26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była tak kurewsko, cholernie zła na Iana. Na to, jak się do niej odzywał, jak tak po prostu rzucił jej swoją wolę, oczekując, że będzie za nim podążała jak głupi szczeniak na uwięzi. Nie, to nie było w jej stylu. Nie chciała tego robić. Chciała się rozluźnić i decydować za siebie, więc gdy klęknęła przed Billym, gdy wysunęła język i spojrzała na niego tymi szczenięcymi oczkami, zastanawiała się, czy pójdzie za swoim kumplem, czy może faktycznie będzie chciał… wykorzystać okazję, żeby jej posmakować. Nie spodziewała się, że to pójdzie aż tak szybko i aż tak… intensywnie. Czy narzekała na to? Fuck no.
Gdy Billy pochylił się nad nią z tym łobuzerskim uśmiechem i wepchnął jej język do ust razem z gorzkim proszkiem, Vita na ułamek sekundy zamarła. Smak był chemiczny, ostry, obrzydliwy, a jednocześnie dziwnie ekscytujący. Jej dłonie mocniej zacisnęły się na jego kolanach, a serce walnęło jak oszalałe. Nie odsunęła się. Nie mogła. Albo nie chciała. Pozwoliła mu rozsmarować ten gorzki pył po swoich dziąsłach, po języku, po wnętrzu policzków, odwzajemniając ten ćpuński pocałunek w pośpiechu, a kiedy w końcu się odsunął, jej oddech był szybki i płytki. Jasnoniebieskie oczy miała szeroko otwarte, a źrenice już zaczynały się powoli rozszerzać. Oblizała wargi, próbując pozbierać myśli, które rozbiegły się jak po zakątkach jej główki.

Targanie, pchnięcie, a po chwili usłyszała huk drzwi, przekleństwa. Ian ich wyrzucił. Dosłownie.

Zanim zdążyła w pełni ogarnąć, co się właśnie stało, już stała na zimnej, śmierdzącej klatce schodowej, z Billym obok, który spokojnie zakładał płaszcz, wyglądając, jakby miał wyjebane, że właśnie wylądowali na bruku przez jej głupie prowokacje. Przez chwilę po prostu stała, obejmując się ramionami. W ustach wciąż miała ten dziwny, gorzko-słodki posmak. Serce jej waliło, a w głowie szumiało już nie tylko od adrenaliny. - Kurwa mać… - mruknęła pod nosem po ukraińsku, bardziej do siebie niż do niego. Potem zaśmiała się, nerwowo, kręcąc głową.- No to pięknie. Po prostu pięknie. - Spojrzała na Billy’ego, który właśnie wsunął pod drzwi zawiniątko z prochami dla Iana. Ten gest był tak… absurdalnie troskliwy w tym całym chaosie, że aż zrobiło jej się trochę cieplej na serduszku.

„To idziesz?”

Patrzyła na niego przez chwilę w milczeniu. Miała ochotę powiedzieć ''nie”, wrócić do domu, schować się pod kołdrę i udawać, że tego wieczoru nie było. Ale druga część niej - ta wkurwiona, zraniona i teraz dodatkowo nakręcona proszkiemm.. nie chciała się poddać.- Wiesz co? - powiedziała w końcu, podnosząc brodę. Głos miała trochę zachrypnięty.- Pieprzyć to. Idę. - Zrobiła krok w jego stronę i chwyciła go mocno za dłoń, splatając ich palce.- Tylko musisz mnie pilnować. Na dzisiejszy wieczór oficjalnie dostajesz miano mojej przyzwoitki… adwokaciku - parsknęła pod nosem, próbując w ten sam sposób co Ian wypowiedzieć jego ksywkę.- I nie myśl sobie, że to, co się stało tam w środku… - wskazała głową drzwi - …znaczy, że teraz jesteśmy kumplami od ćpania. - Przez chwilę patrzyła mu w oczy, jakby chciała coś jeszcze dodać, ale w końcu tylko machnęła drugą ręką.- Dobra. Wódka ze stacji i tango. - Uśmiechnęła się trochę niepewnie, ale już szczerzej niż wcześniej, a po chwili przypomniało jej się, że w sumie była cholernie głodna. Otworzyła usta w formie uśmiechu, wyglądając pewnie troszkę przerażająco, jak w tym horrorze Smile, po czym dodała, - TY! Jadłeś kiedyś bobrze ogony?!

partner do tanga
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Łapię ją mocno za rękę i razem schodzimy w dół, po stromych schodach, ledwo widocznych w słabym świetle migających, ledwie działających żarówek - Spoko, ze mną nie zginiesz - zapewniam, posyłając jej szeroki uśmiech oraz perliste oczko. A potem parskam głośnym śmiechem na jej słowa, ale potwierdzam - Dobrze, skarbie, nie będziemy kumplami od ćpania - kiwam lekko głową, a że jestem już porobiony to gadam dalej - Poza tym żeby zostać kumplem od ćpania - unoszę wolną rękę żeby ugiąć dwa palce jakbym chciał zamknąć te ostatnie trzy słowa w cudzysłowie - trzeba ćpać, a ty podobno tego nie robisz - zauważam, całkiem logicznie zresztą. Trochę prochu na jej słodkich wargach nie czyni z niej narkomanki. Z drugiej strony ja akurat miałem dosyć kontrowersyjny pogląd na ten temat, ale nawet nie zaczynam, bo bym pewnie pierdolił przez pół wieczora o jednym z tym samym. Wypadamy z klatki, a zimny podmuch wiatru od razu omiata nasze ciała i czuję gęsią skórkę dosłownie wszędzie, otrząsam się - Kurwa, ale piździ - pomimo tego, że w żyłach buzowała mi krew rozgrzana szybkim strzałem - Ukradłaś coś kiedyś, Vita? - pytam zaczepnie, zerkając na nią z ukosa, bo ja mówiłem całkiem poważnie. Co prawda miałem siana jak lodu, ale byłem dzisiaj w totalnie rebelskim nastroju i miałem ochotę ruchać kapitalizm w każdy otwór w jego zgniłym organizmie - Bobrze ogony? - powtarzam, odwracając twarz w kierunku dziewczyny, a na mojej buźce maluje się spore zaskoczenie, bo w pierwszej chwili nie mam pojęcia o czym do mnie mówi. Dopiero po dłuższej chwili dociera, że nie chodzi o takie prawdziwe bobrze ogony, chociaż te pewnie też się nadawały do jedzenia i jakby mi ktoś zaserwował dobrze przyprawiony to ojebałbym - Nooooo, kurwa, raczej - kiwam energicznie głową - Ja jestem stąd - chwalę się, jakby było czym. Kiedyś myślałem nawet, że mam indiańskie korzenie, tak wiecie, Kanadyjczyk z dziada, pradziada, zrobiłem nawet tatuaż na przedramieniu, który miał mi o tym przypominać, ale potem jak pogrzebałem trochę w kronikach to się okazało, że jednak cygańskie, a moi przodkowie to nie wiem jak się tutaj dostali, może na tratwie? - Bobrze ogony wpierdalam od małego, odkąd mam zęby właściwie. Lubię sobie dojebać takiego jak się spizgam. Kiedyś taka mnie nawet naszła gastrofantazja żeby sobie zrobić na wytrawnie i dałem z jajecznicą i keczupem - tłumaczę, ale krzywię się na tamto wspomnienie - Chujowe było, nie polecam, jednak lepsze z cynamonem - w ogóle z czymkolwiek słodkim tak naprawdę, z czekoladą, owocami, cukrem... Niby żołądek mam ściśnięty przez kryształy, ale jak tak teraz o tym pomyślę, to też bym wsunął takiego w sekundę - A co? Masz chęć? A wiesz, że ja robię sam takie? Najlepsze są. W ogóle zajebiście gotuję - chwalę się. W sumie nie wiem po chuj, ale mam stromy potok myśli przechodzący właśnie przez głowę, w dodatku przeskakujący z wątku na wątek bez ładu i składu, jak to po stymulantach. W ryju też mi już zdążyło zaschnąć,więc mlaskam kilka razy, w zasadzie niewiele to daje. Gdzieś na horyzoncie wyłania się logo stacji benzynowej.

vita bennett
twoja stara
???
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szła obok niego po tych krzywych, źle oświetlonych schodach, czując, jak w głowie dalej przyjemnie jej szumi, a serce bije trochę za szybko, trochę za lekko, trochę zbyt wszystkim naraz. Gdy ścisnął mocniej jej dłoń i rzucił, że z nim nie zginie, prychnęła pod nosem i zerknęła na niego z ukosa. - Odważne słowa jak na faceta, który właśnie wyciąga mnie na stację benzynową w środku nocy po wyrzuceniu z mieszkania - mruknęła, ale w jej głosie nie było już tej wcześniejszej złości. Bardziej rozbawienie. Bardziej jakieś dziwne pogodzenie się z absurdem tego wieczoru. Kiedy zaczął gadać o tym, że żeby zostać kumplem od ćpania, to jednak wypadałoby ćpać, parsknęła śmiechem i przewróciła oczami. - Och, dziękuję ci łaskawie za tę analizę, panie mecenasie - rzuciła z przekąsem, choć kącik ust drgnął jej ku górze. - Czyli rozumiem, że formalnie jestem jeszcze niewinna, tak? Tylko liznęłam sobie odrobinkę kryminalnego stylu życia?- Zimny podmuch powietrza po wyjściu z klatki przeciął jej skórę tak nagle, że aż syknęła i automatycznie przysunęła się bliżej niego. - Fuck meee, ale tu zimno - mruknęła, pocierając wolną dłonią ramię. Gdy zapytał, czy coś kiedyś ukradła, uniosła brew i spojrzała na niego i zastanowiła się przez moment.- Ukradłam kiedyś jajko niespodziankę w Walmarcie, jak miałam dwanaście lat. Liczy się? - zapytała z całkowitą powagą, po czym uśmiechnęła się pod nosem. - A raz jeszcze paczkę gum w osiedlowym.

Jednak prawdziwe piekło zaczęło się dopiero przy tych jego bobrzych ogonach. Najpierw słuchała jeszcze normalnie. Nawet z lekkim zainteresowaniem. Kiwała głową, kiedy mówił, że jadł je od dziecka, że najlepsze są na słodko, że sam robi zajebiste. Wszystko brzmiało jeszcze w miarę rozsądnie. A potem padły te dwa słowa. Jajecznica. I keczup. Vita zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na niego tak, jakby właśnie przyznał się do jakiejś potwornej zbrodni przeciwko ludzkości. - Przepraszam... co? - wyrzuciła z siebie, marszcząc brwi. - Beaver’s Tails z jajecznicą… i keczupem? - Patrzyła na niego jeszcze przez chwilę w absolutnym niedowierzaniu, po czym otworzyła usta szerzej. - Billy, co do diabła. Kto cię skrzywdził kulinarnie aż tak mocno? - parsknęła śmiechem, kręcąc głową. - Nie, serio, ty potrzebujesz jakiegoś szkolenia. Natychmiast. Jak łączyć jedzenie, żeby nie obrażać ludzi i swoich kubków smakowych jednocześnie. - pokiwała głową z niedowierzaiem, po czym znów splótła mocniej ich palce i pociągnęła go za sobą kawałek szybciej w stronę stacji. - Ale dobra, skoro ty robisz te swoje bobrze obrzydliwości, to ja mogę ci kiedyś ugotować barszcz ukraiński - oznajmiła z nagłą dumą, unosząc brodę. - I nawet nie taki z proszku ani żaden oszukany. Prawdziwy. Jest mniam, na bank ci się spodoba. - Posłała mu zadziorne spojrzenie, już wyraźnie bardziej rozluźniona niż jeszcze kilka minut temu. - Tylko uprzedzam, jak mi wtedy wrzucisz do niego jajecznicę i keczup, to osobiście cię uduszę. - A potem, jakby dopiero teraz naprawdę poczuła, jak pusty ma żołądek i jak sucho w ustach, ścisnęła jego rękę mocniej i pociągnęła go w stronę świecącego szyldu.- Chodź, przyzwoitko. Zgłodniałam. I chce mi się pić tak cholernie bardzo, że zaraz nie wiem co zrobię… - Zerknęła na niego z boku i uśmiechnęła się. Czuła się lżej, swobodniej, ale równie mocno odczuwała gorąco i przyspieszone bicie serca. Wiele myśli wpadało jej do głowy naraz (zwłaszcza te jego pytanie o kradzieży) i czuła tę dziwną potrzebę, żeby po prostu coś robić. Kiedy stanęli przed stacją, zerknęła na niego, odwróciła się do niego przodem, rozplotła ich palce i chwyciła jego twarz w dłonie, spoglądając ku górze. - Mecenasie, co powiesz na to, żebyśmy weszli tam i zrobili przeogromną scenę...? - zaśmiała się pod nosem. - Coś w stylu, że mnie zdradziłeś, ja robię ogromną aferę, krzyczę, płaczę... a ty w tym czasie zwiniesz nam chipsy i jakiś alko, kiedy kasjer będzie próbował mnie uspokoić? - Uniósła brew z zadziornym uśmieszkiem, wspięła się na palce, zbliżając usta do jego ust, i zerknęła prosto w jego brązowe tęczówki. - To jak?

partner in crime
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Właściwie trafna uwaga, chociaż jakby się nad tym pochylić, to wyrzucono nas głównie przez nią. Ja tylko grałem w grę, którą ona zaczęła. Niemniej moglibyśmy rozstać się zaraz za drzwiami i pójść w dwie różne strony, ale to by było strasznie nudne - Oj tam, szczegóły - macham nonszalancko wolną ręką, za to w odpowiedzi na dalsze słowa kiwam energicznie głową, to znaczy niby normalnie, ale teraz wszystko robię szybciej - nawet jakbym stał w miejscu, to szybko - Panie mecenasie? - powtarzam - Podoba mi się - dodaję, a na usta ciśnie mi się kolejny szeroki uśmiech, tylko już po chwili moje wargi układają się w następne słowa - Tak, właściwie to tak. Jesteś takim, hmm - zamyślam się na krótką chwilę, marszcząc przy tym brwi - Takim kinder ćpunem, teraz otwierają się przed tobą dwie drogi - jedna prowadzi do całkowitej degeneracji, a druga do Boga, powodzenia z wyborem - gadam co mi ślina na język przyniesie, trochę bez sensu, trochę bez ładu i składu, ale w zasadzie ciężko mi się zamknąć, kiedy w głowie totalna wirówka myśli. Spoglądam na Vitę kiedy przysuwa się bliżej i automatycznie mocniej zaciskam palce na jej dłoni, jakby to miało w jakikolwiek sposób nas ogrzać - O ja pierdole, czyli co, mam do czynienia z recydywistką? Tego się nie spodziewałem - wzdycham, teatralnie kręcąc głową, jakby z dezaprobatą, a potem parskam głośnym śmiechem, bo kto nikt nic nigdy nie ukradł niech pierwszy rzuci kamieniem. Co prawda jak zawinąłem kiedyś batona ze sklepu i mój stary się o tym dowiedział to spuścił mi taki łomot, że odechciało mi się kradzieży na dobrych kilkanaście lat. Do kolejnej namówiła mnie była już dziewczyna, straszna świruska. Zakosiliśmy rower spod sklepu i jeździliśmy nim przez całą noc po mieście, a wraz ze świtem wylądował gdzieś w wodach lokalnego jeziora. Strasznie popierdolone czasy, uśmiecham się do tamtych wspomnień, powracając na ziemię dopiero kiedy na nowo słyszę dziewczęcy głos gdzieś w okolicach swojego prawego ucha. W dodatku zatrzymuje się w pół kroku, a ja razem z nią - Zjebany pomysł, nie? Ale miałem wtedy taką gastrówę, że zjadłbym konia z kopytami i to na surowo. Dosłownie, nie tak jak się mówi, ale jestem głodny, zjadłbym teraz konia z kopytami, tylko serio, jakbym spotkał jakiegoś konia, najlepiej z kopytami, to bym go zjadł. Dostałem jakiś Domestos Haze z osiedla i, Boże, co to było za gówno, strasznie ryło beret, pamiętaj Vita, żeby nigdy nie brać jarania z podejrzanego źródła, nie dość, że drogie to jeszcze do dupy - takie jej daję rady, jako straszy kolega ćpun ze zdecydowanie większym doświadczeniem w używkach. Poza tym po tamtym temacie brzuch bolał mnie przez kolejne trzy dni (pewnie od tych kulinarnych abominacji, które sobie zaserwowałem), a następny tydzień dochodziłem do siebie psychicznie. Straszna sprawa. Ruszamy dalej, nieco szybszym krokiem - Barszcz ukraiński? A ty jesteś z Ukrainy czy coś? Chętnie bym spróbował w sumie, obiecuje, z ręką na sercu - jak na zawołanie wspieram dłoń na piersi - Że nigdy nie dodam do niego jajecznicy. Ani keczupu - właściwie teraz jak o tym myślę to aż mi się cała zawartość żołądka podnosi do gardła. Obrzydliwe - No, mnie też, taka Sahara w japie, że ja pierdole - potwierdzam. Zresztą co się dziwić, wypowiedziałem przez ostatnie dziesięć minut więcej słów niż przez pół dnia. Nie to, żebym był jakimś milczkiem, raczej zawsze dużo gadam, ale teraz to już jakaś przesada, aż mi się przyschnięta ślina zebrała w kącikach ust, więc przecieram je kciukiem, a gdy stajemy pod stacją i wypuszcza z uścisku moją dłoń, to czuję jak bardzo zdążyła mi się spocić. Wycieram rękę w materiał płaszcza. Vita chwyta mnie za twarz, więc uśmiecham się lekko zaglądając w jej przepięknie niebieskie oczy, słucham tego szatańskiego planu, mrucząc pod nosem ciche mhm, ale wzrok już opada mi na pełne, dziewczęce wargi, które w kolejnej chwili znajdują się tak blisko moich - Brzmi świetnie - mówię półszeptem, po czym pochylam się do niej, żeby musnąć krótko jej usta - Na farta - puszczam jej zalotne oczko, a potem wbijamy do środka przez automatyczne drzwi. Za kasą stoi jakiś młody chłopaczek, dłubie w nosie i przegląda coś na telefonie, ale kiedy dzwonek ogłasza pojawienie się klientów to od razu prostuje się jak struna i obrzuca nas krótkim spojrzeniem w stylu serio nie macie co robić o tej porze? Zerkam na moją towarzyszkę, po czym zaczynam - Przecież mówiłem ci, że tak nie było!!! - mówię podniesionym głosem. No to lecimy, sprawdźmy czy jesteśmy na tyle przekonującymi aktorami, żeby dostać Oscara. Albo żeby chociaż skołować chłopca na tyle by udało mi się wynieść ze stacji alko i czipsy.

vita bennett
twoja stara
???
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W momencie, gdy musnął jej usta, tym bezczelnym i absolutnie niepotrzebnym do powodzenia planu pocałunkiem, Vita przez sekundę kompletnie zapomniała, że mają właśnie odwalić jakąś idiotyczną akcję na stacji benzynowej. Zamrugała raz, potem drugi, czując, jak ten drobny kontakt zostaje na jej wargach zdecydowanie za długo. Na farta, jasne. A potem weszli do środka i William od razu podniósł głos. Vita stanęła jak wryta na środku sklepu, odwróciła się do niego powoli, z szeroko otwartymi oczami, przez ułamek sekundy naprawdę wyglądając, jakby świat rozpadł jej się na drobne kawałki gdzieś między regałem z chipsami a stacyjką z hot dogami, które swoją drogą zajebiście pachniały. - Nie było tak? - powtórzyła cicho, tak dramatycznie, że sama prawie się roześmiała. Prawie. Zacisnęła usta, żeby powstrzymać ten głupi, zaćpany uśmieszek, który próbował jej uciec na twarz, po czym zrobiła krok w jego stronę i wskazała na niego palcem. - Johnny… nie waż się stać tak przede mną… - rozejrzała się szybko po stacji, marszcząc brwi, szukając odpowiednio podniosłego słowa. - Z tą miną, jakbyś nie wiedział, o czym do ciebie mówię!- Kasjer za ladą spojrzał na nich najpierw z dezorientacją, potem z czymś, co bardzo przypominało czysty, ludzki żal. Vita zauważyła to kątem oka i natychmiast poczuła, że musi wejść głębiej w rolę. Oczywiście, że musiała. - Ja wszystko widziałam. Wszystko! - wyrzuciła z siebie, kładąc dłoń na klatce piersiowej.. no musiała wyglądać wiarygodnie no nie. - Wiadomości, które wymieniałeś z tamtymi panienkami. - Prychnęła, zerkając na niego z teatralnym obrzydzeniem. - I jeszcze masz czelność mówić mi, że ja coś dla ciebie znaczę?! - Na moment urwała, bo sama nie wiedziała, co ma dalej wymyślić. Upsi. Więc zrobiła coś kompletnie randomowego i zmusiła się do płaczu, zerkając na kasjera. - Pięć lat jesteśmy razem… pięć! - załkała, przecierając łezkę z kącika oka i przy okazji sprawdzając ukradkiem, czy Billy w tym samym momencie zgarnia coś z regałów. - Obiecał mi pierścionek, wielką miłość, wspólną przyszłość, a co kilka miesięcy szlaja się z jakimiś laskami! - Kasjer przesunął się niepewnie za ladą. - Wszystko w porządku? - zapytał ostrożnie. Jej oczy zrobiły się jeszcze większe, usta zadrżały, a ona przycisnęła palce do mostka. - Czy wyglądam, jakby było w porządku? - spytała z głębokim, absolutnie nieadekwatnym bólem w głosie. - Ten człowiek złamał mi serce!

Odwróciła się w stronę Williama dokładnie w momencie, w którym uniosła głos, żeby wiedział, że teraz znowu mówi do niego. - Nie patrz tak na mnie - dodała głośniej. - Wiem, co próbujesz zrobić. Zawsze tak robisz. Najpierw te oczy... czułe słówka... potem pocałunek na przeprosiny… - zawiesiła się na sekundę, bo ohhooo, to wyszło trochę zbyt prawdziwie. Zamrugała szybko i odchrząknęła. - A potem myślisz, że wszystko ci wolno. - Prychnęła pod nosem, a chwilę później zerknęła na kasjera. - Proszę mi powiedzieć tak szczerze. Czy ja wyglądam na kobietę, którą można oszukiwać? - zapytała, pochylając się lekko nad blatem. - Czy ja wyglądam jak ktoś, komu można mówić “to nie tak, jak myślisz”, kiedy dokładnie wiadomo, co się stało?! - Kasjer otworzył usta, zamknął je, spojrzał na Williama, potem znowu na Vitę. - Ja… nie wiem, proszę pani - wymamrotał w końcu. Vita aż uniosła brew. - Proszę pani? - powtórzyła, urażona już zupełnie naprawdę. - Mam dwadzieścia… - urwała. Przez sekundę próbowała przypomnieć sobie, ile dokładnie ma lat, co samo w sobie było żałosne, więc machnęła ręką. - Nieważne! Już ja się z nim policzę! - Odwróciła się znowu do Williama i zrobiła kilka kroków w jego stronę, starając się nie zerkać zbyt wyraźnie na to, co robił. Plan był planem. Ona miała krzyczeć, on miał… no, robić swoje. Tylko że nagle zrobiło jej się dziwnie gorąco od tej całej sceny... od jego wcześniejszego pocałunku i od adrenaliny, która pompowała jej się po żyłach... - I ty. - Wbiła mu palec w klatkę piersiową, - Jak ja mam z tobą wrócić do mieszkania?! - Nachyliła się bliżej, mrużąc oczy. Zacisnęła palce na jego koszuli i przysunęła usta do jego ucha. - I co… masz wszystko? - mruknęła cicho. Zacisnęła usta, ale jej kąciki zdradziecko drgnęły. Musiała natychmiast odwrócić twarz, bo jeszcze chwila i parsknęłaby śmiechem prosto w jego przystojną buźkę. Odsunęła się jednak powoli, wpatrując mu się w oczy tak, jakby naprawdę właśnie przeżywała największą zdradę swojego życia. - Wie pan co? - rzuciła nagle do kasjera, odwracając się do niego znowu. - Ja chciałam tylko normalnego wieczoru... a zamiast tego stoję tutaj i muszę konfrontować mężczyznę, który najwyraźniej nie rozumie, że konsekwencje własnych czynów nie są opcjonalne! - Wzięła z regału pierwszą lepszą paczkę chipsów i przycisnęła ją do piersi jak rekwizyt i zrobiła jedyną rzecz, jaka przyszła jej do głowy. Zasłoniła twarz dłonią i wydała z siebie coś pomiędzy szlochem a bardzo źle zduszonym śmiechem. - Ja nie mogę… - jęknęła, odwracając się bokiem. - Ja naprawdę nie mogę już na ciebie patrzeć. - Wpatrywała się w niego przez palce, mając nadzieję, że pociągnie ten cały teatrzyk, bo jeśli zaraz nie wyjdą, to ona naprawdę parsknie śmiechem tak głośno, że nie uratuje ich już nic... absolutnie nic.

johhny
ODPOWIEDZ

Wróć do „#114”