25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Być może- odpowiedziała na jego pytanie czy odgryzie mu rękę, wzruszając przy tym ramionami. Teraz tylko szczekała, ale jak ją wkurwi jeszcze bardziej, to nie można wykluczyć żadnego scenariuszu!
Tym bardziej, gdy usłyszała jego tłumaczenia. Nie powinna, a sama się teraz poczuła jak idiotka. Tak jakby… sama wszystkiemu była winna. - Tak, powinnam się odezwać i to mój błąd- przyznała bez większego problemu, ale w środku źle się z tym czuła. Potrzebowała w tamtym momencie, żeby ktoś w pełni się nią zaopiekował. Tylko tyle i aż tyle. Jednak ostatnie jego wytłumaczenie przebiło wszystko pozostałe. Aż otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia cofając głowę niemal oszołomiona, co właśnie usłyszała. - Ja pierdolę, słyszysz siebie Prince?- spytała tak naprawdę już retorycznie, bo właśnie tym tekstem udowodnił, że nie jest gotowy na tę rozmowę. Zapytał się jej o co jej wtedy chodziło, upierał się, że chce wiedzieć, ale najwidoczniej prawda go przerosła. Nie było jej rolą przekonywać go do czegokolwiek. Nawet jeśli w głębi duszy chciała, żeby coś do niego dotarło. Chciała zobaczyć jeszcze raz tego Prince’a, który wtedy się nią zaopiekował. W głębi duszy wierzyła, że może taki być częściej. Dlatego też odważyła się mu powiedzieć, że tamtej nocy były chwile, gdy był mężczyzną, w którym można było się zakochać. Jednak najwyraźniej nie zależało mu na tym ani trochę, skoro nawet tego nie skomentował w żaden sposób.
Mimo wszystko odważyła się na kolejną szczerość, bo co innego już jej pozostało? I tak wszystkiego się może dowiedzieć z pierwszego lepszego portalu plotkarskiego, więc już mu oszczędzi wyszukiwania. Ledwie wytarła jedną łzę, gdy nazwał jej ojca Christopher’a chujem i zanim zdążyła w jakikolwiek sposób na to zareagować, nagle powiedział kolejne niezrozumiałe dla niej słowa po których następnie… znalazła się w powietrzu. Podniósł ją w mgnieniu oka, a ona instynktownie objęła go za szyję. Chciałaby móc powiedzieć, że po to, aby nie stracić równowagi i nie spaść, ale wykorzystała tą chwilę, by wtulić się w jego szyję. Zapach, który wyczuła na męskiej skórze działał na nią jednocześnie kojąco, ale i pobudzająco. Samo to, że trzymał ją właśnie w ramionach oddziaływało na nią w dosyć niecodzienny sposób, bo mogła mieć ogromną ochotę przed chwilą zamknąć mu drzwi przed nosem, aby po minucie uginały się jej kolana pod wpływem jego bliskości. To było cholernie niebezpieczne, co z nią wyrabiał.
- Nie musisz mnie trzymać - wyszeptała podnosząc głowę, by spojrzeć mu w oczy spojrzeniem, które było pełne smutku i niemocy. Nie kłamała - nie musiał jej trzymać, pewnie utrzymałaby się w pozycji pionowej na własnych nogach, ale chciała, by jej nie puszczał. Potrzebowała jeszcze chwili w jego ramionach, aby nabrać energię do działania. Potrzebowała jeszcze chwili, aby móc się delektować tą bliskością, gdy po prostu był przy niej pozwalając jej być kruchą.



Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Odsunął się od niej na krok. Wiele razy pokazywała swoją niezrównoważaną stronę i nie wątpił, że byłaby w stanie go zaatakować, jeśli tylko nadarzyłaby się ku temu jakakolwiek okazja. Przy pierwszym spotkaniu pokazała mu, że była w stanie zrobić wszystko i on wbrew pozorom nie miał zamiaru bagatelizować jej słów.
Mimo że przyznała mu rację, podskórnie czuł, że coś jest nie tak. Doskonale pamiętał tamtą noc. Wszystko wydawało się wyjątkowe, wręcz na miejscu, a mu tak po prostu puściły hamulce, kiedy dała mu zgodę. Wtedy nie zastanawiał się nad tym, czy to było w porządku wobec niej. Po prostu działał. Teraz jakby stanął przed ścianą. Słyszał, co powiedział. Mogła mieć rację, ale jego egoizm nie pozwalał mu na jakikolwiek seks ze zabezpieczeniem. Nie stosował go. Lubił ryzyko oraz odpowiednia ilość dopaminy. To uczucie ryzyka bez żadnego szkła.

Tylko że teraz zaczął żałować.


Gdyby niepojawienie się obcych osób na korytarzu odszedłby od niej. Tylko teraz chciał ją chronić. Wydawało mu się to najlepszym rozwiązaniem. Oglądanie jej łez było bolesne. Nawet jeżeli brzydziła się nim. Nie myślał, kiedy unosił ją do góry. Obce spojrzenia niemalże od razu na nich padły. Prince przynajmniej to chciał jej oszczędzić. Wolał widzieć ją szczęśliwą, uśmiechniętą, bez jakichkolwiek zmartwień.
Dlatego trzymał ją mocno w ramionach, jakby od tego zależało całe jego życie. Serce zabiło mu zdecydowanie szybciej. Nie musisz mnie trzymać? Usłyszał to, a w jego głowie pojawiła się jedna myśl. Chciał, ale nie wiedział, czy powinien. Wyrzuciła mu wszystko, co leżało jej w sercu. Ten jeden raz chciał zachować się właściwie. Przymknął na moment oczy, zastanawiając się, co tak właściwie powinien jej powiedzieć. W końcu wiedział.
Ale chcę — jego głos był cichy, nawet jeśli tylko oni znajdowali się w mieszkaniu, obawiał się, że ktoś inny mógł ich usłyszeć — pytanie, czy tego chcesz, lala — dodał, czekając na jej reakcję. Czy będzie chciała zatonąć w jego ramionach, czy jednak da sobie spokój.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie jej błędem była cisza i zgoda na coś, czego nie chciała. Zdawała sobie sprawę, że gdyby zaprotestowała, nie naciskałby. Chociaż powiedział jej wprost - bez zabezpieczenia albo wcale. Wiedziała jednak, że nie był tym podgatunkiem co Daniel i nie zmusiłby ją do współżycia bez jej zgody. Jakkolwiek mogło to brzmieć abstrakcyjnie, to ufała mu. Mogli się kłócić, drzeć koty, wyzywać, ale wiedziała w głębi siebie, że jest dobrym człowiekiem i nie raz nawet Kate jej o tym mimochodem wspominała. W schronisku mógł wszystko robić na odpierdol, a jednak wykonał zlecone zadania. Mógł też być jedynie twarzą festiwalu, a całą brudną robotę zlecić innym, a jednak poświęcał swój czas na to nie mając z tego tytułu żadnych pieniędzy. I przede wszystkim ochronił ją tamtego wieczoru. Zaopiekował się nią i nawet jeśli potem nie wszystko się potoczyło tak jakby tego chciała, to do tamtej chwili tak - wszystko było wyjątkowe, a on stawał się w jej oczach kimś, kto mógłby być wart pokochania przez kogoś.
Dlatego nie brzydziła się nim. Nie bała się go. Sama nie była w stanie określić jasno swoich uczuć wobec niego, ale on jeden potrafił ją spacyfikować w oka mgnieniu. On jedyny potrafił sprawić, że jednocześnie chciała go udusić i pocałować. Sprawiał, że jej serce po prostu szalało i próbowało się wyrwać. Dlatego, kiedy tak mocno trzymał ją w swoich ramionach, czuła jak przyjemny spokój ją otula. Spojrzała prosto w jego brązowe tęczówki, a gdy usłyszała, że chce, wtuliła się w niego jeszcze mocniej. Jakby dawał jej tym słowem przyzwolenie.
- Też tego chcę- szepnęła i położyła głowę na jego ramieniu, ustami delikatnie drażniąc jego skórę na szyi. Przymknęła oczy i pozwoliła sobie na łzy. To nie był głośny, nagły płacz. Po prostu po jej policzkach spływały łzy smutku i żalu nad tym jak właśnie została potraktowana przez własnego ojca. Ale będąc w ramionach Prince’a pierwszy raz od dawna nie czuła się … sama. Poczuła, że może skryć się w jego ramionach, a zapach jego znajomych perfum działał na nią tak kojąco, że instynktownie pocałowała go czule w szyję, pozwalając by dalej ją trzymał, skoro tego właśnie chciał . I skoro ona też tego chciała.


Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Zacisnął jeszcze mocniej własne dłonie na jej drobnym, kruchym ciele. Nie chciał jej puszczać, nie chciał jej zostawiać w tym momencie. Opiekowanie się blondynką przychodziło mu z dziwną naturalnością. Nawet nie wiedział i nie rozumiał, z czego mogło to wynikać. Ciało kobiety pasowały do niego niemalże idealnie. Jakby znalazł kogoś odpowiedniego dla siebie. Tyle że Prince nie trawił zobowiązań. Widział, co małżeństwo zrobiło z jego ojcem.
Żyli, bo musieli, a on chciał czerpać garściami z życia.
Tyle czy to teraz miało znaczenie? Niezbyt. Dlatego mocno otulił ją ramionami. Pragnął stać się jej oparciem, chociażby na krótki moment. Byle by była w stanie zapomnieć o wszelkich zmartwieniach i troskach, siedzących głęboko w jej głowie. Sam jedynie mógł domyślać się, co dokładnie działo się obecnie w jej głowie.
Przepraszam — mruknął, przymykając oczy. Samo muśnięcie ust spowodowało przyjemne dreszcze, które rozeszły się po całym jego ciele. Przez jego głowę rozeszły się... niecenzuralne myśli. Zaczął sam siebie przeklinać. Bo, kurwa, co to miało być? Raz już ją skrzywdził, nie zastanawiając się, czego tak właściwie potrzebowała — nie chciałem Cię skrzywdzić — próbował oddychać spokojnie, ale niemalże czuł, jak tętno mu przyśpiesza. Znów chciał być egoistą. Jej bliskość była uzależniająca i kiedy całowała go czule, nie mógł przestać myśleć o jej ciele.
Ale nie prowokuj mnie... — powiedział cicho, przechodząc przez jej mieszkanie razem z nią na ramionach. Kilka szybkich kroków, aż usiadł na kanapie. Zapadła cisza tak niezręczna, że musiał ją przerwać i się wytłumaczyć — nie chcę Cię znowu zranić — wcale mu to nie pomogło. Słowa ciążyły nad nim. Nie wyobrażał sobie, co musiała mieć w głowie i dlaczego.... dlaczego to właśnie do niego się przytulała, skoro to on ją zranił.
Co mogę dla Ciebie zrobić? — spytał finalnie, lekko odsuwając ją od siebie. Poluzował ramiona. Nie chciał tworzyć wobec niej jakiegoś przymusu. Mógł tu być, pomóc jej, ale... wolał usłyszeć to jasno, zwłaszcza że mógłby znów odlecieć.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zamarła, gdy usłyszała przeprosiny z jego ust. Wcześniej jego sorry i żałosne tłumaczenia ciężko nazwać jakąkolwiek formą przeprosin, ale to co wyznał jej teraz, całkowicie ją chwyciło za serce i tylko utwierdziło w tym, co zaczął budować w jej świadomości już wcześniej. Nie odpowiedziała nic dopóki nie usiedli na kanapie, a jego prośba o nie prowokowaniu go ją… rozbawiła. Pomimo policzków mokrych od łez, uśmiechnęła się szeroko, bo to było tak uroczo szczere, że nie potrafiła inaczej zareagować. Odsunęła jednak usta od jego szyi, bo jej ruch był wręcz instynktowny, gdy czuła pod wargami jego skórę i unoszący się zapach perfum.
Kiedy usiadł z nią wciąż trzymając ją w ramionach, siłą rzeczy znalazła się na jego kolanach i o dziwo to było dla niej tak naturalne. Po prostu bycie w jego ramionach okazało się czymś niezwykłym w swojej prostocie. Spojrzała mu w oczy, przenosząc jedną dłoń z jego szyi na policzek, po którym delikatnie zaczęła go gładzić. - Wiem to… wiem, że nie zrobiłeś tego celowo- wyszeptała pewnym głosem, bo nie wątpiła w to, że Prince był dobry. Gdyby było inaczej, już dawno by go pogoniła. A zamiast tego jej wzrok uciekł na jego usta, które przywoływały miłe wspomnienia. Pomimo tego jak się tamta noc skończyła, miała z nim miłe i przyjemne wspomnienia. Dlatego ponownie jej ciało reagowało szybciej niż umysł, więc zanim się obejrzała, a już się nachylała w jego kierunku, aby go pocałować. Nie spieszyła się, smakowała go. Czule, acz namiętnie. Nieśpiesznie, acz zachłannie. Czuła jak po jej ciele rozchodzą się przyjemne dreszcze podnosząc jego temperaturę o kilka stopni w górę i to w parę sekund. Przylgnęła do niego jeszcze mocniej, a jej pocałunki pomału zaczęły stawać się zachłanne, więc niechętnie, ale się odsunęła. Jednak tylko na tyle, aby ich czoła wciąż się ze sobą stykały.- Po prostu bądź- szepnęła w jego usta, w które ponownie się wpiła. Tym razem jednak znacznie krócej i spokojniej. - Nie chcę być dzisiaj sama. Chcę… być z Tobą- dodała spoglądając niepewnie ponownie mu w oczy. Jakby była się odrzucenia. Sama nie wiedziała czego od niego oczekuje. Związku? Ona nie nadawała się do związku. A w dodatku mężczyźni nie chcieli mieć jej jako swojej dziewczyny. To może seksu? Nie, tego tym bardziej wiedziała, że nie chce. Więc czego chciała od Prince’a? Wiedziała, że dzisiaj pragnie go tuż obok. Pragnie ciepła jego ciała, silnych ramion i nawet tego prostego poczucia humoru, którym potrafił ją rozśmieszyć. Po prostu potrzebowała, żeby był.
Dlatego uznała , że to super pomysł, aby próbować mu jakoś wytłumaczyć potrzebę jego obecności. Oczywiście w najgorszy możliwy sposób jaki mogła wybrać. - Muszę spakować te wszystkie wspomnienia w kartony, a nie chcę tego robić sama- to była prawda, ale powinna doprecyzować, że nie chodziło o obecność byle kogo, ale właśnie o niego. Z jakiegoś powodu chciała to zrobić z nim, bo wiedziała, że on nie będzie się nad tym rozwodzić. Nie będzie żadnych ckliwych momentów, a potrafił ją spacyfikować również w ten dobry sposób. Nie pozwalał się jej rozpaść.- Mam jeszcze piwo w lodówce i chipsy w szafce. Może to Cię przekona do zostania- uśmiechnęła się lekko, wciąż trzymając dłonie na jego szyi. Próbowała jakoś rozluźnić atmosferę, więc wytarła dłonią zeschnięte łzy z policzków, dając mu znak, że koniec płaczu na dziś.


Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Odetchnął z ulgą, słysząc przebaczenie win. Może tego potrzebował? Objął ją mocniej. Pasowała do jego kolan i ramion wręcz idealnie. Nie rozumiał tego, co było między nimi. Raz mogli iść ze sobą na noże, by później móc odnaleźć przedziwny spokój. Dawno temu już go odnalazł. Jedna dziewczyna była w stanie go ustatkować na rok, ale... to przez nią wybrał wolność oraz własne ego. Nie lubił relacji, były zobowiązujące... Dlaczego myślał o związku? Totalnie bezsensowne.
Zaskoczyła go pocałunkiem. Widział, jak się do niego zbliża. Siedział jak wryty. Co mógł więcej jej powiedzieć? Wpatrywał się w jej oczy badawczym wzrokiem i przez kilka pierwszych sekund nie zareagował. Dopiero po chwili odwzajemnił delikatnymi muśnięciami jej pocałunek. Chciał więcej. Tyle że nie mógł sobie na to pozwolić. Przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie, tak że jej piersi stykały się z jego torsem. Przerwała. Znów go zaskoczyła. Spojrzał na nią ze skołowaniem, jakby właśnie ładował się w jego głowie odpowiedni plik.
Dobrze — kiwnął delikatnie głową, skupiając się na przyjemnym zapachu, wręcz relaksującym, jej perfum. Mogliby tak trwać w nieskończoność. Pasowało mu to — cokolwiek to znaczy dzisiaj będę z Tobą — trudniej było zrobić niż powiedzieć. Mógł spędzić ten wieczór wraz z nią. Sama istota jej ojca, chociaż nie-ojca, jawiła się jako skurwsyna. Wychowujesz dziecko kilka dobrych lat, by później wystawić je do wiatru. Nie wyobrażał sobie tego, dlatego musiał się nią zaopiekować. Dać jej coś, co mogłaby chłonąć całą sobą. Radość i uśmiech.
Jesteś pewna, że to ja powinienem Ci w tym pomagać? — parsknął cicho, czekając na jej decyzję — a jak pomylę kredki z czymś do makijażu? Pewnie macie swoje magiczne kobiece jutsu do pakowania wszystkiego — dopytał rozbawiony. Oczami wyobraźni widział, jak Cora zaczyna nim pomiatać, bo nie traktuje z szacunkiem jej rzeczy... albo zaczyna grzebać nie tam, gdzie powinien. Wiele mógł się o niej dowiedzieć w ten sposób.
Chyba nie powinienem przy Tobie pić, wiesz? — dopytał, unosząc jedną brew. Oboje nie powinni przy sobie pić — jeszcze drugi raz na mnie naszczekasz — parsknął, kręcąc głową. I właściwie tak się stało. Krzyczała, że nie obchodzi się za dobrze z cennymi pamiątkami rodzinnymi, czy tam biżuterią. Raz dostał w ręce jakąś tajemną księgę Marshalli, ale tylko pokręcił na nią głową. Nawet nie zdążył jej otworzyć, bo już dostał po głowie.

k o n i e c
ODPOWIEDZ

Wróć do „#8”