-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdyby nie to, że dzięki pracy potrafiła opanowywać swoje reakcje, zapewne mocno by się zdziwiła, zaszokowała, a na koniec zrobiłaby zapewne mocno dziwną minę. I to wszystko przez to jedno zdanie wypowiedziane przez Huntera o tym, że jemu to nie przeszkadza. — Dobrze wiedzieć — odparła trochę zbyt rzeczowo, jakby znów była Panią Psycholog, którą kolejną takiego typu uwagę zapisuje sobie do swojego dzienniczka związanego z danym pacjentem, żeby nie zapomnieć o wszystkich przyswojonych faktach, które potem będzie mogła wykorzystać do dalszych rozmów. Na koniec jednak uśmiechnęła się dosyć rozbawiona, żeby nie wyszła z tego niezręczna sytuacja, licząc iż nie mówił tego w jakiś inny sposób, niż powinien.
Bo tak powinien zrobić, prawda? On też powinien zachowywać się tak, aby stwarzać przestrzeń utrzymania tej znajomości jako… znajomość, nic więcej. No, może delikatne koleżeństwo.
Pomimo mówienia, że nie przystoi oraz że nie powinna nadszarpywać gościnności, po zachowaniu i braku komentarza ze strony Huntera uznała, że to była propozycja ale z tych bardziej nie do odrzucenia, na co musiała chyba ostatecznie przystać - tym bardziej, gdy jeszcze sama wysprzęgliła się z tymi dalszymi informacjami, że jutro ma nieco luźniejszy dzień, ale i tak potrzebuje od rana auta, a po niego będzie jej ciężko zajechać w te rejony, jeśli chce ze wszystkim zdążyć. No cóż - klamka zapadła, a najwidoczniej Prudence od dawien dawna spędzi noc u faceta w domu.
Zresztą, nie miałaby zbyt możliwości na to, aby teraz jeszcze się dochodzić, gdy zadała pytanie, na które chciała uzyskać odpowiedź. I na co też Hunter zaczął odpkwoaidać - choć z widocznie mocnym trudem w głowie, zachowaniu, napięciu ciała jakie towarzyszyło w trakcie poruszanych kwestii.
Przyciągnęła jedną z nóg do swojej klatki, obejmując ją jednym z wolnych kamieni, w drugiej nadal trzymając kieliszek - co jakiś czas sącząc z niego delikatne łyki. Tak, żeby się zaraz całkowicie nie zalać, bo w sumie to dziś zdecydowanie zbyt mało zjadła, co tez mogłoby być dla niej w obecnej chwili dosyć tragiczne w skutkach; a i przy tym dla niego samego, który musiałby trzymać jej włosy, gdyby zaczęła rozmawiać z muszlą i to nie w taki sposób, w jaki by chciała i to nie z tą muszlą, z jaką by chciała. Przyglądała mu się w dalszym ciagu, chcąc dzięki mówię ciała dowiedzieć się więcej, niż przekazuje. Dostrzegając, jak wiele trudu mu przyszło powiedzenie tej prawdy. Jak ciężkie brzemię na sobie dźwigał w tej sprawie. Jak prawdopodobnie może i nawet jakiś mały kamyczek z serca mu poleciał, iż przyznał się do tego na głos. Niemniej najbardziej poruszyło ją to, jak szybko postawił wstać z kanapy po skończeniu mówienia.
— Hunter, ja… — urwała rozpoczęte słowa przeprosinowe, lecz nie zdążyła dokończyć. Mężczyzna od razu skierował się z salonu do swojej sypialni, na co westchnęła i opadła z powrotem na kanapę - tuż po tym, jak próbowała samej się podnieść, aby jakoś do niego dotrzeć. Nie było na to najmniejszej szansy, a przecież też nie ciała go przyciskać do muru, nie dając mu tej możliwości ucieczki. Skoro tego potrzebował - to tym bardziej nie mogła stanąć mu na drodze. Westchnęła przeciągle, znacznie mocniej niż sekundę wcześniej, zarzuciła niesforne włosy do tyłu, a kosmyki założyła za uszy, kończąc wino ze swojego kieliszka. Chwilę przy tym rozlcgąała się po pomieszczeniu, nie wiedząc co teraz. Czy może powinna jednak wyjść i dać mu całkowicie przestrzeń w swojej prywatnej jaskini? Z drugiej strony - mogłaby tym rozjuszyć Huntera, nagłym wyjściem, gdy ustalili co innego. Pokręciła głową z przymkniętymi powiekami, jakby to miało jej dać poczucie chwilowego przywrócenia kontroli oraz możliwości odcięcia się od tego, co ją otacza. Po chwili otworzyła oczy, decydując się na dość śmiały gest, ale to tylko i ze względu na to, że nie chciała podnieść sobie chociaż tej dolnej garderoby. Zdjęła spodnie, zarzuciła je przez podłokietnik kanapowy, po czym ułożyła sobie poduszki i przysunęła do siebie kocyk. Próbowała zasnąć, choć galopujące myśli nie dawały jej spokoju. Bo może jednak powinna do niego zajrzeć, upewnić się że jest z nim wszystko w porządku?
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jak na zawołanie zasnął. Nie zdarzało się to często. Przyłożył głowę do poduszki i już go nie było - cud.
Cud, który zamienił się w kolejny koszmar. Był tam… siedział z resztą oddziału czekając na sygnał od dowódcy. Mieli uratować kolegów… odbić ich. Zamiast tego, usłyszał dźwięk granatu, który sprawił iż każdy kolejny dźwięk był przytłumiony.
- Keith… wstawaj kurwa. Wstawaj. Nie będziemy tu czekać. - warknął, nie mając pojęcia że mówi przez sen. Zresztą skąd miał to wiedzieć?
- Pojebało Cię. Sam jeden ich nie uratujesz. - kumpel wyjrzał zza murku i w tym samym momencie oberwał z karabinu maszynowego w ramię.
- Wycofujemy się! - rzucił kapitan, na co Hunter zrobił większe oczy. Nie mogą! Pociągnął szybko Keitha i pomógł zatamować krwawienie. - Nie mamy szans… wystrzelają nas jak kaczki jeśli tu zostaniemy.
- Ale nasi ludzie… John, Thomas, Frank…
- Czego nie zrozumiałeś Wright? WYCOFUJEMY SIĘ. - i tyle było z walki. Wrócili jak kundle do obozu. Zostawiając na pewną śmierć kolegów. Wstał od stołu gdzie siedziało jeszcze kilku kumpli. - Do kurwy nędzy… nic nie zrobiliśmy tam. - był tak zły. - Nic… uciekliśmy… zostawiliśmy ich…
Wszystko się rozmyło… jego mózg odtwarzał kolejne wspomnienie, zupełnie jak z płyty bądź starej kasety na której jeszcze nie tak dawno oglądał bajki jako dzieciak.
Przechodzili koło miejsca gdzie była przetrzymywana reszta oddziału. Teraz wyzwolone, lecz on nie poszedł dalej zatrzymał się i wszedł do środka, wbrew temu co mieli robić. Zobaczył co zrobili z jego kolegami… Ciała leżały przy ściane… strzał w głowę… śmierć na miejscu, lecz jeden… jeden dalej się ruszał, albo tak mu się wydawało. - John… John.. proszę… rusz się… wstawaj. Jesteśmy tu. Mamy was - mężczyzna przeżył postrzał w głowę, lecz nie był już tam… jedynie kolejne spazmy… - Wstawaj.. kurwa wstawaj mówię.
- Wright! Idziemy. Nie ma tutaj nic.
- Tu jest John, Thomas, Frank, Gerd…
- Tu są tylko trupy.
I tak jego koszmar trwał w najlepsze…
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Może to kwestia tego, że ta kanapa jednak nie była tak wygodna, jak się zapowiadało.
Może sprawa w tym jest taka, że w nowym miejscu zawsze jej się pierwszą noc źle spało, nieważne jakie by nie miała zapewnione luksusy, zawsze będzie coś niepokojącego chodziło o tyle głowy, nawet jeśli to nie ona sama wytwarza te przemyślenia i ewentualne pomysłu co by się mogło zdarzyć, gdyby faktycznie pierwszej nocy w nowej przestrzeni oraz na nowym łóżku usnęła.
A może po prostu myślała. Czy faktycznie przegięła z tym pytaniem, a może sam fakt odpowiedzi tak bardzo zmroził Huntera, iż potrzebował ucieczki, aby odtajać się do rzeczywistości, przywrócić spokój który tak dzielnie w sobie trzymał już nie tylko po to, aby pokazać rodzinie iż jest wszystko w porządku, ale i sam zaczyna dostrzegać, że tego zwyczajnie potrzebuje?
Nie miała bladego pojęcia.
I tak naprawdę to zapewne te wszystkie trzy czynniki jakoś na siebie działają, potęgują się i dają ostateczny wynik leżącej Prue w obcy dla niej domu, na kanapie w salonie i w majtkach, co by nie pognieść sobie spodni na tyle, żeby mogła jutro wyjść do ludzi jak typowy Kanadyjczyk wychodzący rano do pracy, nie sprawiając wrażenia iż tak naprawdę to nie był jej dom i została tutaj na noc kompletnym, niezaplanowanym przypadkiem.
Gdy przymknęła powieki, wrażenie o słyszących dźwiękach stawał się jeszcze bardziej wyrazisty. Słyszała jak brał prysznic, jak z niego wychodził, jak prędko przenosił się z miejsca na miejsce, ponownie osiadając - lecz teraz na stałe, jeśli chodzi o dzisiejszą noc - w swoim pokoju. Naciągnęła na to jedynie kocyk wyżej na swoim ciele, próbując liczyć baranki. Może to jej pomoże..
Wtedy do jej uszu dotarły kolejne szmery.
Nie wiedziała ile czasu minęło, ale chyba nie aż tak dużo. Hałas stawał się coraz głośniejszy, a ona zlokalizowała jego źródło - sypialnia Huntera.
Dopiero po jakichś paru chwilach zrozumiała, iż to nie był chrapanie czy zwyczaje wiercenie się w miejscu, tylko sam w sumie Hunter.
Rozmawiał z kimś? Ale z kim? Czyżby z psem? Albo to co mówił brzmiało, jakby odpowiadał komuś i zadawał pytanie w ramach liczenia że uzyska odpowiedz, jaka go satysfakcjonuje.
Przetarła dłonią policzki, pokręciła głową. Na pewno się przesłyszała.
Wtedy jak na zawołanie, co by wyprowadzić ją z błędu, pojawił się donośny głos żołnierza. Zaniepokojona tym postawiła - nie patrząc na fakt przebywania tylko w majtkach, jeśli chodzi o ciało od pasa w dół - podejść do drzwi, kto®e blokowały swobodne rozejrzenie się po pomieszczeniu. Zapukała trzy razy. — Hunter, wszystko w porządku? — zagaiła niepewnie, jeszcze raz stukając. Nie przynosiło to jakichkolwiek efektów. — Hunter, słyszysz mnie? To ja, Prudence! — liczyła, że w ten sposób coś wskóra - tego też się spodziewał, ale kto wie…
Szmery oraz głos mężczyzny nie przestawał na sile, a ona znajdowała się w wielkiej kropce, która mogła tylko w jeden sposób zostać rozwiązana - wejść i przekonać się, co się dzieje. Podejrzewała, że śpi, ale dlaczego w takim razie było tam tam głośno i donośne? Nie mogła dłużej czekać. Zerknęła na swoje nagie nogi, przełknęła ślinę, następująco otworzyły się drzwi.
Niby leżał spokojnie, ale jego ton głosu na spokój nie wskazywał. Westchnęła przeciągle, przełykając na koniec ślinę. Musiała coś zdziałać. Musiała go obudzić, bo to chyba jedyne rozwiązanie. Przebierając w trakcie w jednym miejscu nogami, uznała iż musiała się przełamać. Co prawda, jeszcze nie wiedziała na ile to będzie skuteczne i czy przypadkiem nie będzie na nią Hunter zły, lecz musiała. Nie mogła dłużej patrzeć oraz słyszeć jak bardzo cierpiał prze sen, który zamiar dać ukojenie, przyniósł tylko cierpienie. — Hunter.. — szepnęła, łapiąc go za ramię i zaczynając lekko szturchać. — Hunter?! To ja, Prudence. Obudź się, to tylko zły sen.. — dość subtelnie i nadal wciąż delikatnie zaczęła ruszanie nim, aby się ocknął. — To tylko zły sen — powtórzyła, jakby to miało pomóc. Jakby te magiczne słowa zmieniały bieg wydarzeń.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Leżał na początku spokojnie, ale z każdą kolejną minutą męczył się bardziej. Nie chciał tak dłużej. Chciał po prostu spokojnie przespać noc, ponieważ dzień miał całkiem udany, nawet jeśli zakończył go w tak nagły sposób.
- Wright mówiłem coś. Idziemy. - kapitan przeszedł koło niego i poklepał go po ramieniu, na co Hunter nie zareagował za pierwszym razem. Przyglądał się kumplom… których przed chwilą nazwano trupami. Wcale tak się nie musiało stać. Gdyby nie wpadli w zasadzkę… gdyby wrócili po nich w odpowiednim momencie. Ostatecznie zostawił ciało Johna i ruszyli dalej w miasto, a raczej zgliszcza które z niego zostało.
Zaczął mamrotać coś przez sen. Jakieś słowa po francusku… zapewne bluzgi na to jak się zachowali. Jak okropnie potraktowali kolegów. Będą mieli pogrzeb państwowy. Tak jak jego ojciec.
Usłyszał czyjś głos… z początku miał wrażenie, że to mu się tylko wydaje, ale moment później stał się głośniejszy… tylko zły sen. W tym momencie zrozumiał. Poczuł kolejne szturchnięcie i… wszystko zmieniło się w mgłę a on otworzył oczy. Był w swoim pokoju, oddychał ciężko. Zlany potem i zmęczony, nawet jeśli przed momentem miał okazję w teorii odpoczywać. Zobaczył koło siebie zmartwioną Prudence i wtedy zrozumiał, że musiała go obudzić. - Ja… przepraszam, że Cię obudziłem. Nie chciałem. - powiedział i usiadł na łóżku biorąc w dłoń szklankę wody, którą miał przygotowaną wcześniej. Spojrzał na Itxel która smacznie chrapała. Widać, ona przyzwyczaiła się właściciel już tak ma i grzecznie spała w swoim posłaniu.
Spojrzał na Lane swoim zaspanym a jednocześnie nie do końca obecnym wzrokiem. Było mu przykro, że była tego świadkiem. Upił kilka łyków wody i odłożył ją na stolik nocny. - Ciężko to wyjaśnić szepnął… - teraz, jak na złość pamiętał o czym śnił. Jeszcze nie zatarło się to ze wspomnieniami aby żywo, wręcz prawie namacalne. Spoglądał na nią, nie uciekając wzrokiem. Co miał więcej powiedzieć… żadne słowa nie przychodziły mu do głowy. Mógł zacząć opowiadać co widział, ale czy to pomoże? A jeśli wystraszy tym tylko kobietę. Nie chciał tego ani dla siebie, ani tym bardziej dla niej. Raz jeszcze wziął wode sprawdzając jeszcze która godzina. Było grubo po drugiej. Biedna się nie wyśpi przez niego. - Czasem… czasem widzę to co było. Wspomnienia. Te bolesne… - powiedział trochę, ale zaciął się, wpatrując usilnie w szklankę. ... widzę mój oddział, a raczej to co z niego zostało… trupy. - bo inaczej nie dało się tego powiedzieć. Przetarł dłonią twarz i odetchnął głęboko. Bawił się cieczą w kubku, która kręciła się w nim z pomocą jego ruchów. Dopiero kilka sekund później spojrzał na nią z oczami pełnymi bólu i smutku. - Zostaniesz ze mną na noc? - wiedział, że łamie każde bariery jakie mieli jako pacjent i terapeuta, ale również tej kruchej znajomości jednak… potrzebował kogoś obok. Kogoś kto go obudzi zanim to wszystko wróci…
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Była wdzięczna, iż ostatecznie jej starania się opłaciły, przywracając Huntera do świadomości, pozbawiając go widoków, jakie podsyłały mu obrazki za zamkniętymi oczami, sterowane przed podświadomość wymieszaną ze wspomnieniami. Uśmiechnęła się od razu pokrzepiająco i jednocześnie z dość wyraźną ulgą, gdy tylko widziała jak się uspokajał, nie będąc takim wzburzonym. — Spokojnie, nie obudziłeś. I tak nie mogłam zasnąć — zapewniła, aby nie przejmował się tym w tej chwili, machając też ręką aby upewnić go w tym, że to zwykła drobnostka. Zresztą, to nie będzie jej pierwsza nieprzespana noc, dość często zarywa nocki, głównie dla pracy i papierowych sprawunków, jakich nie lubi wypełniać za dnia, a dopiero po zmroku odzyskuje nagłą wenę aby to zrobić. Także tym bardziej nie był to dla niej kłopot.
Za to kłopot miał Hunter, tylko czy jest na tyle już otwarty przed nią, aby powiedzieć co go trapi i co takiego nie dało mu w spokoju zaznać odpoczynku po położeniu się do łóżka?
Zerknęła w kierunki psiaka śpiącego w strefie gdzie głównie ludzie mają nogi - widząc jak śpi słodko, jakby nic się nie wydarzyło. Czy to kwestia mocnego snu u zwierzęcia czy przyzwyczajenia do zachowań swojego Pana w nocy, przez co uodporniła się na to i nie reagowała, wiedząc że jej starania nie przynoszą skutków?
Powróciła spojrzeniem na mężczyznę, do jakiego nadal posyłała delikatny uśmiech, jednocześnie otulając się rękami w pasie, jakby to miało jej pomóc zasłonić się. Zaraz po tym zdecydowała, że tak naprawdę teraz to nie było istotne, a fakt żeby mu pomóc. Żeby przyswoił to, co się wydarzyło i że już nie śni. Że to jest jawa, która nie była zła. Że nie działy się te złe rzeczy, jakie widział w trakcie snu. Toteż przysiadła na łóżku nieopodal Wrighta, nie spuszczając z niego w dalszym ciągu spojrzenia. Chcąc mu pokazać, iż ma jej kompletnie całkowitą uwagę i niech z tym faktem zrobi to wszystko, czego potrzebuje na ten moment. Byleby tylko pomogło mu to w ukojeniu nerwów.
Nie przyciskała, po prostu była obecna. Tym bardziej nie podjęła się rozmowy, widząc jeszcze to mętne spojrzenie i jakby nadal czające się wspomnienie tego, co mu się śniło - coś, co nawet po przebudzeniu nie potrafiło opuścić go. Przełknęła ślinę, nie ruszyła się. Trwała. To jedyne co mogła chyba na tą chwilę dla niego zrobić. Miała tylko nadzieję, że nie odepchnie ją, uzna że nic wielkiego się nie wydarzyło, ostatecznie zbyje i rozejdą się do swoich pomieszczeń. Wtedy uznałaby, że tak naprawdę to wszystko, co zdołali na swój sposób przepracować w trakcie spotkań w gabinecie, powróciło do macierzy, a ona będzie musiała na nowo go otworzyć na siebie i na rozmowę.
Tak się - na całe szczęście - nie stało, a hunter zaczął mówić. Niezbyt głośno, niezbyt wylewnie, ale to jej wystarczyło. Patrzyła na mężczyznę uważnie, kiwając głową - dając mu komfort na to, aby nie spieszył się i mógł poszukać słów, jakie czuł że chce powiedzieć i może je wyartykułować po tym, co się wydarzyło.
Ośmielił się, co było dla niej kolejnym dobrym znakiem. — Przykro mi, że nadal Cię to prześladuje — powiedziała po paru sekundach jak tylko skończył mówić o tym, co się mu przyśniło. Nie uśmiechała się, bo czuła że to nie jest odpowiednia chwila na to, aby się „szczerzyć”. Chciała też początkowo położyć mu rękę na ramieniu jako forma wsparcia i faktu, aby czuł iż nie jest w tej chwili z tym sam, jednakże nie ośmieliła się. Nie mogła posunąć się tak daleko. Nawet jeśli mówi to siedząc w jego sypialni, w samych majtkach, gdzie kilka godzin wcześniej wypili butelkę wina i razem odnawiali po części blat stolika. Zdecydowanie ten gest byłby przeholowaniem tego całego wieczoru - takie odnosiła wrażenie.
A jednocześnie - jak widać, myliła się, gdyż Hunter wyskoczył z propozycją, jakiej się zupełnie nie spodziewała. Patrząc na nią tak bolesnym, zbolałym wręcz spojrzeniem, jakiego jeszcze wcześniej nie miała okazji ujrzeć u jego osoby. Wręcz wprawiając kontrast do jego całej osobowości, jakby na swój sposób rozmawiała teraz z całkowicie innym człowiekiem. Patrzyła mu w oczy, nie zdradzając żadnej emocji, choć w głowie miała tak wiele galopujących myśli, że nie byłaby ich w stanie zliczyć.
Czy powinna? Czy to akurat dobry pomysł? Czy nie przesadzą? Czy zatarta granica tej znajomości nie sprawi, że już nie będzie mogła być jego terapeutką?
Nie znała odpowiedzi na te pytania. — Hunter, ja… — wyszło z jej ust początkowo, lecz z każdą kolejną sekundą przypatrywania się mu, czuła coraz większy smutek i chęć udzielenia mu pomocy. Nie patrząc na to, co będzie ewentualnie później się działo. I jak bardzo skrępowani mogą się po tym czuć. — Tak, zostanę — dodała łagodniejszym tonem głosu i ponownie uniosła kąciki ust, przełykając przy tym ślinę. — Przyniosę sobie tylko koc z salonu — dopowiedziała, wstając z łóżka, aby przejść do wspomnianego pomieszczenia po to, o czym powiedziała. Tak naprawdę potrzebowała chwili oddechu. Próbując przyswoić fakt tego, co się dzieje i co będzie się działo. Nigdy nie pozwalała na to, aby jej praca zacierała się aż tak bardzo z jej życiem prywatnym. A teraz, proszę, jaka zmiana zachowania. Zupełnie jakby Hunter był… kimś wyjątkowym. Nie wiedziała jednak czemu tak usilnie chciała mu pomóc. Tak dla kurażu, nie przejmując się już kompletnie niczym, dopiła wino z tego jego kieliszka, który pozostawił w salonie, wzięła w dłonie koc którym dopiero co była przykryta, by powrócić do sypialni Wrighta. Pokazała bez słowa powód, dla którego uciekła na te dosłownie parę minut, przyciskając materiał do siebie. Nie myśląc wcześniej o tym, że mogła w sumie jednak te spodnie na siebie nałożyć, zanim tu pojawiła się ponownie. — Mam tylko nadzieję, że nie będę chrapała — rzuciła tak dla rozluźnienia atmosfery, uśmiechając się lekko rozbawiona.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Propozycja była bardzo nieprofesjonalna i… łamiąca bariery, zasady i ogółem tą relację którą zaczynali mieć poza gabinetem, ale powiedział zanim pomyślał i czekał… czekał grzecznie na odpowiedź. Jeśli tego nie zrobi, to zrozumie, nie będzie przecież zmuszał kobiety do czegoś co jest wbrew niej. Jednakże jeśli istniała jedna mała szansa, że nie zostanie tej nocy sam, to chciał ją wykorzystać. Poczuć się trochę pewniej.
Gdy usłyszał potwierdzenie odetchnął głęboko i pokiwał delikatnie głową. Cieszył się, mimo iż wiedział co to znaczy dla ich relacji. Domyślał się, że później będzie niezręcznie, ale teraz? Teraz chciał zaznać chwili snu.
Poprawił druga poduszkę gdy postanowiła iść po koc, nie chcąc by było jej niewygodnie. Sam upił jeszcze kilka łyków wody i poprawił kołdrę. Przetarł jeszcze raz dłonią twarz i westchnął. Wróciła dosyć szybko a on jedynie ciężko patrzył na nią. Spojrzeniem, jakie zupełnie nie było jego, a człowieka złamanego, cierpiącego i skrzywdzonego.
Uśmiechnął się na jej żarcik i przesunął się na łóżku, tak aby miała odpowiednio dużo miejsca. Leżał tak spoglądając na nią. Może i była to sytuacja dziwna, która nigdy nie powinna się wydarzyć, ale on… czuł się spokojniejszy.
- Mogę zadać osobiste pytanie? - powtórzył jej słowa, które jeszcze kilka godzin temu zmieniły kompletnie przebieg nocy. A gdy się zgodziła spojrzał na w jej oczy. - Jak się teraz czujesz? - chciał się dowiedzieć, co słyszała, co teraz siedziało w jej głowie i czy aby na pewno nie przekraczają pewnej granicy bezpowrotnie. Sen, zmorzy go dopiero później dlatego, dalej miał okazję do poznania terapeutki, o ile ona będzie chciała odpowiadać na pytania.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niemniej na wspomnienie niedawnego dostrzeżenia ulgi w jego oczach na wieść, iż postanowiła mu towarzyszyć w trakcie dzisiejszej nocy sprawiła, że tak naprawdę śmiałość wzięła nad nią górę. No, może jeszcze to wychylone do końca wino również dodało coś od siebie, ale fakt że może realnie wesprzeć w taki sposób Huntera sprawiło, że nie zastanawiała się dłużej. Uśmiechnęła się szerzej po swoim żarciku, a już tym bardziej przez to iż on sam zareagował na niego pozytywnie, jakby obydwoje czegoś tak chwilowego, ulotnego potrzebowali dla rozładowania napięcia z całym tym zdarzeniem. Następująco zrobiła pierwszy krok, potem drugi, trzeci, przechodząc na drugą stronę mebla, po czym usiadła i prędko położyła się na materacu, przykrywając się od razu kocem. Poprawiła jeszcze tak konkretnie pod siebie poduszkę pod głową, co by było jej wygodniej, by ostatecznie ulokować się na boku. Widziała, że Wright nie spuszczał obecnie z niej spojrzenia, więc nie chciała pozostać mu dłużna. Zresztą, dziwnie by było, gdyby to on się w nią wręcz wlepiał, a ona wpatrywałaby się w sufit czy inne punkty pokoju, byleby tylko nie nawiązać kontaktu wzrokowego. Którego, notabene, nie obawiała się kompletnie, a już w szczególności w obecności Huntera, z którym - jak widać - znalazła nić porozumienia.
Wzrok mężczyzny zmienił się. Nie był rozbawiony, jak czasem miewał mieć w zwyczaju. Nie był poważny, co w głównej mierze stanowiło to, jak one wyglądały. Nie były podejrzliwe, gdy analizował po co chciała wiedzieć to czy tamto. Nie były nieufne, jak na początku tej ich znajomości. Były… kompletnie inne od tego wszystkiego, co zdążyła poznać jeśli chodzi o niego.
Był, w jej odczuciu, przede wszystkim skrzywdzony. Przez los, przez życie, przez w sumie swoje własne wybory, gdy zdecydował się pełnić służbę dla ojczyzny, wykonując rozkazy przełożonych i nie mogąc powiedzieć coś własnego, co może i by wpłynęło jakoś na daną sytuację, ale nie był na tyle decyzyjny, żeby ten głos przebił się gdzieś wyżej. Był niejako zrozpaczony faktem tego, co nadal siedziało w jego głowie; tym wszystkim, czego nie chciał a jednak musiał na złość i wbrew sobie pamiętać. Był złamany/ Przybity. Zdruzgotany, ale nie na tyle, żeby stracił całkowicie swoje własne ja. I choć to nie czas, nie miejsce, nie okoliczności oraz ogólnie nie powinna z tego się cieszyć, to jednak tak było. Odczuwała spokój i pozytywną rzecz z tym wszystkim związaną - bo wreszcie ujrzała jego. To, co czuł, to co nadal w nim głęboko w środku siedziało, a nie chciał dać temu upustu z niewiadomych przyczyn. Znaczy, swoje podejrzenia miała, lecz czy pokrywały się z tym, co tak naprawdę myślał Hunter? Być może kiedyś nadejdzie taki dzień, gdy się dowie tego wszystkiego. Teraz nie mogła. To wszystko chyba zbyt świeże, pomimo wszystko. I zbyt szybko nie chciała nadszarpnąć jego zaufania.
Choć może i wydawać się krępująco, to nie było aż tak, jak przypuszczała że będzie. Dlatego bez problemu patrzyła na niego bez przerwy, nie spodziewając się że zada jej pytanie - gdy akurat sądziła, że będzie wolał pobyć w zupełnej ciszy, aby ukoić zszargane nerwy. Kiwnęła głową w sumie bez zastanowienia na zapytanie, dając mu przyzwolenie na zadanie tego osobistego pytania, chociaż nie wiedziała czego może się spodziewać i jak wielkie działo nagle teraz wypali. Niemniej - nie było aż tak źle. Nie aż tak, ale zarazem nie jest to też komfortowe zapytanie, na jakie przyjdzie łatwo udzielić odpowiedzi.
— Niecodziennie — dobre słowo, tak na początek, na co aż się uśmiechnęła pod nosem. Prawie z tego wybrnęła. Prawie, bo pewnie nie chodziło mu o tak zwyczajne udzielenie odpowiedzi, chcąc poznać jej pełne odczucia. — Przede wszystkim dawno nie leżałam z facetem w jednym łóżku — zarumieniła się mówiąc to, ale wolała pociągnąć to zdanie na razie w takim kierunku, by ostatecznie westchnąć przeciągle. —Ale nie jest to coś strasznego, żeby nie było — wolała sprostować, aby zaraz nie pomyślał, że do czegoś została zmuszona, złamała jakieś wewnętrzne śluby czystości, iż nie będzie lądowała z przypadkowymi gośćmi w łóżku czy cokolwiek takiego. — No i… może i trochę się czuję skrępowana, bo jednak znamy się bardziej na stopie pacjent-terapeutka, powinny nas obowiązywać jakieś odpowiednie zachowania i rzadko kiedy przecierają się z takiej stopy relacje na te prywatne, to jednak… nie sądzę, że to coś złego. Jestem tu po to, aby cię wesprzeć, nawet jeśli są to niezbyt konwencjonalne metody. Może to zabrzmi dziwnie, ale cieszę się, że mogłam tutaj być, kiedy tego potrzebowałeś — wyjawiła zgodnie z prawdą, jeszcze bardziej oblewając się rumieńcem na parę sekund, by szybko przełknąć ślinę i próbować się ogarnąć. Wtedy też tęczówkami wróciła na swego rozmówcę. — A… Ty? — i to nie dlatego chciała wiedzieć, żeby nie było że tylko ona czuje się niepewnie z tym, co właśnie powiedziała, ale chciała zwyczajnie usłyszeć jego odczucia. I czy aby na pewno jest faktycznie w jakimś tam stopniu wsparciem, jakiego potrzebował w tym momencie.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnął się delikatnie widząc niewinny rumieniec na jej twarzy, oznaczało to, że nie jest do końca tak źle jak on to sobie wyobrażał w głowie.
- Nie wiem… nie jest dobry w nazywanie emocji. - powiedział na sam początek i przymknął na moment oczy. - Czuję się… spokojny, z twoją obecnością tutaj. - szepnął z powrotem spojrzeniem wędrując na kobietę. Miał wrażenie, że dzięki niej już nic złego go nie spotka - oczywiście w ramach snów jakie go niezwykle męczyły. Może będzie tym talizmanem, który pozwoli mu pospać dłużej niż dwie czy trzy godziny.
- Dziękuję… że tu jesteś. - powiedział spokojnie i delikatnie się uśmiechnął. Dużo to dla niego znaczyło, choć zapewne przyznał to też trochę pod wpływem alkoholu, który dalej gdzieś wędrował w jego organizmie.
- Widziałem… mój oddział. Miałem 27 lat.. byłem jeszcze dzieciakiem. - nie miał pojęcia czemu to wszystko mówi, ale chciał się poczuć lepiej. Chciał się podzielić z kimś tym co leżało mu na sercu, co wracało i nie dawało spokoju. - Wpadliśmy w zasadzkę… musieliśmy się rozdzielić. Połowa z nas nie wróciła, a dowódca… zostawił resztę na śmierć. Nie mogłem nic zrobić, żeby temu zapobiec. Do dziś słyszę jak John… jak umiera… jego płytki oddech i… tę pustkę w oczach. Chcieli go zabić strzałem w głowę, lecz on to przeżył… czekał zapewne na pomoc. A nas tam nie było. - widać, że słowa płynęły a on się nie zacinał. Chciał powiedzieć wszystko.
- Pamiętam wszystkie imiona. John, Thomas, Frank, Gerd, Terry, Walter…Maisie, Dennise… - każda z tych osób miała swoją historię i każda z nich skończyła się tym samym. Śmiercią na obcej ziemi. Od kuli, granatu bądź miny. Nie chciał zapomnieć, pamięc po nich jest tak długo jak pamiętają ich bliscy, a choć Hunter nie był w zażyłych relacjach z wszystkimi, chciał ich uczcić. - Mam medal… za bohaterstwo… za to że uciekliśmy. - dodał to i się zaciął, spoglądając na nowo w oczy Lane. Widać było w nich okropne cierpienie i ból.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale żeby nie było - tak nie było w tej chwili, a Prue zaczyna dopiero darzyć sympatią Wrighta. W końcu dopiero teraz zaczął się otwierać na nią, na tą… znajomość, jaka zaczyna się miedzy nimi kiełkować, więc nie ma się co dziwić, iż ledwo co zaczęła go darzy ć czymś pozytywnym.
Niemniej gdy zapytała jak to wygląda u niego, mina znów mu zrzedła. Przyglądała mu się uważnie, podkładając sobie pod oparty o poduszkę policzek swą dłoń, tworząc przestrzeń pomiędzy skórą a materiałem. Uważnie lustrowała jego twarz, jakby próbowała zapamiętać dzięki tej bliskości, jaka nietypowo się teraz im przytrafiła, każdą bruzdę, załamanie i cokolwiek tylko widziała, zupełnie jakby w obawia, iż zaraz miałaby go już nie spotkać, a to ostatni raz żeby zapamiętać obrazek Huntera. Ale tak naprawdę zaczynała go w dniu dzisiejszym, a dokładnie dzisiejszej nocy, poznawać na nowo. Z całkiem innej strony.
Nie spodziewała się jednak takiego typu wylewu z jego strony. A tym bardziej słów spokojny z Twoją obecnością oraz podziękowania za pozostanie z nim w jego sypialni. Jakby miała być nagle lekarstwem na całe zło tego świata, jakie mu się przytrafiło. Delikatnie uniosła kąciki warg. — Nie masz za co dziękować, serio. Cieszę się, że mogę jakoś pomóc — odparła bez zastanowienia i zgodnie z tym, co myślała. Mając nadzieję, że tą kwestię będą mieli już wyjaśnioną i nie będzie się teraz nagle z nią sprzeczał, że naprawdę jest jej wdzięczny i nie może powiedzieć, że to nic takiego, kiedy to dla niego coś dużego. To akurat wiedziała, a raczej domyślała się, lecz nie musiał o tym wspominać. Wystarczyło jej to, że jego oczy zaczęły się uspokajać, nie będąc już tak przestraszonym, jak jeszcze parę chwil wcześniej.
Dalszy monolog Huntera jeszcze mocniej ją zaskoczył. Ale zarazem była jeszcze bardziej szczęśliwa i wdzięczna za ofiarowany kredyt zaufania w jej kierunku. Przyglądała się, słuchała uważnie, przybrała poważną minę, aby nie pomyślał iż ma zamiar się nabijać czy coś takiego. W końcu ona jest ostatnia do tego, aby oceniać. W końcu jej praca polega na tym, żeby nikogo nie spisywać na straty, nikogo nie oceniać po pozorach, a już tym bardziej po tym, jaką historię przeszedł. Boleśnie na koniec zmarszczyła brwi, słysząc te wszystkie imiona, które zaczął wymieniać, by ostatecznie westchnąć przeciągle. Zupełnie jakby i ona sama znała tych wszystkich wymienionych. Nieświadomie i dosłownie pod wpływem wypowiadanych słów Huntera wyciągnęła rękę spod koca i położyła współczująco oraz pokrzepiająco jednocześnie na tą należącą do niego, delikatnie ściskając palcami wierzch. — Tylko odnoszę wrażenie, że nie czujesz się ani trochę jak bohater… — nie odnosiła wrażenie, a była tego pewna. — Wiem, że jestem najmniej odpowiednią osobą do tego, bo mnie tam nie było. Ale… to nie jest Twoja wina. Wiem, że chciałeś pomóc swoim kolegom i koleżankom. Wiem, że nie chciałeś ich tam zostawić, ale to nie od Ciebie zależało. Musiałeś słuchać rozkazów. Nie mnie oceniać, czy one były słuszne czy nie, bo naprawdę się na tym nie znam, bo może dzięki nim Ty i reszta ocaleliście… — zaczęła niezbyt pewnie, nieświadomie jeszcze mocniej - choć zapewne dla niego nie było to nie wiadomo jak okrutnie dotkliwego - nacisnęła opuszkami na dłoni Huntera. Chcąc go pocieszyć. Albo sobie samej dać siłę na to, aby znaleźć odpowiednie słowa. — Miałeś 27 lat… a teraz… przepraszam, z dokumentów to wiem, ale masz 40, tak? Tyle czasu te koszmary spędzają Ci sen z powiek? — zapytała delikatnie, przypatrując się mu ze współczuciem, ale nie takiego typu iż uważała go za słabeusza, a za najsilniejszego człowieka jakiego zdołała spotkać na swojej drodze - oprócz jej mamy, rzecz jasna. — Nie chcę wiedzieć jak wiele Cię to wszystko kosztowało i nadal kosztuje…
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Bo nim nie jestem. Jestem maszyną do zabijania… daleko mi do bohatera. A ten medal? My ich tam zostawiliśmy Prue. Na pewną śmierć… jaki bohater tak robi? - bo na pewno nie Ci wszyscy z komiksów, które czytywał za dzieciaka. Bardzo gryzło mu się to z obrazem o bohaterze jaki miał w głowie. Nikt nie jest w stanie mu wytłumaczyć, że jest takim. Nie i koniec.
Nawet nie zauważył, że zdrobnił jej imię, było to szybkie i odruchowe. Nie hamował się a słowa po prostu uleciały. Spojrzał na jej dłoń, którą położyła na tej jego i przez moment się zawiesił. Nie wiedział co zrobić. Było to przyjemne, dlatego pozwolił jej kontynuować.
Miała sporo racji. Gdyby nie dowódca, najpewniej skończyłby tak jak reszta, ale sam widok ciał… wyrył się w jego pamięci na zawsze. Głos Lane był spokojny, wręcz pomagający mu się skupić… równy, melodyjny. Jakby wszystkie złe myśli powoli odpływały.
- Nie. Zaczęło się po postrzale. Kilka dni wcześniej, Maisie stanęła na minie ginąc na miejscu. Byłem nieprzytomny kilka dni, leżałem w szpitalu polowym, miałem dużo szczęścia. Potem wróciłem do domu i… - urwał na moment i kciukiem delikatnie pomiział dłoń kobiety. - się zaczęły, na początku były niewyraźne… tylko kształty. Byłem spokojny. Później… ciężko było przespać noc. - powiedział spokojnie, choć jego oczy zdradzały jak ciężko mu się to mówiło. - Takie senne koszmary mam od.. dwóch może trzech lat. - w końcu powiedział komuś całą prawdę. Taką nieugłaskaną, grzeczną, gdzie to niby zdarza się bardzo rzadko, a on ma po prostu zwykły problem ze snem.
- Nikt o tym nie wie. Może to być nasza tajemnica? - spytał cicho i spojrzał na nią z nadzieją. Nie chciał aby ktokolwiek ze znajomych bądź rodziny dowiedział się o tym jak bardzo cierpi. Na co dzień robi dobrą minę do złej gry. Jest wesoły, uśmiecha się a gdy jest z siostrzeńcami staje się najlepszą wersją siebie, lecz gdy jest sam… nie wie jak żyć.
prudence lane