-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Zaraz po emisji Love is Blind Canadaa telefon Peach wybuchł od DMów. Pisali do niej byli, pisaly marki, pisały dziewczyny które pytały dlaczego zostawiła Jeffa przed ołtarzem, pisali fani i kilka zboków, których musiała odrazu zablokować, bo inaczej by się psychicznie nie mogła otrząsnąć. Jej Instagram zyskał no tak z 200k nowych followersów, więc mimo tego, że nie znalazła finalnie miłości, przynajmniej znalazła nowe deale i będzie miała pracę. Więc koniec końców raczej się opłacało iść do programu.
Oczywiście ta fala się jeszcze nie skończyła, więc teraz Peach chodziła po mieście w wielkich okularach i tylko czasami pręzyła się przez paparazzi, innymi czasami tylko robiła poważną minkę typu bitchface, żeby dobrze wyjść jak idzie ze sklepu z shakeiem za 20 dolarów.
Akurat teraz paparazzi już ją na dziś zostawili, więc pociągnęła tego shake'a i sprawdza coś w telefonie, a mianowicie jak ma dojść do wieży Northexu, bo pomyslała sobie, że zrobi taką niespodziankę panu prezesowi Galenowi i zabierze go na spontaniczny lunch. Co prawda po tym co teraz pije to nic jej się nie będzie chciało jeść... no ale nieważne, tak na prawdę to chciała zobaczyć biuro Galen L. Wyatt i sobie może zrobić zdjęcie jak leży na stole konferencyjnym.
Spojrzała przez ramię bo miała wrażenie, że ktoś za nią idzie i po przejściu kolejnych kilku kroków, kiedy skręciła, znów ten ktoś za nią szedł. Serce jej podeszło pod gardło i trochę przyśpieszyła kroków, ale w tych bucikach w których była akurat ciężko byłoby biec, natomiast ktoś EWIDENTNIE ją śledził. Poczuła, że nie może być ofiarą i chociaż strasznie się bała, że chłop który ją śledzi to jeden ze zoboków z internetu. Odwróciła sie nagle i zastępuje drogę chłopowi w czapce.
- Czy w czymś mogę pomóc? - unosi brew i bojowo kładzie rękę na biodrze, kiedy jednak facet unosi spojrzenie Peach cała się oblewa rumieńcem, bo doskonale zna te oczy i tą twarz i nawet może sobie przypomnieć jak ta broda ją drapała po szyji. Jezusmaria, przecież to jest jej one night stand sprzed dwóch miesięcy! Co prawda miał wyjechać gdzieś na platformę wiertniczą, albo w kosmos lecieć albo jechać do Jemenu... wiec co on tu robi?? Tak pomiędzy Bogiem a prawdą, to ona się trochę wstydziła tego, że miała one night stand, a już szczególnie, że z chłopakiem, który wyglądał jak ciepła klucha. Zupełnie nie w jej typie, bo ona lubi opalonych facetów, którzy chodzą na botox, żeby było widać, że w sobie inwestują. Ale kilka minut przed tym jak poznała Gregorego (bo sądzi, że on się nazywa Gregory Dickens), naoglądała się tiktoków o Lanie del Rey i jak ona jest szczęśliwa ze swoim kowbojem. No i poleciała na tego brytyjskiego robola. - Mr Dickens, już wróciłeś? Cóż za spotkanie...
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kaptur na głowie, słuchawki w uszach, obracał telefonem w kieszeni, raz po raz zerkając na ekran w swojej typowej paranoi, że mógłby przegapić jakąś istotną wiadomość czy innego maila. Jak zawsze też nie patrzył za bardzo gdzie lezie, bo nie miał w głowie żadnego celu, pozwalając sobie błądzić i stwierdzając, że gdyby się znudził, to zawsze może wstukać własny adres w mapy, odnaleźć się z łatwością.
Nagły ruch przed nim. Zawahał się tylko przez moment, łapiąc równowagę po nagłym hamulcu, zaraz potem odchylając się lekko w tył. - Whoah. - wyciągnął puste dłonie z kieszeni na wysokość swojej klatki piersiowej ot, gdyby tak osoba przed nim miała zamiar zrobić coś głupiego. Albo potrzebować jakiejś pomocy czy co? Zmarszczył brwi, nagły ruch strącił mu kaptur z głowy, jedna z dłoni sięgnęła w górę, by wyciągnąć jedną słuchawkę i zatrzymać muzykę. - Co? - zamrugał szybko, łapiąc coś o jakimś powrocie i.. Czy ta kobieta właśnie go nazwała "Dickens"? Przyglądnął się ładnej twarzy, czekoladowym oczom i-oh fuck. Miał na nią nigdy więcej nie wpaść, a nie.. Dosłownie wpaść na nią, z dupy, bez przygotowania na głupie kłamstewka i wyjęte z cienkiego powietrza wymówki. Nawet do cholery nie pamiętał, co jej powiedział, kiedy najebany w trzy dupy, jakimś cudem wyrwał ją i zaprosił do hotelu.. Albo ona wyrwała jego? Nie pamiętał tego też. Ledwo pamiętał cokolwiek, za co był swojej słabej głowie całkiem wdzięczny. - Oh. Wróciłem? - no i co on miał niby w tej sytuacji zrobić? Postąpił pół kroku w tył, żeby nie stać w jej osobistej przestrzeni, wsadził znów dłonie do kieszeni kurtki, natychmiast czując jak twarz mu płonie. Był beznadziejnym kłamcą. Wiedział, że był beznadziejnym kłamcą.. Ale musiał jakoś się z tego spotkania wykłamać, prawda? Już się zatrzymała, już do niego mówiła, więc chyba nie mógł liczyć na to, że po prostu pójdzie w swoją drogę? Kiwaj głową i powtarzaj za nią pytającym tonem, jakoś będzie. Tak. Jakoś musi.
Peach
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
W tym czarnym kapturze Matheo wyglądał bardzo podejrzanie, nic dziwnego, że Peaches w pierwszym odruchu wzieła go za natręta!
- No ze swojej kosmicznej misji - Peach się przychyla w konspiracji i przypomina mu co mówił, kiedy jeszcze zastanawiała się, czy je jsię podoba czy jej się nie podoba, jak jej nawijał makaron na uszy i opowiadał o tym, że wyrusza w misje w kosmos i boi się, że może się nie udać i ma wątpliwości, bo nie chciałby wyjechać z Ziemi nie spróbowawszy nigdy wcześniej słodkiego owocu takiej piękności jak ona. Peach uwierzyła mu tak na osiemdziesiąt procent, ale później kiedy zobaczyła jego bokserki w rakiety to już mu uwierzyła na sto procent, że nigdy z taką seksi dziewczyną sie nie umawaił, tylko był bardzo mądrym chłopcem z NASA. Przekminiła sobie wtedy, że no dobra, z chłopami którzy chodzą na botoks jej nie wychodzi, to sobie spróbuje takiego kochanka wziąć. No tylko, że jakoś nie przekminiła tego, że serio to będzie tylko one night stand, bo on leci w kosmos. - Dobrze, że udało ci się wrócić na Ziemię w całości mr Dickens - skineła głową zadowolona i przechyla ją lekko - Masz jakieś zdjęcia z kosmosu? To prawda, że można zobaczyć Wielki Mur Chiński z kosmosu? - zastanawia się i rozjerzała się bo stali tak na tej ulicy, a co jak ktoś im zdjęcie zrobi? No w sumie spoko, dobrze jest się fotografować z takimi prawdziwymi gwiazdami, które podróżują w kosmos.
- Ojej, ale coś słabo wyglądasz mr Dickesns - pokręciła głową, bo on na prawdę taki zmarnowany i zmęczony jest, chyba go nieźle ta podróż dojebała. No ale ona to rozumie, bo sama jak duzo podróżuje to później chodzi zmęczona, a najgorzej jak ostatnio wracała z Bali ekonomiczną klasą, bo ją okradł Frankie Ferrari i nie miała pieniędzy na business class albo na pierwszą klasę. - Pewnie wciąż jeszcze do siebie dochodzisz, tak?
No i zupełnie nie przyjmowała do wiadomości takiej możliwości, że chłopak jej na przykład nie pamięta, już nie wspominając o tym, że nie przyjmowała do wiadomości, że mógłby być wielkim kłamcą, który wcale nie jest astronautą!
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wielki Mur, zdjęcia z kosmosu i Mr. Dickens.
Ja pierdolę.
Potrząsnął głową, wytrącając się z szoku, w który go wepchnęła.
- Chyba masz złą osobę. Nie jestem.. Dickens? I nie jestem astronautą. - szybki seks miał być tylko szybkim seksem i niczym więcej. Nie musiał jej pamiętać, prawda? Cholera, nawet nie wiedział jakie mu imię podała, cholera wie jak dawno temu, kiedy spotkali się przypadkowo w barze i wyszło jak wyszło. Przetarł twarz dłonią, wygładzając zmarszczone brwi. - A, chuj. Dobra. Pamiętam cię.. Tak jakby. - poddał się szybko, wiedząc jak beznadziejnym kłamcą jest. Nawet gdyby panna była głupsza niż losowy kamień na ulicy, nie dałby rady jej przekonać, że był jakimś astronautą, ani że rzeczywiście się nie znali. Nie, żeby mu zależało.. Ale wolałby nie robić sceny w losowym miejscu publicznym? Te małe ręce na pewno mogły mu przywalić, gdyby chciały i przeżyłby to jakoś, ale wolałby nie.
- Kłamać potrafię nieźle tylko po alkoholu. Sorry. Ale przynajmniej zapłaciłem za hotel, nie? I chyba drinki.. nie pamiętam. - znów zmarszczył brwi, próbując jakoś to obrócić na net pozytyw. Jakby tak pomyślał przez dłuższą chwilę, to nie mógłby nawet sobie przypomnieć, czy rzeczywiście byli w jakimś hotelu, czy może poszli do niej. Do niego na pewno nie, nawet gdyby był najebany w trzy dupy, nie wziąłby obcej osoby do swojego mieszkania, nope. Po alkoholu też zaczynał szastać kasą jak przystało na nepo baby, nawet jeśli zwykle się z tym faktem całkiem nieźle ukrywał. Gadaną jej na pewno nie zaciągnął do łóżka, więc może szczodrością..? Po raz kolejny, nie żeby miało to jakieś znaczenie... Przypał jak jasna cholera.
Peach J. Pepper
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- To znaczy… akurat nie zapłaciłeś za hotel bo ja akurat miałam…- zaczyna i nagle potrząsa głową, bo jak to durnie zabrzmiało! Chłopak ją okłamał, wykorzystał i jeszcze sobie w Ritzu spędził wieczór na jej koszt! - OMG, ale to KIM TY właściwie jesteś?? Jezus Maria właśnie dlatego nigdy nie robię takich rzeczy, co za wstyd!!! - zaczyna lamentować i urządzać scenę na środku ulicy, ale tak, dokładnie dlatego żadnych one night stands w przyszłości! Przecież nigdy nie wiadomo na kogo można trafić, a jak widać raz coś takiego odwaliła i odrazu trafiła na jakiegoś przestępcę matrymonialnego. Zasłoniła oczy dłonią, nie chcąc żeby on na nią patrzył albo ktoś z przechodniów, a jednocześnie mogąc wtedy wytrzeszczać wzrok w ziemię i analizować całe swoje decyzje życiowe.
Kto by pomyślał, że ONS może okazać się nie tylko dobra zabawa, ale również traumatycznym przeżyciem! I dlaczego nikt jej o tym nie uprzedził!
Matheo Bachmann
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Yep. - przyznał prosto, naprawdę nie widząc sensu w tym, żeby jej okłamywać, no bo po co? Nie miał o sobie tak wysokiego mniemania, by myśleć, że noc z nim była tak istotna dla kogokolwiek, a plecenie głupot o chińskim murze ani trochę go nie cieszyły. Ani trochę. Kłamstwa natomiast, zwłaszcza te na trzeźwo, często odbijały mu się czkawką i wyraźnym dyskomfortem, którego zwykle nie miał nawet jak ukryć. Żałosne, tak, zgadzał się jak najbardziej.
Iiii zaraz potem jednak wybuchła. I była przy tym bardzo dramatyczna. Znów podniósł lekko ramiona w obronnym geście, ot, gdyby jednak chciała mu wydłubać oczy tymi długimi pazurami, ale wyraźnie wolała zasłonić własny wstyd. Czy raczej własną twarz, prawie to samo.
- Okay, ale to serio nie jest aż tak wielki problem, to nie tak, że poszliśmy kogoś zamordować czy coś. - zmarszczył brwi, przyglądając się nieznajomej z wyraźnym zdezorientowaniem, nie do końca wiedząc, co ma z nią niby teraz zrobić. Panikowała w sposób, którego nie mógł zrozumieć, ale z drugiej strony był całkiem przyzwyczajony do faktu, że jego podejście do wszystkiego co seks otaczało, było raczej średnio mainstream. - Kim jestem? Serio? Nieznajomym z baru, którego wyraźnie nie miałaś problemu zaprosić do swojego hotelowego pokoju. - no przecież nie będzie jej tutaj biografii życiowej streszczał, absolutnie nie był jej niczego winny. Być może w każdy inny dzień byłby trochę bardziej miły albo rozumiejący, ale... Nope, nie tym razem. Właściwie mógłby przyznać, że ostatnie kilka miesiące testowały jego cierpliwość na wiele sposobów, sprawiając, że pozwalał sobie na poirytowane wybuchy częściej, niż chciałby to przyznać. Bez sensu, strata energii i czasu, ugh. Pokręcił lekko głową, łapiąc głębszy oddech. - Też nie wiem kim jesteś, ale tak jakby w tym był cały sens.. nie? - w swoim naiwnym myśleniu, był przekonany, że osoby umawiające się na jedną noc, zwłaszcza tak otwarcie zaproponowaną... Właśnie tego dokładnie chciały? Ładnej twarzy i przyjemnego w dotyku ciała, nie koniecznie posiadającego imię czy osobowość, bo w gruncie rzeczy to naprawdę nie miało znaczenia i nijak nie wpływało na ich życie. Zamiast tego kobieta wydawała się przeżywać ten fakt, jakby była kimś ważnym i właśnie rujnowała opinię publiczną czy opuszczała inną kastę, jakby nie wiadomo co zrobiła...
Peach J. Pepper