On wyrwał się z piekła, by zbudować swój świat.
Ona uciekła z raju, by móc w końcu krzyczeć.
Nigdy nie musiała walczyć o miejsce przy stole, mogła spóźnić się kilka minut na kolację i nie była karana za plamy na sukience, bo... zwykle nikt ich nie widział. Jej dzieciństwo nie pachniało upokorzeniem, tylko świeżo parzoną kawą ojca i drogimi perfumami matki, która wpadała do pokoju tylko po to, by musnąć policzek Eli i zostawić na nim kolorowy ślad szminki przed wyjściem do pracy, na bankiet lub inne spotkanie towarzyskie nieuwzględniające obecności jej córki. Tak naprawdę rodziców widywała bardzo rzadko, a jak już zjawiali się w progu jej pokoju, przychodzili z długą listą oczekiwań. Miała być najlepsza, miała być ich wizytówką i miała być nieskazitelna - tak bardzo nieskazitelna, jak tylko nieskazitelne mogło być najpierw kilkuletnie, a potem nastoletnie dziecko. Jednak od czasu do czasu przychodziły
momenty.
Raz na jakiś czas - długi czas, to wszystko zdarzało się bardzo, bardzo rzadko - tata wchodził do jej pokoju z dwoma kubkami gorącego, parującego kakao. Siadali wtedy na krawędzi łóżka, Ela zwykle była już w piżamie i szlafroczku, z puchatymi, białymi kapciami na nogach i patrzyła na tatę z uwielbieniem w orzechowych oczach. Kochała te wieczory - to były czasy podstawówki, tata czasem czytał jej bajkę, ale częściej wypytywał, jak minął jej dzień i czy babcia na pewno nie poczęstowała jej lodami, a ona uroczo kłamała mu prosto w oczy, że nie, że nie jadła dzisiaj żadnych lodów, mimo że zjadła aż trzy porcje. Innym razem zabierał całą rodzinę na piknik nad jezioro i nie krzyczał, kiedy Ela zdejmowała swoje lakierki i wchodziła do wody, a raz w roku jeździli też na luksusowe wakacje (najlepiej wspominała te na jachcie z prywatną kucharką Lucią, która codziennie rano przygotowywała naleśniki i gofry z owocami dla całej rodziny). Te
momenty pojawiały się jednak coraz rzadziej, gdy poszła do liceum - tata przestał do niej przychodzić z kakao, a później przestali również jeździć na rodzinne wakacje. Być może wiązało się to z awansem ojca z adwokata na sędziego, być może kosztowało go to dużo stresu, ale od tamtej pory stał się jeszcze bardziej wymagający wobec swoich dzieci niż przedtem. Interesowały go tylko średnia ocen, kierunek studiów, zachowanie, opinia. Opinia innych ludzi o jego własnych dzieciach. No i wtedy się zaczęło.
Każdy jej krok był oceniany, a każde najmniejsze potknięcie kończyło się awanturą, która w wykonaniu sędziego O'Cahallana nie była krzykiem, o nie, on nie należał do ludzi agresywnych i porywczych. Jej ojciec słynął z chłodnych, morderczych tyrad o tym, jak bardzo Eleanor go rozczarowała, jak bardzo niewdzięczna była i jak bardzo brukała ich nazwisko, nawet jeśli chodziło tylko o ocenę dostateczną ze sprawdzianu. Nic więc dziwnego, że zaczęło się od drobnych kłamstw i urywania się z zajęć, żeby poczuć chociaż odrobinę kontroli nad swoim życiem. W końcu o to chodziło w tym wszystkim, od samego początku, prawda? O kontrolę, której Ela była pozbawiana od najmłodszych lat. Im była starsza, tym mniej kontroli nad własnym życiem posiadała. A jej ognisty charakter nie mógł tego znieść.
Właśnie dlatego teraz, gdy stała obok bruneta, chciała dyktować warunki. Chciała się pobawić, chciała przegiąć, chciała, żeby spróbował ją okiełznać i żeby mu się to nie udało. Chciała być dla niego zagadką, której nie da się rozwiązać, albo pożarem, którego nie da się ugasić, dopóki nie pożre całego tlenu w pomieszczeniu. Każde jego "nie" było dla niej wyzwaniem, a każdy rozkaz brzmiał jak kolejna zasada do złamania, ale... to wszystko było tylko na teraz. Tylko na tę jedną noc, która miała nie mieć żadnych konsekwencji, no bo jutro Ela miała
wrócić. Wrócić do kancelarii, porządku, grzecznego pisania pism procesowych, idealnie skrojonej garsonki i przyciasnych butów, które powinna zwrócić, ale ciągle mówiła, że to prawdziwa skóra i się rozciągną. Zerknęła na chłopaka i również przewróciła oczami na jego słowa. -
A myślisz, że ty jesteś możliwy? - spytała zadziornie, pozwalając mu na to strzelanie minami, bo w sumie to lubiła zabawnych gości, zwłaszcza, gdy byli tak przystojni jak ten tutaj. -
Czyli teraz będziemy łapać się za słówka? Poza tym, to, że nie ma mnie tam, nie znaczy, że bałagan zniknął, meow - odparła, przejeżdżając swoimi paznokciami godnymi jednej z
Housewifes of whatever county tv show po jego koszuli, tuż przed tym, jak przyciągnął ją do siebie i wplótł palce w jej włosy. Ahh, miał taką ciepłą dłoń, aż przeszedł ją dreszcz, bo naprawdę było jej zimno.
Pozwól, że sam zdecyduję, czy chcę robić rozpierdol, czy nie. Okej, wyglądało na to, że po prostu potrzebował odpowiedniego zaproszenia. Niby nie chciała go namawiać, ale z drugiej strony bardzo chętnie byłaby diabełkiem siedzącym na jego ramieniu. Zupełnie jakby brunet potrzebował solidnego kopniaka, żeby puścić hamulce. -
Myślę, że potrafisz podjąć dobrą decyzję, tylko potrzebujesz zachęty - skwitowała, delektując się zapachem jego koszuli i szeptem tuż przy jej uchu. Miał taki miły głos, mogłaby go słuchać godzinami, jeju, przez chwilę do głowy wpadł jej szalony pomysł, żeby dać mu swój numer telefonu, ale nie, co się działo w klubie (i poza nim), zostawało w klubie (i poza nim).
A później powiedział coś takiego dziwnego. Taki dziwny zlepek słów.
Jestem jednym z najlepiej plasujących się escortów w Toronto, baby. Odsunęła się od niego i posłała mu
długie spojrzenie, bardzo długo przetwarzając informacje. Jasne, był przystojny. Nawet bardzo. Mogłaby gapić się na niego i słuchać niskiego głosu, od którego miękły jej kolana, godzinami, ale... żeby od razu za to wystawiać rachunek? Kurwa, cały czas myślała, że był jednym z tych facetów, którzy mieli zbyt dużo pieniędzy i zbyt mało rozrywek, a on po prostu był... do wynajęcia. A to oznaczało, że... ta cała panna Crawford go sobie
kupiła. Buahaha, stara, bogata raszpla. -
Mówisz mi to, bo mam ci teraz zapłacić za dzisiejszą eskortę? - spytała nagle, zaciskając usta w wąską kreskę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Cóż, gdyby chciał, żeby zapłaciła, pewnie by to zrobiła. Dziś wszystkim głupim pomysłom mówiła "zdecydowanie tak".
Nic sobie nie kupisz, bo zostaniesz u mnie w mieszkaniu, a ja pójdę na zakupy. -
A to się jeszcze okaże, bo ja jestem prawnikiem - uśmiechnęła się do niego słodko, bo w głowie już układała plan ucieczki przez okno i pobiegnięcie za nim do sklepu, ale wtedy jeszcze nie wiedziała, że zdecyduje się na wyrzucenie swoich drogich szpilek przez okno, przez co pomysł będzie niemożliwy do zrealizowania. No i właśnie dlatego panna O'Cahallan nie układała zbyt wielu planów na przyszłość, bo jej najlepiej zaplanowana przyszłość działa się jedynie 5 sekund później.
Potem śmignęli taksóweczką, przejażdżka trwała zapewne kilkanaście minut, ale Eli czas minął jak z bicza strzelił. Nawet kiedy przystojniak powiedział
"Przepraszam, ona trochę jest... nie ten... nie halo w głowie" to zaśmiała się uroczo w jego szyję, bo zdecydowanie wolała mieć
nie halo w głowie niż kij w dupie. Zresztą, "nie halo w głowie" było mega delikatnym określeniem. Nie obraziłaby się, gdyby powiedział, że była pierdolnięta. No bo była, to nie było żadne kłamstwo, no która kobieta wskakiwała na kolana chłopaka, którego imienia nie znała, w taksówce, jadąc do domu wyżej wymienionego, chichotała mu do ucha i prężyła się jak kotka, gdy przejeżdżał dłonią po jej kręgosłupie? Kurwa, gdyby Camelia dowiedziała się o tym wszystkim, to przecież by ją zajebała. Chociaż nie wiedziała, co byłoby według Cammy gorsze, przejażdżka z nieznajomym do jego mieszkania czy wyrzucenie Louboutinów przez okno?
Czyś ty zwariowała?! Chcesz kogoś zabić?! Nie wyrobię z tobą. -
Przynajmniej ktoś znajdzie bardzo drogi prezent na środku drogi - odpowiedziała, unosząc jedną stopę na moment do góry. Zapewne chciała ocenić, jak prezentują się jej nogi bez szpilek, no i oględziny przeszły pomyślnie. -
Zamiast narzekać, lepiej pomyśl o tym, że właśnie zafundowałam ci najbardziej emocjonujące pięć minut w tym miesiącu. Za darmo! - zaśmiała się, dalej nie mogąc uwierzyć, że taki przystojniak wolał się sprzedawać niż... niż... niż co? Nagle to całe bycie prawnikiem w kancelarii wydało jej się przeraźliwie nudne. Może też powinna zmienić profesję? Tylko kto chciałby jej płacić za jej towarzystwo? Nawet Camelia by nie chciała, pff. No i pomysł tak samo szybko się pojawił, jak zniknął, ups. Na szczęście, dojechali na miejsce, przystojniak zapłacił, po czym podniósł ją tak, że oplotła go nogami w pasie. Wtuliła się w niego i ułożyła głowę na jego ramieniu, a nawet na chwilę przymknęła oczy, totalnie płynąc z sytuacją. Znaczy, z prądem. W sensie, miała flow, taki sytuacyjny.
Trzymaj tylko głowę po jednej stronie, żebym widział, gdzie idę. -
Mhmm... - wymruczała. A kiedy ułożył swoje dłonie na jej pośladkach? Dla
asekuracji? -
Asekuracja, taaa... Jasne. Jesteś tak profesjonalny - wymruczała z szerokim uśmiechem na ustach, którego na pewno nie mógł zobaczyć, ale mógł usłyszeć, bo chwilę później cichutko się zaśmiała. Nie wyrwała się z jego objęć, bo... no, podobało jej się. Zapowiadała się długa, ciekawa noc. Sytuacja z chwili na chwilę stawała się bardziej absurdalna i ekscytująca, a ona kochała ekscytujące sytuacje. I jego dłonie na swoich pośladkach też zaczynała lubić.
W takim koalowym uścisku wniósł ją do budynku, wszedł z nią po schodach, potem jakoś znalazł klucze i znaleźli się w jego mieszkaniu. Wypuścił Elę z objęć, a ona od razu oparła się o ścianę jak grzeczna dziewczynka i przechyliła głowę na bok, nawet nie rozglądając się po wnętrzu, bo jej oczy ciągle były wpatrzone w niego.
Dobra. Rozgość się. Tylko błagam, w granicach zdrowego rozsądku. Mam ci coś przynieść ze sklepu? Uśmiechnęła się pod nosem. -
Zaskocz mnie - odparła bardzo uprzejmie jak na siebie, a grzeczny uśmiech nie znikał z jej twarzy. Już myślała, że jej nowy przyjaciel nie odważy się zostawić jej samej, ale - dziękujmy niebiosom - chwilę później zamknął za sobą drzwi i została sama.
Odczekała dokładnie trzy sekundy od zamknięcia drzwi, zanim oderwała się od ściany. Grzeczna dziewczynka? Dobre sobie. Po prostu chciała, żeby jak najszybciej wyszedł, bo pierwszy cel był oczywisty - alkohol. Nie miała w sobie za grosz poczucia wstydu, bo bez żadnych skrupułów zaczęła myszkować po jego mieszkaniu. Przetrząsnęła barek, szafki w kuchni, zajrzała nawet do lodówki, ale nic. Żadnego. Alkoholu. -
No nie wierzę, co za nudziarz - jęknęła. Żadnej whisky, żadnego
otwieram wino ze swoją dziewczyną, nawet zakurzonego likieru od babci nie znalazła. Zrezygnowana, podreptała do jego sypialni, żeby otworzyć szafę - niektórzy chowali butelki między ubraniami, ale nie ten Sztywniak. Były tam tylko równiutko poskładane koszulki. Nagle w jej rączki wpadła jedna z nich - miękka, pachniała nim i, co najważniejsze, była na tyle duża, że sięgała jej do połowy ud, no idealna. Niewiele myśląc, zrzuciła z siebie sukienkę, zostawiła ją na podłodze i nałożyła na siebie jego czerwoną koszulkę. Na pewno wyglądała w niej hot, a przy tym czuła się o wiele bardziej swobodnie niż w swojej obcisłej sukience.
Potem odezwało się burczenie w brzuchu, dlatego powędrowała do kuchni, ale znalazła tylko ostatnie opakowanie płatków śniadaniowych. A jak powszechnie wiadomo, płatki śniadaniowe najlepiej smakują z mlekiem, jednak w lodówce mleka nie znalazła - jeju, alkoholu nie, mleka nie, czy on coś w ogóle jadł i pił? Przekręciła oczami, chwyciła pudełko z płatkami i ruszyła w kierunku salonowego okna
tanecznym krokiem, po czym otworzyła okno i wskoczyła na parapet. No i chłodne, zimowe powietrze owiało jej twarz, a ona jadła sobie suche płatki prosto z opakowania, i czuła się jak
Królowa Życia. Wyciągnęła telefon, włączyła
piosenkę, no i zaczęła machać bosymi stopami w powietrzu, totalnie uprawiając
vibing muzyczny. No i chwila beztroski nie potrwała długo, bo już chwilę później usłyszała dźwięk otwieranych drzwi frontowych i nie, wcale nie zeszła z parapetu i nie puściła się biegiem, wręcz przeciwnie, poczekała, aż chłopak wejdzie do salonu, no i dopiero gdy ją zauważył, zeskoczyła zwinnie na podłogę i do niego podbiegła, szeleszcząc paczką płatków, które dalej wcinała. Widzicie? Miała
klasę. -
Wróciłeeeś! - zawołała, zatrzymując się tuż przed nim i
opierając się nonszalancko o framugę drzwi. -
Wiesz, masz bardzo przytulną szafę, ale twoja kuchnia to jakaś totalna porażka. Musiałam ratować się suchym prowiantem, bo w lodówce naprawdę nic nie masz - powiedziała, dalej chrupiąc płatki. -
Ale za to koszulka... - tu przerwała, żeby złapać za końcówkę materiału w okolicy ud. Miała nadzieję, że nie będzie kazał jej się rozbierać, chociaż... jakby się tak zastanowić, nie brzmiało to źle? -
... jest ekstra. Co mi kupiłeś, bohaterze? - urwała w końcu i wlepiła w niego swoje orzechowe oczy, no i jakoś tak przypadkiem jej wzrok zjechał na jego usta, bo w sumie bohater mógłby przynieść jej buziaka, a pewnie przyniósł masło orzechowe i dżem
If I could write you a song to make you fall in love
I would already have you up under my arms
I used up all of my tricks
I hope that you like this
But you probably won't
𝑚𝑦 𝑑𝑒𝑙𝑢𝑙𝑢