygląda.
Sprawa ojca była rzadko poruszana w rozmowach. Nie z obawy przed tym, a z szacunku do matki, która po jego śmierci całkowicie się załamała. On musiał stanąć na wysokości zadania i sprawić aby nikt nie zburzył spokoju rodziny, a to że poszedł w jego ślady? To zupełnie inna para butów. - Na pewno przerosłem go rangą w wojsku. - bo czy był z niego dumny? Szczerze? Wątpił. Zapewne nie chciał aby syn skończył tak jak on. Opuszczając bliskich z myślą, że może ich już nie zobaczyć. Jedna różnica… on wrócił, ojciec nie.
- Mi to nie przeszkadza. - no musiał to powiedzieć - tak w ramach znajomości, żeby zaraz tu czegoś nie insynuować. Po prostu uważał, że praca to ważna część życia, a gdy jej nie ma, ciężko się odnaleźć na nowo. Przeżywał to od dobrych kilku lat już i choć dalej uważał, że wszystko z nim w porządku, musiał się zadowolić myślą, że kiedyś wróci.
Nie przeszkadzało mu, że zostanie na noc. Kanapa była wolna, wygodna a i Itxel raczej na niej nie spała, także mogła się rozgościć.
Pokiwał głową, bo wiedział że takie pytania też się pojawią a nie miał zamiaru ich unikać. Nie byli w gabinecie, poza tym procenty krążyły w jego krwii. Teraz było dużo łatwiej mówić niż przy herbacie.
Odetchnął głęboko po czym odstawił swój kieliszek na stolik.
- To nie tak, że nikogo nie miałem przez te lata. Były krótkie przygody. Znajomości… seks. - powiedział to bardzo spokojnie ale widać, że się lekko spiął. Sama postawa na to wskazywała, sposób w jaki powoli brał wdechy i rozważał każde słowa zanim je wypowie. - Z jedną było nawet poważnie. Czekała na moje oświadczyny. Byliśmy ze sobą rok, ale… - zamknął na chwilę oczy przypominając sobie jak wyglądała, co mówiła. -... bałem się. Nie chciałem by dostała mój nieśmiertelnik i kondolencje. Nie chciałem jej zostawić. Statystycznie z wojny częściej wraca się w trumnie. Nie chciałem aby przechodziła to co moja mama. - więc same wyjazdy nie były powodem, a obawa przed tym, że kobieta zdąży go pokochać i… straci… ot tak.
- Będę się już kładł… późno już. - widać, że coś się zmieniło a on jakby nigdy nic, wstał i wyszedł z salonu udając się do sypialni i zamykając za sobą drzwi. Chyba pytanie było zbyt osobiste i dotknęło tej struny, której nie powinno.
prudence lane