czasy liceum
Wieczorne powietrze było rześkie, nasycone zapachem nadchodzącego deszczu i mokrego asfaltu. Noah i Audrey szli ramię w ramię, a między nimi, w rytm ich kroków, obijała się papierowa torba z zakupami. Słychać było chrzęst plastikowych opakowań i stukanie szklanych butelek z sosem pomidorowym, które kupili w małym, całodobowym markecie tuż przy kinie. Zerknął na nią, a potem na neonową reklamę kina znikającą za rogiem i mruknął pod nosem, że ten film był tak beznadziejnie napisany, iż powinien dostać nagrodę za najbardziej nielogiczny scenariusz roku.
Weszli do klatki schodowej, a potem do jej mieszkania, uderzyło go domowe ciepło, którego w jego rodzinnym domu nigdy nie było. Dźwięk rzucanych kluczy na komodę – ten sam, który słyszał tysiące razy, gdy wpadał do niej jako dzieciak, by pograć na konsoli, wyjątkowo dzisiaj, mimo że byli parą już od jakiegoś czasu, brzmiał dwa razy głośniej.
Przez lata była dla niego jak powietrze – niezbędna, ale przezroczysta. Była „po prostu Audrey”, dziewczyną, z którą dzielił wspomnienia z piaskownicy, porażki w szkole i pierwsze dorosłe kłopoty. Nigdy nie brał pod uwagę, że mogłaby być kimś więcej, dopóki pewnego dnia coś w jego głowie wskoczyło na właściwe tryby. Wtedy, nagle, zamiast kumpla, zobaczył kobietę, której obecność sprawiała, że wszystko inne stawało się tłem. Jakby przez całe życie patrzył na czarno-biały rysunek, który nagle wypełnił się intensywnymi kolorami.
W kuchni zaczęli rytuał, który stał się ich wspólną tradycją. Noah wyciągał zakupy: kulki mozzarelli, pęczek bazylii, i mąkę, która lekko oprószyła blat. Patrzył na jej profil, na to, jak swobodnie poruszała się w swoim domu, i nagle, po raz kolejny tego wieczoru, uderzyło go wspomnienie tamtego momentu przełomowego.
– Dobra, muszę to wiedzieć – zaczął, uśmiechając się przekornie. – Wytrzymałaś do napisów końcowych bez ani jednego ziewnięcia, więc teraz mów szczerze: co właściwie sądzisz o tym „filmie”? Bo jak dla mnie, ten scenariusz pisał ktoś, kto nigdy nie słyszał o prawach fizyki. Ten skok motocyklem z dachu na helikopter? Błagam, Audrey, to było tak złe, że aż bolało. Główny bohater przeżył wybuch cysterny, a potem otrzepał kurz z marynarki i poszedł na randkę, jakby nigdy nic. - Spojrzał na nią wyczekująco, zawieszając dłoń nad paczką mąki. – Naprawdę kupujesz to, że facet po takiej rozróbie ma jeszcze siłę na bycie czarującym, czy po prostu udawałaś, że nie śpisz, żeby nie robić mi przykrości, że wybrałem kino akcji? - Zmrużył oczy, przyglądając się jej uważnie.
Audrey LeBlanc