-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Dlatego właśnie tego ranka chwyciła aparat i zarzucając go na ramię, wyszła z mieszkania, na drugi plan zrzucając piętrzące się w każdym pomieszczeniu tekturowe przeszkody. Praca była pierwszym punktem na liście — czymkolwiek miałaby się ona okazać. Kawiarnia, galeria, cokolwiek, co pozwoli jej przetrwać ten pierwszy etap „nowego początku”, który w rzeczywistości niewiele miał wspólnego z początkiem, a więcej z koniecznością.
Ulice Toronto były inne niż te, które znała. Szersze, bardziej uporządkowane, ale jednocześnie pozbawione tej chaotycznej energii, która w Nowym Jorku była niemal stałym tłem wszystkiego. Tu wszystko wydawało się spokojniejsze. Charlie uniosła aparat, niemal odruchowo. Migawka. Kadr. Światło. Cień. Zatracając się w tym szybciej, niż powinna, pozwoliła, aby ludzie przechodzili obok. Niektórzy zerkali, inni nie zwracali na nią najmniejszej uwagi, a ona widziała tylko fragmenty: odbicie w szybie, linie architektury, momenty, które były niczym trzepot motylich skrzydeł - ledwo zauważalne.
Kolejne zdjęcie. Krok w tył. I kolejny, a potem coś twardego zatrzymało ją gwałtownie. Plecy uderzyły w coś stabilnego, zdecydowanie niebędącego ani latarnią, ani znakiem drogowym. Przez ułamek sekundy uznała, że po prostu na coś wpadła — nic nadzwyczajnego, zwykła nieuwaga. Już miała odsunąć się i rzucić półgłosem coś na kształt przeprosin, kiedy „to coś” odezwało się pierwsze; spokojny, niski głos, zbyt blisko niej. Charly mimochodem zesztywniała, powoli odrywając aparat od twarzy. Odwróciła się, a wówczas jej zielone tęczówki zatrzymały się na postaci mężczyzny w mundurze.
Ciemne oczy, które nie wyglądały na rozbawione ani szczególnie zaskoczone, raczej na takie, które zdążyły już coś zauważyć i teraz tylko czekają na dalszy rozwój sytuacji. Przez sekundę w jej głowie pojawiło się absurdalne pytanie — czy naprawdę można mieć aż takiego pecha? A potem druga bardziej niepokojąca myśl Czy on widział, jak chwilę wcześniej weszła na jezdnię bez spojrzenia w stronę pasów? Bo jeśli tak to ta rozmowa mogła być znacznie mniej przypadkowa, niż chciałaby, żeby była. Charly uniosła lekko brodę, instynktownie przybierając swoją zwyczajową maskę pewności siebie — tę samą, która zwykle działała jak tarcza. Tyle że tym razem nie była już pewna, czy wystarczy.
Scott Letexier
-
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKe/babtyp narracjiTypicznyczas narracjiKażdypostaćautor
- W Toronto obowiązuje dość prosta zasada - odezwał się spokojnie, głosem pozbawionym podniesionego tonu, ale też jakiejkolwiek miękkości. - Najpierw patrzymy, potem wchodzimy na jezdnię - nie było w tym reprymendy wprost, jednak dało się wyczuć, iż ma to w sobie coś oczywistego, niepodlegającego negocjacjom.
Przeniósł ciężar ciała minimalnie, robiąc pół kroku w bok, ale wciąż pozostawał wystarczająco blisko, by nie była to pełna przestrzeń do ucieczki z tej rozmowy. Jego wzrok na moment zsunął się na aparat przewieszony przez jej ramię.
- Albo robimy zdjęcia - dodał po chwili, nieco ciszej. - Ale zwykle nie jedno i drugie naraz - kącik jego ust drgnął niemal niezauważalnie. Nie był to uśmiech, raczej cień reakcji, który równie dobrze mógł oznaczać rozbawienie. Nie był przecież policjantem z drogówki. Był zastępcą komendanta. Osobą, która nie zajmuje się tak prozaicznymi sprawami. Zresztą, o tym świadczył między innymi jego mundur, który miał właśnie na sobie: niby klasyczny, a jednak z kilkoma dodatkowymi elementami, w tym odznaczeniami, które są przewidziane jedynie dla wysoko postawionych funkcjonariuszy.
Dopiero po chwili uniósł wzrok z powrotem na jej oczy, już bardziej bezpośrednio, jakby świadomie sprawdzając, czy ta pewność siebie, którą próbowała utrzymać, jest czymś trwałym, czy tylko odruchem obronnym.
- Nowa w mieście - stwierdził. - Albo po prostu lubi pani sprawdzać, jak szybko reaguje policja - rzucił z nutką ironii w głosie. Nie sięgnął po żaden notatnik, nie zapytał też Charly o dokumenty, chcąc dać jej jedną jedyną szansę na to, by wyraziła skruchę i jakoś wykaraskała się z tego wykroczenia.
Scott stał i czekał. Nie na przeprosiny. Na odpowiedź, która zadowoli go na tyle, by nie skasować brunetki za tak pospolitą rzecz jak przejście przez jezdnię w miejscu niedozwolonym.
Charly Hayes