30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#5
Sierra od kilku dni próbowała wmówić sobie, że wszystko wróciło do normy. Szło jej zaskakująco dobrze. Ciało robiło swoje, regenerowało się uparcie i bez zbędnego komentarza. Siniaki schodziły powoli, żebra nadal przypominały o sobie przy gwałtowniejszym ruchu. Przywykła do bólu, do funkcjonowania obok niego, z nim, czasem wręcz dzięki niemu. Ból porządkował myśli. Przypominał, że żyła.
Tego dnia wyszła od legalnego klienta w naprawdę dobrym humorze, chyba dlatego, że spotkanie poszło gładko. System, który miała zabezpieczyć, okazał się pełen idiotycznych luk, więc robota była bardziej żmudna niż trudna. Faktura jednak się zgadzała, a ona szła ulicą z poczuciem dobrze wykonanego zadania.
Magnus.
Pojawił się w jej głowie nieproszony, ale już nie próbowała się przed nim aż tak zaciekle bronić. Szczególnie że i tak wracał w najmniej odpowiednich momentach. Przy porannej kawie, kiedy patrzyła na drugi kubek i nie miała pojęcia, dlaczego w ogóle na niego spojrzała. Przy kwiatach, które stały jeszcze przez kilka dni, zanim zaczęły więdnąć — a ona i tak wyrzucała je z irracjonalnym poczuciem straty, jakby pozbywała się czegoś większego niż tylko bukietu.
Tęsknota była irytująca. Próbowała schować ją głęboko, przykryć zadaniami, rutyną, kolejnymi godzinami spędzonymi przed ekranem i papierami. Nie przyznawała się do niej nawet przed sobą. Jednak czasem łapała się na tym, że zastanawiała się, co robił. Czy nadal o niej myślał. Czy tamta noc była dla niego równie niepokojąco ważna. Czy może wrócił już do swojej wersji świata, w której ona była tylko epizodem.
Właśnie wtedy wyczuła, że coś jest nie tak.
Najpierw był tylko drobiazg — odbicie w szybie, za długie spojrzenie, sylwetka, która nie zniknęła mimo dwóch zmian tempa i jednej nieoczywistej trasy. Potem kolejny. Ktoś utrzymywał dystans dobrze, ale nie idealnie. Wystarczająco dobrze, żeby przeciętny człowiek niczego nie zauważył. Wystarczająco źle, żeby ona wyczuła niepokój. Dobry humor zniknął natychmiast.
Veronica — Nie zareagowała od razu, ale świat stanął na ułamek sekundy. Dla niej to nie było tylko imię, a coś, co rozdarło jej zbroję budowaną latami. Przez krótką, upiorną chwilę znowu poczuła wilgoć dżungli na skórze, smród błota i krew z rozciętej wargi.
Mężczyzna mówił dalej, ale wypowiadane przez niego słowa do niej nie docierały. Widziała w nim zagrożenie, a strach jak zawsze ją uruchomił. Pierwszy cios poszedł szybko, ciasno, bez ostrzeżenia. Potem drugi. Kostki zapiekły niemal od razu, kiedy trafiła z całą siłą, nie bawiąc się w półśrodki. Chciała dać sobie kilka sekund przewagi i udało jej się — zaczęła biec przed siebie. Parła na przód przez kilka przecznic. Zmieniała kierunek kilka razy i subtelne sprawdzania, czy w szybie ktoś się nie odbija. Oddech rwał jej płuca, a serce waliło tak mocno, że aż bolało.
Jej myśli i tak pobiegły w jedno miejsce — do niego. Co w jej głowie było irracjonalne, ryzykowne i głupie, a jednocześnie jedyne, co miało sens.
Zwolniła przed skrzyżowaniem przy hotelu, chcąc się uspokoić i nie wyglądać podejrzanie. Miała kartę do jego pokoju i poruszała się po tym miejscu jak po swoim własnym domu. Nie spojrzała na recepcję, tylko poszła od razu pod dobrze znane jej drzwi.
Otworzyła je i usiadła na łóżku, pozwalając sobie na bezruch. Oddychała płytko i nierówno, a dłonie zaciskała mocno na paskach skórzanego plecaka, w którym miała laptopa.
Kostki miała delikatnie zdarte i zaczerwienione.
Przymknęła oczy.
To było chore, że przyszła właśnie tutaj. Nie do własnego domu, nie do któregoś z przygotowanych wcześniej miejsc awaryjnych, nie do anonimowego lokalu, którego nie połączyłby z nią nikt.
Tylko do niego.
Do jedynego człowieka, przy którym jej organizm, wbrew rozsądkowi, uznawał, że można na chwilę przestać walczyć samotnie.
Nienawidziła tego, że właśnie Magnus pojawiał się w jej głowie jak odpowiedź na pytanie, którego nie chciała zadawać. Że kiedy obcy głos rozciął powietrze jej dawnym imieniem, to nie pomyślała o broni — tylko o nim.
Pochyliła się, oparła łokcie na kolanach i wplotła palce we włosy. Powinna była zebrać się do kupy. Powinna była być chłodna, analityczna, precyzyjna. Zamiast tego siedziała na jego łóżku i próbowała nie dopuścić do siebie tej jednej, bardzo niewygodnej prawdy, że była przerażona.
Zaśmiała się bezgłośnie, gorzko, bardziej wydechem niż dźwiękiem.
Pięknie, Sierra. Naprawdę, kurwa, pięknie.
Siedziała tak jeszcze chwilę, nieruchomo, ze wzrokiem wbitym gdzieś przed siebie, kiedy usłyszała dźwięk zamka. Całe ciało spięło jej się w jednej sekundzie. Spojrzała w stronę drzwi, a kiedy te się otworzyły, wpatrywała się w Magnusa spojrzeniem czujnym i rozbitym jednocześnie, a przede wszystkim przerażonym. Była niczym spłoszone zwierzę.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po ostatnich wydarzeniach postanowił na chwilę wyjechać. Potrzebował nabrać trochę dystansu. Zarówno od niej, jak i swoich wspomnień. Swojego dawnego życia. Nie chciał by ktoś mógł połączyć go ze śmiercią tamtego zabójcy. Odejście od dawnego życia dużo go kosztowało. Wiele miesięcy wyrzeczeń i kilka cholernie trudnych zleceń zanim w końcu niektórzy zrozumieli, że rzeczywiście z tym wszystkim kończy. Co oczywiście nie wyszło mu najlepiej ponieważ nawet podczas swojego czasu poza Kanadą odezwał się do kilku znajomych prosząc by mieli oczy i uszy otwarte. To nie było mądre. To nie było w jego stylu, a jednak przy Sierze nie był sobą. Dlatego potrzebował nabrać nieco dystansu również od niej. Chociaż obiecał jej jeszcze jedną, ostatnią lekcję, potrzebował chwili dla siebie. Powrotu do swojej rutyny. Rutyny przed nią.
Było wiele rzeczy, które musiał przemyśleć. Dopuścić do siebie. Wiedział, że zaczynało łączyć ich coś więcej niż tylko naprawdę dobry seks. Zaczynało mu zależeć. Zależeć na kolejnej zabójczyni, której nie mógł zaufać. Ostatnia prawie go dorwała. Był o krok od utraty życia. I choć samej śmierci niespecjalnie się bał, tak niespecjalnie też spieszyło mu się na drugą stronę. Nie chciał osierocić swojej córki. Nawet jeśli nie był dla niej najlepszym ojcem, tak nadal mógł zrobić dla niej coś więcej. Zapewnić dobre życie. Czy mógł tak ryzykować? Co ważniejsze, czy zamierzał tak ryzykować? Całe życie był rozsądny, miał wszystko dość dobrze zaplanowane. Ona była dla tego wszystkiego zagrożeniem.
Dystans niespecjalnie zadziałał tak jak się spodziewał. Wrócił do Toronto bez odpowiedzi, której szukał. Wziął kilka dni wolnego w pracy. Chciał zakończyć sprawę morderstwa swojego brata. To było, coś na czym mógł skupić całą swoją uwagę. Mieć cel. Gdy to będzie załatwione będzie mógł w końcu wyjechać. Zostawić to wszystko za sobą. Wrócić do swojego, dość nudnego, życia.
Otwierając drzwi swojego apartamentu nie spodziewał się nikogo tutaj znaleźć. Zostawił walizkę w korytarzu wchodząc głębiej do kolejnych pomieszczeń. Gdy zobaczył ją na swoim łóżku na chwilę zamarł. Chyba rzeczywiście się starzał, skoro nie zauważył karty na stole. Butów zostawionych w korytarzu. Zapachu jej perfum. Chciał to zrzucić na zmęczenie, ale wiedział, że zaczął się do niej po prostu przyzwyczajać. Nawet jego ciało.
Wystarczyło na nią spojrzeć by wiedzieć, że coś było nie tak. Jedno jej spojrzenie i wiedział, że coś się stało. Jego wzrok automatycznie omiótł jej sylwetkę szukając jakichś ran. Szybko zauważył otarcia na kostkach. Poszarpane włosy. Nie musiała nic mówić.
Podszedł bliżej siadając na skraju materaca obrócony w jej stronę. Sięgnął jej dłoni łapiąc je w swoje i przyglądając się nieco bliżej otarciom i zaczerwienieniom. Wiedział, że to nie była po prostu bezbronna dziewczynka, a jednak. Gdy przed chwilą zobaczył ją na swoim łóżku właśnie takie wzbudzała w nim emocje. Zależało mu. Chciał ją chronić. Była dla niego bardziej niebezpieczna niż sama mogła sądzić.
- Nie będę nawet pytać czy ten drugi wygląda gorzej. - uniósł w końcu na nią wzrok z lekkim uśmiechem - Jesteś ranna? - zapytał nie traktując tych otarć jako coś poważnego - Powinniśmy spodziewać się gości? - cały czas mówił spokojnie, miękko bez żadnych obaw.
Były rzeczy ważne i ważniejsze. Jeśli to nie było po prostu kolejne zlecenie, a tak nie wyglądało, wolał być przygotowany gdyby ktoś znów chciał pokusić się o atak. Tym razem nie chciał być zaskoczony.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Drzwi zamknęły się za nim cicho, ale dla niej ten dźwięk i tak rozlał się po pokoju jak coś niepokojąco ostatecznego. Sierra siedziała nieruchomo na brzegu łóżka, pochylona lekko do przodu, z ramionami napiętymi tak mocno, jakby od tego zależało utrzymanie ciała w całości. Dopiero kiedy Magnus podszedł bliżej, dotarło do niej, jak bardzo była zmęczona. Nie fizycznie, bo do tego przywykła. To było coś głębszego. Organizm od kilku minut działał wyłącznie na adrenalinie i instynkcie, ale pod tym wszystkim zaczynało już pękać zmęczenie ciągłym oglądaniem się przez ramię.
Jego dłonie były ciepłe i stabilne, kiedy ujął jej ręce. Sierra obserwowała przez chwilę własne zdarte kostki, zaczerwienioną skórę i drobne ślady krwi przy paznokciach. Dopiero teraz zauważyła, jak mocno zaciskała pięści. Jeszcze kilkanaście minut temu uderzała bez zastanowienia — szybko, brutalnie, dokładnie tak, jak ją nauczono.
Uniosła w końcu wzrok na Magnusa. Jego spokój działał na nią zbyt kojąco, jej ciało traciło przy nim czujność.
Kiedy zapytał o rannych i potencjalnych gości, pokręciła powoli głową.
Nie zdążył mnie nawet dobrze dotknąć – odezwała się cicho, nadal trochę nierówno oddychając. – Dałam sobie kilka sekund na ucieczkę i biegłam.
Jej głos był niższy niż zwykle. Bardziej przygaszony. Nie próbowała już nawet brzmieć twardo.
Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, jakby upewniała się, że naprawdę tu jest. Że nie przywidziała go sobie w tej cholernej panice.
Ale to nie było przypadkow – dodała po chwili. – Wiedział, kim jestem. Na moment odwróciła wzrok gdzieś obok niego. Szczęka napięła jej się wyraźnie. – Powiedział Veronica.
Samo wypowiedzenie tego na głos zabrzmiało źle. Obco. Jak otwieranie drzwi, które powinny zostać zamknięte lata temu.
Przez kilka sekund w pokoju panowała cisza. Sierra wpatrywała się w swoje dłonie trzymane przez niego i dopiero teraz zauważyła, że przestały drżeć. Organizm reagował szybciej od głowy. Jakby już podjął decyzję za nią.
Powinna była przyjść gdziekolwiek indziej. Do jednego z przygotowanych mieszkań. Do anonimowego hotelu. Mogła zniknąć na kilka dni i zacząć szukać źródła problemu sama.
Zamiast tego siedziała tutaj.
U niego.
Powoli przesunęła kciukiem po jego dłoni, bardziej odruchowo niż świadomie.
Ktoś mnie znalazł – powiedziała ciszej. – Naprawdę znalazł.
To było najbliższe przyznania się do odczuwanego strachu, na jakie było ją stać.
Wciągnęła powoli powietrze i oparła łokcie o uda, nadal trzymając dłonie w jego.
I pierwsze, o czym pomyślałam… – urwała na moment, marszcząc lekko brwi, jakby irytowało ją to bardziej niż samo zagrożenie – …to żeby przyjść tutaj.
Zaśmiała się krótko pod nosem, ale bez rozbawienia.
To chyba bardzo zły znak.
W końcu spojrzała mu prosto w oczy. Naprawdę prosto, bez unikania spojrzenia i bez tej zwyczajowej gry pod spodem.
Nie wiem, co jest gorsze. To, że oni wiedzą, że żyję… czy to, że przy tobie mój mózg uznaje, że mogę przestać być czujna.
Ostatnie słowa wypowiedziała prawie szeptem.
Siedziała blisko niego, z dłonią nadal zamkniętą w jego dłoni i spojrzeniem, które mówiło dużo więcej niż chciałaby powiedzieć na głos. Jakby była już zmęczona ciągłym udawaniem, że wszystko potrafi unieść sama.
Dlaczego tak jest Magnus? Czy tylko ja tak mam? – Zastanawiała się czy on też może ma takie myśli. Sama postanowiła się otworzyć mimo tego, że ciało chciało go bliżej, a głowa mówiła nie ufaj mu.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie widział jej jeszcze w takim stanie. Zawsze pokazywała mu tę swoją silną, niezależną stronę. Nawet kiedy wróciła ranna do swojego domu nie chciała pozwolić sobie pomóc. Musiała być niezależna. W tym momencie, siedząc na jego łóżku wyglądała po prostu na wystraszoną, zestresowaną. Nie sądził, że zobaczy ją w takim wydaniu. Zwłaszcza wiedząc już jaką pracę wykonuje. Nie potrafił przejść obok tego obojętnie. Powiedział sobie po ich ostatnim spotkaniu, że będzie utrzymywać pewien dystans. Obiecał jej jeszcze jedną lekcję z walki w zwarciu, aczkolwiek to miało być ostatnie, co razem zrobią. Nie dlatego, że tego nie chciał, ale dlatego, że tak po prostu musiało być. Relacje pomiędzy dwoma zabójcami nie działały. Wiedział to najlepiej ze swojego doświadczenia.
Jeśli chodziło jednak o nią nie potrafił do końca postępować zgodnie z tym, co sobie obiecał. Miał w stosunku do niej pewne uczucia, przed którymi próbował uciec. Robił się opiekuńczy, czasami nawet ciepły. To nie było do niego podobne. Próbował z tym walczyć, aczkolwiek tę walkę za każdym razem przegrywał. Dlatego ujął jej dłonie lekko je ściskając. Czuł jak się przy nim rozluźnia i to również było dla nich niebezpieczne.
- Veronica... - powtórzył za nią cicho przypominając sobie wszystko, co wyczytał w jej teczce - Przeszłość ma to do siebie, że lubi nas w końcu dogonić. Zwłaszcza ta, którą zagrzebiemy. - westchnął cicho widząc to aż za często w ich fachu.
Zanotował sobie, że nie mogą czuć się tutaj bezpieczni. Było całkiem możliwe, że ktoś ją śledził. Nie obawiał się gości już teraz, w tej minucie. Jeśli są wystarczająco wytrwali żeby ją odnaleźć, nie będą ryzykować kolejnej wtopy. Przychodząc tutaj poniekąd wymalowała cel również na nim, aczkolwiek to było w tym momencie jego najmniejszym zmartwieniem. Potrafił o siebie zadbać. Potrafił zadbać również o nią.
Skoro jej pierwszą myślą w sytuacji zagrożenia było to żeby przyjść tutaj, rzeczywiście było bardzo złym znakiem, lecz nie przyznał tego głośno. Nadal twierdził, że emocje oraz uczucia nie mają miejsca w relacji pomiędzy dwoma zabójcami. Nawet jeśli jeden z nich był już na emeryturze. Do zbudowania prawdziwej relacji potrzebne było zaufanie. Zaufanie, którego nie można stworzyć w tej branży. Nie jeśli chce się przeżyć. Po dziś dzień nosił na sobie ślady swojego ostatniego przejawu zaufania.
- Zdecydowanie to pierwsze. - odpowiedział jej z pełnym przekonaniem spoglądając jej w oczy - Przy mnie nie musisz być czujna. Przynajmniej w stosunku do mnie. W końcu jestem na emeryturze. - uśmiechnął się do niej lekko ściskając jej dłonie nieco mocniej.
Nie mógł jej zapewnić, że będzie ją w stanie ochronić. Robił się już trochę stary. Nie trenował codziennie. Nie wiedział kto dokładnie na nią czyha. Było zbyt wiele niewiadomych, a on zbyt doświadczony by rzucać słowa na wiatr. Niemniej mógł spróbować jej pomóc. To, że był na emeryturze nie znaczyło, że nie był już niebezpieczny.
Po jej pytaniu przez chwilę po prostu wpatrywał się w jej oczy szukając tam... Sam nie wiedział czego. Potwierdzenia? Zaufania? W końcu po prostu westchnął, ale nie zerwał kontaktu wzrokowego.
- Dlaczego tak jest wiesz tylko Ty. Ale czy tylko Ty tak masz... - spojrzał na chwilę na ich dłonie i splótł swoje palce z jej - Nawet z moimi doświadczeniami nie jestem z Tobą tak czujny, jak powinienem. Wywołujesz we mnie chęć opieki, obrony. Ten zwierzęcy instynkt nie tylko pragnienia, ale również dbania. Jak o swoją kobietę. - w końcu odwrócił na chwilę wzrok nie przyznając tego znów tak łatwo.
- Nie gotuję i nie przynoszę kwiatów kobietom, z którymi tylko sypiam. Robiłem to tylko dla trzech kobiet w swoim życiu. - przyznał wracając wzrokiem do jej twarzy.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sierra słuchała go uważnie. Nie przerywała, nie wypełniała ciszy żartem ani ripostą - po prostu słuchała, co samo w sobie było dla niej czymś nowym. Zazwyczaj milczenie było narzędziem, taktyką, przestrzenią do obserwacji. Teraz było czymś innym. Było zgodą na to, żeby jego słowa naprawdę do niej dotarły.
Przeszłość ma to do siebie, że lubi nas dogonić.
Wiedziała o tym lepiej niż ktokolwiek. Veronica Moreno Rojas była martwa od lat, pochowana w oficjalnym komunikacie i cudzych prochach, a jednak dziś wróciła w obcych ustach na środku chodnika w Toronto. Sierra próbowała poczuć coś ostrego w związku z tym: złość, determinację, chłodną analizę. Zamiast tego siedziała tutaj z jego palcami splecionymi z jej palcami i nie potrafiła zmusić się, żeby zabrać ręce.
To był problem. Naprawdę poważny problem, tylko że w tej chwili nie miała w sobie dość siły, żeby go rozwiązać.
Kiedy powiedział, że przy nim nie musi być czujna, przynajmniej w stosunku do niego, poczuła, jak coś w klatce piersiowej zaciska się i rozluźnia jednocześnie. Miała na końcu języka kilka gotowych odpowiedzi. Ironicznych, lekkich, takich, które pozwoliłyby jej wyjść z tego bez szwanku. Żadnej z nich nie wypowiedziała.
Patrzyła na niego, kiedy mówił. Na to krótkie westchnienie. Na moment, w którym odwrócił wzrok, jakby własne słowa zaskoczyły go bardziej niż ją. Jak o swoją kobietę. Wypowiedział to bez owijania w bawełnę i bez uprzedzenia, i Sierra nie była pewna, czy bardziej ją to zaskoczyło, czy fakt, że nie chciała temu zaprzeczać.
A potem te ostatnie słowa.
Cisza, która po tym nastała, była innego rodzaju niż wszystkie poprzednie. Gęstsza. Sierra siedziała w niej przez chwilę nieruchomo, patrząc na ich splecione dłonie. Jego duże, spokojne, z bliznami, które umiała już czytać jak mapę i swoje, ze zdartymi kostkami i skórą, która jeszcze godzinę temu biła kogoś bez zastanowienia.
Uniosła powoli głowę.
- Wiem, że powinnam teraz powiedzieć coś mądrego - odezwała się cicho, zupełnie bez swojego zwykłego tonu. - Albo przynajmniej coś, co brzmi rozsądnie.
Nie dokończyła od razu. Przez chwilę szukała słów, których nigdy szczególnie nie ćwiczyła.
- Przez całe życie byłam nauczona, że przywiązanie to słabość. Że im mniej masz, tym trudniej cię złamać. I to działało. Działało naprawdę dobrze przez bardzo długi czas.
Przesunęła kciukiem po jego dłoni, świadomie tym razem, nie odruchowo.
- A potem postawiłeś mi te kwiaty na stole. I wyrzucałam je kilka dni później z poczuciem, jakbym traciła coś ważnego. Przez bukiet, Magnus. Przez zwykły bukiet.
Zaśmiała się pod nosem, krótko i cicho, tym razem bez goryczy.
Przez chwilę milczała, patrząc gdzieś na jego klatkę piersiową zamiast w oczy, bo tak było trochę łatwiej.
- Chcę żebyś wiedział, że to nie jest dla mnie tylko dobry seks i wygodna bliskość. Nawet jeśli przez długi czas próbowałam wmówić sobie, że tak właśnie jest.
Uniosła w końcu wzrok.
Patrzyła na niego wprost, tak jak kilka minut wcześniej, kiedy powiedziała mu o tym, że przy nim jej mózg uznaje, że może przestać walczyć. Tylko że teraz nie było w tym strachu.
Powoli wyjęła dłonie z jego rąk, ale nie po to, żeby się odsunąć.
Przesunęła się na łóżku lekko w jego stronę i oparła głowę na jego ramieniu. Cicho, bez słowa, bez wyjaśnienia. Jakby po prostu postanowiła, że na ten jeden moment przestanie walczyć.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Magnus nigdy nie był mężczyzną zbyt wielu słów. Zawsze stawiał na bezpośredniość. Niekoniecznie szczerość, na to mógł sobie pozwolić tylko z kilkoma osobami w swoim życiu. Ich liczbę mógł policzyć na palcach jednej dłoni, a większość z nich już nie żyła.
Sierra była teraz w bardzo unikatowej pozycji. Mogła być jedną z tych osób, z którymi mógł być całkowicie szczerzy. Przynajmniej w teorii. Wiedziała czym się zajmował. Jakie spustoszenie potrafił zasiać. Rozumiała również z jakimi wyrzeczeniami wiązało się prowadzenie takiego życia. Ona mogła rzeczywiście go zrozumieć. Gdyby tylko pozwolił jej się wystarczająco zbliżyć, co w zaistniałej sytuacji nie przychodziło mu łatwo.
Głównie przez swoje poprzednie doświadczenia. Raz już próbował zbudować coś więcej z zabójczynią. Uwierzył, że może mieć kogoś, przed kim nie będzie musiał ukrywać swojego prawdziwego ja. Swoje przekonanie o mało nie przypłacił własnym życiem. I jeśli nawet ono samo nie miało dla niego tak wielkiego znaczenia, jak pewnie powinno, tak nie zamierzał żegnać się z nim przedwcześnie.
Dlatego zaufanie przychodziło mu trudno. Logika mówiła by jej nie ufać. Trzymać na wyciągnięcie ręki ponieważ może być użyteczna, ale nie dopuszczać już do swojego łóżka. Uczucia natomiast... Te chciały bliskości. Nie tylko tej intymnej. Chciały podyktować mu zbliżenie, emocjonalne, mentalne. Chciał jej zaufać. Nienawidził natomiast tej wewnętrznej walki. Zawsze kierował się logiką, nie uczuciami. Dlaczego więc tym razem było tak trudno trzymać się swojej doktryny? Dlaczego chciał ją chronić?
- Masz wymówkę, jesteś jeszcze wystarczająco młoda by nie być cały czas rozsądna. - uśmiechnął się lekko, dość pogodnie spoglądając na ich splecione dłonie i ten kciuk, którym właśnie pocierała jego skórę.
- W naszym życiu to działa. Im mniej masz tym trudniej Cię zranić. - w jego głosie było przekonanie płynące z doświadczenia oraz jego ciężar.
W imię ochrony swojej rodziny musiał się jej wyrzec. Jego córka jest osobą, którą kocha najbardziej na świecie. Pomimo tego musiał od niej odejść. Zniknąć z jej życia gdy tylko się urodziła. Nie pozwalał sobie widywać jej częściej niż raz do roku, podobnie było z prezentami. Nie mógł pozwolić by ktokolwiek wiedział o jej istnieniu. Tylko tak musiał ją ochronić. Ona wiedziała. Sierra wiedziała i powinien ją za to zabić. By chronić swój sekret, swoją rodzinę. Zawsze robił to bez mrugnięcia okiem, bez wyrzutów sumienia. Jednak zapewnił ją chwilę temu, że nie musi się go obawiać. Nie musiała. Nie potrafił zrobić jej krzywdy i to czyniło go słabym. To mogło go w przyszłości cholernie dużo kosztować.
Nie wiedział do końca jak miał jej odpowiedzieć. Nie mógł jej o niczym zapewnić. Wytrzymał jednak jej spojrzenie. Jego było dość spokojne, jak na niego całkiem ciepłe. Dla niego to też nie było już takie proste. W grę wchodziły uczucia, uczucia, które nadal próbował w sobie zdusić. Nie mógł tego do niej czuć, wiedział, jak może się to skończyć.
Jednocześnie nie potrafił być na nią obojętny. Gdy się przysunęła po prostu wsunął rękę pod jej nogi i bez większego problemu wciągnął ją sobie na kolana pozwalając jej trzymać głowę z zagłębieniu pomiędzy swoją szyją, a barkiem. Po tym po prostu zamknął ją w swoich ramionach przytulając do siebie. Teraz nie była dla niego zagrożeniem, niebezpieczeństwem. Była po prostu drobną kobietą, która potrzebowała oparcia.
Jego kobietą.
I to w tym wszystkim było najgorsze. Wiedział co to dla niego oznaczało. Nie będzie już potrafił odejść. Jego instynkt zazwyczaj wygrywał.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sierra nie próbowała się wyrwać.
To było pierwsze, co do niej dotarło, że nie miała w sobie odruchu ucieczki. Żadnego napięcia w barkach, żadnego instynktownego oddalenia, które zwykle przychodziło o sekundę za wcześnie, zanim jeszcze głowa zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję. Magnus wciągnął ją na kolana jednym płynnym gestem, bez pytania i bez zapowiedzi, i ona po prostu na to pozwoliła. Oparła głowę w zagłębieniu między jego szyją a barkiem i poczuła, jak ramiona zamknęły się wokół niej, ciepłe, spokojne, solidne jak ściana.
Siedziała nieruchomo przez chwilę.
Oddychała.
Powietrze pachniało jego skórą i czymś, czego nie umiała nazwać. Po prostu on. Magnus. Człowiek, przy którym jej organizm przez ostatnią godzinę przestał się zachowywać jak narzędzie zbudowane do przetrwania.
Gdzieś głębiej, za tą ciszą, ciągle tliła się świadomość. Wiedziała, że ktoś ją znalazł. Wiedziała, że to nie jest koniec, że to dopiero pytanie bez odpowiedzi, które będzie musiała kiedyś zadać na głos i że ta chwila, ta konkretna cisza w jego pokoju hotelowym, jest odroczona, a nie rozwiązana.
Ale nie teraz.
Teraz jego dłoń spoczywała na jej plecach, ciężka i pewna, i Sierra pozwoliła sobie poczuć to bez natychmiastowego tłumaczenia, bez przekładania na ryzyko i konsekwencje. Tylko to ciepło, oddech, bezruch, który nie był pustką.
Powoli przesunęła nos wzdłuż linii jego szyi.
Nie szukała niczego konkretnego. Poruszała się ostrożnie, jakby testowała granicę własnej odwagi lub raczej własnej kapitulacji. W końcu przycisnęła usta do jego skóry, tuż pod żuchwą. Pocałunek był krótki, ciepły i pozbawiony jakichkolwiek intencji poza jedną, jedyną: żeby być blisko.
Czuła pod wargami rytm jego tętna.
Przymknęła oczy.
Przez całe życie uczyła się, że bliskość to luka w pancerzu. Że każdy, kto wie, jak ją dotknąć, wie też, gdzie uderzyć. Że ciepło jest pułapką, że spokój jest złudzeniem i że jedyna kontrola, na którą można sobie pozwolić, to ta nad własnym oddaleniem.
A jednak siedziała tutaj.
Wtulona w niego jak coś kruchego, co znalazło wreszcie odpowiednie oparcie.
Przesunęła lekko palce po jego przedramieniu, niemal bezwiednie, powoli śledząc żyłę pod skórą, kontur mięśni, każdą nieregularność, którą pamiętała dotykiem, zanim zdążyła je zapamiętać inaczej.
Nie patrzyła na niego.
Nie musiała.
Wystarczyło to, że siedział nieruchomo i trzymał ją, że nie pytał, nie komentował, nie próbował wypełnić ciszy słowami, których żadne z nich nie potrzebowało. Rozumiała, że to jest właśnie ten język, którym oboje mówili: obecność zamiast deklaracji, gest zamiast obietnicy.
Powoli, zupełnie powoli, jej ciało się rozluźniło.
Barki opadły. Oddech wyrównał się, głębszy niż przez ostatnią godzinę. Klatka piersiowa przestała pilnować każdego wdechu.
Sierra siedziała nieruchomo w jego ramionach z zamkniętymi oczami i poczuciem, które rozlało się cicho po całym ciele, nieproszonym i nieodpartym poczuciem, że jest bezpieczna.
Nienawidziła tego słowa.
I po raz pierwszy od bardzo dawna nie chciała, żeby przestało być prawdą.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasami nie były potrzebne żadne zapewnienia, słowa. Magnus nigdy nie należał do najbardziej wylewnych osób. Nikt go tego nie nauczył. Znacznie lepiej wychodziły mu gesty. Gesty, które w jej stronę wykonywał coraz bardziej naturalnie, co dla niego samego było nieco niepokojące. Nauczony doświadczeniem powinien trzymać większy dystans. Mieć większy problem by się przed nią otwierać. W końcu to jego ciało najlepiej pamiętało jak dewastująca potrafi być kobieta w jego życiu.
W jej przypadku jednak miał ten odruch ochronny. Nie chciał i nie potrafił zostawić jej samej. Nawet jeśli ich relacja zaczęła się jako zupełnie coś innego. Bez żadnych zobowiązań. Tak nie dało się już uciekać od tego, że zaczynał względem niej coś czuć. Na razie nie chciał zaglądać w głąb siebie by zbadać co to właściwie było. Jedno było natomiast pewne. Była jego kobietą. Nawet jeśli żadne z nich nie powiedziało tego głośno, a ona sama już na pewno by tego nie powiedziała, tak dla niego była jego. Nie w ten niezdrowy, posesywny sposób. Wzbudziła w nim uczucia, które zdążył już zapomnieć.
Teraz, trzymając ją w swoich ramionach wiedział, że jego emerytura jest niestety skończona. Zamoczenie nawet małego palca w tamtym świecie sprawiało, że ten łapał cię łapczywie za dłoń i wciągał całego. To będzie wiązało się z kolejnymi wyrzeczeniami, lecz nie pozwoli jej skrzywdzić. Biada temu, kto postanowi stanąć mu na drodze.
W jego ramionach wydawała się być po prostu na miejscu. Znał ją jako bardzo pewną siebie dziewczynę. Wiedział też, że potrafi o siebie zadbać. W tej jednak chwili nie była zabójczynią. Była po prostu przestraszoną dziewczyną, która potrzebowała oparcia, a on to oparcie potrafił jej dać. Nie musiał jej o niczym zapewniać. Wiedziała, że ma go po swojej stronie.
Przeszedł go przyjemny dreszcz, gdy musnęła jego skórę swoimi ustami. Czuł jak powoli, mięsień po mięśniu zaczyna się rozluźniać. Gładził powoli, delikatnie przestrzeń między jej łopatkami sięgając również na kark. Z tyłu głowy miał cały czas, że nie mogą zostać tutaj zbyt długo. Ta bliskość, intymność była uzależniająca i niebezpieczna. Mogli sobie jednak pozwolić jeszcze na kilka sekund. Może nawet kilka minut.
Wziął głębszy wdech chcąc poczuć jej zapach. Jej perfum, jej ciała. Teoretycznie znał go doskonale, jednak dzisiaj było w nim coś więcej. Musnął skórę jej szyi swoimi ustami nie wypuszczając jej ze swoich objęć. Poczuł jak temperatura jego ciała wzrosła nieco w odpowiedzi na jej obecność. Będąc tak blisko pocałował jeszcze delikatnie jej policzek, blisko kącika jej ust. By za chwilę, całkowicie niespiesznie pocałować również jej usta. Nie było w tym pocałunku nic drażniącego, podniecającego. To było powolne, niespieszne przekazanie uczuć, których nie mógł przekazać słowami. Ciepła, oddania, intymności oraz niemej obietnicy tego, że nie jest w tym wszystkim sama.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sierra odwzajemniła pocałunek.
Opowiedziała z tą samą delikatnością co on, która w porównaniu do gwałtowności, która im się zdarzała była dziwnie kojąca. Tamte pocałunki był głodne, żarliwe, a ta czułość była przyjemna chociaż zaskakująca. Ciepło i brak pośpiechu. Jej usta odpowiedziały jego ustom dobrze znając rytm, chociaż tym razem w spokojniejszej wersji. Chciała go tak całować. Nie myśląc.
Najbardziej zaskakujące było to, że w jej głowie panowała cisza. Żadnych kalkulacji, ani głosu wyliczającego ryzyko i słabości, żadnej części niej, która zwykle stała z boku i obserwowała, gotowa do odwrotu. Był tylko on i ciepło jego dłoni na jej karku. Zapach jego skóry. Spokojny, miarowy oddech, który wyczuwała nawet przez dotyk.
Oparła czoło o jego czoło, kiedy pocałunek się skończył. Uśmiechnęła się i siedziała tak z zamkniętymi oczami, ze spleconymi palcami na jego przedramieniu, i przez kilka sekund po prostu trwała w tej ciszy. Było to coś, czego przez większość życia nie umiała nawet nazwać, bo nie miała dla tego słowa.
Teraz miała.
Spokój.
Prawdziwy, niewymagający żadnego wysiłku spokój, który nie był efektem kontroli ani wytrenowanego wyciszenia, lecz czymś, co przychodziło samo, z zewnątrz, od niego. Co jej ciało przyjmowało z czymś w rodzaju wdzięczności, której nigdy by głośno nie przyznała.
Powoli musnęła ustami jego policzek. Zrobiła to bez konkretnego celu poza tym, żeby jeszcze przez chwilę być blisko.
Gdzieś w tej ciszy, głęboko pod powierzchnią, wiedziała. Wiedziała, że ktoś ją znalazł, że Veronica wróciła z cudzych ust na środku chodnika i że za tą chwilą czeka już wszystko, przed czym ta chwila ją chroniła. Plan. Zagrożenie. Pytania bez odpowiedzi, z których każde pociągało za sobą kolejne.
Trzy głośne uderzenia w drzwi rozdarły ciszę.
Sierra zareagowała zanim zdążyła pomyśleć. Zsunęła się z jego kolan jednym płynnym, bezszelestnym ruchem, a jej prawa dłoń już wylądowała w plecaku. Otworzyła go i zwinnie wyciągnęła nóż, tylko tyle przy sobie miała. Nieduży, składany i ciężki w uchwycie.
Stanęła bokiem do drzwi.
Odwróciła głowę i spojrzała na Magnusa.
Jedno spojrzenie. Tylko tyle, żeby wszystko między nimi przepłynęło bez jednego słowa. Pytanie i odpowiedź jednocześnie. Gotowość. Ocena. Wzajemne rozpoznanie kogoś, kto rozumie to samo co ty, bez tłumaczenia i bez mapy.
W jej oczach nie było już śladu po tej kobiecie, która przed chwilą opierała czoło o jego czoło z zamkniętymi oczami i błogim uśmiechem na ustach.
Była skupiona, chłodna i kompletna. Jednocześnie wciąż wpatrzona w niego, w jedynego człowieka, któremu ufała.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czułość.
Tego słowa szukał by opisać to jak się całowali. Czule, intymnie, bez pośpiechu. Po raz pierwszy odkąd się poznali. Magnus nie sądził, że był jeszcze zdolny do takich gestów. To słowo zdawało się być dla niego obce. Tylko odległym wspomnieniem, którego czasu nie potrafił określić. Jednak z nią był do tego zdolny. Potrafił ją traktować tak jak kiedyś swoją żonę. Kobietę, która też swego czasu była mu droga. Czułość... Wywołanie w nim tego uczucia było bardziej niebezpieczne niż celowanie do niego z broni. To prowadziło do jeszcze głębszych uczuć, przywiązania, a na to żadne z nich nie mogło sobie raczej pozwolić. Nawet jeśli są jedynymi osobami, które potrafią zrozumieć swoje życie, to przez co przeszli.
Ten uśmiech, który przelotnie zobaczył na jej ustach sprawił, że jego stare i zimne serce pominęło jedno uderzenie. Może to po prostu arytmia, a może początek czegoś, na co zdecydowanie nie mógł sobie pozwolić? Z tym uśmiechem było jej do twarzy. Zupełnie niepodobny do wszystkich, którymi go do tej pory uraczyła. Widział ją rozbawioną, zaspokojoną, lecz to wszystko nie mogło się równać z tym jednym, prawdziwym. Chętnie zobaczył by go częściej i to właśnie było niepokojące. To, że stała się już częścią jego życia. Nie prosiła o to, lecz to i tak się stało. Ta czułość, intymność, byłą czymś, czego pragnął i to właśnie z nią. Mruknął cicho czując jej usta na swoim policzku. Ta bliskość mogła być uzależniająca.
Może to dobrze, że w końcu ktoś im przerwał? Kto wie do jakich nieodwracalnych akcji mogliby się posunąć wodzeni tą czułością? Nie zdziwiło go jak szybko wróciła Sierra, którą znał. Przez dwie sekundy zaledwie biernie obserwował jak szykuje się do obrony. Potrafiła być niebezpieczna. Nie widział jej jeszcze w akcji i niekoniecznie chciał. Dlatego ta relacja była tak niebezpieczna. Dla nich obojga.
Z łóżka sięgnął do szafki nocnej, gdzie czekała na niego wysłużona Beretta. Odkąd przyszło mu zabić pierwszy raz w jej obronie przygotował się na kolejne ewentualności. Z resztą nawet na emeryturze starał się mieć chociaż jedną broń pod ręką. Nie było nic gorszego niż bycie bezbronnym. Dźwignął się z łóżka podchodząc do niej i wyciągając broń w jej stronę. W końcu nigdy nie mieli okazji by odbyć tę lekcję posługiwania się nożem w zwarciu. W jego rękach był bardziej niebezpieczny niż w jej. Ciężar ostrza dobrze leżał w jego dłoni. Gorzej niż pamiętał, lecz wystarczająco. Schował nóż w cieniu swojego przedramienia podchodząc do drzwi. Wiedział, że ktoś był wystarczająco pewny siebie by próbować użyć elementu zaskoczenia. Jednak pośpiech rzadko wychodził na kogokolwiek korzyść.
To mówiło dużo o jej prześladowcach, aczkolwiek najlepiej było dowiedzieć się więcej prosto z ich ust. Magnus znał wszystkich którzy pracowali w tym hotelu. Pewnych nawyków nie dało się wyzbyć. Wiedział, że będzie mieć zaledwie ułamek sekundy i miał nadzieję, że jego czas reakcji na emeryturze aż tak nie zardzewiał. Spojrzał jeszcze przez ramię na Sierrę upewniając się, że jest gotowa.
W końcu otworzył drzwi. Nie poznał osoby po drugiej stronie, a skoro tak było nie zadawał pytań. Postąpił pół kroku do przodu skracając dystans. Złapał go za koszulę, wciągnął do środka jednocześnie uderzając kolanami w zgięcie jego by obalić go na kolana. Wykręcił jedną dłoń za jego plecami, drugą pozostawił wolną, lecz ostrze noża nacinało już jego skórę klatki piersiowej tuż nad jego sercem. Jeden ruch. Tyle wystarczyło by już nigdy nie wyszedł z tego pokoju.
- Chcesz o coś zapytać? - uniósł spojrzenie na Sierrę trzymając mężczyznę w swoim zabójczym uścisku.

Sierra Valencia
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Ritz-Carlton”