ODPOWIEDZ
21 y/o
NET RIPPER
173 cm
making a cuppa at the bubble tea shop
Awatar użytkownika
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devil
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nadszedł dzień, na który cała drużyna Varsity Blues czekała od początku semestru. W rankingu prowadziły zaledwie jednym punktem, więc to ostatnie starcie z Queen's Gaels miało zdecydować o tym, kto zakończy sezon na samym szczycie. Presja była ogromna, bo każda pomyłka mogła kosztować je utratę pierwszego miejsca. Dla Brackenborough ten wieczór był ważny również z innego powodu. Zaprosiła na mecz Ophelię - kobietę, która pokazała jej, że są na tym świecie dobrzy ludzie. Niestety od dnia napaści nie miały okazji się widzieć. Mimo to, Billie często wracała myślami do tamtego spotkania. Polubiła kobietę i czuła do niej autentyczną wdzięczność za bezinteresowną pomoc w chwili, gdy najbardziej jej potrzebowała. Choć rzadko otwierała się przed ludźmi, naprawdę miała nadzieję, że Ophelia skorzysta z zaproszenia i pojawi się na trybunach.
Sam mecz od pierwszej minuty daleki był od widowiskowego, technicznego futbolu. Była to raczej twarda, fizyczna walka o każdy metr boiska. Sędzia raz po raz musiał przerywać grę, sypały się żółte kartki, a faule ze strony obu drużyn stawały się coraz bardziej agresywne. Na boisku działo się dużo, a chaos i napięcie nie pozwalały żadnej ze stron przejąć pełnej kontroli. Billie wielokrotnie lądowała na murawie, zaciskając zęby po kolejnych starciach z obrończyniami przeciwnej drużyny. Przełom nastąpił dopiero w siedemdziesiątej ósmej minucie. Po szybkim przejęciu piłki w środku pola, Billie otrzymała podanie, które pozwoliło jej urwać się defensywie. Nie miała czasu na zastanowienie, szczerze powiedziawszy nawet nie spojrzała w kierunku bramki. Uderzyła mocno, tuż przy słupku, nie dając bramkarce żadnych szans. Piłka zatrzepotała w siatce, a stadion eksplodował. Ten jeden gol, będący efektem ciężkiej pracy zadecydował o końcowym wyniku i mistrzostwie.
Kiedy wybrzmiał ostatni gwizdek, ledwo łapiąc oddech, skierowała wzrok w stronę trybun. Wśród tłumu kibiców zaczęła szukać znajomej twarzy, chcąc sprawdzić, czy kobieta faktycznie skorzystała z zaproszenia. Już miała zrezygnować, kiedy wśród obecnych dostrzegła jasną czuprynę i spojrzenie skierowane prosto na nią. Billie pomachała w stronę trybun, uśmiechając się przy tym szeroko. Kilkoma gestami zasugerowała, by Ophelia na nią poczekała. Przez kolejne kilkanaście minut celebrowała sukces z koleżankami z drużyny. Pozwoliła nawet zrobić sobie kilka grupowych zdjęć z pucharem, wyraźnie zadowolona z wygranej. Jednak po wszystkim, zamiast wybrać się z resztą zespołu na wspólne świętowanie przy pizzy, szybko wymknęła się do szatni. Zabrała stamtąd nową torbę, na którą wydała wszystkie oszczędności i nawet się nie przebierając, udała się prosto na trybuny. Ku jej ogromnemu zadowoleniu, Ophelia wciąż na nią czekała.
- Nie byłam pewna czy przyjdziesz - powiedziała na przywitanie, odgarniając z czoła mokre od potu włosy. - I jak... myślisz, że byłabyś w stanie przekonać się do piłki nożnej? - obdarowała kobietę uśmiechem, zajmując miejsce tuż obok niej.

Ophelia Attwood
mashedpotato
posty pisane w pierwszej osobie
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła zapomnieć rzecz jasna o tym, że jednego dnia obiecała pewnej młodej dziewczynie, że zjawi się na jej meczu piłki nożnej. Po części dlatego, że faktycznie była ciekawa jej umiejętności, a po części dlatego, że z pewnością nie mogłaby bez dobrego powodu odmówić komuś, kto w zasadzie był nowy w mieście i pewnie poza dziewczynami z drużyny raczej nie miał wielu osób, które mogłyby stanąć na trybunach i okazać swoje wsparcie.
Nie miała kompletnie pojęcia o tym jaki to był mecz, jaka była stawka ani nie orientowała się w tym kto właściwie grał przeciwko sobie. Nie wiedziała zupełnie nic poza faktem, że w jednej z drużyn znajdowała się Billie i to właśnie jej miała kibicować. Nie sądziła, aby potrzebowała wiedzieć cokolwiek więcej. Jeśli przypadkiem usiadła w sektorze przeznaczonym dla fanów przeciwnego zespołu to najwyżej ją rozszarpią. Chociaż czy ktoś był gotów iść na noże w imię jakiejś drużyny uniwersyteckiej? Śmiała wątpić, ale wszystko mogło się stać.
Zadbała o to, aby jej terminarz był pusty i mogła zjawić się zgodnie z obietnicą na trybunach. Kolejnym zadaniem jakie się przed nią znajdowało było wyśledzenie postaci Brackenborough, z której nie zamierzała spuszczać oka. W końcu to dla niej przyszła, a nie dla jakiejkolwiek innej dziewczyny, która znajdowała się na boisku.
Nie musiała być szczególną ekspertką, aby wiedzieć, że gra miała niezwykle ostry i agresywny charakter. Starała się obserwować rozgrywkę i wyciągnąć z niej nieco więcej na temat samego sportu niż jej dotychczasowe raczej podstawowe informacje. Tylko, że na boisku panował zdecydowanie zbyt duży chaos, aby mogła faktycznie wyciągnąć jakieś większe wnioski.
Starała się dopingować Billie za każdym razem, gdy ta tylko miała przy nodze piłkę, ale niestety zbyt często kończyło się to dla niej tym, że zaraz leżała na murawie po zdecydowanie nieprzepisowym zagraniu ze strony obrony.
W końcu jednak udało im pod koniec drugiej połowy. Ophelia poczuła jak ogarnia ją niewytłumaczalna duma z powodu tego, że to właśnie Brackenborough udało się strzelić decydującego gola, który okazał się być jedynym w ciągu tego całego spotkania. Uderzenie było na tyle silne i wymierzone po tak ostrym kątem, że bramkarka nie miała w ogóle szans na to, aby ochronić wnętrze bramki przed tym strzałem. Jaka szkoda.
Mecz został zakończony. Drużyny miały już zejść do szatni, ale wtedy dostrzegła jak Billie posyła w jej kierunku rozbawione spojrzenie i nakazuje gestem, aby została na miejscu. Nie miała nic przeciwko temu. W momencie, gdy większość kibiców zeszła już z trybun, Attwood przez jakiś czas siedziała na swoim krześle, przeglądając kilka rzeczy na telefonie. Musiała sprawdzić maile, odpisać na parę wiadomości i w zasadzie wtedy dostrzegła, że młoda piłkarka już się do niej zbliża.
- Obiecałam ci, że przyjdę, prawda? - odparła, bo może i Billie nie zdawała sobie z tego sprawy, ale Ophelia zawsze dotrzymywała słowa lub też robiła wszystko, aby się wywiązać z obietnic i przepraszała, gdy okazywało się to jednak zbyt trudne. - Może nie do piłki jako takiej, ale na pewno do tego, że jesteś dobra.
To stwierdzenie i delikatny uśmiech jakim blondynka ją obdarzyła musiały jej na ten moment wystarczyć. Nie sądziła, aby siedzenie przez przeszło półtorej godziny w miejscu i patrzenie na to jak ponad dwudziestka ludzi walczy o piłkę, aby przepchnąć ją na odpowiednią stronę boiska będzie jej ulubioną rozrywką, ale miało to swoje chwalebne momenty.
- Gratulacje z okazji zwycięstwa... I widowiskowej bramki. To naprawdę było coś - powiedziała, bo chociaż nie znała się na tym sporcie to mimo wszystko zdobycie punktu wywarło na niej pewne wrażenie.
Billie na pewno zasłużyła na najwyższe pochwały i pewnie została bohaterką dla koleżanek z drużyny, bo w końcu wykorzystała idealnie nadarzającą się okazję, aby zapewnić ich zespołowi prowadzenie.
- Nie świętujesz z resztą? - zapytała, wskazując głową w kierunku przejścia, które prowadziło do szatni.
Dziewczyna w końcu usiadła tuż obok niej i nie wyglądało na to, że zamierzała się gdzieś ruszyć, a przecież powinna świętować zwycięstwo razem z resztą zespołu. To był ich wspólny, i z tego, co zauważyła Ophelia, również niesamowicie ogromny sukces. Szkoda, gdyby Brackenborough to ominęło.

Billie Brackenborough
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „University of Toronto”