look at me

- Dzień dobry - powiedział spokojnie, lekko skinąwszy głową w geście powitania. Na jego ustach pojawił się delikatny, nienarzucający się uśmiech, który równie szybko ustąpił miejsca neutralnemu wyrazowi twarzy. Odsunął się, robiąc Cynthii miejsce, i gestem zaprosił ją do środka, sam cofając się w głąb pomieszczenia.
Wynajęty zaledwie kilka tygodni wcześniej gabinet był mały, ale Matthew wciąż pracował nad tym, żeby był coraz bardziej przytulny. Powoli dokładał kolejne elementy, które miały nadać temu miejscu charakter. Każdy detal był przemyślany, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydawał się być przypadkowy. Na stoliku obok kanapy stało pudełko z chusteczkami, karafka z wodą i szklanka, zawsze przygotowane w ten sam sposób. Proste, przewidywalne, stałe. Czuł, że wciąż brakowało temu miejscu tego czegoś, ale był otwarty na odkrywanie tego razem z nabywanym doświadczeniem.
Wskazał Cynthii miejsce na kanapie. Kiedy usiadła, sam zajął fotel ustawiony nieco z boku; wystarczająco daleko aby nie narzucać się agresywnością bycia naprzeciwko, ale na tyle blisko, aby pozostawać w zasięgu obecności. Matthew lubił ten układ. Dawał przestrzeń, pozwalał na chwilę oddechu i przerwanie kontaktu wzrokowego bez niezręczności, kiedy rozmowa zaczynała ciążyć.
Była to wygodna furtka zarówno dla klienta, jak i terapeuty.
Poprawił okulary, wciąż milcząc. Nie spieszył się z rozpoczęciem, pozwalając ciszy wybrzmieć i dając kobiecie czas na oswojenie się z miejscem. Jedni wchodzili tu z ulgą, inni z napięciem. Cynthia należała raczej do tych trudniejszych do odczytania. Matthew nie próbował tego na siłę rozstrzygać, choć miał wrażenie, że coś w jej osobie pozostaje ciężkie, gęste, trudne do jednoznacznego nazwania, ale wyraźnie obecne.
Odchrząknął cicho, poprawił ułożenie dłoni na udzie i założył nogę na nogę. Nie sięgał po notatnik. Nie był zwolennikiem szkoły, która zalecała notowanie każdego słowa w trakcie sesji. Zdecydowanie bardziej wolał utrzymywać pełną uwagę na rozmówcy, bez pośredników i barier.
Matthew skupił spojrzenie na Cynthii. Spokojne, uważne, ale nienaciskające.
- To nasze trzecie spotkanie - zaczął spokojnie, bez pośpiechu, osadzając rozmowę w faktach. Jego głos był równy, wyważony, z ledwie wyczuwalnym ciepłem, które przebijało przez zawodową neutralność. Coś, czego nie umiał się wyzbyć nawet za progiem gabinetu.
- Na poprzednich dużo miejsca zajmowała pani praca i to, z czym się pani tam styka - podsumował zwięźle i znów zrobił krótką pauzę, aby słowa miały szansę wybrzmieć. Stanowiły trampolinę do tego, o co chciał zahaczyć w następnej kolejności: - Zastanawiam się, czy dziś chce pani zostać przy tym obszarze, czy spróbować przyjrzeć się temu, co jest poza pracą? - zaproponował ostrożnie.
Nie dopowiadał nic więcej. Zostawił jej wybór i przestrzeń, obserwując, w którą stronę kobieta zdecyduje się pójść.
Cynthia A. Ward