-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Gabriela R. Blais
-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
Przez chwilę wpatrywała się w niego jakby sama musiała połączyć styki i uświadomić sobie o czym pierdolił. - Nie wiedziałam, że lubisz taki masochizm. Jak to działa? - zgarnęła jeszcze raz jego telefon, wyszukała co to za gówno i parsknęła śmiechem dławiąc się prawie powietrzem. - Czyli co? Madox będzie cię wkurwiał w każdym wcieleniu? Raz jako mąż, raz jako landlord, raz pewnie jako jebany gołąb srający ci na auto. - pokiwała jedynie głową na informację, że Madox dalej o niczym nie wiedział. Tak było zdecydowanie prościej. - Ręcznik czy to co jest pod spodem? To bardzo fajny ręcznik. Taki mięciutki. - podpuszczała go dalej i nawet uniosła jedną brew do góry w niemym pytaniu, gdy widzi jego zawahanie przy drzwiach od pokoju. Przecież to sypialnia jego męża - połowa majątku była jego, a nawet gdyby podpisali intercyzę, to jako prawnik zostawiłby Madoxa z gołą dupą przed blokiem.
- W życiu! Wyglądałabym w tym jak uwodzicielska ciotka po trzech prosecco. - skrzywiła się z odrazą na tą koszulę i odsunęła dłoń chłopaka z tym dziadostwem jak najdalej od siebie. Myszkowała dalej w szafie Madoxa popełniając wewnętrzne samobójstwo za każdym razem, gdy widziała jakąś okropną koszulę. Może i prowadziła życie nadwornej menelicy, ale trzeba wyglądać przy tym chociaż jako tako. Sama uskakuje, gdy jakiś przedmiot próbował zabić Billego i z rozbawieniem spogląda na mimikę towarzysza, gdy wkłada swoją dłoń pod łóżko. - Co znalazłeś zużyte gumki z dzieciakami Madoxa? - śmieje się, ale po chwili ten uśmiech znika, gdy kupa szmalu fruwa po pokoju jak w jakimś tandetnym challengu, gdzie musisz złapać banknoty, które latają po kapsule przez kilka sekund. Kiedy kilka dolarów wylądowało na jej ramionach, rozłożyła ręce i obróciła się w miejscu jak na najtańszym teledysku rapowym, podtrzymując jedną dłonią ręcznik, który chciał uwolnić jej cycuszki na ten deszcz pieniędzy.
- Weszliśmy po ciuchy, a kończy się na napadzie stulecia. Pakujemy to do torby i spierdalamy na Madagaskar? - zapytała całkiem serio i wzięła kilka banknotów, żeby lepiej im się przyjrzeć. - Boże, myślisz, że Madox... - zrobiła dramatyczną pauzę i spojrzała na Billego ze zgrozą. - Inwestuje w krypto? Albo okrada striptizerki? - siada na podłodze obok mężczyzny i zerka pod łóżko czy przypadkiem jeszcze nie ma tam pierdolonej Narnii. - Kurwa, czy to cygaro? Kolumbijskie... - sugestywnie poruszyła brwiami, gdy wzięła jedno do ręki. - Możemy je odpalić tym hajsem. Wiesz jak przystało na obrzydliwie bogatych złodziei. Jebie też trochę ziołem. - wyciągnęła dłoń z cygarem pod jego nos, żeby sam poczuł tą woń. - Najwyżej ujaramy się. Zamówimy pizzę i umrzemy szczęśliwie. Dawaj Billy i tak połowa tego jest twoja.
William N. Patel-Noriega
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Gabriela R. Blais
-
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracji-postaćautor
- Przelecieć kogoś na ukradzionym milionie? - tym razem to ona powtórzyła za nim i parsknęła śmiechem tak nagle, że aż musiała złapać się za brzuch. Jego słowa były na tyle pojebane i romantyczne, że idealnie kwalifikowały się pod typowe akcje, na które zgodziłaby się bez mrugnięcia okiem. - Billy, ty romantyczny skurwysynu. Inni zabierają laski do Paryża, a ty chcesz się ruchać na gotówce, którą Madox może wyrwał spomiędzy nóg striptizerce? - skinęła głową sama do siebie, bo im dłużej o tym myślała, tym bardziej brzmiało to jak najlepszy plan jaki słyszała od miesięcy. - Wiesz tylko, że... - nachyliła się mocniej w jego kierunku, żeby ustami musnąć płatek jego ucha przy kolejnych wypowiedzianych słowach. - Że jeśli są tutaj dwa miliony, to musisz wtedy się postarać o dwa orgazmy. - zaczęła wodzić paznokciem po jego torsie, jakby próbowała tam rozrysować cały ich misterny plan i delikatnie przekręciła głowę, wpatrując się w jego twarz. Zaskoczyło ją to jak łatwo przyszło jej planowanie ich wielkiego skoku. Tak jakby te sześć lat rozłąki nigdy nie miało miejsca, a oni znowu żyli tu i teraz.
- Później zaliczymy Teksas. Wpadniemy do najgorszej speluny na browara i włamiemy się do niej, żeby zaliczyć seks na mechanicznym byku. Znajdziemy miejsce gdzie zakopałam hajs po włoskim mafiozo i zobaczymy co zrobimy dalej. - trąciła nosem jego szczękę i czekała na jego jakąkolwiek reakcję. Była w stanie to zrobić. To brzmiało jak Bonnie i Clyde po lobotomii, ale było na tyle absurdalne, że miało prawo się udać. A czym dłużej o tym pierdolili, tym mniej brzmiało to jak żart.
- Bierzesz to tygrysie? Czy jednak wymiękasz? - prowokowała go dalej, w głębi duszy licząc na to, że zaraz spełnią wszystkie swoje zachcianki i wypierdolą z kraju lepszym pierwszym samolotem.
William N. Patel-Noriega