To, co się działo, było dla niego istnym szaleństwem. Miał wrażenie, jakby był na jakiejś karuzeli, bo choć spodziewał się, że będą grali w kręgle, tak absolutnie nigdy by nie pomyślał, że po drodze będzie miał jeszcze do czynienia z jakimś obcym facetem, który totalnie z dupy postanowi sobie przywalić się do niewinnej Syd, a potem jeszcze ten kantorek... Dobrze, że chociaż przy wygraniu pluszaka, maszyna nie zepsuła się np. w trakcie gdy ten był wrzucany do otworu albo, że chwytak nagle się nie zaciął, bo biorąc pod uwagę tę serię
niefortunnych zdarzeń, to z maszyną też coś się mogło odwalić - nie liczył tego, że jemu trzy razy nie wychodziło, ponieważ maszyna działała, to on w złym momencie próbował chwytać, chociaż oczywiście gdyby się uparł, mógłby zwalić na nią winę i zapewne by to zrobił, gdyby koniec końców niczego nie wygrał. No ale wyszło, jak wyszło, i Syd mogła ściskać Pinkksa. A on cieszył się, że poza kwiatkiem, wróci także z pamiątką z kręgielni, aczkolwiek podejrzewał, że boląca ręka, też jej będzie o tym gdzie byli oraz co robili, przypominać.
- No co?! - parsknął, jakby dopiero po chwili rozumiejąc, co Syd do niego powiedziała.
- Och... ja ten... przepraszam. To lepiej nie myśl, bo jeszcze będziesz miała koszmar senny przeze mnie. - powiedział ze skruchą oraz miną kotka ze Shreka, bo nie przywykł do tego, że to, co powiedział wcześniej, a co dotyczyło pewnej czynności
zwanej ruchaniem potrafiły kogoś zgorszyć. Obracał się wśród takich znajomych i przyjaciół, którzy sami potrafili rzucać dwuznaczne teksty praktycznie bez przerwy lub nawiązywać właśnie do seksu, dlatego jemu przychodziło to całkowicie naturalnie. Można powiedzieć nawet, że praktycznie automatycznie.
Stones zasalutował, co było równoznaczne z wyrażeniem zgody, tj. akceptował wypowiedziane przez Syd warunki dotyczące opieki nad różowym miśkiem, gdy ten będzie przysparzał problemy. Skojarzyło mu się to z tym, jakby właśnie zaadoptowali kotka lub pieska ze schroniska, choć jeżeli chodziło o opiekę nad zwierzakiem, to warunki dotyczące opieki, byłyby jeszcze inne - bo co innego pluszak, a co innego żywy zwierzak, który potrzebował atencji, wizyt u weterynarza, karmy i paru innych rzeczy oraz na którego po prostu należało zwracać uwagę. Tak jak sam Eric miał rybkę i choć to była TYLKO rybka, sama się nie nakarmiła, dlatego codziennie rano i wieczorem, sypał mu (bo rybka była samcem), kilka kawałków tego specjalnego pokarmu, a co kilka miesięcy musiał myć akwarium - na szczęście nie było ono duże, więc nie zajmowało to niewiaodmo ile czasu i nie, nie miał kuli - bo przecież rybka sama sobie swojego
domu nie umyje ani nie posprząta, a jednak nic fajnego pływać w miejscu, do którego się także załatwia albo ledwo co widzi przez zieleń, jaka przykryła akwarium. Kiedyś może powiększyłby to akwarium o więcej rybek, tylko wtedy zejdzie mu się więcej przy wymianie wody, ponieważ będzie musiał wyciągnąć wszystkie rybki. On ogólnie bardzo lubił ryby i hobbistycznie w lecie jeździł je łowić, lecz nie zabierał ich ze sobą, tylko wypuszczał.
- W porządku. Przyjmuję. - powiedział, wyciągając rękę i czekając, aż Syd ją uściśnie na znak, iż właśnie
podpisali umowę w kwestii związanej z
opieką nad misiem.
- Bądź grzeczny, Pinkks. - zagroził poważnym tonem, wyciągając wskazujący palec tak, aby wskazywać na miśka.
Nim opuścili kręgielnię, Eric wyciągnął telefon i zrobił sobie oraz Syd foteczkę ot tak, by mieć na pamiątkę.
->
W samochodzie leciała jego playlista ulubionych utworów i akurat leciało „Die with the Smile” Bruno Marsa i Lady Gagi, gdy usłyszał skierowane w jego kierunku pytanie. Zaśmiał się nerwowo, bo szczerze? Sam chętnie poznałby odpowiedź na to pytanie, bo powoli zaczynał w siebie wątpić.
- Ja... wiesz co? To jest bardzo dobre pytanie. Może po prostu... źle odczytuję jakieś znaki? Albo testowana jest moja cierpliwość? Albo coś jeszcze, tylko sam nie potrafię powiedzieć, co? - westchnął, nie będąc pewnym, czy taką odpowiedź chciała usłyszeć Ashford.
- Ogólnie zabawne, bo co miałem nadzieję, że coś wyjdzie, to albo byłem ghostowany, albo zostawiany na odczytanym, ale koniec końców ten ktoś nie pojawił się w dniu spotkania… - dodał, przywołując swoje doświadczenia z płcią przeciwną i westchnął cicho. Czasami miał wrażenie, że kobiety potrafiły być cholernie trudne do rozszyfrowania, jakby były jakąś łamigłówką, obrazem, który miał przypisaną jedną interpretację, na którą on nie potrafił wpaść. Między innymi one były powodem, przez który chciał sięgać często po alkohol. No ale cóż, było jak było.
Uśmiechnął się, kiedy usłyszał, że wybrane miejsce podobało się Syd.
- Bardzo mnie cieszy, że tak uważasz. - odparł, oczywiście również wychodząc z auta i stając obok towarzyszki oraz podziwiając miasto pod zasłoną nocy. Nie spodziewał się ani podziękowań, ani tego, co usłyszał później…
- Nie ma sprawy, serio. Cieszę się, że mogliśmy miło spędzić czas. - odpowiedział zgodnie z tym, co uważał. Zaśmiał się krótko, gdy usłyszał, o czym wciąż myślała Syd, bo szczerze? Myślał, że to już zostało w odmętach pamięci, a tu proszę. Pokręcił energicznie głową.
- Nie uważam tego za żałosne, Syd. Serio. - odparł, bo czemu miałby uważać inaczej? W sumie to tylko pokazywało, że tamto, co tam się zadziało, odcisnęło na niej swój odcisk. Jemu też się nagle zrobiło cieplej, bo absolutnie się nie spodziewał tego, co później usłyszał, lub raczej czego Syd
chyba chciała. Przełknął ślinę, zrobił krok i spojrzał jej w oczy, jakby szukał w nich odpowiedzi na to, czy pod słowem „chyba” kryło się, że tak, chciała, czy że owszem, chciała, lecz w rzeczywistości nie była do końca pewna. Postanowił zatem spełnić jej prośbę, by po reakcji ocenić to całe "chyba". Nachylił się, przymknął oczy, a następnie złączył ich usta w lekkim pocałunku. Czy to oznaczało, że będzie mógł sobie przypisać nowy tytul (albo dopisać do cv) - nauczyciel całowania?
sydzia