-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A ona była po prostu szurtnięta. Własnie dlatego Max biegał za nią po polanie, siląc się w głupiej zabawie w berka.
Nie zastanawiała się nad tym czy docenił czy jej umiejętności. Była zwinna i w miarę wysportowana, bo chętnie ćwiczyła w wolnych chwilach. W dodatku babka nieustannie wynajdowała jej zadania, więc bywały dni, że nie mogła usiąść na tyłku. Biegała, wspinała się, aby wypolerować dachówki; wciskała się pod taras czy na strych. Dużo jeździła po Toronto na rowerze lub wiecznie spóźniona pędziła na autobus.
— Wcale nie — odparła żartobliwie i wychyliwszy głowę zza potężnej kory drzewa, wytknęła w stronę Maxa język. Zaraz znowu się schowała, po czym odbiła bardziej na prawo w głąb polany.
Biegła i biegła; biegła tak szybko, że zaczęły ją piec łydki, jednak nie słysząc szelestu za plecami, intuicyjnie zwolniła. Zerknęła przez ramię i to był błąd, bo Max natychmiast znalazł się obok. Wzdrygnęła się gwałtownie i kiedy spróbowała szarpnąć do przodu — z akompaniamentem najpiękniejszego śmiechu, jaki przyszło mu słyszeć — zrozumiała, że wygrał.
Lilian miała łaskotki w okolicach talii, więc w pierwszym odruchu zaczęła drżeć rozbawiona, lecz przestała, kiedy silnym ruchem przyciągnął ją do siebie. Zrobił to na tyle intensywnie, że uderzyła plecami w jego twardy tors i mimowolnie znieruchomiała. Dopiero po paru sekundach zadarła głowę, aby zerknąć na twarz Maxa z dołu i wciąż nienaturalnie rozchochocona zacisnęła palce na dłoniach mężczyzny. Spróbowała je ściągnąć.
— No, już, już — rzuciła urwanym z wysiłku oddechem. — Puść mnie.
W pewnym momencie, gdy ta zakrawająca o intymność pozycja, zaczęła się dziwnie przeciągać, Lilia wygięła się i uszczypnęła Maxa w pierś. Skrzywiła się przy tym złośliwie i dodatkowo wykręciła mu sutek raz w lewo, raz w prawo. Wykorzystała chwilowe zaskoczenie przeciwnika i po raz kolejny zerwała się do biegu, krzycząc:
— Nadal jesteś berkiem, Max!
Podłoże stało się bardziej stromę. Musiała zwolnić, aby nie zwolnić przy schodeniu z góry, której podnóże przechodziło w gęsty las. Z każdym krokiem drzewa rosły coraz bliżej siebie, a ona, mimo trudnego terenu, przyspieszała, przeciskając się między nimi.
Przebiegła kawałek niemal na oślep. Max był tuż za nią, więc pod wpływem adrenaliny nie zarejestrowała nawet chwili, w jakiej drzewa nagle się skończyły. Wypadła na otwartą przestrzeń, gdzie zaczynał się brzeg jezora.
Zanim zdążyła pomyśleć, ruczyła dalej. Wbiegła na stary pomost i tym samym odcięła sobie dalszą drogę ucieczki.
— Nie podchodź! — krzyknęła ni to żartem, ni serio. Zasapana wyciągnęła paluch w stronę Maxa. — Naprawdę nie podchodź. Stój tam gdzie stoisz!
W tym momencie Lilian szczerze obawiała się konsekwencji. Prędko pożałowała, że uszczypnęła mężczyznę w tak strategiczne miejsce, jak sutek.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
— Oczywiście, że tak — rzucił za nią z rozbawieniem, obserwując jak znika za kolejnym drzewem. Wytknięty język skwitował jedynie krótkim prychnięciem, kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem. Jeszcze kilka godzin temu gotowa była odgryźć mu rękę za samą obecność, a teraz uciekała przed nim przez środek polany, śmiejąc się jak dziecko. I właśnie ta nieprzewidywalność coraz bardziej go intrygowała.
Śmiech Lilian ponownie rozlał się po polanie, mieszając z szumem drzew i przyspieszonym oddechem. Max odruchowo rozluźnił uścisk, gdy zaczęła wiercić się w jego ramionach, jednak zdecydowanie nie spodziewał się tego, co zrobi chwilę później. — Au — jęknął bardziej zaskoczony niż rzeczywiście obolały, gwałtownie cofając się o pół kroku, kiedy bezczelnie uszczypnęła go w pierś. Skrzywił się, łapiąc oddech, podczas gdy brunetka wykorzystała moment przewagi i ponownie rzuciła się do ucieczki. Patrzył za nią przez krótką chwilę z autentycznym niedowierzaniem, po czym parsknął śmiechem, kręcąc głową. Była naprawde szurnięta! — To było zwyczajnie podłe! — krzynknął za nią, lecz w tonie głosu blondyna próżno było szukać złości, jednak tym razem nie zamierzał dawać jej taryfy ulgowej.
Między drzewami migały ciemne kosmyki jej włosów, a rozbawiony śmiech skutecznie utrudniał mu skupienie się na czymkolwiek innym. W pewnym momencie Max przyspieszył, skracając dystans niemal od razu. — I jeszcze uciekasz po takim ataku? — rzucił z rozbawieniem, wyciągając rękę, by ponownie spróbować ją złapać, lecz okazała się szybsza i może przez to trochę mniej uważana, biegnąc w kierunku, z którego nie dało się uciec. Tym razem to blondyn się zaśmiał, już teraz wiedząc, jak to się skończy. A przecież ostrzegał, prawda?
Mimowolnie dostrzegając znajome wejście na pomost. Cięższy oddech mieszał się z rozbawieniem malującym się w niebieskich tęczówkach, gdy obserwował cofającą się przed nim Lilian. Wyciągnięty w jego stronę palec i ostrzeżenie powinny go zatrzymać. Oczywiście tego nie zrobiły. Najpierw wykonał jeden krok. Potem drugi. Deski zaskrzypiały cicho pod ciężarem jego ciała, a kącik ust blondyna uniósł się wyżej, kiedy dostrzegł w jej spojrzeniu spóźnione zrozumienie.
— Przecież ostrzegałem— przypomniał spokojnie i zanim brunetka zdążyła zaprotestować kolejny raz, wykonał ostatni krok wyciągając ku niej ręce ze słowem -Berek - na ustach.
Plusk rozszedł się po tafli jeziora niemal natychmiast, będąc konsekwencją decyzji Maxa równie impulsywnej, co ta podjęta przez dziewczynę o wbiegnięciu na pomost. Dopiero po sekundzie dotarło do niego, że właściwie nie ma pewności, czy Lilian potrafi pływać. Ta świadomość uderzyła w niego nagle. Pospiesznie pozbył się butów i koszulki. Materiał zsunął się z jego ciała, odsłaniając wysportowaną sylwetkę, wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i brzucha oraz napięcie rysujące się pod jasną skórą przy każdym ruchu. Teraz wszystkie były szybkie i pozbawione wcześniejszej beztroski. Bez większego zastanowienia wskoczył do wody. Ta zamiast spodziewanego chłodu otoczyła go znajomym ciepłem. Jezioro, mimo niepozornego wyglądu, należało do niewielkich geotermalnych zbiorników, które Max odkrył przypadkiem kilka lat temu i do których wracał zdecydowanie częściej, niż komukolwiek przyznawał. Zanurzył się cały.
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mogła uwierzyć, że tak się przed nim otworzyła; że właśnie wesoło pląsała po obcym terenie i śmiała się w niebogłosy. Uciekała przed rękami mężczyzny, sporadycznie łapała spojrzenie jego błękitnych tęczówek, po czym znowu prychała prześmiewczo, widząc te wszystkie nieudolne starania, podczas których próbował nadążyć. Widziała, że również bawił się przednio i zrzucił z twarzy tę podłą, pokerową maskę z jaką pojawił się raptem wczoraj w pensjonacie.
Dziś oboje byli inni.
Rozsądek dopadł Lilian dopiero wtedy, gdy znalazła się na samym krańcu pomostu. Dyszała ciężko, łapczywie wciągając chłodne powietrze do płuc. Próbowała uspokoić szalejące w piersi serce, lecz na widok zbliżającego się Maxa jej puls jedynie przyspieszył.
Najpierw w uszach Lilian dudniła krew. Zagłuszała wszystko inne, przez co moment pchnięcia wydawał się jej mocno irracjonalny. A potem jakby coś pękło; przedarło się przez ciszę. Nagle usłyszała własny, urwany krzyk oraz głośny plusk wody, który momentalnie ucichł, gdy wpadła pod nieskazitelnie gładką i czystą taflę jeziora.
Berek. Berek. Rozbrzmiewało się echem w jej głowie, gdy bezwładnie opadała niżej i niżej, i niżej... Aż szarpnęła się gwałtownie, zrozumiawszy, że tonęła. Intuicyjnie zaczęła machać rękami, dzięki czemu odzyskała panowanie nad własnym ciałem i zaczęła płynąć do góry. Właśnie wtedy coś zmąciło tafle, a w otaczającym chwilowym chaosie rozbitych fal i kumulacji bąbelków dostrzegła Maxa. Na krótką chwilę złapali się spojrzeniami. Mógł wyraźnie zobaczyć, jak Lilian marszczy brwi, choć zrobiła to bardziej ze strachu i frustracji niż złości. Potem nagle zmieniła swój kurs i zaczęła płynąć w stronę pomostu, jakby nawet tutaj próbowała przed nim uciec.
Pospiesznie wynurzyła się po drugiej stronie konstrukcji. Przez kilka sekund naprawdę łapczywie nabierała powioetrza i kilkukrotnie odkaszlnęła, jednak z braku czasu, odrobinę roztrzęsiona błyskawicznie wspięła się na deski. Niemal od razu dopadła do pozostawionych tam ubrań Maxa. Trzymając je w mokrych ramionach stanęła na krawędzi w tej samej chwili, w której mężczyzna dopłynął do pomostu.
Postanowiła oszczędzić tylko kluczyk, aby mogli wrócić do domu. Nic innego nie wyciągnęła z kieszeni.
— Zasrany dupek! — wrzasnęła. W tym momencie postanowiła, że mu nie odpuści. Ostatkiem zerknęła w kierunku Maxa, złośliwie wytknęła mu język, po czym ponownie wskoczyła do wody, zanurzając się z całym dobytkiem po sam czubek głowy. Zanim się wynurzyła wypuściła z ramion wszystkie ubrania. — Mamy remis, Max — rzuciła żartobliwie.
Woda rzeczywiście była bardzo ciepła, więc tym bardziej miejsce zachęcało do pływania. Problem w tym, że nie planowała tego. Ba! Nadal miała na sobie ubranie, więc jakoś mimowolnie zaczęła szamotać sie z ogrodniczkami, które mocno ciążyły Lilian. Ledwo odpięła jedną szlufkę, a zdążyła już trzykrotnie omyłkowo zanurzyć głowę po same skronie.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Ta wersja dziewczyny — roześmiana, odważna i momentami wręcz infantylna — podobała mu się znacznie bardziej niż osoba, którą poznał w pensjonacie. Czuł się, jakby miał do czynienia z kimś zupełnie innym; jakby opuszczenie murów tamtego miejsca pozwoliło Lilian w końcu rozpostrzeć skrzydła, a emocjom drzemiącym pod warstwą chłodu ujrzeć światło dzienne. Nie było już śladu po tej bezsensownej — według blondyna — złośliwości, którą wcześniej tak uparcie się przed nim zasłaniała.
Ich śmiechy mieszały się między sobą współgrając z szumem drzew poruszanych przez wiatr. Uśmiech Maxa powiększał się za każdym razem, kiedy z ust dziewczyny wydobywało się kolejne prześmiewcze prychnięcie, świdczące o jej przewadzę. Tę dawał jej świadomie, za każdym razem będąc o krok w tyle, do momentu aż znaleźli się na pomoście.
Wynurzył się gwałtownie, odgarniając mokre włosy z czoła i niemal od razu zaczął szukać jej spojrzeniem. Serce wciąż biło mu szybciej po nagłym przypływie adrenaliny, która skutecznie wyparła wcześniejsze rozbawienie. Dopiero kiedy dostrzegł Lilian unoszącą się kilka metrów dalej, napięcie w jego ciele odrobinę zelżało.— Żyjesz? — rzucił, unosząc brew, choć w głosie nadal pobrzmiewała resztka niepokoju, którego nie zdążył jeszcze całkowicie ukryć. Ciepła woda poruszała się leniwie wokół ich ciał, a rozchodzące się po tafli fale powoli uspokajały powierzchnię jeziora. Max przyglądał jej się przez chwilę uważniej, upewniając się, że naprawdę wszystko było w porządku, zanim na jego usta wrócił cień wcześniejszego uśmiechu.
Ten mimowolnie powiększył się, kiedy zamiast odpowiedzi zarejestrował działanie. Obdarzywszy Maxa tylko chwilową uwagą brunetka zaczęła płynąc w kierunku pomostu, co skwitował lekkim zaskoczeniem i niemym pytaniem malującymi się na twarzy. Czyżby dalej próbowała uciekać? myśl ta wydawała mu się absurdalna, jednak z drugiej strony, co w dzisiejszym poranku takie nie było?
Dopłynął do drewnianej konstrukcji chwilę później i dopiero wtedy zrozumiał jej plan. Widok własnych ubrań w mokrych ramionach Lilian sprawił, że prychnął krótkim śmiechem, bardziej z niedowierzania niż irytacji. — Nawet nie waż się— - nie dane było mu dokończyć, gdyż plus rozciął powietrze, a chwilę później jego koszulka i reszta rzeczy zaczęły dryfować po powierzchni jeziora. Max zatrzymał się wpół ruchu, obserwując jak materiał powoli nasiąka wodą. Przez moment po prostu patrzył na brunetkę, po czym parsknął szczerym i głośnym śmiechem — Remis? — powtórzył, odgarniając mokre włosy do tyłu. — Jaśminku, właśnie utopiłaś mi pół garderoby. - skwitował, kręcąc przy tym z niedowierzaniem głową, jednak w tonie mężczyzny nie było ani grama pretensji. — Wiesz, że teraz nie mam już żadnego powodu, żeby być dla ciebie miłym? — dodał zaczepnie, podpływając bliżej pomostu, zanim Lilian ponownie znalazła się w wodzie.
Obserwował, jak szamocze się z mokrym materiałem, próbując odpiąć szelki, zanurzając przy tym co kilka sekund głowę w wodzie. Momentalnie rozbawienie ustąpiło miejsca czujności. — Hej — odezwał się, podpływając bliżej. — Przestań z tym walczyć bo zaraz naprawdę pójdziesz na dno. - nie czekając na reakcję ze strony brunetki wyciągnął rękę w jej stronę, gotów przytrzymać ją, gdyby ponownie straciła równowagę. — Daj mi chwilę, pomogę ci — mruknął, unosząc spojrzenie na jej twarz.
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W żadnym stopniu nie obawiała się ani Maxa, ani jego ostrzeżenia o zaprzestaniu bycia miłym. W tej chwili jego sympatia była ostatnią rzeczą, na której jej zależało. Zwłaszcza że po wrzuceniu do jeziora z hukiem spadł w jej oczach na samo dno. Przynajmniej tak próbowała sobie wmówić, gdy już samodzielnie zeskoczyła z pomostu.
Jeszcze przez chwilę Lilian usiłowała odzyskać wobec Maxa tę samą irytację i niechęć, które piętrzyły się w niej zaledwie dzień wcześniej, podczas ich pierwszej rozmowy. Problem polegał na tym, że wszystkie te emocje nagle gdzieś przepadły przytłoczone wyjątkowo nieuczciwą walką z ubraniem. Nie potrafiła skupić się na niczym innym, gdy ciężki, nasiąknięty wodą jeans złośliwie przykleił się do jej ciała i uparcie ciągnął w dół. Wcześniej była nabuzowana adrenaliną, jednak obecnie ta gdzieś się ulotniła, odbierając wszystkie siły i umiejętności.
Lilian zdążyła trzy razy napić się wody, zanim ramię Maxa pomogło jej utrzymać się na powierzchni. Intuicyjnie złapała głęboki haust powietrza i zacisnęła palce na barku mężczyzny. Mimo tego dalej miała wrażenie, że zaczynałą się podtapiać, a szczególnie w momencie, w którym Max najpierw złapał jej spojrzenie, a potem zaczął majstrować przy szelkach, co raz za razem zaburzało ich równowagę w wodzie.
To był moment, w którym zaczęła już panikować. Mimowolnie usadowiła drugą rękę na ciele mężczyzny, gdzieś w okolicach bicepsu, i wyżej podciągnęła brodę.
— Trampki ciągną mnie w dół — poinformowała, przypomniawszy mu (czego mógł przecież nie zauważyć), że miała na nogach buty za kostkę z podwójną, ciężką podeszwą.
Zatrzask wciąż nie ustępował, a Lilian, coraz bardziej spanikowana, nerwowo ocierała kostkę o kostkę, próbując zrzucić buty. Po chwili znów zanurzyła się pod taflę, o mało nie zsuwając dłoni z ramion Maxa. Odruchowo zacisnęła je jednak jeszcze drastyczniej.
W końcu szelki spodni puściły, a materiał zaczął osuwać się z jej szczupłej sylwetki. Ulga jednak nie trwała długo, bo nagle jeszcze mocniej pociągnęły ją w dół. Momentalnie zrobiła się cięższa. Jeans zaplątał się wokół ud i kolan, co skutecznie skrępowało dalsze ruchy.
Serce Lilian uderzyło jak oszalałe. Oddech rwąco uciekł spomiędzy rozchylonych ust, gdy rozpaczliwie próbowała uwolnić nogi spod nasiąkniętych ordoniczek. Zanurzyła się znowu. I znowu. I tylko asekuracja Maxa nie pozwoliła jej iść niżej.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Lilian Davenport była nie tylko infantylna i szurnięta, ale przede wszystkim całkowicie pozbawiona instynktu samozachowawczego. Bo jak inaczej nazwać fakt, że po raz drugi wskoczyła do jeziora, nawet nie próbując wcześniej pozbyć się ciężkich, przesiąkniętych wodą ogrodniczek i trampek na grubej podeszwie? Dla Maxa miało to dokładnie tyle samo sensu, co jej desperacka próba naprawienia prysznica w pensjonacie odrobiną silikonu i naiwną wiarą, że kilka ruchów dłoni wystarczy, aby woda przestała zalewać pół budynku. Lilian zdawała się funkcjonować według własnych zasad, opartych bardziej na impulsie niż logicznym myśleniu, a mimo to — ku jego rosnącej frustracji i nieustannemu zaskoczeniu — ten chaos, który wprowadza do jego uporządkowanej przestrzeni zaczynał działać na niego zaskakująco mocno.
Wszystko to jednak straciło znaczenie, kiedy wyczuł zmianę w ruchach brunetki. Na jej twarzy zaczęła malować się panika, co - gdy dostrzegł - wywołało natychmiastową reakcję Maxa. Bez większego zastanowienia przesunął dłoń pewniej na jej talię, stabilizując ją przy sobie, kiedy kolejny raz zanurzyła się pod wodę. — Hej, spokojnie. Patrz na mnie — powiedział stanowczo, pochylając się nieco bliżej, by przebić się przez jej chaotyczne próby złapania równowagi. Dopiero wtedy zrozumiał, jak bardzo ciężkie stały się nasiąknięte wodą ubrania. Gdy wspomniała o trampkach, mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i bez chwili zawahania zanurkował dłonią pod taflę. Zanim dopadł pierwszego buta, dłonią przesunął po tali dziewczyny, kierując się w dół przez biodra, wyraźnie pod tonią wody wyczuwając jej kobiece kształty. Kilka sekund później, które w obecności narastającej paniki trwały wieczność, pozbył się jednego buta, potem drugiego, pozwalając, by opadły na dno - i tak były brzydkie., Chwilę później skupił się na materiale ogrodniczek oplatającym jej nogi. Jeans przykleił się do skóry tak mocno, że przez moment sam poczuł irytację.
— Serio? Kto normalny pływa w czymś takim? — rzucił półironicznie, próbując choć odrobinę odciągnąć jej uwagę od narastającej paniki. - Teraz zanurkuję, spróbuj utrzymać się na powierzchni, dobrze Jaśminku? - zwrócił się do niej, odnajdując brązowe tęczówki, tak podobne do….. w zasadzie nie wiedział czyich . Miał tylko nieodparte wrażenie, że gdzieś widział już ten czekoladowy odcień, lecz nie miał czasu na analizowanie tego. Skinięcie głowy potraktował jako nieme przyzwolenie.
- Teraz - zakomunikował, nabierając zapas powietrza w płuca, zanim zanurzył się w odmęty jeziora. Woda momentalnie stłumiła wszelkie dźwięki, pozostawiając jedynie przyspieszone bicie własnego serca i chaotyczne ruchy Lilian tuż nad nim. Materiał ogrodniczek oplatał jej nogi wyjątkowo złośliwie, nasiąknięty wodą i ciężki, przez co każdy ruch wydawał się utrudniony. Był jedynie mężczyzną, więc nic dziwnego, że przez krótką chwilę jego spojrzenie odruchowo przesunęło się wyżej, rejestrując jasną skórę dziewczyny i fragment bielizny widocznej spod zsuwającego się materiału. Myśl przemknęła mu przez głowę gwałtownie i równie gwałtownie została zepchnięta na dalszy plan. To zdecydowanie nie był moment na rozpraszanie się podobnymi rzeczami. Zacisnął dłonie na mokrym jeansie, próbując uwolnić materiał zaplątany wokół jej kolan. Pod wodą wszystko wydawało się trudniejsze, jednak w końcu materiał ustąpił, zsuwając się niżej z jej nóg. Max natychmiast chwycił ogrodniczki, odrzucając je w bok, po czym szybko wynurzył się z powrotem obok Lilian.
— Już, mam cię — rzucił od razu, obejmując ją pewniej w talii, kiedy tylko zaczerpnął powietrza. Mokre kosmyki włosów opadały mu na czoło, a oddech wciąż pozostawał przyspieszony. Lilian poczuć mogła ciepły oddech rozbijający się na jej policzkach, kiedy raz za razem klatka piersiowa Maxa unosiła się i opadała, uwydatniając, już i tak dobrze zarysowane mięśnie. Ponownie byli zbyt blisko siebie, a przecież sytuacja była już opanowana, prawda?
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nic więc dziwnego, że nie odpowiedziała, gdy kazał jej się uspokoić, choć posłusznie spojrzała w jego stronę. Błękitne oczy Maxa, mimo przebijającego się w nich cienia nerwowości, pozostały zaskakująco skupione i opanowane. Patrzył na nią czujnie, jakby próbował utrzymać kontrolę nad sytuacją, która dla Lilian wymknęła się spod kontroli. I rzeczywiście dzięki temu na krótką chwilę udało jej się uspokoić.
Niestety wszystko rozpadło się przy następnym, niefortunnym zanurzeniu. W sylwetę dziewczyny uderzyła jeszcze silniejsza panika, która sprawiła, że zaczęła wykonywać bardziej chaotyczne manewry. Już nie wbijła palców w barki Maxa. Gwałtownie otoczyła jego kark ramionami, pozwalając, aby ślizgnął swoją dłoń niżej wzdłuż jej dygoczącego ze strachu ciała i działał przy butach.
— Nie jestem normalna — bąknęła gdzieś z resztkami zachowanej przekory i delikatnie, acz nieznacznie, odsunęła się od mężczyzny na długość łokci, kiedy oba trampki zsunęły się na dno. Odrobinę lżejsza, zaczęła się zastanawiać, czy jego pomysł był dobry, ale na razie jedyny jaki mieli, więc w odpowiedzi na kolejne instrukcje, żywo potaknęła i rozłożyła ręcę. Próbowała utrzymać się na powierzchni, choć w dalszym ciągu skrępowane nogi znacząco ograniczały możliwość poprawnego pływania, dlatego ponownie dwukrotnie zanurzyła się po wysokość nosa.
Czuła Maxa pod sobą. Czuła, jak uparcie szarpał się z mokrymi ogrodniczkami, próbując zsunąć je z jej nóg, co ostatecznie skończyło się jeszcze jednym gwałtownym zanurzeniem pod wodę.
W tej chwili kompletnie nie myślała o tym, jak bardzo odsłonięte miała ciało ani jak fatalnie prezentowały się na niej przemoknięte, białe brazyliany. W podobnych momentach człowiek nie zastanawia się nad własnym wyglądem ani odpowiednim ubiorem, ale skupia się wyłącznie na przetrwaniu.
Nic więc dziwnego, że Lilian nie drżała ani pod wpływem spojrzenia Maxa, ani jego dotyku, który zresztą pozbawiony był jakiejkolwiek czułości. W jego ruchach nie było miejsca na delikatność. Było mnatomiast miejsce na szybkość i stanowczość, którą podporządkował wszystkim próbom utrzymaniu dziewczyny nad powierzchnią wody.
Jęknęła żałośnie, gdy kolejne mocniejsze szarpnięcie sprawiło, że zanurkowała po sam czupek głowy. Stało się to tak gwałtownie, że zdążyła zachłysnąć się cieczą, dlatego w chwili, gdy wynurzyła się z powrotem na powierzchnię, zaniosła się gwałtownym kaszlem. Instynktownie jeszcze drastyczniej uczepiła się Maxa. Jedną dłoń zacisnęła na jego ramieniu, a drugą oplotła kark.
Była blisko, ale nie miało to żadnego znaczenia. Liczyło się wyłącznie to, że trzymał ją stabilnie i nie pozwolił utonąć. Ale czuła, że zdołałaby samodzielnie utrzymać równowagę, jednak stres i wyczerpanie sprawiły, że nie odsunęła się od razu od Maxa. Dopiero w tej chwili wyraźniej poczuła jego silne dłonie spoczywające na jej talii i ciepły oddech rozbijający się o mokrą skórę. Sama również łapczywie chwytała powietrze.
— Jeśli jeszcze raz wrzucisz mnie do jeziora… — zaczęła ochryple, próbując odzyskać resztki godności. Z drugiej strony za pierwszym razem wypłynęła. Problem pojawił się, kiedy samodzielnie wskoczyła do wody. Mimo wszystko nie zamierzała wybielać Maxa, przez którego znaleźli się w tej patowej sytuacji. — To może cię nie utopię, ale z pewnością uduszę — prychnęła już bardziej żartobliwie, po czym zsunęła dłonie niżej i znacząco zacisnęła palce na jego szyi.
Lilian przez krótką chwilę patrzyła mężczyźnie prosto w oczy. Miała wrażenie, że zaczynała gubić się w tej dziwnej bliskość. W końcu jej spojrzenie mimowolnie zsunęło się niżej. Najpierw na krople wody spływające po jego mokrej twarzy i szczęce, potem na własne ręcę, a ostatecznie na tors — częściowo odkryty, częściowo wciąż zanurzony pod taflą jeziora. Wtedy odruchowo zacisnęła usta i szybko wróciła wzrokiem do dalszych oględzin mimiki, choć czuła, jak serce znowu zaczyna wybijać nierówny rytm.
A przecież już nie tonęła. Musiała coś zrobić, aby rozładować to nagromadzone po tej niebezpiecznej, absurdalnej sytuacji napięcie.
W pewnym momencie zsunęła dłonie z jego barków, po czym przepłynęła do tyłu. Zaraz potem znów zarzuciła mu ramiona na kark. Przyczepiła się klatką piersiową do jego pleców, dzięki czemu poczuła na brzuchu jego rozgrzaną skórę. Głowę oparła tuż przy prawym policzku, a po chwili uniosła dłoń i wskazała palcem na brzeg.
— Tam! — krzyknęła i jednocześnie oplotła nogami biodra Maxa. — Do pickupa! — odchyliła się nieco, aby przynajmniej spróbować spojrzeć mu w oczy. — Mam serdecznie dosyć twojeo towarzystwa, ale zdecydowanie musisz mnie przeprosić za tę nieplanowaną kąpiel, Max. — Uśmiechnęła się złośliwie i znowu otoczyła ramionami szyję blondyna.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Woda rozcinała się wokół nich od gwałtownych ruchów i urywanych oddechów. Max czuł, jak napięte ciało brunetki co chwilę drży pod wpływem kolejnych fal paniki, dlatego nawet kiedy zaczęła bardziej chaotycznie się go chwytać, pozwolił jej objąć się mocniej, jednocześnie przesuwając dłoń niżej, stabilnie podtrzymując ją przy sobie. — To akurat zdążyłem zauważyć — mruknął pod nosem na jej uwagę o normalności, choć w głosie zabrzmiała wyraźna ulga, gdy ciężkie trampki w końcu zniknęły pod taflą jeziora. Dopiero wtedy naprawdę odetchnął. Nie całkowicie, bo nadal walczyli z przeklętymi ogrodniczkami, ale przynajmniej przestała ciągnąć ich oboje w dół z siłą kotwicy. Zanurkował jeszcze raz, szarpiąc materiał zdecydowanie mocniej niż wcześniej. Mokry jeans stawiał opór, oplatając jej nogi w absurdalnie uparty sposób, jednak po kilku sekundach w końcu ustąpił. Gdy wynurzył się ponownie, odruchowo objął ją ciaśniej, pozwalając jej złapać równowagę.
Kaszel Lilian odbił się w nim nieprzyjemnym napięciem. W pierwszej chwili przemknęło mu przez myśl, że mogło wydarzyć się coś znacznie gorszego. Dlatego kiedy ponownie zacisnęła dłonie na jego ciele, Max nawet nie próbował się odsunąć. Wręcz przeciwnie — przytrzymał ją stabilniej, czując pod palcami drżenie jej mokrej skóry i nierówny oddech rozbijający się gdzieś przy jego szyi. Z wyraźnym, nietypowym dla niego opóźnieniem, dotarło do niego, jak blisko właściwie się znajdowali. Jak bardzo naturalne stało się dla niej wtulenie się w niego i jak bardzo jemu - wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Serce, jeszcze chwilę temu napędzane adrenaliną, zaczęło wybijać inny rytm — cięższy i zdecydowanie bardziej problematyczny.
— Grozisz człowiekowi chwilę po tym, jak wyciągnął cię spod wody? — zapytał, wyraźnie rozbawiony, choć zmęczenie i napięcie wciąż pobrzmiewały w jego głosie. — Niewdzięczna jesteś, Jaśminku. - skwitował, kręcąc głową z niedowierzaniem podbarwionym rozbawieniem. Darował sobie tyradę na temat tego, że w zasadzie wina leżała po jej stronie. Bo kto normalny wskakuje ponownie do wody w pełnym ubraniu? Miała jednak szczęście, że wcześniej ustalili już, iż do normalnych nie należy. Ta samoświadomość brunetki napawała go dziwnym optymizmem.
Kiedy nagle znalazła się za jego plecami i oplotła nogami jego biodra, mimowolnie wypuścił krótkie powietrze nosem, bardziej zaskoczony niż zirytowany. Ciepło jej ciała przylgnęło do jego pleców natychmiast, a Max, czując jej brodę niemal przy własnym policzku, przez moment po prostu znieruchomiał. — Mam wrażenie, że ktoś, kto jeszcze minutę temu tonął, bardzo szybko odzyskał energię — zauważył, odwracając lekko głowę w jej stronę. Kącik ust drgnął mu ku górze, gdy wspomniała o przeprosinach. — A więc jednak potrzebujesz mojego towarzystwa. - mimo rzucanych złośliwości ruszył we wskazanym kierunku, przecinając spokojniejszym już ruchem ciepłą taflę jeziora. Jedną dłonią podtrzymywał jej udo, drugą odgarniając mokre włosy z czoła. I chociaż rozsądek podpowiadał mu, że cała ta sytuacja była kompletnie absurdalna, Max nie potrafił pozbyć się wrażenia, że od bardzo dawna nie czuł się równie żywy.
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie tak szybko, skoro musisz płynąć za nas dwoje — skomentowała, patrząc na niego z wyraźnym błyskiem aluzji w oczach. Ostatecznie mogli skorzystać z pomostu, wspiąć się na niego i spacerem wrócić na brzeg, jednak droga przez taflę wody wydawała się Lilian znacznie ciekawsza. Tak naprawdę potrafiła świetnie pływać, a cała sytuacja sprzed chwili była jedynie niefortunnym wypadkiem, do którego przyczyniły się ciężkie ubrania.
Teraz, gdy w końcu nieco ochłonęła, choć resztki tamtego strachu nadal krążyły w jej żyłach, poczuła się swobodniej. Niekoniecznie chciała już wracać do pensjonatu, mimo że byli spóźnieni, bo nawet nie dotarli do sklepu budowlanego.
Kiedy Max ruszył, mimowolnie mocniej zaplotła ramiona na jego szyi. Mógł zauważyć, że zrobiła się odrobinę cięższa. Pozwoliła mięśniom odpocząć i całym ciałem spoczęła na jego sylwecie. Czuła rytmiczne ruchy pod powierzchnią wody i dziwne ciepło, które rozlewało się po niej z każdą kolejną sekundą. W pewnej chwili przymknęła na moment oczy, wsłuchując się w cichy plusk wody i miarowy oddech tuż przy swoim uchu.
Była zaskoczona tym, jak bardzo się otworzyła i jak niewiele przeszkadzało jej towarzystwo Maxa. Nawet jego dłoń, zaciśnięta na jej udzie wyłącznie w asekuracyjnym geście, nie wywoływała w niej skrępowania. Przyłapała się nawet na tym, że ta osobliwa bliskość w tym momencie działała uspokajająco.
— Nazywasz się Maximilian Korhonen — zagaiła ciekawsko, chcąc przerwać powstałą między nimi ciszę. Dociągnęła również drugą nogę i dla własnej wygody otoczyła nią brzuch mężczyzny. — To fińskie nazwisko? — Na pewno nie było kanadyjskie. Brzmiało inaczej, trochę bardziej obco, dlatego zwróciła na to uwagę. Wbrew lekkomyślności Lilian miała całkiem szeroki zakres wiedzy. Łatwo przyswajała informacje, czasem nawet z własnej woli sięgała po naukowe artykuły czy historyczne ciekawostki.
W momencie, w którym dotarli do połowy pomostu, uniosła głowę. W oddali wiatr poruszał koronami drzew, dzięki czemu dookoła dało się slyszeć charakterystyczny szum. Lilian poczuła na odkrytych ramionach zmianę temperatury. Zrobiło się chłodniej, co dobitniej potwierdziło słońce, które stopniowo chowało się za chmurami.
— Dlaczego nazywasz mnie Jaśminkiem? Słyszałam to już parokrotnie. To coś znaczy? — postawiła kolejne pytanie i po raz kolejny przekrzywiła twarz, aby złapać spojrzenie jego błękitnych oczu.
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Dlatego, kiedy brunetka zacisnęła palce na jego szyi, nie odebrał tego jako realna groźba. Bardziej jak kolejną zaczepkę; dziecięco przekorną i absurdalnie uroczą w całokształcie tej sytuacji. — To zdecydowanie najgorszy sposób na proszenie mnie o podwózkę — rzucił z cichym rozbawieniem, nie zwalniając tempa.
Woda rozstępowała się wokół jego ramion miarowo, a on bez większego wysiłku utrzymywał ich oboje na powierzchni, nawet gdy coraz wygodniej układała się na jego plecach. Czuł każdy ruch ciała dziewczyny; ciepło ud oplatających biodra, mokry materiał przyklejający się do skóry i oddech muskający bok jego twarzy. Powinien skupić się wyłącznie na dopłynięciu do brzegu, tymczasem świadomość jej bliskości rozpraszała go bardziej, niż chciałby przed samym sobą przyznać. Kiedy zapytała o nazwisko, uniósł lekko brew. — Fińskie — odpowiedział krótko, po chwili zerkając ku niej przez ramię. — Mój ojciec stamtąd pochodził. I zdecydowanie odziedziczyłem po nim więcej, niż bym chciał. — - w jego głosie rozbrzmiało coś trudnego do uchwycenia. Nie był to smutek, ani złość, w pierwszym momencie trudno było to określić, zwłaszcza, gdy przykrył to ironią — A ty? Davenport brzmi zdecydowanie mniej groźnie niż osoba, która chwilę temu próbowała mnie udusić. — ledwie to powiedział, poczuł jak mocniej oplata go nogami, więc instynktownie przesunął dłoń niżej, stabilizując jej ułożenie na swoich plecach. Gest był naturalny, praktyczny — przynajmniej tak próbował to sobie tłumaczyć — jednak palce zacisnęły się na jej udzie odrobinę zbyt pewnie.
Na pytanie o Jaśminka zaśmiał się cicho pod nosem. — Bo pachniesz jaśminem — odpowiedział w końcu. — Od początku. Nawet teraz. — I rzeczywiście. Mimo jeziora, mokrych ubrań i chaosu, wokół niej nadal unosił się delikatny, słodki zapach, który Max mimowolnie wyłapywał przy każdym oddechu. Drażniąco przyjemny. Przez chwilę milczał, wsłuchując się jedynie w szum drzew i cichy plusk wody. — Poza tym brzmisz zdecydowanie mniej groźnie jako Jaśminek niż Lilian Davenport. — kącik jego ust drgnął lekko ku górze. — Chociaż po dzisiejszym dniu zaczynam podejrzewać, że to bardzo mylące zdrobnienie.
Lilian Davenport