Chętnie weszłaby jej do głowy i poukładała wszystkie myśli po swojemu. Prescott tak bardzo starała się unikać konkretów, że momentami Cross naprawdę nie miała pojęcia, na czym stoi. A dodatkowo uginały się pod nią kolana, więc generalnie postawa była wybitnie niestabilna. Chciała się jej podobać i chciała, żeby serce modelki zabiło dużo mocniej, gdy tylko dotknęła wilgotnego materiału jej bielizny, ale z drugiej strony chciała być tą, która panuje nad sytuacją i dyktuje warunki. A jak miała to ogarniać, skoro nie była w stanie panować nawet nad sobą samą? Zdecydowanie łatwiej było się z nią widywać w sytuacjach, w których może zająć myśli tworzeniem.
Obserwowała uważnie, jak Prescott stara się igrać z nią jeszcze bardziej, oblizując palce, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. Odprowadziła ją wzrokiem do baru i dopiero, gdy dziewczyna skupiła się na rozmowie z barmanką, Cross opadła plecami na kanapę z głośnym westchnięciem. Dodatkowa porcja alkoholu to był
— Ej, kurwa, ale bez przesady. — Obróciła głowę w stronę męskiego głosu, który ewidentnie był skierowany do niej. Wydmuchała dym w stronę piorunującego ją wzrokiem mężczyzny, zastanawiając się, jaki miał właściwie problem. Ach, no tak. Uniosła rękę w ramach przeprosin i przygasiła fajkę o podłogę. Bar faktycznie nie miał żadnych zalet, nie mogła nawet wyżyć się emocjonalnie dokarmiając nowotwór w płucach. Okropieństwo.
Spojrzała w stronę Ruelle, która aktualnie była zajęta rozmową z barmanką. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy dziewczyna wpadła na ten sam pomysł, co ona i próbowała sobie znaleźć plan B na tę noc. Jeszcze tego brakowało, żeby się pożarły o to, która ma zabrać obcą kobietę do domu. To poniżej wszelkiej krytyki. Przesunęła spojrzeniem po drobnym ciele swojej modelki, zatrzymując się na dłużej na jej tyłku. Zdecydowanie był godny malowania. Kiedy zobaczyła, że dziewczyna otrzymała już swoje zamówienie, odwróciła wzrok na bok, nie chcąc wgapiać się w nią przez całą drogę powrotną. No dobrze, inaczej. Chciała się w nią wgapiać, ale wolała nie dawać jej tej satysfakcji. Sięgnęła po swój szkicownik i ołówek, wciśnięte w kąt kanapy, licząc, że to ją jakoś uziemi.
— Dałaś się namówić na takie cienkie drinki? Nie podejrzewałam cię o słabość do blondynek. — Podniosła na nią wzrok znad szkicownika. Między wargami wciąż trzymała zgaszonego papierosa, którego dopiero teraz wyjęła i odłożyła na stolik, sięgając po tym po drinka. No nie ma szans, że akceptuje jakąś cycatą białaskę za swoją konkurencję. Oparła się wygodnie o kanapę i spojrzała na szkicownik, w którym w międzyczasie nie pojawiło się jednak zbyt wiele. W rogu strony zaczął powstawać niewielki panel komiksu. To było zbliżenie na fragment ciała postaci siedzącej lub pochylającej się nad kimś innym, pewnie na jakimś łóżku albo na podłodze. Damska dłoń opierała się na twardej powierzchni, druga ręka spoczywa płasko na podłożu z lekko podkurczonymi palcami. Całości brakowało oczywiście szczegółów i dopracowania, aż tak szybko przecież nie potrafiła szkicować, nawet drobiazgów. Podniosła wzrok z powrotem na Ruelle, skupiając się na jej ręce. Przekrzywiła nieznacznie głowę, analizując to, co miała przed oczami. Spojrzała jeszcze raz na rysunek i jeszcze raz na jej rękę. Cmoknęła niezadowolona i zamknęła szkicownik. Przy takim świetle to niczego niesamowitego przecież nie wyczaruje.
— Więc? Co tą sprawiedliwością? — dopytała i zakręciła nadgarstkiem, w którym wciąż trzymała ołówek, zachęcając dziewczynę do pociągnięcia
Ruelle I. Prescott