ODPOWIEDZ
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Droga była kurewsko nużąca.
Od dłuższego czasu przestał zerkać na nawigację, która pokazywała dobitne szesnaście godzin do miejsca docelowego. Byli w połowie trasy Toronto–Edmonton. Mogli tam polecieć, ale lot nie pozwoliłby na zatrzymanie się w pobliskich miastach, co było konieczne, by w stronę finalnej destynacji pojechać względnie przygotowanym. I względnie nastawionym na to, co tam zastaną. Musieli dotrzeć do kobiety, która Monicę Torres znała najlepiej i jakimś dziwnym przypadkiem w całym śledztwie została praktycznie pominięta. Jej nagły wyjazd do odległego o ponad trzy tysiące kilometrów miasta też wzbudzał podejrzenia, a Percy nie wierzył w próbę ułożenia sobie życia daleko od tragedii. To było zbyt zwyczajne jak na tą sprawę.
Jechali jego autem, rzecz jasna, bo Gardner szybciej pojechałby sam niż zgodził się na kilkudniową podróż Toyotą Heleny. Kierował więc, starając się nie zasnąć mimo wypitych kaw i podniesionego ciśnienia, nie tylko dzięki kofeinie – oczywiście, że zdążyli się już pokłócić. Ale odkąd przestali się odzywać, powieki mimowolnie szybciej zaczęły mu opadać.
W tle włączył się utwór, którego nie kojarzył na swojej playliście i gdyby nie tytuł (The Road with You), pewnie by go zostawił. Zamiast tego przełączył o jeden, trafiając na klasyczny, rockowy kawałek lat 80-tych. Odrobinę podgłośnił muzykę, mrużąc oczy. Skupił się na pustej drodze, oświetlonej jedynie światłami BMW; krajobraz po bokach ginął w ciemnościach.
Sięgnął po kubek z kawą, chcąc wypić resztkę. Pusto. Mruknął ledwo słyszalnie, wkładając go z powrotem do otworu między siedzeniami. Wreszcie spojrzał na nawigację – mapa nie pokazywała nawet żadnej stacji w pobliżu. A jemu coraz bardziej chciało się spać. Był wykończony.
Dlatego gdy po kilkunastu minutach w oddali ujrzał neonowy napis, zwolnił i wytężył wzrok. „Nest Motel” brzmiało dokładnie tak, jak wyglądał sam obiekt. Nic dziwnego, że w internetowym świecie nie istniał. Percival skręcił w prawo, zjeżdżając pod typowo przydrożny hotel. Zatrzymał auto, nie zważając na minę Peregrine. Zanim zdążyłaby zaprotestować, zgasił silnik, zgarnął kluczyki i wysiadł, ruszając do wejścia.
Mogła za nim iść, mogła zostać… było mu wszystko jedno. Nie zamierzał spać w samochodzie, a przespać się musiał.
W środku przy recepcji nie było żywej duszy. Podszedł do lady i nacisnął dzwonek, rozglądając się po minimalistycznym, tanim wnętrzu.

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

24
Od dłuższego czasu czuła, że coś ją zaraz rozsadzi od środka.

Wiedziała, że zgodzenie się na podróż samochodem Gardnera będzie jednocześnie łatwiejszą opcją, jak i źródłem nieopisanych tortur. Wiedziała, a jakimś cudem i tak jest w szoku, jak szybko zaczęła mieć wszystkiego dosyć. Szczególnie Gardnera – oczywiście – który w swoim najdroższym BMW nie tylko uznawał tylko swoją władzę nad playlistą, ale i absolutnie oburzył się na pomysł, by Peregrine przejęła na chwilę stery, by on mógł odpocząć. Po tylu godzinach spędzonych w ciasnej przestrzeni już nawet sposób w jaki trzyma kierownicę zaczął ją wkurwiać.

Od dłuższego czasu, w ciszy szumiącej pędem auta i piosenką, Helena zastanawia się, kiedy Percival zaśnie i się rozbije. Uporczywie pusta trasa rozmywa się w pędzie. Peregrine milczy, ale czeka na kolejną okazję do przekonania tego nieznośnie upartego człowieka, że istocie jest w stanie przez kilka godzin jechać autostradą bez uszkodzenia cennego auta. Wypatruje chociażby zatoki, knując zwabienie Gardnera na postój pod przykrywką fizjologicznych potrzeb. Wpatruje się sennie w pobocze, opierając skroń o zimną szybę.
Gdy po chwili Gardner zwalnia, prostuje się w siedzeniu, spoglądając na niego kontrolnie. Odnotowując jego czujność, przenosi uwagę na otoczenie i niemal wywraca oczami rozszyfrowując w plamie światła nazwę motelu.

Zostaje w samochodzie kilka sekund dłużej. W końcu jednak otwiera drzwi, a jej żwir skrzypi pod jej butami. Uderza w nią chłód nocnego powietrza.
Percival, oczywiście, nawet się na nią nie ogląda w drodze do drzwi wejściowych. Helena musi bardzo strategicznie nabierać spokojne oddechy, bo nie ma już siły na kolejną sprzeczkę. Chce tylko szybko dotrzeć do celu.

Dlatego z początku milczy, obserwując, jak mężczyzna przyciska dzwonek.
Ciekawa wykładzina — komentuje. — Myślisz że mają tu pluskwy? — Być może zupełne obrzydzenie mu tego miejsca mogłoby zadziałać; Gardner zdawał się bardzo przyzwyczajony do luksusów obecnego statusu materialnego. — Co to za zapach?
Odpowiedź na ostatnie pytanie wyłania się z pomieszczenia służbowego i zupełnie niespiesznym krokiem przemieszcza się do kontuaru.
— Słucham — burczy niezainteresowany, drapiąc się po pokaźnym brzuchu Ron – jeśli wierzyć plakietce przyczepionej do znoszonego polaru. Potem Ron oblizuje swoje siwe, acz pożółkłe od papierosowego nałogu wąsy i z oczekiwaniem wpatruje się w Gardnera.
Jesteś absolutnie pewien, że nie wyśpisz się w aucie? W tych przepastnych, drogich siedzeniach? — ostatnia próba.

Percival Gardner
echo
AI, brak inicjatywy i inwencji, wątki nierozwijające postaci
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

„Myślisz, że mają tu pluskwy?”.
Zacisnął szczęki, nie dając się sprowokować. Oczywiście, że standard tego motelu – a raczej brak jakiegokolwiek standardu – kompletnie mu nie odpowiadał. Przesuwał wzrok po ścianach, które zdobiły poniszczone życiem tapety i sam dochodził do wniosku, że spanie w tamtym miejscu nie było dobrym pomysłem. Jeszcze mógł się wycofać…
„Słucham?”.
Obrzucił otyłego Rona badawczym spojrzeniem, pytanie Heleny puszczając mimo uszu.
Potrzebujemy dwóch pokoi na jedną noc.
Ron otworzył niechętnie leżący na blacie notes, wpatrując się przez chwilę w narysowaną w nim tabelkę.
— Mmm… nie ma. Jest tylko jeden z podwójnym łóżkiem — odpowiedział, zamykając zeszyt.
Percival zmarszczył brwi, wskazując ręką na przeszklone drzwi wejściowe.
Na parkingu stoją dwa auta. W całym motelu macie tylko dwa pokoje? — odparł ironicznie.
Facet patrzył na Gardnera z miną średnio ogarniającego szympansa.
— W jedynce pękła rura, w dwójce śpię ja, do czwórki zgubiliśmy klucz, piątka-…
Jest tu jakiś inny hotel w pobliżu?
— Taaa, jakieś dwie godziny stąd za-…
W p o b l i ż u, baranie!
Dobra. — Percy znowu mu przerwał, widocznie coraz bardziej poirytowany. — Weźmiemy ten jeden pokój.
Na Helenę nawet nie spojrzał. Uniósł tylko dłoń, kiedy kątem oka zauważył, że otwierała usta, by zaprotestować. Im dłużej tam stali, tym bardziej czuł, że jeszcze trochę i zaśnie na stojąco. Decyzja zapadła. Wyciągnął portfel z kieszeni cienkiej kurtki i rzucił na ladę swój dokument oraz pieniądze. Nie pytał, ile za noc. Mruknął natomiast: — Bez reszty.
Ron ponownie otworzył notes, wpisał dane Percivala i z plastikowej miseczki wyciągnął klucze z plakietką o numerze trzy. Pomachał nimi, uśmiechając się na widok zostawionych dolarów.
— Witamy w „Nest Motel” i życzymy udanej nocy.
Percival aż się skrzywił.
Klucze dla pani. — Wskazał głową na Helenę. — Przyniosę rzeczy, idź do pokoju — zwrócił się do niej i nie czekając na reakcję, ruszył do auta.

Kiedy otworzył drzwi pokoju numer trzy, uderzyła w niego fala zaduchu. Położył na łóżku dwie torby podróżne i podszedł do okna, żeby je otworzyć. Chłodne powietrze wpadające do pomieszczenia było jak wybawienie z tego śmierdzącego gorąca.
Idę pod prysznic… — sarknął, mijając Peregrine. Wolał sobie oszczędzić rozglądanie się po tym królewskim apartamencie.
Starał się nic nie dodawać. Nie zaczynać kolejnej wojny, bo zwyczajnie nie miał na nią siły. Nie w tamtym momencie. Pomyślał więc, że jeśli on niczego nie będzie komentował, ona też zniesie tą noc w spokoju.
Jak b a r d z o się mylił…

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

"Weźmiemy ten jeden pokój".
Weźmiemy?

Helena unosi brwi i całą swoją silną wolą powstrzymuje się przed głośnym komentarzem. Jedynie wypala mu spojrzeniem dziurę z tyłu głowy. Standardy tego hotelu już były mniej straszne, niż wizja choćby kolejnej godziny spędzonej w tym samym pomieszczeniu co on – nie mówiąc już o całej nocy. Jakby samo zatrzymanie się w trakcie podróży bez absolutnej konieczności nie było wystarczająco irytujące.
Gdy widzi plik banknotów, które Gardner rzuca na blat, jej brwi unoszą się jeszcze wyżej. Zatrzymuje drwinę w gardle i wciąga powietrze, a ten jeszcze na nią macha, jakby myślał, że mógłby zamknąć jej usta takim gestem. Peregrine parska krótkim, pozbawionym humoru śmiechem.

Z rękami założonymi na piersi, jedynie kątem oka obserwuje, jak Percival rozporządza sytuacją (Helena praktycznie zgrzyta zębami, żeby nic nie powiedzieć). Obserwuje go kątem oka, gdy ten kieruje się do samochodu. Niechętnie podchodzi do kontuaru, by zgarnąć kluczyk.
Dawno zaginął ten klucz do czwórki? — pyta prawie jakby miała jakiś pomysł, co z tym zrobić – byle tylko oddalić się od Gardnera najbardziej jak to możliwe. Ron patrzy na nią srogo, a potem ściskając mocniej banknoty w dłoni.
— Nie ma co szukać — mówi już w połowie odwrócony ku pomieszczeniu służbowemu.
Peregrine wzdycha i odchodzi w stronę trójki.

W środku uderza ją stęchłe powietrze; marszczy nos, ale w pierwszej kolejności znajduje gniazdko i wyciąga z nerki ładowarkę do telefonu (w trasie przecież Gardner musiał ładować cały czas swój).
Gdy tylko ją podłącza, czuje dziwny zapach – ozon? Telefon nawet nie wykrył kabla, więc szybko odłącza wszystko z kontaktu. Zaciska mocno zęby i zamyka na chwilę oczy, zanim nie rzuca i telefonu, i ładowarki na łóżko – od strony bliżej wyjścia, oczywiście. Idzie do łazienki i zatrzaskuje za sobą drzwi. Przynajmniej jest papier toaletowy.
Za to z kranu leci tylko lodowata woda – gdy próbowała odkręcić ciepłą, pokrętło wpadło do zlewu, a z kranu na chwilę zabulgotało, przeleciał krótki strumień zabarwiony na rdzawo – i tyle.

Gdy wychodzi z łazienki, Gardner akurat otwiera okno.
Baw się dobrze, Percy. Nie ma ciepłej wody — rzuca niefrasobliwie Peregrine, kierując się w stronę swojego plecaka. Reakcję Percivala zupełnie zbywa, zbyt zajęta wygrzebywaniem zapasowego kabla, aspiryny i portfela.
Już dawno nie miała takiej ochoty na papierosa; jak tak dalej pójdzie, ta pierdolona współpraca zakończy się powrotem do nałogu.
Wychodzi z pokoju, zmierzając do automatu z przekąskami, który widziała niedaleko recepcji. Porusza się niespiesznie, rozkoszując się każdym momentem spędzonym z daleko od Percivala. Głowi się, co zrobić – bo na sen szanse są niskie. Co jeśli przyśni jej się koszmar? Przez większą część ostatniego tygodnia ślęczała całymi nocami, analizując ślad cyfrowy Torres – aczkolwiek układanka aktualnie najbardziej zajmującej sprawy miała jedynie zagłuszyć coś innego. Sen przychodził nad ranem – na krótko, ale aż nazbyt intensywnie.
Wraca do pokoju z dwiema butelkami wody i całą niechęcią wypisaną na twarzy mimo najszczerszych starań.

Radzę sprawdzić napięcie w gniazdku, zanim cokolwiek podepniesz — uprzedza, gdy Gardner wyłania się z łazienki. — Orientuj się — mówi, ale daje mu na to niewiele czasu, zanim nie rzuca w jego kierunku butelką wody. To bardzo w stylu Heleny, żeby rzucać gałązką oliwną.
Naprawdę nie ma siły na kłótnie, ale talent do wywoływania wojen dostała chyba wraz z imieniem.

god, give me patience because if you give me strength, someone might die
echo
AI, brak inicjatywy i inwencji, wątki nierozwijające postaci
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nie uwierzył jej, rzecz jasna. Zgarnął tylko własną torbę po drodze do łazienki, kolejny raz w ciągu kilkunastu minut olewając słowa Heleny. A gdyby posłuchał, może obyłoby się bez kurwy, którą zagłuszył dźwięk lodowatej wody spływającej z zardzewiałej deszczownicy. Cóż, przynajmniej zafundował sobie chwilowe otrzeźwienie – pomogło bardziej niż któraś z rzędu kawa.
Przygotował się na ewentualne postoje, w normalnych *kaszl* hotelach, nie wyobrażając sobie spania w samochodzie czy mycia się na stacji benzynowej. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy do higieny osobistej i parę dodatkowych ubrań, w tym dresowe spodnie oraz jeden ze zwykłych t-shirtów, w których zazwyczaj sypiał. Należał do tych osób, które typowych pidżam praktycznie nie nosiły. Nie myślał o tym w ten sposób, ale było to przyzwyczajenie jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy Gardnerów po prostu nie było na pidżamę stać.
Wyszedł z łazienki ocierając włosy ręcznikiem, kiedy kątem oka zauważył lecącą w jego kierunku butelkę. Złapał ją w ostatniej chwili.
Na szczęście telefon mam całkowicie naładowany — rzucił z premedytacją, nie siląc się na żadne „dziękuję” za wodę. Mokry ręcznik wylądował na oparciu stojącego nieopodal krzesła.
Odkręcił korek i napił się porządnie, zanim odstawił butelkę na nocny stolik, ten bliżej drzwi wyjściowych. Dopiero wtedy zauważył, że po tej stronie łóżka leżał już telefon Heleny. I że na łóżku była tylko jedna kołdra.
Szybciej byłoby uciec oknem — powiedział z wyraźnym rozbawieniem, nawiązując do zaklepanego przez nią miejsca. Nie był idiotą. — Słyszałaś, mają problem z kluczami. Z zamkami pewnie też. — Przeszedł dookoła łóżka, odgarniając narzutę ze swojej strony. Żadnej innej pod spodem nie było, wspaniale. — I jak widzisz, albo nie… mamy jedną kołdrę, więc pójdę ogarnąć drugą, o ile facet nie zdążył uciec gdzie pieprz rośnie z moimi pieniędzmi. Wcale bym się nie zdziwił… — mruknął i spojrzał na Peregrine, mrużąc oczy. — Nie będę z tobą spał pod wspólną pościelą, nie martw się, jedno łóżko to wystarczający dramat. I nie gap się na mnie jakbym to sobie całą drogę planował. Nie jesteś w moim typie — sprostował wyniośle.
Przez ułamek sekundy nawet dziwnie się poczuł, patrząc w te wielkie oczy, mówiąc coś takiego. Sięgnął znów po swoją torbę z zamiarem schowania do niej ciuchów, które wcześniej miał na sobie. Prowokowało go samo patrzenie na nią.
To będzie kurewsko długa noc…

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wysypuje parę tabletek aspiryny na dłoń. Popija je potem kilkoma łykami wody, przez cały czas nie spuszczając morderczego spojrzenia z Gardnera.
Spadaj stąd. — Nie traci czasu, gdy widzi, że Percival przymierza się do już zajętej przez nią przestrzeni. Jego komentarz zbija ją na chwilę z pantałyku. Wybór szybszej drogi ewakuacji wcale nie był powiązany akurat z nim; to stary nawyk, który wyrósł z wielu nocy spędzanych w miejscach jeszcze bardziej podejrzanych od tego. Splata ramiona na piersi. — Dlatego lepiej, żebym to ja miała szybszą drogę reakcji, gdyby ktoś próbował tu wejść. Pozew raczej nie dojdzie na czas — mówi spokojnie, chociaż słowa są ciężkie od drwiny.

"Mamy jedną kołdrę".
Zajebiście.
Drapie się po szyi, a potem podpiera dłońmi talię. Przeciągle westchnienie brzmi podejrzanie podobnie do "kurwa, ja pierdolę, jeszcze tego brakowało". — Widzisz, gdybyś nie uparł się, żeby jechać twoim autem, mielibyśmy do dyspozycji śpiwór. — Kolejny dziwny nawyk, którego nauczyła się żyjąc w trasie – toyota Heleny zawsze była załadowana prawie jak na apokalipsę, bo nigdy nie wiadomo, co może pójść nie tak.

"Nie jesteś w moim typie".
Prycha.
Żeby tylko był jakikolwiek sposób na to, żeby tego wszystkiego uniknąć... — mówi powoli, jakby faktycznie się nad takim zastanawiała. — Najwyraźniej wolisz ze mną spać, niż dać mi poprowadzić swoje auto. Mam to traktować jako komplement? — rzuca ironicznie. Nie spodziewa się oczywiście, że Percival przyzna, że faktycznie to jego wybory doprowadziły ich do tej sytuacji – nie jest naiwna. — Idź szukać Rona i nie pierdol. — Pochyla się do swojego plecaka, żeby wyciągnąć z niego małą kosmetyczkę i ubrania na zmianę.
Wychodzi do łazienki bez ogłaszania swoich zamiarów; drzwi zatrzaskują się za nią trochę głośniej, niż zamierzała. Zimny strumień wody jest nawet skuteczniejszy od papierosa – i zdecydowanie przyjemniejszy od towarzystwa Gardnera. I chociaż Peregrine przy pakowaniu stara się przewidzieć wszystkie kryzysy – nigdy nie zgadłaby, że wybór odzieży do spania sprawi jej jakikolwiek problem. Tymczasem jej ulubiona piżama, czyli męskie bokserki i stary t-shirt Fiony Apple z odciętymi rękawami, nie są już aż tak komfortowe, gdy w tym samym pomieszczeniu ma spać Percival. Peregrine rozpuszcza włosy – chyba po to, żeby chociaż trochę się przykryć.

Gdy wychodzi do pokoju, bardzo skrzętnie unika patrzenia w stronę mężczyzny. — I co, udało się? — pyta, porządkując swoje rzeczy.

Percival Gardner
echo
AI, brak inicjatywy i inwencji, wątki nierozwijające postaci
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

„Pozew raczej nie dojdzie na czas”.
Prychnął i wymamrotał pod nosem:
Mądrala…
Osobiście wątpił w słuszność jej słów, wyobrażając sobie drobną Helenę, która próbuje walczyć z napastnikiem. Dla niego to było jasne, że jako mężczyzna regularnie dbający o bardzo dobrą kondycję, miał większe szanse na obronę. Ba, był przekonany, że sam pokonałby ją jednym paluszkiem.
Zapomniałem… superwoman od siedmiu boleści.
Bo niby skąd miał wiedzieć, że Helena faktycznie mogłaby sobie z nieproszonym gościem całkiem nieźle poradzić?
Kwestia kołdry była jednak ważniejsza od zastanawiania się nad zdolnościami Peregrine, w które w tamtym momencie absolutnie nie wierzył.
„Widzisz, gdybyś nie uparł się, żeby jechać twoim autem, mielibyśmy do dyspozycji śpiwór”.
Kolejne prychnięcie. Nie wnikał.
W zamian za kilka dni jazdy twoją Toyotą? — odparł z rozbawieniem. — W ogóle nie doceniasz wygody, jaką ci na ten wyjazd zafundowałem. — Nie chodziło nawet o fakt, że nie musiała prowadzić, a o to, że jego nowiuteńkie BMW było zajebiście komfortowe do długiej jazdy.
Słysząc prychnięcie Heleny uniósł na nią wzrok, wciąż grzebiąc w torbie. Czego szukał? Z tego całego zmęczenia chyba zdążył zapomnieć.
Nie pochlebiaj sobie. Musiałoby mnie naprawdę pojebać, żebym ci pozwolił prowadzić to auto i-…
„Idź szukać Rona i nie pierdol”.
Przerwała mu, tak po prostu. A on cisnął w nią podjudzonym spojrzeniem.
Coś jeszcze? — Wycelował w nią palcem.
Może i dobrze, że akurat ruszyła do łazienki, chociaż to nagłe wyjście skojarzyło mu się z Gigi, co ewidentnie wkurwiło go jeszcze bardziej.

Trzask zamykanych drzwi.
Przymknął powieki i pokiwał głową, starając się nie wyjść z siebie. Na końcu języka miał zawsze możesz spać na dworze.
Ruszył w poszukiwaniu Rona. I pieprzonej, drugiej kołdry.

No i znalazł. Ledwo ogarniający Ron po kilkunastu minutach szperania na zapleczu podał mu foliowy worek z pościelą. Wydawało się, że było po wszystkim… dopóki Percy będąc w pokoju nie otworzył zmiętolonego pakunku.
Kurwa — syknął, gdy uderzył w niego stęchły odór.
Cisnął workiem gdzieś o ziemię. Helena wyszła z łazienki, ale na zadane pytanie warknął tylko zdawkowe „nieważne” i podszedł do łóżka. Odgarnął na jej zaklepaną stronę całą czystą kołdrę.
W r e s z c i e się położył; na wznak, wsuwając jedną dłoń pod głowę. Nie zamierzał przykrywać się tą zapleśniałą, która przeleżała w torbie pewnie dobrych kilka lat, jak nie dłużej.
Miał dosyć.
I czego by o Gardnerze nie powiedzieć, jedno trzeba było przyznać: nie był aż takim chamem, żeby czystą pościel zgarnąć dla siebie. Nie pozwoliłby jej zamarznąć, nie pozwoliłby spać na dworze – nawet gdyby wcześniej faktycznie to zasugerował.
Wystarczyło spojrzeć jak „ciepło” się ubrała. W odróżnieniu od niej, on na nią zerkał. Jednym okiem, bo drugie samo mu leciało, ale zerkał.
Zamkniesz okno? — mruknął.

helena peregrine
(nie mogło być zbyt dobrze)
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”