ODPOWIEDZ
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

008
pact with the devil
Ostatnie tygodnie upłynęły mu w sposób, który dla większości ludzi mógłby uchodzić za spokój, gdyby nie fakt, że w jego przypadku spokój nigdy nie był stanem emocjonalnym, tylko efektem dobrze utrzymanego porządku i harmonogramów, które działały tak, jak powinny, bo ktoś czuwał nad tym, aby działały. Dom funkcjonował bez zakłóceń, interesy nie zwalniały. Wszystko pozostawało więc na swoim miejscu, przynajmniej pozornie, bo jedyna realna zmiana nie dotyczyła biznesu ani układów, tylko tego, że Navi przestała być kimś obecnym obok jego życia, a stała się elementem wpisanym w jego codzienność tak naturalnie, jakby znajdowała się tam od zawsze.
  Sam ślub nie budził w nim emocji, których świat tak desperacko oczekiwał po ludziach stojących u progu małżeństwa. Nie odliczał dni, nie czuł podniosłości chwili, nie rozważał znaczenia przysięgi ani tego, jak bardzo zmieni się jego życie po wypowiedzeniu kilku formułek w obecności świadków. Dla niego był to przede wszystkim ruch strategiczny, formalność o wyjątkowo użytecznej wartości, która porządkowała kilka kwestii jednocześnie. Nazwisko, status, ochrona, oficjalne włączenie Navi podochronny parasol la famiglii.
  Nie oznaczało to jednak obojętności, jak zapewne założyłaby większość ludzi. Obojętność nie poświęcała uwagi Obojętność nie włączała nikogo do własnego świata tak głęboko, aby od tej chwili każde zagrożenie wobec jednej osoby było traktowane jak zagrożenie wobec całej struktury.
  Organizację wydarzenia pozostawił Navi w całości, co dla kogoś z zewnątrz mogło wyglądać jak brak zainteresowania, lecz prawda była zupełnie inna i niezmienna. Było to zaufanie, czyli coś,czego nie rozdawał tak po prostu i zbyt łatwo. Nie sprawdzał dekoracji, nie interesował się odcieniem materiałów, choć bez większego wysiłku potrafiłby znaleźć błędy organizacyjne szybciej niż zatrudnieni do tego ludzie. Nie robił tego, bo uznał, że jej decyzje w tej przestrzeni były wystarczające i były dobre, nie wymagające kontroli, a przecież w jego języku był to komplement większy niż jakiekolwiek, nawet najpiękniejsze słowo.
  Poranek dnia ślubu rozpoczął bez zbędnego pośpiechu i bez ciśnienia; bez tej ciężkiej otoczki. Wstał o stałej godzinie, odbył krótki trening dla własnego ciała, wziął chłodny prysznic, zjadł śniadanie i przejrzał raport z pracy pozostawiony mu jeszcze nocą. Po drodze odpisał na dwa maile, które wymagały odpowiedzi, a potem odłożył telefon; choć nie wyciszył go całkowicie.
  Dopiero później pozwolił służbie wnieść przygotowany garnitur; szyty u tego samego, sprawdzonego krawca, który bezbłędnie od lat spełniał wymogi, jakie stawiał Salvatore. Był droższy, niż którykolwiek z tych, które miał już w garderobie I był perfekcją krawieckiego kunsztu.
Spojrzał w lustro, kiedy wiązał krawat. Nie wyglądał jak człowiek przejęty ceremonią, a prędzej wyglądał jak ktoś, kto za chwilę podpisze kolejny ważny kontrakt. Tyle że ten kontrakt spał obok niego każdej nocy i nosił pod sercem konsekwencję sytuacji, której nie przewidział.
  Opuścił swój pokój i ruszył korytarzem posiadłości w stronę pomieszczenia, w którym szykowała się Navi. Jego, a raczej: ich, rezydencja w Kalabrii z jednej strony wypełniona była ciszą, a z drugiej strony wyczuwalną zmianą czegoś w powietrzu. Po drodze mijał w milczeniu ludzi, którzy zaangażowani byli w ostatnie przygotowania – nosząc skrzynki z winem lub kwiatami; przecierając raz kolejny parapet, aby nie można było znaleźć ani jednej drobiny kurzu. Bo wszystko miało być idealne. Tak, jak pan domu lubił.
  W końcu zatrzymał się pod drzwiami pokoju, w którym przygotowywała się Navi.
  Zapukał w drewno dwa razy, po czym nie czekając w zasadzie na odpowiedź, nacisnął klamkę i uchylił je na tyle, by wsunąć do środka spojrzenie, a siebie połowicznie za nim, nie przekraczając jednak progu.
  — Nie uciekłaś — stwierdził, choć oczywiste, to ton swojego głosu barwiąc suchym humorem. — A niedługo będzie za późno — dodał, z tym samym brzmieniem. Podniósł minimalnie kącik ust, w nikłym, kontrolowanym półuśmiechu. Oboje o tym wiedzieli doskonale. I wiedzieli też, że nawet gdyby uciekła, to nie przestałaby być jego. — Jeszcze masz szansę.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
ja jestem trigger
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przeciwieństwie do swojego narzeczonego, ona bardzo przejmowała się nadchodzącą datą. Budziła w niej wiele emocji o które by się nie podejrzewała. Chciała, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Potrzebowała tego, aby każda najmniejsza rzecz była dopracowana w stu procentach, tak jak to wyśniła. Osobiście zamierzała tego dopilnować. Nawet jeśli mieli zatrudnionych ludzi, to nie siedzieli oni w jej głowie. A jak by to powiedział Salvatore, ludzie popełniają błędy.
Zwolniła tempa w restauracji, zatrudniono kolejnych ludzi, którzy mieli odciążyć ją w obowiązkach, dokładnie tak jak chciał Giovanni. Przez to jednak miała więcej czasu, aby wisieć na telefonie z organizatorami.
To miał być tylko kolejny ślub w jej życiu, zwykła formalność. Wymienienie obrączek i przysięgi, która przecież wcześniej nie miała znaczenia. Dla niej jednak był to pierwszy ślub, którego naprawdę chciała. Nie sądziła tylko, że jak przyjdzie co do czego, to zacznie to przeżywać. Że stanie się tą typową, przyszłą panną młodą, która będzie biegać w szale przygotowań. Chociaż sama ceremonia wcześniej brzmiała dla niej jak podpisywanie paktu z diabłem, tak teraz ten pakt, w dodatku z faktycznym diabłem, był dla niej niezwykle pociągający.
I don’t care if I will fall in love with a devil, as long as that devil loves me the way he loves hell.
Obudziła się wcześniej niż zwykle, w sercu czując narastające napięcie. Było ono związane ze stresem, ale też niecierpliwością i ekscytacją. I chociaż na ten dzień wydawała się mieć milion rzeczy do zrobienia, tak przecież wszystko miało swój zaplanowany czas. Przyrządziła im rano śniadanie, co chociaż chwilowo ją odstresowało, aby w kolejnej chwili rzucić się w wir oficjalnych przygotowań.
Udała się do wydzielonej w rezydencji sypialni, która stała się jej centrum przygotowawczym. To właśnie tam, o umówionej godzinie, pojawiła się stylistka paznokci, która zaczęła pracować jako pierwsza, tworząc piękny, elegancki manicure i pedicure. Niewiele później, do rezydencji przyszła prywatna fryzjerka Navi, u której się już wcześniej pokazała, aby dobrać uczesanie do sukienki, a, gdy fryzura powoli była kończona, w drzwiach sypialni stanęła również wizażystka. Każda z kobiet miała zostać tu do późnego wieczora, aby poprawiać drobne niedoskonałości, które mogły pojawić się na przestrzeni czasu.
Gdy Navi siedziała na szerokim krześle, podczas jej makijażu, służba wniosła jej suknię ślubną, wykonaną przez krawcowe bezpośrednio na jej zamówienie. Odwzorowywała ona jej dokładną wizję. Była perfekcyjnie dopasowana i dopracowana w każdym, najmniejszym szczególe. Drugiej takiej nie było nigdzie.
Powieszono ją zapakowaną na wysokim wieszaku, aby dopiero na sam koniec ją wyciągnąć. Nie chciała ryzykować, że jakakolwiek plama z produktu do makijażu pojawi się na białym, nieskazitelnym materiale. Dzisiaj, zwłaszcza dzisiaj, wszystko miało być perfekcyjne.
Jej delikatna wiązanka kwiatowa niedawno została przyniesiona, aby jak najdłużej utrzymała swoją świeżość, a kupiona specjalnie na tą okazję biżuteria stała jeszcze zapakowana w welurowych opakowaniach. Obrączki dzisiaj rano przekazała osobie, która miała być za nie odpowiedzialna.
Wszystko wydawało się iść dokładnie zaplanowanym, niezmąconym rytmem.
Wstała z krzesła, gdy makijażystka skończyła swój elegancki make-up. I upięcie włosów i umalowanie było dokładnie takie, jak ona. Delikatne, nieprzesadzone, ale wyraźnie zaznaczone. Czarne kosmki były częściowo zaplecione i połączone z delikatnym diademem. Makijaż doskonale podkreślał jej delikatną, azjatycką urodę. Oglądając się w lustrze, była zadowolona z efektów, chociaż do samej ceremonii zostało jeszcze trochę czasu.
A mimo to czas wydawał się lecieć nieubłaganie.
Służba, w tym najstarsza kobieta, która pracowała w tym domostwie, co chwila biegała tam i z powrotem. Zatrudnione kobiety zebrały część swoich rzeczy, porządkując miejsce pracy, będąc jednak w gotowości, aby dołożyć ewentualne poprawki.
Wtedy też rozległo się pukanie do drzwi. Początkowo się nim nie przejęła, ponieważ przez sypialnię przechodziło wiele zatrudnionych ludzi, którzy dokładali przekąski i dolewali wina do kieliszków. Także tego, które miało być bezalkoholowe. Tylko, że w tej sytuacji nawet drobny łyk nie potrafił jej przejść przez ściśnięte gardło.
Odwróciła się odruchowo, gdy drzwi się otworzyły, a jej twarz momentalnie rozpromieniała, kiedy jej oczy osadziły się na doskonale jej znanym człowieku. Diable, którego dzisiaj miała poślubić.
A ty masz szansę jeszcze zmienić zdanie — odpowiedziała, podchodząc do drzwi, ubrana w kremowy, satynowy szlafrok, by spotkać się z nim w progu. — Masz szczęście, że nie jestem jeszcze ubrana. Nie słyszałeś, że oglądanie panny młodej w sukni przed ceremonią, przynosi pecha, zwiastuje nieszczęście i niezgodę? — spytała, na ustach mając swój charakterystyczny, łagodny uśmiech. — Na szczęście nie tyczy się to ciebie i garnituru — dodała, sięgając dłonią do jego idealnie skrojonego ubrania, aby przesunąć dłonią po jego piersi. — Wyglądasz w nim niesamowicie pociągająco. — To, że zawsze tak wyglądał to inna kwestia, ale dzisiaj wszystko było… intensywniejsze.
A może to też kwestia buzujących hormonów.


Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Nie zmieniał zdania. Nigdy. Do samego końca trzymał się swojego wyboru, przekonany co do tego, że był on najbardziej optymalnym, najlepiej skalkulowanym i najbezpieczniejszym dla niego. To nie znaczyło, że nigdy się nie mylił, ale jego własne decyzje i wybory były świętością. Świętością, o której wadach czy niedoskonałościach potrafił po fakcie powiedzieć głośno; potrafił przyznać do porażki, nawet jeśli ta zgrzytała bardzo głośno w jego umyśle przez długi czas.
   Bo wymagał od siebie doskonałości, jeśli chodziło o dobieraną strategię działania i trasę, którą sobie wyznaczał; bo wymagał od swojego umysłu precyzji i niezawodności, idealnych kalkulacji, na podstawie których dokonywał wyborów.
  Ale nie zmieniał zdania. Tak jak i nie zamierzał go zmienić tutaj. Nawet, jeśli wiedział, że to co powiedziała, było pociągniętym przez niego żartem; niewinną prowokacją, na którą sobie pozwolił. Niewinną na pozór – bo w ten sposób badał też nastrój kobiety. Stres związany z wydarzeniem mół być najlepszym buldożerem dla postawionych wokół siebie murów z postanowień.
      Masz szczęście.
  Jakie to szczęście, kiedy to była jego własna decyzja? Jego własny dobór momentu na podstawie solidnej kalkulacji, którą odbył w głowie
  — Nie wierzę w takie zabobony — odpowiedział, płasko i bez tonacji w głosie; tak po prostu, jako konstatację faktu, dotyczącego jego osoby. W żadnym wypadku nie pozwalał, aby jakiekolwiek przesądy zaburzały jego umysł. O tym całym stwierdzeniu, jakoby spojrzenie na pannę młodą w sukni przed ślubem miało nieść złe następstwa oczywiście słyszał – w końcu funkcjonował wśród ludzi, którzy to powtarzali i ludzi, którzy w to wierzyli; niemniej był jednak zdania, że jeśli miało coś nieść niefortunny szereg wydarzeń to prędzej on sam i z wyboru. A nie przez głupie, ludowe założenie, że jeśli spełni się warunek A, to z pewnością wydarzy się kompletnie niezwiązany i zależny od losu warunek B.
  Nie opuścił jednak spojrzenia, na wspomniany przez nią przy okazji garnitur. Zasadniczo przez znaczną część swojego życia od wielu lat, jeśli już coś nosił, to był to właśnie garnitur. Miał ich pokaźną liczbę w garderobie, w różnym kroju, z różnego materiału i w różnym kolorze. Mógł spokojnie mieszać je ze sobą, jeśli pozwalała na to estetyka.
  Ale ten, który miał na sobie dzisiaj, był wjątkowy. Nie w tym sentymentalnym tego słowa znaczeniu – był perfekcją nad perfekcją. Bo choć estetyka by dla niego obowiązkowym aspektem przy wyborze jakiegokolwiek stroju czy elementu, który miałby go dotyczyć, to jednak ten konkretny pochłonął więcej uwagi i zachodu niż normalnie.
  Uniósł za to podbródek, lustrując już uważnie; wyczuwał jak jej palce przesuwają się po jego sylwetce, a jednocześnie widział na jej twarzy ten uśmiech, który – choć sam pewnie tego by tak nie nazwał – kładł go na kolana. Navi była tak kruchą osobą, tak ulotną – jak każde inne życie, a jednocześnie z taką potęgą, której nie spodziewałby się zauważyć i uznać u kogokolwiek.
  — A ty wyglądasz perfekcyjnie.
  Czyli tak, jak lubił. Idealnie, estetycznie, w sam raz. Niczego innego by się po niej nie spodziewał – Navi od samego początku perfekcyjnie wpisywała się w jego definicję idealnego obrazu kobiety – tak samo z wyglądu, jak i – co ważniejsze – w kwestii umysłu.
  Przesunął dłonią po jej talii, ostatecznie zatrzymując się na jej biodrze; jego spojrzenie ani na moment nie spadło z jej twarzy, uważnie analizując układ każdego, najdrobniejszego mięśnia. I chociaż deklarował się, że nie będzie jej czytał tak samo jak innych, w pewnych kwestiach naginał własne, ustanowione prawo. Chociaż jakby na to spojrzeć – nigdy nie obiecał, ani nigdy nie dał słowa.
  W tym momencie było to jednak uzasadnione – dbał o nią; o jej samopoczucie i komfort, jak o swój własny. A czego mu nie mówiła, musiał dowiadywać się sam. Nigdy w końcu nie potrafiłby zaufać w pełną szczerość co do emocji i samopoczucia innych ludzi. Pewnie dlatego, że – jak to mówią – sądził według siebie.
  A on od urodzenia był nieszczery z otoczeniem.
  — Przyszedłem się z tobą pożegnać — powiedział, drugą dłonią sięgając do jej policzka, by wyuczonym, eleganckim gestem przesunąć palcami po jej policzku. — Zobaczymy się dopiero przed ołtarzem. — Kiedy oficjalnie stanie się jego. Nie potrzebował tej oficjalności, tej papierologii, by to wiedzieć i według tego funkcjonować, to był gest wymierzony przede wszystkim w kierunku rodziny. W kierunku instytucji, którą była. Włączeniem Navi do hierarchii, a przez to – nadanie jej immunitetu. Kochanki, metresy, nie były chronione.
  Żony, noszące to samo nazwisko, były jednak nietykalne.
  — Sarai libera solo quando non ci sarà nulla di te che non sia mio.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
ja jestem trigger
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kąciki ust jej drgnęły na jego odpowiedź, której oczywiście się spodziewała. Giovanni był człowiekiem twardo stąpającym po ziemi, który nie wierzył w przesądy, horoskopy, numerologie czy inne ustawienia planet. U niego wszystko miało ręce i nogi, a każdy skutek przyczynę. Coś brało się z czegoś, i to zwykle były osoby oraz ich decyzje.
A nie wola wszechświata.
Oczywiście, że nie — odpowiedziała łagodnie, przekrzywiając delikatnie głowę w bok. — Ale co jeśli ja wierzę? — Może i ona również nie była przesądna, ale w takim dniu chciała uniknąć każdego możliwego nieszczęścia. Jak to się mówi - lepiej dmuchać na zimne. Jej poprzednie, a w zasadzie, wciąż aktualne małżeństwo, było traumatyczne ze względu na mężczyznę z którym musiała się związać. Giovanni natomiast udowodniał czynami i zapewniał ją słownie, że jej bezpieczeństwo jest ważne. Że ona jest ważna. I dlatego też zależało jej na tym, aby wszystko było idealnie.
Nawet cholerne ustawienie planet.
On sam też wyglądał perfekcyjnie. Garnitur skrojony na miarę, a jednak pasował zupełnie inaczej. Giovanni zawsze był elegancki. Wszystko układało się na nim doskonale. Dzisiejszy ubiór był jednak o wiele szykowniejszy niż jakikolwiek wcześniej. I z chęcią patrzyłaby na niego w tym wydaniu o wiele dłużej, bo jeden wieczór wydawał się być niezadowalający.
Wygięła usta w uśmiechu na jego komplement. Nie wszystko było gotowe. Chociaż uczesanie oraz makijaż były już dopracowane, tak wiele szczegółów jeszcze brakowało. No i oczywiście nie miała na sobie najważniejszej części.
Poczekaj, aż założę suknię. — Wtedy będzie wyglądać perfekcyjnie. Biały materiał, którego krój doskonale układał się na jej drobnym ciele. Dopracowany w każdym calu. Był to ubiór nad którym pracowano ciężko od kilku miesięcy i z którego była niesamowicie zadowolona.
Jej estetyka była delikatna. Preferowała elegancję, niż ubiór wyzywający czy prowokacyjny. Nawet jeśli odkrywała więcej ciała, robiła to w sposób zmysłowy, a nie wulgarny. Taka była na co dzień i tak też planowała się pokazać podczas swojego dzisiejszego, wielkiego występu, przy setkach ludzi, których prawie nie znała.
Czy się stresowała? Strasznie. Poza zaledwie kilkoma bliższymi koleżankami, które poznała podczas swojego nowego życia w Kanadzie, nie było tu nikogo z jej strony. Rodzina została w Korei i nawet nie wiedziała o dzisiejszym wydarzeniu. Nie mieli przecież nawet pojęcia, że ich córka żyje i wiedzie wspaniałe życie poza granicami kraju. Z dala od codziennej przemocy domowej. Nikt jej nie odprowadzi do ołtarza. Nikt nie powie, że cieszy się jej szczęściem. Jej matka nie popłacze się ze wzruszenia.
Wcześniej zresztą też nie płakała. Możliwe, że wiedziała co ją czeka.
Można więc powiedzieć, że była sama. Jej głównym wsparciem miał być jej przyszły mąż. Tylko domyślała się, że na weselu będzie zajęty raczej biznesami z resztą licznej rodziny. Będzie musiała więc robić to co zawsze - wpasować się w otoczenie, ładnie uśmiechać i kamuflować. Zaadaptować do nowych warunków, środowiska i ludzi, którzy w pewnym sensie mieli stać się także jej rodziną.
Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Przesunęła policzek do jego dłoni, gdy muskał go palcami. To był czas chwilowego rozstania. Navi miała wrócić do przygotowań, aby pojawić się w drodze do ołtarza, pokonując trasę przez wszystkich zaproszonych gości.
Na samą myśl skręcał jej się żołądek.
Nie mogę się doczekać — przyznała. Chociaż cała ta otoczka była tak samo stresująca co ekscytująca, to fakt, że miała go poślubić był w tym wszystkim… niesamowicie uspokajający. Zupełnie jakby to była jej bezpieczna przystań, ta myśl, że wszystko będzie dobrze, bo przecież wiele razy ją zapewniał, że jest chroniona, cokolwiek się dzieje i gdziekolwiek jest.
Dla niego mogła to być tylko papierologia, ale ona podchodziła do tego bardziej emocjonalnie.
Allora prenditi ogni parte di me… — odpowiedziała melodyjnie, aby niewiele później wspiąć się na palcach i ucałować zmysłowo jego usta. Ostatni raz, zanim się rozstaną, by spotkać już na oficjalnym kobiercu, gdzie złożą przysięgi małżeńskie. — Do zobaczenia wkrótce.


Giovanni Salvatore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”