-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Problem polegał na tym, że nie był to ani pierwszy taki raz, ani pierwszy moment, w którym próbowała oszukać samą siebie.
Była naiwna w swoich założeniach i jeszcze gorsza w ich konsekwentnym przestrzeganiu. Mimo to pierwsze dni, wypełnione goryczą i złością skierowaną w stronę babki, dawały jej impuls, aby spędzać więcej czasu poza domem. Potrzebowała po prostu odetchnąć, więc oznajmiła kobiecie, że się wyprowadza i trzasnęła drzwiami pensjonatu.
A potem jak zwykle się rozpłakała. Nadmiar tych wszystkich negatywnych emocji znów ją przytłoczył, więc zeszła z tarasu dopiero wtedy, gdy w końcu udało jej się uspokoić.
Drogę znała na pamięć. W końcu bywały już takie dni, w których trwała w złudnym przeświadczeniu, że naprawdę opuszcza pensjonat na zawsze i za każdym razem kończyła stojąc z plecakiem na wycieraczce Alexandra.
Z niezachwianą pewnością nacisnęła dzwonek, po czym poprawiła ramiączko tobołka oraz mocniej objęła szyjkę whisky. Przyniosła alkohol w ramach daru za nocleg oraz po to, aby zmiękczyć serce przyjaciela. Wszakże wcale nie musiał przyjmować Lilian pod swój dach. Miał prawo odmówić, chociaż wtedy byłaby skłonna kontynuować lament, który zaczęła na tarasie.
— Co tak długo? — zapytała z wyraźną pretensją, kiedy drzwi uchyliły się, a w ich progu stanął wysoki brunet. Zapomniała, że już prawie wybiła północ. — Potrzebuję nowego domu — oznajmiła. Nie czekała dłużej. Zamaist tego schyliła się, aby przemknąć pomiędzy framugą a sylwetą mężczyzny do środka i niemal na natychmiast ściągnęła trampki oraz rzuciła plecak na komodę. Następnie rozgościła się w kuchni, wyciągając z szafki dwie fikuśne szklanki na alkohol.
— Zamówimy pizze? — zapytała głupio.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
No, anyway, dzisiejszy dzień był dla niego mega męczący. Miał kilka zajęć indywidualnych i grupowych, potem pomógł Winters w jej biznesie, a kiedy wrócił do domu około dwudziestej trzeciej, resztkami sił wyszedł z Psem na spacer, a potem zrzucił z siebie tylko koszulkę i padł spać w dresach. No i pewnie przekimałby tak aż do rana, gdyby o północy nie usłyszał dzwonka do drzwi, przez które Pies, leżący w nogach łóżka, uniósł łeb i szczeknął dwa razy. Alex jęknął, zwlókł się z łóżka, potem jęknął jeszcze raz i wstał. Nawet nie zajrzał przez wizjer, bo miał przeczucie, kogo nosiło o tej porze. Co tak długo? Przetarł zaspane oczy i westchnął ciężko, gdy prześlizgnęła się pomiędzy jego ramieniem a framugą. Ach, kobiety. Dlaczego one uwielbiały wpierdalać się do mieszkania bez pytania? Bez słowa poczekał, aż Davenport zsunęła trampki i podążył za nią do kuchni. Oparł się o framugę i utkwił w niej zaspany wzrok. Potrzebuję nowego domu.
Westchnął. - Przychodzisz do mnie - zaczął niczym ojciec chrzestny, gdy zaczęła myszkować po jego szafkach w poszukiwaniu szklanek. - Do mojego domu - dodał, próbując sobie przypomnieć, jak szła ta filmowa przemowa, ale jego mózg o tej porze nie działał już zbyt dobrze. - W dniu śl… znaczy, w nocy… - poprawił się i zmarszczył brwi. Cholera, czy on kiedykolwiek widział ten film czy tylko naoglądał się memów w Internecie? - Kiedy chciałem się wyspać… i prosisz mnie o azyl? - kontynuował, powoli się rozbudzając. - Przynosisz alkohol, żeby zmiękczyć moje serce, oferujesz pizzę jako daninę, a nawet nie nazywasz mnie ojcem chrzestnym? Gdzie tu szacunek, Lilian? Gdzie lojalność? - dodał, kręcąc głową z udawanym niesmakiem. A potem po prostu wziął telefon z blatu i zamówił pepperoni przez aplikację. - No to o co poszło tym razem? - spytał ostatecznie, po czym podciągnął się i usiadł na blacie. Zaraz sięgnął też po szklaneczkę, którą Lila już zdążyła napełnić alkoholem, good girl.
Lila
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Problem polegał na tym, że sama wizja wolności była dla Lilian jednocześnie kusząca i przerażająca. Marzenie o innym życiu coraz mocniej zakorzeniało się w głowie, ale wciąż brakowało jej odwagi, aby naprawdę po nie sięgnąć. Znała pensjonat i dobrze wiedziała, jak potrafiła zachowywać się seniorka. W przypadku wyprowadzki zostałaby z wszystkim sama. Matka nie umiałaby stanąć po jej stronie. Wiedziała to, dlatego na razie musiała zadowolić się tymi niespodziewanymi wizytami u Alexsandra. Była mu wdzięczna, że od początku trwania tej farsy, pocieszał ją niezdrowym jedzeniem i maratonami trylogii, której szczerze mówiąc nawet nie lubiła.
Widziała zmęczenie malujące się na twarzy mężczyzny, jednak własne strapienie Lilian egoistycznie nakazało wprosić się do środka. Była w tym wszystkim niezwykle infantylna, ale mało kiedy potrafiła trzymać emocje na wodzy. Zwłaszcza, jeżeli chodziło o kłótnie z babką Dolores. Musiał więc ją znosić we własnym mieszkaniu o tak nieludzkiej porze; trzaskającą szafkami i nieudolnie próbującą dosięgnąć wyższych półek. Szlag by to...
Zatrzymała się z ramieniem wyciągniętym wysoko i opuszkiem palca niemal muskającym chłodną rączkę kolejnych drzwiczek, gdy niespodziewanie do jej uszu dotarł srogi głos Alexa. Mimowolnie cofnęła rękę i mocno wytrącona spojrzała w jego stronę.
— Co w tym takiego dziwnego? — Oburzyła się. Lilian nigdy nie widziała ,,Ojca Chrzestnego”. Ba! Internetowy algorytm nawet nie podrzucał związanych z nim wątków, dlatego naprawdę nie rozumiała, skąd wynikała ta osobliwa postawa przyjaciela. — Mam sobie pójść? — zapytałą głupio, ale zaraz usłyszała dalszą część wypowiedzi i głośno westchnęła.
Więc stroił sobie żarty, potaknęła
— Bardzo śmieszne — bąknęła i ostatecznie w końcu wyciągnęła te dwie cholerne, fikuśne szklaneczki, które napełniła alkoholem, po czym podsunęła jedną z nich pod znajdujący się na blacie pośladek Alexandra. W normalnych okolicznościach Lilian nie piła. Alkohol mocno gryzł ją w gardło, a raptem kilka większych łyków sprawiało, że świat zaczynał wibrować. Dziś jednak postanowiła ściągnąć swój samozwańczy zakaz i śmiało zatopiła usta w bursztynowym trunku.
Miała tylko nadzieję, że pizza zamówiona przez niego w międzyczasie pojawi się w mieszkaniu możliwie szybko, bo głód zaczynał już nieprzyjemnie dawać jej się we znaki.
— O to co zwykle. Jestem wyrodną wnuczką, bo chciałam zrobić sobie wolny dzień od pracy w pensjonacie i wyjść na miasto — wzruszyła ramionami, jakby to nie było nic istotnego. W rzeczywistości Lilian cierpiała katusze, tłukąc się z wieloma myślami jednocześnie. Z jednej strony czuła się wystarczająco oddana rodzinie, aby odpuścić choć na jeden dzień, ale z drugiej babka przez lata wpajała jej te wszystkie niesprawiedliwe pretensje, sprawiając, że Lilian coraz częściej zaczynała w siebie wątpić.
Wzięła drugi łyk whisky. I zaraz trzeci, przy czym jeszcze zza szklanki wolno przesunęła wzrok po nagim torsie Aleksandra, a następnie znowu zatrzymała się na jego ciemnych oczach i mimowolnie westchnęła.
— Chcę spać w łóżku — oświadczyła, zanim na dobre zdążyli zająć się ustalaniem noclegu. — Nie wygonisz mnie na tę niewygodną, skórzaną kanapę, Alex. — Pokręciła głową.
Spała na niej już kilka razy, ale każdorazowo kończyło się tak samo. W środku nocy przenosiła się na łóżko, na którym spał jej przyjaciel i zajmowała jedynie niewielki skrawek materaca, aby mu zbytnio nie przeszkadzać. Ostatecznie i tak budzili się rozkopceni w pościeli; w dziwnie wykręconych pozycjach.
Alexander Hall