-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Masz rację, przepraszam. Dwanaście orgazmów raczy dziesięć luster — doprecyzowała. Skinęła głową, chcąc pokajać się za ten błąd nowicjuszki. Oczywiście tylko sobie z niej żartowała. A może wcale nie? Nie miała pojęcia, jak wytrzymała fizycznie była Prescott, ale to zdecydowanie było warte przetestowania. Pracowanie z muzą nie musi przecież zawsze polegać wyłącznie na tworzeniu. Czasem trzeba się po prostu lepiej dotrzeć, a taki całonocny maraton docierania i ocierania na pewno pozwoliłby im porządniej osadzić się w tej absurdalnej relacji.
— Więc jesteśmy umówione. — Na jej wargach od razu pojawił się triumfalny uśmiech. To, co usłyszała, w zupełności ją na ten moment zadowalało. Obecność Rue w całym procesie mogła go wyłącznie ulepszyć. No i wydłużyć, ale to raczej nie była wada. Niektórzy uważali wręcz, że sztuka wymaga cierpliwości. Cierpliwość to ostatnie, o czym Cross pamiętała w obecności swojej modelki, ale była gotowa wydłużać czas potrzebny do skończenia dzieła. To w końcu nie był płatny kontrakt, nikt nie stał nad nią z batem (jeszcze) i nie wymagał dowożenia materiałów na konkretny termin. Przy Prescott nie liczyły się takie głupoty jak pieniądze. Na ten moment była jej jedyną widownią, która oczekiwała jakichkolwiek rezultatów.
Marnowanie czasu na banały byłoby absolutnie najgorszą opcją, jaką ktoś mógłby jej przedstawić. Nie spodziewała się tego po Prescott. Ufała swojemu osądowi. Skoro artystyczna intuicja podpowiadała jej, że ta dziewczyna to jedyne, na czym powinna się teraz skupiać, by wyżyć się twórczo, to była gotowa jej totalnie zaufać. Ryzyko i skoki na głęboką wodę były jej zdaniem niezbędne, by być w stanie wykreować coś naprawdę wartego uwagi. Prace, które do tej pory stworzyła, były bardzo obiecujące i z każdą kolejną coraz lepsze.
— Znowu mi na wszystko pozwalasz? — zwróciła uwagę z nutą rozbawienia w głosie. Od razu przyjęła wyzwanie, które jej rzuciła. Na takie prowokacje mogła reagować zawsze i to z nieskrywaną przyjemnością. Przesunęła dłoń na wewnętrzną stronę jej uda, śmiało kierując się na samą górę. Tam się jednak zatrzymała. Jeansy faktycznie nie były zbyt wdzięcznym materiałem do pracy, nie była w stanie przez nie niczego wyczuć ani odpowiednio dać siebie odczuć. Zostawiła więc jej nogi w spokoju.
— To część planu zdominowania mnie? — Potarła mocno kciukiem skórę na jej szyi w miejscu, w którym wcześniej zauważyła nikły ślad po malince. Chciała rozetrzeć makijaż, jakim Prescott starała się ukryć ten ślad. Obserwowała z satysfakcją, jak psuje jej starania, trochę bardziej odsłaniając ciemniejący ślad. Nachyliła się w jej stronę i przygryzła naznaczony fragment skóry, chcąc jeszcze mocniej przypieczętować swoją pozycję.
Ruelle I. Prescott
-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Kolejny raz mówisz mi dziś, że mam rację. Jeszcze trochę i dojdę wyłącznie od tych słów - powiedziała, prychając krótkim śmiechem.
Nigdy nie przypuszczałaby, że usłyszy te słowa od Cross. W dodatku więcej niż raz jednego dnia. Może i chodziło tutaj o zwyczajne zwrócenie jej uwagi na to, że jej zapewnienia można byłoby odebrać dwojako, ale brzmienie słów wciąż pozostawało to samo.
- Jesteśmy. Daj tylko znać, gdy wszystko przygotujesz - odparła, czując przyjemne mrowienie w okolicy karku, gdy tylko wyobraziła sobie wszystko, co niejako obiecała jej dziewczyną.
Obraz na pewno wzbudziłby prawdziwe emocje. Może i praca nad nim zajęłaby o wiele dłużej, ale czy którejkolwiek z nich to przeszkadzało? Na pewno będą miały przy tym sporo okazji, aby go w jakiś sposób wzbogacić i nanieść odpowiednie poprawki. Może bowiem odbędą kilka sesji, aby ten został dokończony? Prescott zdecydowanie za bardzo wybiegała myślami w przyszłość.
Chyba żadna z nich nie lubiła tracić czasu na coś, co było zwyczajnie mówiąc nudne lub banalne. Ruelle ponadto nie była skłonna, aby strzępić sobie zanadto język jakimikolwiek niepotrzebnymi słowami, co na pewno Cross zdążyła już zauważyć. Nie bez powodu zwróciła uwagę na to, że tanatopraktorka była w stanie wydusić z siebie coś więcej niż dwa zdania w ciągu jednej wypowiedzi. Czasami mniej znaczyło więcej, a i liczyła się bardziej sama treść oraz jakość niż ilość.
- Nie tak znowu na wszystko. Zapędzasz się - upomniała ją, ale zaraz też zamruczała z zadowoleniem, czując jej dotyk.
Chociaż czuła jej dotyk wyłącznie przez materiał ubrania to jednak dłoń przesuwająca się na wnętrze jej uda sprawiła, że Prescott zalała nagła fala gorąca. Miała też wrażenie jakby ledwie dwa wypite drinki momentalnie uderzyły jej do głowy. Zdecydowanie River działała na nią zbyt mocno.
- Niekoniecznie. Jakbyś nie zauważyła lubię działać w obie strony - odparła, wciąż uśmiechając się nieco cwanie.
Starała się usilnie przykryć wszystkie ślady, które Cross mogła po sobie zostawić w widocznych miejscach, ale najwyraźniej nie do końca jej to wyszło. Domyśliła się tego po sposobie w jaki kciuk rysowniczki przesunął się po jej szyi. Następnie wciągnęła nieco mocniej powietrze, gdy tylko River pochyliła się, aby przygryźć ten jeden punkt, gdzie dostrzegła lekkie przebarwienie skóry. Wplotła palce wolnej dłoni w jej włosy i przycisnęła ją do siebie jeszcze mocniej, chcąc poczuć to drobne ukłucie bólu. Niemal po omacku odstawiła pustą szklankę po drinku na blat pobliskiego stolika, skupiając się już w pełni na dziewczynie obok siebie.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Drgnęła delikatnie, gdy dziewczyna potwierdziła ich kolejną randkę. Podobał jej się dźwięk głosu Rue, gdy okazywała jej zainteresowanie. Taka walidacja zachęcała ją, by rozpieszczać modelkę jeszcze bardziej, co na pewno jej się opłaci. Zapamiętała sobie również bardzo skrupulatnie, jakimi słowami i jakim tonem dziewczyna je powiedziała, by potem móc to przeciwko niej wykorzystać. Cóż, nie mogło być przecież zbyt różowo. Nie byłoby im do twarzy.
— Mhm — mruknęła tylko z wyraźnym niedowierzaniem. Prescott na pewno zdążyła się już przyzwyczaić, że rysowniczka byłaby w stanie wyrazić kpinę albo poczucie wyższości nawet sposobem oddychania. No pewnie, że jej nie wierzyła. Nie dostała przecież jeszcze żadnych dowodów na to, że jest inaczej. Zdążyła już zapomnieć o tym, jak tanatopraktorka wcześniej uciekła z jej ramion. Poza tym – zdawała sobie sprawę, że to tylko dodatkowo ją rozdrażni, a przecież takie dostała zadanie. Grzecznie je po prostu wypełniała.
— Zauważam wszystko, co mi robisz — zapewniła, odpowiadając uśmiechem na jej uśmiech. Obserwowała ją przecież nie tylko z podziwem, ale też wielką uwagą. Była ciekawa wszystkiego, co Prescott chciała jej pokazać oraz tego, co starała się ukrywać. Skupianie się wyłącznie na jednym byłoby przecież nudne i kompletnie nieinspirujące.
Kiedy tylko szklanka dotknęła stołu, River się podniosła. Naparła na Prescott, pchając ją tak, by oparła się plecami o kanapę. Usiadła jej na kolanach i od razu do niej przylgnęła. Ujęła palcami jej podbródek, zmuszając ją do spojrzenia sobie w oczy. Serce załomotało jej na tyle mocno, by wzbudzić przyjemną wibrację w całym ciele. Przygryzła wargę, choć nie zdążyła ukryć uśmiechu. Sposób, w jaki Prescott na nią patrzyła, za bardzo ją rozpraszał. Stanowczym ruchem odsunęła jej głowę, eksponując bardziej szyję. Zwolniła uścisk i przejechała językiem po odsłoniętym fragmencie skóry.
— Nie ukrywaj ich następnym razem — mruknęła wprost w wilgotną skórę. Tym razem w jej tonie nie było słychać nawet miligrama prośby.
Ruelle I. Prescott
-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mogły sobie odpuścić kolejnego spotkania. To nie była randka. W końcu było to spotkanie związane ściśle z powstaniem kolejnego obrazu, który mógłby zawisnąć na ścianie w pokoju Ruelle. Chociaż biorąc pod uwagę to jak przedstawiała się sztuka w wykonaniu River to pewnie nie będzie mogła sobie pozwolić na pokazanie komukolwiek tego malowidła. Może to i lepiej? To byłoby niczym ich pewien mały sekret... Niezwykle intymny i pociągający.
To jedno mruknięcie wydawało się wyrażać tak wiele. Chyba powoli nauczyła się rozpoznawać niektóre z mruknięć w wykonaniu Cross oraz stojące za nimi intencje. Wiedziała, że rysowniczka nie wierzy w jej słowa, co nie było właściwie tak zaskakujące. Mogła się czegoś takiego spodziewać.
- Jesteś wyjątkowo uważna, gdy chodzi o mnie... Dobrze - zamruczała z zadowoleniem i mimowolnie wydała z siebie krótki jęk zaskoczenia, gdy tylko została przyparta mocniej do kanapy.
Spojrzała jej głęboko w oczy. Kurwa mać. Czuła jak serce zaczyna jej się mocniej tłuc w klatce piersiowej, a ciao przeszył rozkoszny dreszcz. Zdecydowanie była zbyt podatna na dotyk artystki.
- Wychodzę do ludzi, Cross... - mruknęła, czując jak jej głos wybrzmiewa słabo pod wpływem języka sunącego po jej szyi. - Nie mogę paradować wśród nich wyglądając jak ofiara przemocy.
W końcu tak właśnie wyglądała... Sińce na ciele, ślady duszenia czy liczne zadrapania raczej nie sprawiały najlepszego wrażenia. Z pewnością też nie chciałaby się tłumaczyć z tego rodzinie.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Prescott śmiała kpić z megalomanii Cross, a sama pławiła się w jej uwadze i komplementach i ciągle miała ochotę na więcej. Dobrze, że rysowniczka czerpała tak dużo przyjemności z rozpieszczania jej. Ruelle będzie mogła się w tym wszystkim utopić.
— W chuju mam ludzi — warknęła, wyraźnie niezadowolona, że dziewczyna w ogóle zdecydowała się na taki argument. To naprawdę ostatnie, co mogłoby ją do czegokolwiek przekonać. Opinia innych nawet we własnej kwestii potrafiła ją obchodzić tyle, co nic, a co dopiero w kwestii Prescott. Daleko im zresztą było do etapu, w którym mogłyby rozmawiać, przed kim konkretnie miałaby się takich rzeczy wstydzić.
— Przy mnie powinnaś wyglądać tak, jak cię ozdobiłam. — Złapała zębami kolejny fragment skóry, tym razem jednak nie gryząc zbyt mocno. Po tym ślad nie zostanie. Ale wychodzi na to, że nawet w odwrotnej sytuacji Ruelle by sobie z tym poradziła. Złożyła kolejny pocałunek na ciepłej skórze. Omiotła ją oddechem, przez krótką chwilę zastanawiając się, czy powinna kontynuować. Wyprostowała plecy, rozkoszując się po raz enty przewagą wzrostową, jaką miała. Nie zeszła z jej kolan, które okazały się zadziwiająco wygodne.
— Nie grasz sprawiedliwie, Mała. — Wbiła mocno dwa palce na wysokości jej mostka. Przesunęła nimi w linii prostej wyżej, przemknęła przez szyję aż do linii żuchwy. Objęła dłonią jej kark, zaciskając na nim palce. Prescott próbowała z nią igrać na długo, zanim w ogóle weszła do baru. Całkowicie głupio nie posłuchała się i nie wystroiła z myślą o Cross, a teraz jeszcze okazywało się, że nawet nie wpadła na to, by pokazać jej pamiątki z ich owocnej nocy. Może jednak nie powinna pokazywać jej tych szkiców ot tak? Taktowanie jej zbyt miękko na pewno zaszkodzi River. Powinna przestać słuchać tego dziwacznego głosu z tyłu myśli, który tak desperacko chciał robić wszystko, co tylko mogłoby zawrócić tanatopraktorce w głowie.
Ruelle I. Prescott