-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Musiała przyznać, że od alkoholu Whitmore stawała się bardzo... przytulaśna. Finch absolutnie to nie przeszkadzało, nigdy nie miała większych problemów z okazywaniem bliskości, czego raczej nie wyniosła z domu. Rodzice wychowywali ją nie dość, że surową ręką, to też dość oschłą. Kiedy jednak zeszły na dół, menadżerka szybko zamieniła te uściski na równie pokraczne ruchy taneczne, które - tak swoją drogą - wyglądały uroczo.
— W życiu nie pomyślałabym, że kiedykolwiek zrezygnowałaś z baletu. W zasadzie, gdybyś mi nie powiedziała, byłabym przekonana, że do tej pory uczęszczasz na zajęcia do jakiejś szkółki — oznajmiła poważnym tonem, gdy Daisy wykonywała kolejny, lekko zachwiany piruet. Z pewnością nie odbierało jej to uroku. Właściwie pijana wersja kobiety w dziwny sposób ja rozczulała. To chyba przez emanującą z niej beztroskość.
Pokiwała głową, przystając na wybrany utwór. Kira była z rockiem za pan brat. Miała kilka ulubionych zespołów i kawałków, które zdarzało jej się zapętlać w samochodzie, chociaż wolała pobujać się przy dobry techno. Najlepiej po MDMA albo innych narkotykach.
— All Stars? — upewniła się jeszcze, gotowa ruszyć w stronę DJ-ki. Kto nie lubił tego utwory, który głównie znany był ze Shreka? No i kto oparłby się urokowi Finch?
Zanim jednak dobrze ruszyła z miejsca, spod ziemi wyłonił się redaktor naczelny. Obie popatrzyły na niego tak, jakby zobaczyły go pierwszy raz w życiu, a potem wymieniły szybkie spojrzenia. Cholera jasna, Daisy nie wspominała nic o tym, że ma jakąś przemowę. W innym wypadku Kira dopilnowałaby, żeby poszły nabzdryngolić się tym szampanem dopiero po jej wystąpieniu. Chciała napomknąć Richardowi, że menadżerka źle się poczuła i poszły się przewietrzyć. Albo wcisnąć kit, że musiała pomóc jej z guzikami przy marynarce, bo te zaczęły się masowo odpruwać, ale mężczyzna zniknął równie szybko, jak się pojawił.
— Dobra, poczekaj — wzięła głęboki wdech i stanęła na przeciwko Whitmore, przytrzymując ją za ramiona. — Najpierw musisz się nawodnić. Chodź — pociągnęła ją w kierunku bufetu, gdzie od razu napełniła dwie szklanki wodą mineralną. — Masz gdzieś na telefonie to przemówienie? Długie jest? Mogę zerknąć? — zapytała, wciskając kobiecie szklane naczynie w rękę. Sama też opróżniła drugą do dna. Chociaż przez chwilę musiała mieć trzeźwy umysł. Jeszcze tego brakowało, żeby Daisy skompromitowała się na oczach całej redakcji.
Kiedy odblokowała jej swoją komórkę, rzuciła okiem na tekst. Zdecydowanie był trochę przydługi, jak na zaistniałą sytuację i stan, w jakim obecnie znalazła się menadżerka. Skasowała kilka zdań w środku, a na końcu dopisała bezpośredni zwrot do DJ-ki, który był jednocześnie prośbą o zagranie piosenki Smash Mouth, jak i zaproszeniem gości do zabawy.
— Powinno być w porządku — skinęła głową, chcąc umocnić wypowiedziane słowa. — Uśmiechaj się ładnie i bądź zabawna — dodała i poczekawszy aż ta wypiję wodę, pchnęła ją delikatnie w kierunku sceny. No chuj. Co ma być, to będzie!
daisy, daisy, you gave me a hazy feeling lately
-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie powinna tego robić.
Tylko pytanie czego — pić na dachu z Kirą Finch, czy godzić się na wystąpienie w tak mocnym stanie upojenia alkoholowego? Ktoś z boku powiedziałby, że oba, chociaż Daisy musiała przyznać, że pierwszego wykroczenia za nic nie żałowała. Podobała jej się każda chwila spędzona na górze przy szampanie i deserkach oblanych czekoladą. Nie zamieniłaby tego na nic innego. No może jedyną rzeczą, którą możnaby poprawić, była kolejność. Pierwsze przemówienie, potem celebrownie. No tylko co z tego, skoro Daisy kompletnie zapomniała, że będzie od niej wymagane, żeby cokolwiek powiedziała?!
Nic nie wiedziała. Nawet tego, że miała w telefonie przygotowane jakiekolwiek przemówienie. Bo jak niby mogła mieć, skoro nawet nie wiedziała, że Richard będzie chciał ją zaciągnąć na scenę. Nie za bardzo więc wiedziała, co właściwie pokazała Kirze. Może to z zeszłego roku? Cóż, po poprawkach, które zaczęła nanosić Finch powinno być dobre. Wystarczające.
Kiedy Kira klepała zmiany na telefonie, Daisy przytrzymała się jej marynarki i wywalając język na zewnątrz, przyglądała się jej znad ramienia, co chwile rzucając pod nosem jakieś mhmm i o, to dobre, przy okazji popijając wodę ze szklanki.
— I to mi-i powinno po-móc? — znowu zaczkała, a jej klatka piersiowa uniosła się energiczne do góry i opadła niebezpiecznie, powodując autentyczny ból mostka. Przystawiła dłoń do piersi i przez moment po prostu stała, rozmasowując sobie obolałe miejsce. Spuściła spojrzenie na oczy Finch, gdy ta zaczęła jej mówić, że będzie w porządku i że powinna być po prostu zabawna. — Zabaw-na — powtórzyła zaraz po niej, po czym złapała jeszcze kilka łyków wody. Jakoś tego nie widziała, ale skoro miała notatki w telefonie, zapewne wystarczyło je jedynie przeczytać, prawda? To nie mogło być aż takie trudne. Zdążyła się tylko uśmiechnąć do Kiry, nim Richard nie wyszedł na scenę i nie zaczął nawijać o tym, jak to wspaniale było prowadzić tak świetnie prosperującą redakcję już pięćdziesiąt cztery lata. Trochę powymieniał najważniejszych inwestorów, coś zagadał o budowaniu dynamicznego zespołu, a na samym końcu zapowiedział Daisy, co spotkało się gromkimi oklaskami.
Whitmore ruszyła przed siebie.
Naprawdę starała się iść prosto i trzymać pion.
Starała się, ale sama do końca nie była pewna jak to wyszło. Wejście na scenę również nie należało do najłatwiejszych, biorąc pod uwagę, że dwa razy się prawie potknęła. Finalnie skończyła przed mikrofonem. Uśmiechnęła się pięknie do wszystkich, do Kiry nawet pomachała podekscytowana, a zaraz potem sięgnęła pod telefon. A raczej spróbowała do niego sięgnąć i go odblokować, szkoda tylko, że w tym samym czasie znowu sobie czknęła, a komórka... wypadła jej z dłoni i stoczyła się po scenie pod nogi samej Roberty. Daisy zamrugała kilkakrotnie.
Kurwa.
— Dobra, nie trzeba — machnęła ręką, dając znać wszystkim (i przede wszystkim sobie), że miała zamiar po prostu zaimprowizować cały swój występ. Pewnie nie był to najlepszy pomysł, ale było to lepsze niż nic, prawda? Nie będzie przecież schodzić ze sceny i błagać Roberty przed wszystkimi, żeby oddała jej telefon. Zamiast tego wyprostowała się jak na damę przystało i... — Wow. Pięćdziesiąt cztery lata... — pokręciła głową z niedowierzaniem. — Kto by się spodziewał, co? Ja na pewno nie, bo jak powstawała ta redakcja, to nawet mnie nie było na tym świecie — zaśmiała się z własnego żartu. Nie była pewna czy ktoś jeszcze to zrobił, bo reflektory dawały dość mocno po oczach. Wiec kontynuowała. — Ale serio… pięćdziesiąt cztery lata to jest straaaasznie długo. I to serio szalone, że gazeta może przetrwać tyle czasu, a ja nie umiem utrzymać przy życiu nawet jednej paprotki. Naprawdę próbowałam. Dawałam jej wodę, mówiłam jej miłe rzeczy… a ona i tak... — skup się, Whitmore. Przerwała na moment, odchrząknęła i oparła się lekko o mikrofon, próbując jakoś zebrać myśli. — A już tak odkładając żarty na bok, to prawda jest taka, że ta redakcja działa tylko dlatego, że wszyscy tutaj po prostu robią świetną robotę — o to już brzmiało nieco lepiej. — Więc chciałam powiedzieć... dziękuję. Wszystkim. Za to, że codziennie robicie coś, co ludzie czytają. Artykuły, które informują, ciekawią, a może nawet i bawią. Czasami. — odnalazła w tłumie Margaret z działu kultury i wskazała na nią palcem. Nawet nie musiała mówić nic więcej, bo przecież każdy tutaj pamiętał sprawę sprzed trzech miesięcy, jak to Margaret napisała artykuł na temat hobby horsingu i dodała... swoje zdjęcia z koniem na kiju. Kilka osób zaśmiało się głośno. To dobrze. — I wiecie, za to, że mimo stresu, deadlinów i tych wszystkich spotkań, które mogłyby być mailem… nadal tu jesteśmy. Nadal razem. Nadal, no wiecie, piękni. No… mniej więcej — nachyliła się lekko do przodu, odebrać kieliszek od kelnerki. Oczywiście o mały włos nie rozwalając go o statyw z mikrofonu. — A więc wnieśmy toast! Za redakcję. Za ludzi, którzy ją tworzą. I za to, żeby jutro nikt nie wrzucił tego wystąpienia do internetu. Dzięki!! — zakończyła, unosząc szkło i o dziwo... na sali wybrzmiały oklaski. To może jednak nie było TAK źle?
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy ta woda miała pomóc? Prawdopodobnie nie. Co najwyżej na czkawkę. Albo odwodnienie. Trudno było uwierzyć, że kilka łyków nagle sprawi, że Whtmore będzie niezwykle trzeźwa i zabawna. Kira mimo wszystko pokiwała głową z udawanym przekonaniem, licząc na efekt placebo. Ludzie podobno byli podatni na placebo. Ludzie również podobno lubili bieganie i spotkania integracyjne, więc nauka czasami zawodziła.
Wszystko szło zgodnie z planem. Nie, zaraz, z jakim, kurwa, planem? Nie było żadnego planu. Tutaj trzeba było improwizować. I chyba Daisy wzięła to do siebie zbyt dosłownie, bo telefon z naniesionymi poprawkami wypadł jej z dłoni, na co Finch skrzywiła się ostentacyjnie. Koniec. Kaplica. Ale wtedy stało się coś niespodziewanego - Whitmore zaczęła swoją przemówić i faktycznie starała się być zabawna. Ba, kilka osób, które stały obok Kiry, szczerze zaśmiały się, kiedy wspomniała o swoim wieku oraz porównywała trwałość redakcji do swojej ręki do kwiatów. A raczej jej brakiem. Ale najbardziej zaczęli chichotać po tym, jak menadżerka wskazała na Margaret, która tak bardzo uwielbiała biegać z kijem między nogami. Śmiesznie. Finch wiedziała, że można mieć kija w dupie, ale żeby od razu go ujeżdżać? To już zdecydowanie przesada. Nawet, jak na samą Margaret z działu kultury.
Z doskoku sięgnęła do tacki, z którą przechadzał się po sali jeden z kelnerów, żeby ująć w dłoń kieliszek i wznieść toast. Nawet puściła do Daisy oko, chociaż nie była przekonana, czy przez te reflektory zdołała to zauważyć. A gdy kobieta zeszła nieco chwiejnym krokiem ze schodów, od razu do niej dopadła i zaciągnęła na bok.
— To było zdecydowanie lepsze od tego, co napisałaś w notatkach. To pewnie przez tego szampana. No właśnie, chcesz? — podała jej kieliszek, z którego wcześniej złapała zaledwie da łyki. — Może powinnaś zostać komikiem? Seth z działu z biznesu prawie się posikał, jak wskazałaś na Margaret. Normalnie aż ocierał łezkę wierzchem dłoni, taki miał ubaw. Dalej chcesz tańczyć? — zapytała i zerknęła na DJ-kę, ale przy konsolecie stało już kilka osób, żeby zamówić jakieś kawałki. W tym sam Richard Whitmore. — A ten co? Macie umówiony jakiś pierwszy taniec z okazji z okazji pięćdziesiątej czwartej rocznicy istnienia Toronto Sun? — posłała jej rozbawione spojrzenie, wyobrażając sobie, jak Daisy i jej teść rok w rok odpierdalają na parkiecie sceny wyjęte prosto z musicalu.
funny bitchi
-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nic zresztą dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze dziesięć minut temu nawet nie wiedziała, że będzie musiała cokolwiek powiedzieć na scenie. Po prostu żyła sobie i egzystowała na imprezie jak gdyby nigdy nic, podróżując z Finch na dach, rozmawiając o marzeniach i pierwszych razach, kiedy tutaj na dole czekała na nią prezka. I może nawet dobrze wyszło, bo gdyby wiedziała, to przejmowałaby się wystąpieniem i wcale nie spędziła tak bardzo przyjemnej godziny na dachu tego przybytku. A i przemówienie wyszło całkiem nieźle, biorąc pod uwagę oklaski, jakie zebrała od publiczności.
Zaskoczona ale i zadowolona uchyliła się starannie. I nawet wyszło jej to całkiem ładnie, tylko potem przy wstawaniu do pionu zahaczyła sukienką o statyw do mikrofonu, a ten runął z hukiem. Całe szczęście obsługa tylko sie zaśmiała i oznajmiła, że nic się nie stało. Whitmore zeszła więc lekko chwiejnym krokiem, oddała mikrofon, a następnie skierowała się prosto w stronę Kiry Finch. Nawet nie popatrzyła na nikogo innego.
— Aż tak dobrze poszło? — uśmiechnęła się szeroko, odbierając od blondynki kieliszek szampana. — To może faktycznie powinnam wypić jeszcze trochę, żeby jeszcze ciebie rozbawić — wymownie spojrzała z jasne oczy Kiry. Aż tak chciała ją rozbawić? Tak jej na tym zależało? Coś w tym było. Bo chociaż świetnie było słyszeć, że Seth z działu biznesu prawie się posikał, Whitmore gdzieś w środku chyba chciała, żeby to Kira była na jego miejscu. No, może nie posikana, bo przecież miały jeszcze tańczyć, ale rozbawiona.
— No raczej, że chce — rzuciła energicznie i nawet szturchnęła lekko Kirę w ramię. — Koniecznie ci muszę pokazać, jak robię robota. Podobno jak byłam dzieciakiem, to wychodziło mi to świetnie — kolejny przypadkowy fun fakt, o który nie prosił absolutnie nikt. Daisy nie do końca wiedziała, skąd brała się ta wyjątkowa wylewność przy Finch, chociaż może można było po prostu zwalić to na alkohol? Tak, to na pewno po prostu alkohol.
Na słowa Kiry, odwróciła się w stronę DJki, gdzie nagle zrobiła się wyjątkowo pokaźna kolejka. Kolejka, w której stał nawet sam Richard Whitmore.
— A to akurat nawet wiem — rzuciła tajemniczo i postukała się po głowie, dokładniej skroni, pokazując przy okazji Finch, że pod czaszką miała całkiem pokaźny mózg. — Chapelloise — wyjaśniła krótko, uśmiechając się pod nosem. Chapelloise było niczym innym jak Belgijką ukrytą pod angielską nazwą, bo tak, tańczyło się go również w kanadzie. — Średnio co dwa lata go tańczymy. Oczywiście z pominięciem lat, kiedy Richard za mało się wstawił, albo wybuchła jakaś afera i atmosfera była średnia — dzisiaj jak widać humory były przednie, szczególnie po przemówieniu Daisy, więc chyba redaktor naczelny chciał to wykorzystać i namówić swoich pracowników na taką świetną formę celebracji.
tańcz głupia, tańcz ♩¨̮(ง ˙˘˙ )ว♩¨̮