Nie znała języka francuskiego, choć rozpoznała bo tym akcentowaniu słów jakim dialektem mniej więcej się posługiwał jeszcze w trakcie przebywania w stanie spoczynku, nie pozwalając snom odejść tak, jak to próbowała uskutecznić. Sądziła, że robiła to na tyle skutecznie, na ile potrafiła i na ile się ośmieliła, patrząc na to, że znajduje się w sypialni Huntera, w której tak naprawdę nie powinna się obecnie znajdować, a także będąc w samych majtkach, jakby to była najnormalniejsza w świecie rzecz. Teraz jednak odzienie czy jego brak nie miało znaczenia. Musiała mu pomóc. Uwolnić się z tych szponów koszmaru, jaki go obecnie gnębił. Domyślając się, że to nie jest pierwszy raz, gdy takie noce mają miejsce. Wspominał o tym. Ale nie sądziła, że to przybiera taki obrót oraz rozmiar.
Była wdzięczna, iż ostatecznie jej starania się opłaciły, przywracając Huntera do świadomości, pozbawiając go widoków, jakie podsyłały mu obrazki za zamkniętymi oczami, sterowane przed podświadomość wymieszaną ze wspomnieniami. Uśmiechnęła się od razu pokrzepiająco i jednocześnie z dość wyraźną ulgą, gdy tylko widziała jak się uspokajał, nie będąc takim wzburzonym.
— Spokojnie, nie obudziłeś. I tak nie mogłam zasnąć — zapewniła, aby nie przejmował się tym w tej chwili, machając też ręką aby upewnić go w tym, że to zwykła drobnostka. Zresztą, to nie będzie jej pierwsza nieprzespana noc, dość często zarywa nocki, głównie dla pracy i papierowych sprawunków, jakich nie lubi wypełniać za dnia, a dopiero po zmroku odzyskuje nagłą wenę aby to zrobić. Także tym bardziej nie był to dla niej kłopot.
Za to kłopot miał Hunter, tylko czy jest na tyle już otwarty przed nią, aby powiedzieć co go trapi i co takiego nie dało mu w spokoju zaznać odpoczynku po położeniu się do łóżka?
Zerknęła w kierunki psiaka śpiącego w strefie gdzie głównie ludzie mają nogi - widząc jak śpi słodko, jakby nic się nie wydarzyło. Czy to kwestia mocnego snu u zwierzęcia czy przyzwyczajenia do zachowań swojego Pana w nocy, przez co uodporniła się na to i nie reagowała, wiedząc że jej starania nie przynoszą skutków?
Powróciła spojrzeniem na mężczyznę, do jakiego nadal posyłała delikatny uśmiech, jednocześnie otulając się rękami w pasie, jakby to miało jej pomóc zasłonić się. Zaraz po tym zdecydowała, że tak naprawdę teraz to nie było istotne, a fakt żeby mu pomóc. Żeby przyswoił to, co się wydarzyło i że już nie śni. Że to jest jawa, która nie była zła. Że nie działy się te złe rzeczy, jakie widział w trakcie snu. Toteż przysiadła na łóżku nieopodal Wrighta, nie spuszczając z niego w dalszym ciągu spojrzenia. Chcąc mu pokazać, iż ma jej kompletnie całkowitą uwagę i niech z tym faktem zrobi to wszystko, czego potrzebuje na ten moment. Byleby tylko pomogło mu to w ukojeniu nerwów.
Nie przyciskała, po prostu była obecna. Tym bardziej nie podjęła się rozmowy, widząc jeszcze to mętne spojrzenie i jakby nadal czające się wspomnienie tego, co mu się śniło - coś, co nawet po przebudzeniu nie potrafiło opuścić go. Przełknęła ślinę, nie ruszyła się. Trwała. To jedyne co mogła chyba na tą chwilę dla niego zrobić. Miała tylko nadzieję, że nie odepchnie ją, uzna że nic wielkiego się nie wydarzyło, ostatecznie zbyje i rozejdą się do swoich pomieszczeń. Wtedy uznałaby, że tak naprawdę to wszystko, co zdołali na swój sposób przepracować w trakcie spotkań w gabinecie, powróciło do macierzy, a ona będzie musiała na nowo go otworzyć na siebie i na rozmowę.
Tak się - na całe szczęście - nie stało, a hunter zaczął mówić. Niezbyt głośno, niezbyt wylewnie, ale to jej wystarczyło. Patrzyła na mężczyznę uważnie, kiwając głową - dając mu komfort na to, aby nie spieszył się i mógł poszukać słów, jakie czuł że chce powiedzieć i może je wyartykułować po tym, co się wydarzyło.
Ośmielił się, co było dla niej kolejnym dobrym znakiem.
— Przykro mi, że nadal Cię to prześladuje — powiedziała po paru sekundach jak tylko skończył mówić o tym, co się mu przyśniło. Nie uśmiechała się, bo czuła że to nie jest odpowiednia chwila na to, aby się „szczerzyć”. Chciała też początkowo położyć mu rękę na ramieniu jako forma wsparcia i faktu, aby czuł iż nie jest w tej chwili z tym sam, jednakże nie ośmieliła się. Nie mogła posunąć się tak daleko. Nawet jeśli mówi to siedząc w jego sypialni, w samych majtkach, gdzie kilka godzin wcześniej wypili butelkę wina i razem odnawiali po części blat stolika. Zdecydowanie ten gest byłby przeholowaniem tego całego wieczoru - takie odnosiła wrażenie.
A jednocześnie - jak widać, myliła się, gdyż Hunter wyskoczył z propozycją, jakiej się zupełnie nie spodziewała. Patrząc na nią tak bolesnym, zbolałym wręcz spojrzeniem, jakiego jeszcze wcześniej nie miała okazji ujrzeć u jego osoby. Wręcz wprawiając kontrast do jego całej osobowości, jakby na swój sposób rozmawiała teraz z całkowicie innym człowiekiem. Patrzyła mu w oczy, nie zdradzając żadnej emocji, choć w głowie miała tak wiele galopujących myśli, że nie byłaby ich w stanie zliczyć.
Czy powinna? Czy to akurat dobry pomysł? Czy nie przesadzą? Czy zatarta granica tej znajomości nie sprawi, że już nie będzie mogła być jego terapeutką?
Nie znała odpowiedzi na te pytania.
— Hunter, ja… — wyszło z jej ust początkowo, lecz z każdą kolejną sekundą przypatrywania się mu, czuła coraz większy smutek i chęć udzielenia mu pomocy. Nie patrząc na to, co będzie ewentualnie później się działo. I jak bardzo skrępowani mogą się po tym czuć.
— Tak, zostanę — dodała łagodniejszym tonem głosu i ponownie uniosła kąciki ust, przełykając przy tym ślinę.
— Przyniosę sobie tylko koc z salonu — dopowiedziała, wstając z łóżka, aby przejść do wspomnianego pomieszczenia po to, o czym powiedziała. Tak naprawdę potrzebowała chwili oddechu. Próbując przyswoić fakt tego, co się dzieje i co będzie się działo. Nigdy nie pozwalała na to, aby jej praca zacierała się aż tak bardzo z jej życiem prywatnym. A teraz, proszę, jaka zmiana zachowania. Zupełnie jakby Hunter był… kimś wyjątkowym. Nie wiedziała jednak czemu tak usilnie chciała mu pomóc. Tak dla kurażu, nie przejmując się już kompletnie niczym, dopiła wino z tego jego kieliszka, który pozostawił w salonie, wzięła w dłonie koc którym dopiero co była przykryta, by powrócić do sypialni Wrighta. Pokazała bez słowa powód, dla którego uciekła na te dosłownie parę minut, przyciskając materiał do siebie. Nie myśląc wcześniej o tym, że mogła w sumie jednak te spodnie na siebie nałożyć, zanim tu pojawiła się ponownie.
— Mam tylko nadzieję, że nie będę chrapała — rzuciła tak dla rozluźnienia atmosfery, uśmiechając się lekko rozbawiona.
Hunter Wright