Lilian przez całe swoje niemal dwudziestotrzyletnie życie ani razu się nie topiła. Co więcej nigdy nawet nie była bliska podobnej sytuacji, dlatego kompletnie nie wiedziała, co zrobić, gdy ciężar mokrych ubrań zaczął ciągnąć ją w dół. Była zbyt roztrzęsiona i przestraszona, aby od razu zarejestrować dłoń Maxa obejmującą jej talię i pomagającą utrzymać równowagę.
Nic więc dziwnego, że nie odpowiedziała, gdy kazał jej się uspokoić, choć posłusznie spojrzała w jego stronę. Błękitne oczy Maxa, mimo przebijającego się w nich cienia nerwowości, pozostały zaskakująco skupione i opanowane. Patrzył na nią czujnie, jakby próbował utrzymać kontrolę nad sytuacją, która dla Lilian wymknęła się spod kontroli. I rzeczywiście dzięki temu na krótką chwilę udało jej się uspokoić.
Niestety wszystko rozpadło się przy następnym, niefortunnym zanurzeniu. W sylwetę dziewczyny uderzyła jeszcze silniejsza panika, która sprawiła, że zaczęła wykonywać bardziej chaotyczne manewry. Już nie wbijła palców w barki Maxa. Gwałtownie otoczyła jego kark ramionami, pozwalając, aby ślizgnął swoją dłoń niżej wzdłuż jej dygoczącego ze strachu ciała i działał przy butach.
—
Nie jestem normalna — bąknęła gdzieś z resztkami zachowanej przekory i delikatnie, acz nieznacznie, odsunęła się od mężczyzny na długość łokci, kiedy oba trampki zsunęły się na dno. Odrobinę lżejsza, zaczęła się zastanawiać, czy jego pomysł był dobry, ale na razie jedyny jaki mieli, więc w odpowiedzi na kolejne instrukcje, żywo potaknęła i rozłożyła ręcę. Próbowała utrzymać się na powierzchni, choć w dalszym ciągu skrępowane nogi znacząco ograniczały możliwość poprawnego pływania, dlatego ponownie dwukrotnie zanurzyła się po wysokość nosa.
Czuła Maxa pod sobą. Czuła, jak uparcie szarpał się z mokrymi ogrodniczkami, próbując zsunąć je z jej nóg, co ostatecznie skończyło się jeszcze jednym gwałtownym zanurzeniem pod wodę.
W tej chwili kompletnie nie myślała o tym, jak bardzo odsłonięte miała ciało ani jak fatalnie prezentowały się na niej przemoknięte, białe brazyliany. W podobnych momentach człowiek nie zastanawia się nad własnym wyglądem ani odpowiednim ubiorem, ale skupia się wyłącznie na przetrwaniu.
Nic więc dziwnego, że Lilian nie drżała ani pod wpływem spojrzenia Maxa, ani jego dotyku, który zresztą pozbawiony był jakiejkolwiek czułości. W jego ruchach nie było miejsca na delikatność. Było mnatomiast miejsce na szybkość i stanowczość, którą podporządkował wszystkim próbom utrzymaniu dziewczyny nad powierzchnią wody.
Jęknęła żałośnie, gdy kolejne mocniejsze szarpnięcie sprawiło, że zanurkowała po sam czupek głowy. Stało się to tak gwałtownie, że zdążyła zachłysnąć się cieczą, dlatego w chwili, gdy wynurzyła się z powrotem na powierzchnię, zaniosła się gwałtownym kaszlem. Instynktownie jeszcze drastyczniej uczepiła się Maxa. Jedną dłoń zacisnęła na jego ramieniu, a drugą oplotła kark.
Była blisko, ale nie miało to żadnego znaczenia. Liczyło się wyłącznie to, że trzymał ją stabilnie i nie pozwolił utonąć. Ale czuła, że zdołałaby samodzielnie utrzymać równowagę, jednak stres i wyczerpanie sprawiły, że nie odsunęła się od razu od Maxa. Dopiero w tej chwili wyraźniej poczuła jego silne dłonie spoczywające na jej talii i ciepły oddech rozbijający się o mokrą skórę. Sama również łapczywie chwytała powietrze.
—
Jeśli jeszcze raz wrzucisz mnie do jeziora… — zaczęła ochryple, próbując odzyskać resztki godności. Z drugiej strony za pierwszym razem wypłynęła. Problem pojawił się, kiedy samodzielnie wskoczyła do wody. Mimo wszystko nie zamierzała wybielać Maxa, przez którego znaleźli się w tej patowej sytuacji. —
To może cię nie utopię, ale z pewnością uduszę — prychnęła już bardziej żartobliwie, po czym zsunęła dłonie niżej i znacząco zacisnęła palce na jego szyi.
Lilian przez krótką chwilę patrzyła mężczyźnie prosto w oczy. Miała wrażenie, że zaczynała gubić się w tej dziwnej bliskość. W końcu jej spojrzenie mimowolnie zsunęło się niżej. Najpierw na krople wody spływające po jego mokrej twarzy i szczęce, potem na własne ręcę, a ostatecznie na tors — częściowo odkryty, częściowo wciąż zanurzony pod taflą jeziora. Wtedy odruchowo zacisnęła usta i szybko wróciła wzrokiem do dalszych oględzin mimiki, choć czuła, jak serce znowu zaczyna wybijać nierówny rytm.
A przecież już nie tonęła. Musiała coś zrobić, aby rozładować to nagromadzone po tej niebezpiecznej, absurdalnej sytuacji napięcie.
W pewnym momencie zsunęła dłonie z jego barków, po czym przepłynęła do tyłu. Zaraz potem znów zarzuciła mu ramiona na kark. Przyczepiła się klatką piersiową do jego pleców, dzięki czemu poczuła na brzuchu jego rozgrzaną skórę. Głowę oparła tuż przy prawym policzku, a po chwili uniosła dłoń i wskazała palcem na brzeg.
—
Tam! — krzyknęła i jednocześnie oplotła nogami biodra Maxa. —
Do pickupa! — odchyliła się nieco, aby przynajmniej spróbować spojrzeć mu w oczy. —
Mam serdecznie dosyć twojeo towarzystwa, ale zdecydowanie musisz mnie przeprosić za tę nieplanowaną kąpiel, Max. — Uśmiechnęła się złośliwie i znowu otoczyła ramionami szyję blondyna.
Max Korhonen