27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Max Korhonen
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Na wspomnienie jazdy konnej cicho westchnął i oparł głowę o kanapę. — Dobrze. Konie chwilowo skreślamy. — przyznał bez dyskusji. — Nie zamierzam fundować ci kolejnego urazu tylko dlatego, że próbuję być sentymentalny. Przez moment wydawał się nad czymś zastanawiać. — Możemy zrobić coś normalnego. — rzucił w końcu. — Pójść na fatalne karaoke, upić się jeszcze bardziej albo zamówić absurdalnie drogie jedzenie i udawać, że mamy poukładane życia. - tym razem w jego głosie pojawiło się odrobinę więcej lekkości, która wdzierając się w emocjonalne napięcie, minimalnie je niwelowała.



Adeline Covington
wanilia
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Słowa o byciu sentymentalnym jakoś przedziwnie ją ujęły, co skwitowała nieznacznym uśmiechem. — Ale doceniam chęci - zaznaczyła, żeby to było jasne. W innych okolicznościach przyjęłaby tę propozycję bez wahania. Słuchała z uwagą jego następnych propozycji, delikatnie kiwając przy tym głową w zastanowieniu. — Albo zrobić wszystko na raz. Tylko może w odwróconej kolejności - ściągnęła brwi, odwracając głowę w jego stronę, by obdarzyć go nieco łobuzerskim błyskiem w oku. W tym samym momencie zdała sobie sprawę, że znów znaleźli się blisko siebie. Zupełnie tak, jak wtedy na łące, gdy niemal stykali się dłońmi, podziwiając obłoki nad nimi. To wspomnienie zatrzymało jej spojrzenie na Maxie odrobinę dłużej, niż powinno, a kiedy to zrozumiała, zamrugała nieco intensywniej, starając się odgonić od siebie niepokorne myśli i powrócić do rzeczywistości.
Ale może zanim rzucimy się na to drogie jedzenie to przypomniało mi się, że jeszcze nie spróbowałeś mojego ciasta - stwierdziła, unosząc brew do góry z udawanym zarzutem, nie odwracając od niego wzroku. - Chociaż możemy potraktować to jako deser, bo mam coś lepszego - dodała po chwili, a kącik jej ust drgnął nieco do góry. - Co powiesz na kurczaka w sosie śmietanowym? O ile ugotujemy do niego makaron - zaproponowała z błąkającym się w kącikach ust uśmiechem. Na szczęście nie tylko ciastem zajmowała się dzień wcześniej, więc mogła teraz podzielić się też całkiem przyzwoitym obiadem. Nagle naprawdę zrobiła się bardzo głodna.


Max Korhonen
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Sięgając pamięcią w przeszłość Max nie był do końca pewny, czy kiedykolwiek dzielili się naprawdę wielkimi problemami. Wspomnienia blakły z czasem, wypierane przez kolejne wydarzenia, ludzi i miejsca, dlatego trudno było mu określić, czy dwa lata temu rzeczywiście zasługiwałby na tak ogromne zaufanie, jakim Adeline obdarzyła go teraz. Wtedy wydawało mu się, że był już wystarczająco dojrzały, rozsądny i poukładany. Dopiero z perspektywy czasu widział, jak bardzo się mylił. Dzisiaj miał w sobie znacznie więcej cierpliwości i spokoju, a przede wszystkim nie próbował już naprawiać wszystkiego impulsywnie, bezmyślnie i za wszelką cenę. Mimo to świadomość, że właśnie jemu pokazała tę część siebie, której prawie nikt nie znał, wywoływała w nim coś trudnego do nazwania. Ciężar. Odpowiedzialność. A może zwyczajnie potrzebę, żeby już więcej nie musiała przechodzić przez to sama. Nie powiedział tego jednak na głos.
Zamiast tego przez chwilę po prostu jej się przyglądał. Temu subtelnemu uśmiechowi, który powoli wracał na jej twarz. Temu sposobowi, w jaki próbowała odsunąć od nich ciężar wcześniejszej rozmowy, nawet jeśli oboje nadal go czuli gdzieś pod skórą. I chyba właśnie dlatego Max pozwolił sobie pójść w tym kierunku razem z nią, zamiast ponownie wracać do rzeczy, które wyraźnie ją bolały. — Czyli jednak wyciągnęłaś jakieś wnioski z tych swoich szalonych pomysłów — mruknął z lekkim rozbawieniem, opierając się wygodniej o kanapę. — To prawie brzmi niepokojąco rozsądnie. - dodał.

Kiedy wspomniała o odwróconej kolejności, jego spojrzenie mimowolnie zatrzymało się na niej odrobinę dłużej. Szczególnie kiedy dostrzegł ten błysk w jej oczach, przez który przez krótką chwilę znowu wyglądała dokładnie tak jak dawniej — swobodniej, lżej, bez tego napięcia, które wcześniej niemal fizycznie wisiało w powietrzu. I cholera, chyba właśnie tego mu brakowało bardziej, niż chciał przed sobą przyznać. Dopiero wzmianka o cieście wyrwała go z zamyślenia. — A więc to tak?!— uniósł brew z wyraźnym rozbawieniem. — Najpierw whisky, potem makaron, a na końcu próbujesz przekupić mnie ciastem. Muszę przyznać, że to całkiem skuteczna strategia. -kącik ust blondyna uniósł się nieco wyżej, kiedy odstawił pustą szklankę do zlewu. — Kurczak w sosie śmietanowym brzmi zdecydowanie lepiej niż moje propozycje. Chociaż nadal uważam, że powinniśmy zostawić whisky w menu. Dla bezpieczeństwa. Głównie mojego, jeśli okaże się, że rozgotujemy makaron — dodał zaczepnie, po czym ruszył w stronę kuchennych szafek. Minął ją przy tym odrobinę bliżej, niż było to konieczne. Zupełnie przypadkiem? - A gdzie w zasadzie trzymasz ten makaron? - zapytał, odwracając się przez ramię. Nie znał zupełnie tego mieszkania, a chwilę wcześniej do jednej z szafek podszedł autentycznie. Co prawdopodobnie spowodowane było szumiącym już w głowie alkoholem.



Adeline Covington
wanilia
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W tamtej jednej chwili, kiedy zawalił jej się cały świat, nie wiedziała, komu właściwie powinna ufać. Po raz kolejny przewrotny los pokazał jej, że najlepszym wyjściem było liczenie wyłącznie na samą siebie, bo wydawało jej się, że tylko to jej zostało. Że zniesie ten ciężar sama, nie chcąc wyjść na ofiarę i widzieć w oczach innych odbicia jej słabości. Nie chciała być widziana przez pryzmat tamtych wydarzeń. I obawiała się zobaczyć tę zmianę zarówno w oczach Maxa, jak i zachowaniu, gdy wyznała mu prawdę. A mimo to miała cichą nadzieję, że ją zrozumie, bo powierzyła mu część siebie tak, jak on jej. Sekret za sekret, choć waga była stanowczo niewspółmierna.
Pomimo względnego wyciszenia, jaki chwilę temu dały jej ramiona Maxa, wagę sekretu odczuwała jeszcze w powietrzu między nimi, lżejszym tonem wypowiedzi starając się powrócić do stanu przed rozpoczęciem gry. Na słowo r o z s ą d n i e zerknęła na niego, unosząc jeden z kącików ust. — To, że nie zaproponowałam jakiegoś rytuału dziękczynnego w Ontario w świetle księżyca wcale nie oznacza, że stałam się rozsądniejsza - przyznała, starając się ukryć rozbawienie. Jej dotychczasowe wybory z ciągu ostatnich dwóch lat zupełnie nie wskazywały na to, że zaczęła podchodzić do wszystkiego zdroworozsądkowo. Właściwie zwykle było na odwrót - ciągnęło ją do niebezpieczeństw i lekkomyślnych decyzji.
Jego lżejszy ton głosu rudowłosa przyjęła z ulgą, a na słowa o strategii ściągnęła brwi rozbawiona. Czy on jej coś sugerował?
Ach, skuteczna strategia? - rzuciła zaczepnie. - Przypominam, że na ciasto sam się wprosiłeś. A poza tym kto tu kogo próbował przekupić nieziemsko drogim winem, hm? - spojrzała na niego, unosząc przy tym wysoko brew, a kąciki jej ust rozszerzyły się w niesfornym uśmieszku. Ten stał się jeszcze większy, kiedy usłyszała o pozostawieniu whisky w menu. — Biorąc pod uwagę poprzednie wino, nie powiedziałabym, że to bezpieczne rozwiązanie. Ale dziś jak najbardziej wskazane - stwierdziła z rozbawieniem. Jeśli zależało im na mniejszym bólu głowy rano, powinni coś zjeść. Chociaż to akurat w tej chwili było jedną z ostatnich rzeczy, o jakich myślała, gdy przeszedł obok niej. — Uhm… - na jego pytanie bez namysłu podeszła do blondyna - w tamtej szafce - oparła dłoń o jego ramię, drugą wskazując palcem w odpowiednim kierunku, po czym zmarszczyła brwi. — Przydałby się jeszcze garnek. I patelnia - mówiąc to, odwróciła się w stronę szuflady, z której wyciągnęła wspomniane rzeczy i z szerokim uśmiechem podała Maxowi rondel. — Wiesz, co robić? - dopytała, ewidentnie się z nim drocząc. Alkohol krążący w jej żyłach dodawał jej większej swobody.

Max Korhonen
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Max parsknął cicho, ale tym razem brzmiało to bardziej jak zmęczone rozbawienie niż pełna kontrola nad sytuacją. Alkohol wyraźnie zmiękczał mu ruchy i myśli — wszystko było trochę spóźnione, trochę bardziej „na czucie” niż na rozsądek.— Rytuał dziękczynny w Ontario brzmi jak coś, co mogłabyś wymyślić na trzeźwo i jeszcze uznać za dobry pomysł — mruknął, a w jego głosie dało się wyczuć rozbawienie, które nie do końca próbował już ukrywać. Przez moment obserwował ją tylko, jakby próbował zrozumieć, czy ona naprawdę mówi to wszystko serio, czy po prostu bawi się światem tak samo jak słowami. I chyba nie potrafił dojść do jednoznacznej odpowiedzi.
Na wzmiankę o winie pokręcił głową.— Nie przekupstwo — mruknął, trochę wolniej niż zwykle, jakby musiał chwilę złapać sens własnych słów. — To… strategiczne budowanie relacji. - zawiesił na moment wzrok na niej, a potem prychnął ciszej. — Chociaż przyznaję, że granica między „relacją” a „łapówką” mogła się u mnie lekko rozmyć.
Kiedy podeszła bliżej i wskazała mu szafkę, Max przez sekundę po prostu stał. Patrzył na jej dłoń na swoim ramieniu jak na coś zaskakująco realnego i… stabilnego. Jakby w tym lekkim dotyku było więcej „tu i teraz” niż w całym jego rozgrzanym, rozedrganym ciele. Odetchnął ciężej. — Szafka… patelnia… — powtórzył wolno, kiwając głową, jakby właśnie dostał niezwykle skomplikowaną instrukcję życia. Otworzył szafkę, ale zanim zdążył sięgnąć po cokolwiek, spojrzał na nią znów — tym razem dłużej, trochę bardziej bezbronnie niż zwykle. Kiedy podała mu rondel, jego palce na moment zawahały się, zanim go przejął. — Wiesz, co robić? — zapytała. Max uniósł brew, ale wyszło mu to mniej pewnie niż zwykle. — Oczywiście — odpowiedział z pełną powagą. — To moment, w którym mówię, że gotowanie to moja pasja, a potem liczę, że nikt nie zauważy, że właśnie sprawdzam w głowie, czy makaron się wrzuca do zimnej czy wrzącej wody. - rzucił jej krótkie spojrzenie. — Ale spokojnie. Jeśli przeżyjemy tę kolację, uznam to za sukces kulinarny i życiowy jednocześnie. - mimo że mówił to lekko, na moment oparł się ciężej o blat, jakby nagle dotarło do niego zmęczenie, które wcześniej skutecznie ignorował.
— Ale wiesz co jest dziwne? — dodał ciszej, już mniej żartobliwie, patrząc na nią uważniej. — Że nawet jak wszystko mi się trochę… rozjeżdża — wskazał lekko na swoją głowę — to ty nadal wyglądasz, jakbyś dokładnie wiedziała, co robisz. - uśmiechnął się krzywo — To trochę nie fair, Clem. - skwitował, przeczesując dłonią włosy. [/akapit]



Adeline Covington
wanilia
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bo to jest dobry pomysł - zastrzegła, nie potrafiąc jednak już dłużej tonować rozbawienia, które wraz z wypowiedzeniem tych słów zaczynało malować się na jej twarzy. - Tylko nie wiem, czy nadajesz się na mojego pomocnika - uniesiony kącik ust, kiedy spojrzała na niego wymownie, nie mógł zdradzić, czy rzeczywiście mówiła poważnie. Fakt był taki, że nawet, jeśli naprawdę chciałaby podjąć się czegoś takiego, potrzebowałaby obecności kogoś, kto umie pływać, kiedy porwałaby ją woda, albo własna lekkomyślność, albo jedno i drugie jednocześnie. W tej jednej krótkiej chwili zastanowiło ją, czy Max tak po prostu poddałby się jej spontaniczności. Teraz, gdy nie zniewalał jej związek, w czasie wolnym od pracy rozsądek zdawał się mieć drugie lub nawet trzeciorzędne znaczenie.
Strategiczne budowanie relacji - określenie to wywołało u rudowłosej nieznaczne ściągnięcie brwi, które w połączeniu z kiwaniem głową wskazywało na coś w rodzaju uznania pomieszanego z rozbawieniem. — Brzmi znacznie bardziej dyplomatycznie. Ale nie powinnam się dziwić, to Ty jesteś mistrzem słowa, panie Eliasie - przyznała, ostatnie słowa wypowiadając wolniej i kwitując je niewielkim uśmiechem. - Bez względu na określenie wiedziałeś, co robić, żeby podziałało - dodała zaraz lekkim tonem, choć w jej słowach kryło się więcej, niż można byłoby początkowo przypuszczać. Wino wystarczająco ich rozluźniło, dodając im odwagi do podjęcia rozmów, które na trzeźwo z trudem przeszłyby im przez gardła, ale alkohol był tylko wierzchołkiem góry lodowej.
Który obecnie coraz bardziej mącił umysł Clem, sprawiając, że jej ruchy stawały się nie tylko bardziej swobodne, ale i mniej wyważone, jakby do tej pory coś skutecznie powstrzymywało ją przed przekroczeniem granic fizyczności, które wraz z upływem wieczoru zaczynały się między nimi zacierać. Dlatego dotyk jego ramienia wydał jej się czymś naturalnym, a oparcie się o niego pozwalało jej utrzymać równowagę, kiedy wskazywała na szafkę. A przynajmniej to był najrozsądniejszy powód.
Na jego odpowiedź w kwestii gotowania makaronu zaśmiała się cicho. — Czuję się o wiele spokojniejsza - odparła rozbawiona, odwracając się w stronę lodówki, czując przy tym delikatne zawroty głowy, przez które zatrzymała dłoń nieco mocniej na drzwiczkach. — Pewnie to dlatego jeszcze nigdy mi nic nie ugotowałeś. Na szczęście teraz masz szansę się wykazać - jej żartobliwy głos został nieco przytłumiony przez wnętrze lodówki, gdy stanęła na palcach, opierając się całym ciałem, żeby sięgnąć po pojemnik znajdujący się na najwyższej półce. Ostatecznie z głośnym westchnieniem wylądowała z powrotem na stopy, lekko się przy tym chwiejąc i uśmiechając triumfalnie sama do siebie, patrząc na plastik z sosem.
Hmm? - odwróciła głowę w jego stronę, gdy ją zagadnął, słuchając go z zainteresowaniem. Kiedy skończył, zmarszczyła zabawnie nos. — Gdybym nie była w swojej kuchni, pewnie sprawy miałyby się zupełnie inaczej - odparła lekko, wzruszając przy tym niewinnie ramionami, przez chwilę udając, że zupełnie nie zrozumiała, o co mu chodzi. Po chwili jednak skapitulowała. — No, dobra. Wiem. Zaraz nadrobię zaległości - mruknęła z rozbawieniem, ruszając do salonu, ale zanim minęła Maxa, zwolniła kroku. — Ale na Twoją odpowiedzialność - pogroziła mu żartobliwie palcem, rzucając znaczące spojrzenie, po czym poszła po pozostawione na stoliku kawowym swoje szkło i jednym haustem wypiła zawartość, żeby pomachać Maxowi pustym kieliszkiem. — Już jest bardziej fair? - dopytała z nieco łobuzerskim uśmiechem, biorąc butelkę whisky pod pachę, a zerkając na stół z ciastem, postanowiła zahaczyć i o tamten rejon, żeby złapać kawałek w rękę i bez większej refleksji odgryźć go w trakcie drogi powrotnej do kuchni.
Co? - zapytała nieco zdezorientowana, łapiąc na sobie spojrzenie blondyna, dopiero pod jego wpływem rozumiejąc, jak bardzo niegościnnie się zachowała. — Głodna jestem. A dobrze wiesz, że jak jestem głodna to robię się zła - wyjaśniła pospiesznie, unosząc kąciki ust w rozbawieniu, mimowolnie czując ciepło rozlewające się po policzkach. - Poza tym nadal czekam na makaron - dodała, podnosząc wymownie brodę w kierunku Maxa, bo to akurat było jego zadaniem. - Chcesz spróbować? - wyciągnęła w jego stronę trzymany w ręku kawałek, bo przecież nie miała żadnego powodu, żeby się z nim ciastem nie podzielić. Teoretycznie po to tu przyszedł, prawda?

Max Korhonen
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Max z każdą upływającą sekundą, coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, iż alkohol i Adeline to wyjątkowo niebezpieczne połączenie. Od początku próbował zachować resztki zdrowego rozsądku. Naprawdę próbował, lecz problem polegał na tym, że Adeline skutecznie mu to utrudniała. I to nie tylko tym, co mówiła, ale przede wszystkim sposobem, w jaki się poruszała, patrzyła na niego i jak naturalnie skracała między nimi dystans. A on, mimo całej swojej opanowanej natury, był przecież tylko facetem. I cholernie działały na niego te wszystkie drobne zagrywki; to, jak opierała się o niego niby przypadkiem, jak patrzyła spod rzęs z tym rozbawionym błyskiem w oczach, jak oblizała wargi po whisky, zupełnie nieświadomie doprowadzając go do momentu, w którym coraz trudniej było mu utrzymać wzrok wyłącznie na jej twarzy. Alkohol tylko pogarszał sprawę, rozluźniając kontrolę, którą zwykle trzymał bardzo mocno.

Na jej słowa o pomocniku parsknął cicho pod nosem, opierając się biodrem o blat kuchenny.
Nadaję się idealnie. To ty jesteś chodzącym zagrożeniem dla samej siebie — odpowiedział spokojnie, choć rozbawienie wyraźnie pobrzmiewało w jego głosie. — W Ontario musiałbym cię prawdopodobnie wyławiać z rzeki co dwadzieścia minut. - skwitował, obserwując ją uważnie, gdy krążyła po kuchni. I chyba właśnie ta jej lekkomyślność działała na niego najbardziej. Ta swoboda, z jaką potrafiła rzucać się w coś bez większego zastanowienia, jakby świat miał poczekać, aż zdecyduje się przejąć kontrolę nad własnym rozsądkiem. Max przywykł do ludzi ostrożnych, wycofanych, ważących każde słowo i ruch. Adeline była zupełnym przeciwieństwem — chaotyczna, impulsywna i momentami wręcz niebezpiecznie spontaniczna. A mimo to zamiast go męczyć… coraz bardziej go do siebie przyciągała.


Niewątpliwie dostrzegał tę lekkość już wcześniej. Trudno było jej nie zauważyć — obecność Adeline od początku wnosiła do jego życia coś dziwnie swobodnego i ciepłego. Problem polegał jednak na tym, że przez długi czas skutecznie trzymał to wszystko na dystans. Pierścionek na palcu rudowłosej działał jak wyraźna granica; hamował pewne zachowania u niej, a u niego wymuszał ostrożność, której zwykle i tak miał w sobie za dużo. Dlatego ograniczał się do niewinnych zaczepek, drobnych uszczypliwości i spojrzeń przeciągających się odrobinę za długo. Niczego więcej sobie nie pozwalał.
Teraz jednak sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. A Max coraz częściej łapał się na tym, że przestaje pilnować samego siebie tak skutecznie, jak powinien.

Kiedy wypiła zawartość kieliszka jednym haustem i wróciła do kuchni z whisky pod pachą oraz kawałkiem ciasta w dłoni, Max uniósł brew, przyglądając jej się z czymś pomiędzy niedowierzaniem a rozbawieniem.
— Naprawdę właśnie okradłaś własnych gości z alkoholu i deseru? — zapytał z powagą, której kompletnie nie było widać w jego spojrzeniu. Dopiero po chwili odsunął się od blatu i podszedł bliżej, słysząc jej wyjaśnienie o byciu głodną. Zatrzymał wzrok na okruszku ciasta przyklejonym gdzieś blisko kącika jej ust i przez krótką chwilę wyglądał tak, jakby naprawdę rozważał zwrócenie jej na to uwagi. Ostatecznie jednak tylko westchnął pod nosem. — Tak, pamiętam. Głodna Adeline jest agresywna i stanowi zagrożenie dla społeczeństwa — mruknął.


Kiedy wyciągnęła w jego stronę kawałek ciasta, spojrzał najpierw na nią, potem na trzymany przez nią deser. I choć spokojnie mógł po prostu go zabrać, zamiast tego pochylił się lekko. Zdecydowanie za blisko i nie odrywając wzroku od jej twarzy, odgryzł kawałek dokładnie z tego miejsca, w którym wcześniej trzymały go jej palce.
Powoli, doskonale wiedząc, co robi. A przynajmniej tak mu się wydawało, podczas gdy alkohol krążący w żyłach coraz skuteczniej rozluźniał kontrolę, którą zwykle trzymał nad sobą wyjątkowo mocno.
— Mhmm — zamruczał z wyraźnej przyjemności; słodkie ciasto idealnie komponowało się ze smakiem ostrej whisky. Chwilę później, nieco przeciągając moment smakowania wypieku, odsunął się nieznacznie - Faktycznie dobre - kącik ust blondyna drgnął minimalnie, gdy ponownie spojrzał jej w oczy.
— Chociaż nadal nie wiem, czy bardziej podoba mi się ciasto… czy to, jak bezczelnie próbujesz mnie tutaj rozpuścić. - dodał, puszczając rudowłosej oczko.



Adeline Covington
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „#29”