ODPOWIEDZ
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

outfit

Cora nie sądziła, że kolejny raz będzie mogła liczyć na Prince’a. Chociaż ich ostatnie spotkanie rozpoczęło się jak zwykle od darcia ze sobą kotów, to zakończyło się znacznie przyjemniej. Tak jak go poprosiła - został przy niej przez cały wieczór i noc. Pomagał się jej pakować wrzucając byle jak misę robioną przez jej babcię i z nabożną czcią traktując potem jej tusz do rzęs, jakby robił to wręcz prześmiewczo. Czasami się obijał przysypiając na kanapie albo uciekając do toalety, bo niby go boli brzuch, ale jego towarzystwo było jej potrzebne. Dodawał radości i śmiechu w te ściany, które pomału stawały się puste z każdym kolejnym spakowanym kartonem. Jego obecność pozwoliła jej się na chwilę zrelaksować i zapomnieć o tym przez co przechodziła, a nawet do niczego między nimi nie doszło. Po prostu sprawiał, że się śmiała. Dlatego, kiedy dopadło ich zmęczenie, poprosiła żeby został na noc obok niej, a wtulenie się w niego było czymś… niezwykłym. Już dawno tak dobrze nie spała.
To też dodało jej nowej energii do pracy nad festiwalem, do którego powróciła ją wzmożonych obrotach. Chciała jak najszybciej wszystko nadrobić, więc pracowała dosyć intensywnie. Terminy ich goniły, a ona czuła znowu, że robi coś dobrego. Wolała skupić swoją energię na pracy, aniżeli na człowieku, którego uważała za ojca, a który potraktował ją jak zepsutą rzecz i wyrzucił do kosza. Jej serce wciąż po tym wszystkim krwawiło. Była bardziej zdystansowana do ludzi niż dotychczas i nawet ubierała się mniej wyzywająco niż dawniej. Potrzebowała czasu. Potrzebowała pracy nad samą sobą, aby się odnaleźć w nowej rzeczywistości po tych wszystkich ostatnich perturbacjach.
Ale z Williamsem było inaczej. Już nie chciała tak bardzo na niego szczekać i gryźć. Sama nie wiedziała, czego chciała , ale… Chciała się z nim zobaczyć. W końcu mieli festiwal do ogarnięcia, a ona wcześniej na trochę się zaszyła w domu, prawda? Dlatego po kilku dniach napisała do niego z propozycją spotkania w siedzibie Northand Power. Wciąż tutaj pracowała, więc wykorzystała jedną z sal na spotkania, aby zaprosić do niej Prince’a. Był już wieczór, więc raczej nikogo już nie powinno być w biurze. Jedynie Cora ostatnio stała się małym pracoholikiem, że nawet prezentację (!) przygotowała na spotkanie. - Dobra, musimy spiąć dupę, bo mamy obsuwę. Przygotowałam na szybko status działań - stojąc przy ścianie, gdzie rzutnik właśnie wyświetlał slajdy, zaczęła wszystko przedstawiać niczym profesjonalistka. Cherry i Charlie mogliby być z niej dumni! - Miejsce? Twoja propozycja nad Ontario była świetna, zgoda jest, więc super- przytaknęła z cichym podziękowaniem i przerzuciła kolejny slajd. - Muzyków mamy, musisz tylko przygotować plan występów - kto kiedy i w ogóle. A i potrzebujemy kogoś , kto poprowadzi to wszystko na scenie. Chyba najlepiej, żebyś Ty to zrobił, prawda? W końcu to był Twój pomysł, a doświadczenie w występowaniu na scenie już masz- nie wyobrażała sobie, żeby tą imprezę mógł poprowadzić ktokolwiek inny. Nie powie mu tego, ale według niej on byłby idealny w tej roli, a przede wszystkim… Nikt inny nie zasługiwał na to tak jak on. - Potrzebujemy ekipę techniczną, która nam rozstawi cały sprzęt i zadba o wszystko w trakcie. Uda się to ogarnąć? Masz jakieś znajomości w tym temacie?- bo mogli to akurat razem ogarnąć, prawda? - Skoro to ma być festiwal charytatywny dla kobiet, to co sądzisz o innych cenach dla kobiet i mężczyzn? Myślę też, że opłata powinna być symboliczna. Dodatkowo wpadłam na pomysł, żeby w tym miejscu stworzyć takie mini miasteczko, gdzie będą stoiska z różnymi rękodziełami. Artyści chcąc się tam wystawić, będą musieli uiścić opłatę, która pójdzie na fundację- teraz na ekranie ukazała się wizualizacja terenu festiwalu z rozmieszczeniem obiektów. - A i jeszcze rozmawiałam z trzema lekarkami, które przez kilka godzin mogą wykonywać USG piersi, a także uczyć jak samemu się badać. Do tego zorganizujemy też tam krótkie warsztaty z samoobrony dla kobiet - dodała na koniec pierwszy raz tak naprawdę występując tak… zawodowo. Czuła obawy wobec jego reakcji , ale też dreszczyk ekscytacji. - No i chyba ostatnie, co nam zostało , to reklama w mediach i plakat. Z tym nie mam w tym momencie w ogóle pomysłu- i teraz nieco mina jej zrzędła, gdy przyznała mu się, że nie majà jeszcze plakatu. Może on na coś wpadnie? Póki co jednak czekała na jego komentarz stojąc przed nim wyraźnie się stresując. Czemu się w ogóle stresowała? Czemu tak bardzo jej zależało, żeby mu się to wszystko spodobało? Czyżby chciała jego… akceptacji?


Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora

Prince chyba przypominał kobietę. Cały czas był niezadowolony. Niepracująca Cora była dla niego utrapieniem, bo musiał załatwiać wiele rzeczy sam, ale ta pracująca... wydawała się jeszcze większym. O ironio, musiał pracować jeszcze bardziej, rozmawiać z artystami, a część obowiązków sprawiała, że praca w wytwórni stawała się jeszcze trudniejsza. Miał wydać płytę. Zamiast skupić się na niej, przekierował wszystkie swoje siły na festiwal.
Zdziwił się. Northland Power. Pierwszy raz wygooglał całkiem poważnie firme, w której pracowała. Wpatrywał się w ciszy w ekran telefonu. Okej, znalazł się w budynku. Tyle że ochroniarze nie chcieli go wpuścić w flanelowej koszuli. Podobno wyglądał jak przybłęda. Nikt jeszcze go nie potraktował w ten sposób, a dotarcie do sali konferencyjnej przysporzyło mu solidny ból głowy. Ale trafił. Uśmiechnął się na widok blondynki. Ostatnio spędzony wieczór był czymś nowym nawet dla niego. Nikogo nie podrywał, po prostu był, narzekał i zasnął. Dzisiaj rozsiadł się w jednym z foteli przy stole i oglądał prezentację. Nie spodziewał się profesjonalizmu. Jemu samemu daleko do niego było.
Okeeej — pierwsze mądrze rzucone słowa sprawiły, że lekko się skonsternował. Profesjonalne organizowanie festiwalu chyba nie należało do jego ulubionych spraw. Powoli mało ogarniał — to serio budynek twojej... rodziny? — przerwał prezentację, cały czas rozglądając się po pomieszczeniu. Wcześniej mocno bagatelizował miejsce pracy Marshall — ładnie tu — nawet ten widok panoramy Toronto miał coś w sobie — ale jakoś tak sztywno... — nic dziwnego, że w centrum korpo zaczął czuć się przedziwnie. Rozglądał się po ścianach budynku, zastanawiając się, co tak naprawdę powinien zrobic.
Naprawdę muszę zapowiadać tych debili? — i dodatkowo samego siebie — lubię scenę, kocham na niej występować, ale prezenter ze mnie marny — oczami wyobraźni widział siebie jako prowadzącego Familiadę i aż się cały wzdrygnął na samą myśl — suchary będę musiał opowiadać? — dopytał, unosząc jedną brew ku górze — dlaczego komornik ściga jamnika? — kilka sekund ciszy — bo długi — ba dum, tsss. Zdecydowanie prowadzący byłby z niego kiepski. Co miałby powiedzieć o własnych kumplach i kumpelkach z branży?
No mam — kiwnął głową, to był w stanie ogarnąć — poproszę kogoś z wytwórni o ogarnięcie tematu — pod względem technologii nie nadawał się do pracy, poruszy kilka kontaktów, by załatwić im odpowiednią ekipę — a nie będzie to lekko dyskryminujące? — niby rozumiał zabieg Cory, ale też nie w stu procentach — trochę tak, jakby płeć miała znacznie, znaczy ma, ale chyba obie płcie ranią siebie nawzajem? — jasne, nie zbierali na schronisko dla mężczyzn, jednak oni działają razem i właściwie to, to by chciał podkreślać — to dobry pomysł — nawet kciuka podniósł na badania oraz rękodzieła — a żarcie? — to byłoby kolejne dobre źródło dochodu — czy ty o wszystkim pomyślałaś? Super Cora — uniósł oba kąciki ust ku górze i przytaknął głową z uznaniem. Fantastycznie, wszystko będzie działało, jak w prawdziwej machinie. Oczy mu się świeciły, bo ogarnęła kawał dobrej roboty.
Ale bez reklamy nikt nie przyjdzie na festiwal — stwierdził poważnym tonem. To było ryzykowne. Chociaż nie wiedział nawet, ile czasu zostało im do występów — muzycy mogą go chyba wstawić na sociale, potrzebujemy plakat — przyznał twardym tonem. Mógłby go wygenerować, lub poprosić jakiegoś znajomego grafika. Za to miał chyba lepszy pomysł — umiesz je tworzyć, Lala?
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Najwyraźniej żadna wersja Cory nie odpowiadała Williamsowi - niezależnie od tego co robiła bądź czego nie robiła. Jednak blondynka pracowała teraz zawzięcie dla innych kobiet oraz dzieci, a nie żeby się przypodobać facetowi. Nawet jeśli ostatni wspólny wieczór był zaskakująco miły. Minął im w przyjaznej, luźnej atmosferze. Prince był jedynym mężczyzną (nie licząc braci), przy którym czuła się w tym momencie w miarę komfortowo. Co najważniejsze- czuła się bezpiecznie, a niestety teraz to stanowiło dla niej rzadkość.
Z kolei jej strój piosenkarza nie przeszkadzał ani trochę, więc nie rozumiała dlaczego ochrona robiła problem. Tym bardziej, że przecież przemyciła pod nieobecność Cherry i Charliego piżamowe czwartki! Ale najważniejsze, że ostatecznie pojawił się na prezentacji chociaż początkowo wyraźnie nie mógł się skupić. Cora zmarszczyła brwi widząc jak się rozgląda wokół zamiast jej słuchać. - Tak, to nasz…- z automatu już chciała przytaknąć, że ten budynek należy do jej rodziny, ale przecież to nie była już jej rodzina. Oczywiście rodzeństwo i mama wciąż byli w jej sercu, ale to była tylko kwestia czasu, kiedy Christopher pozbawi ją też nazwiska. Pozbawił już ją wszelkich środków i aktywów, więc nie, budynek nie należał do niej. - To budynek należący do rodziny Marshall- poprawiła się po krótkiej pauzie, która sprawiła, że się spięła i wybiła z rytmu. Potrzebowała chwili na dojście do siebie, więc zakasłała kilka razy i upiła łyk wody, aby dać sobie czas. Przecież nie powie Princowi , że jego pytanie ją zabolało.
Zdziwiła się natomiast, gdy nie wyraził entuzjazmu zostania prowadzącym festiwal. Sądziła, że z radością na to przytaknie. - A chcesz wynająć kogoś dodatkowo do tego?- spytała się nieco skonsternowana, ale zaraz zaśmiała się krótko na jego naprawdę słaby żart, który jednak nieco ją rozbawił. - Możesz sobie darować suchary. Bądź … sobą? Zapowiadaj ich tak jakbyś zapowiadał swój kolejny utwór? W sumie to sama nie wiem. Nie byłam nigdy na Twoim koncercie- przyznała szczerze będąc autentycznie zaskoczona, że nigdy jeszcze nie miała okazji zobaczyć go na scenie, ale wyobrażała go sobie na niej tak jaki był poza nią - pewny siebie i z tym błyskiem w oczach. Wiedziała, że pewnie zbajeruje publiczność.
- Super, to mamy to ogarnięte- zaznaczyła w swoim różowym, puchowym notesie , że Prince się zajmie kwestią techniczną. Jednak słysząc jego krytykę odnośnie różnic w cenach biletu, odłożyła zeszyt na biurku i założyła ręce na ramiona, patrząc na niego wyraźnie poirytowana z góry, bo wciąż stała przed projektorem. - Cóż, a znasz schroniska dla mężczyzn , którzy muszą uciekać przed kobietami stosującymi wobec nich przemoc? - spytała tak naprawdę retorycznie, bo pewnie nie znał. Cora też nie znała, chociaż nie wykluczała istnienia takiego miejsca, bo przecież obie płci stosowały przemoc. Jednak statycznie, to kobiety były znacznie częściej ofiarami, więc nie mogła się też zgodzić z jego kolejnym stwierdzeniem, które jeszcze bardziej ją wkurzyło. - Nie. To faceci ranią. Lepiej żeby kobiety się wiązały same ze sobą aniżeli z facetami- skomentowała zgodnie z ostatnią radą jaką otrzymała od siostry. Może faktycznie powinna się wiązać tylko z kobietami? Z facetem jej nigdy nie wychodziło, więc może to nie problem leżał w Corze, a w płci, którą wybierała?
Jednak nie złościła się jakoś długo na Księcia, bo widziała mimo wszystko jego zaangażowanie w projekt. Mimo tego, że był facetem. - O żarcie, faktycznie! Może być budka z kebabem, który ostatnio zamawiałeś. Był całkiem dobry- serio, jeden z lepszych jakie jadła, więc to był bardzo dobry pomysł z jego strony i już miała go za to pochwalić, kiedy to on pochwalił ją, co ją zaskoczyło , ale i zawstydziło. Dotychczas nie miała problemów z przyjmowaniem komplementów, ale ostatni okres w jej życiu sprawił, że wszystko zaczęło w niej błądzić. Nie wiedziała już co było dobre, co złe. Jednak jego komplement był naprawdę miły. - Oh… dziękuję- powiedziała z lekkim uśmiechem ucinając to, bo czuła się niepewnie mówiąc teraz o sobie. Chciała się skupić na pracy, ale zaraz jej mina zrzedła , gdy przyszła pora rozmawiać o promocji i plakacie. Miał rację, potrzebowali go. Byli do tyłu z promocją festiwalu, a przecież to był kluczowy aspekt, a one oficjalnie była specjalistą od marketingu w firmie. Wyraźnie zrezygnowana usiadła u szczytu stołu niedaleko Prince’a. - Nie tworzyłam nigdy plakatu… coś tam maluję w wolnym czasie, ale nie nadaje się to do jakichkolwiek publikacji- malowała do szuflady, a raczej do szafy. Nigdy się nie chwaliła swoimi dziełami. Może i nawet mogłaby coś narysować , ale nie miała kompletnie weny od tygodni.

Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Corka

Cisza. Coś czego się u niej nie spodziewał. Podobnie jak wypowiedzianych słów. Procesował chwilę. Okej, dotarło do niego. Mógł zachować się jak idiota. Została przecież wydziedziczona, a ostatnio ją przytulił, dał się jej wypłakać. Po prostu ta szara rzeczywistość wydawała się go przytłoczyć.

W porządku? — przechylił delikatnie głowę — zacięłaś się — i to wzbudziło u niego wręcz reakcję obronną — a ty się nie zacinasz... — mruknął pod nosem, marszcząc delikatnie nos. Mówiła jak katarynka, nie zatrzymująca się nawet przy największych przeszkodach.
No, a prowadzącym nie powinna być kobieta? Skoro to festiwal dla kobiet — o to chyba bardziej mu chodziło. Za kogo miała go Cora? Za dupka. Cały czas tak uważał, zresztą internet doskonale pamiętał ich pierwsze starcie w sklepie — na przykład ty — wskazał na nią palcem i uśmiechnął się. Wygadana, mądra z błyskiem w oku. Na pewno poradziłaby sobie świetnie, przynajmniej zdaniem Prince'a. Zapowiadanie piosenek jak na własnym koncercie? To nie było to samo. Znał własnych fanów, piosenki, potrafił wytworzyć odpowiednią atmosferę, a na festiwalu miała pojawić się dziwna mieszanka ludzi — a chcesz bilet? — uniósł jedną brew. Szastał nimi na prawo i lewo, zwłaszcza gdy zaczynał z kimś współpracować, lub zaczynało mu na kimś zależeć — będę grał jeden niedługo... Może wejdziesz za kulisy? — dopytał, unosząc kąciki ust. Nie przeszkadzałaby mu, o ile znów by się nie pokłócili. Przychodziło im to z dziecięcą łatwością, o każdą najmniejszą głupotę.
Kiedy masz urodziny? — wyskoczył jak Filip z Konopi, ale w tym całym outficie jedna rzecz dość mocno mu się gryzła — kupię Ci bardziej profesjonalny notes — jakiś czarny z zakładkami w jednorożce, byle nie różowy z futerkiem. Dalej kojarzył mu się dość słabo — nie znam, ale na pewno istnieją — i nic nie mówiąc, wyjął telefon — o patrz — pomachał jej przed jej nosem — jest dla bezdomnych — kiedyś robił dla nich zbiórkę. Część została wyrzucona przez kobiety — po prostu... — westchnął głośno pod nosem. Nie chciał kolejny raz się z nią kłócić — chodzi mi oto, że po co prowadzić jakiekolwiek wojny i dziwne nastroje — a ceny biletów na pewno byłoby skomentowane. Faceci potrafili być równie zawistni co kobiety — finalnie chodzi oto, żeby wszyscy tworzyli... — odpowiednie słowo, jak to ono brzmiało... — całość? — idealne określenie, aż uniósł kąciki ust ku górze. — wszyscy ranią Cora — powiedział stanowczym głosem, zawieszając na niej ciemne tęczówki — jak myślisz, że jest inaczej, to jesteś w błędzie — jedna kobieta dawno temu go zraniła. Od tego momentu nie chciał wchodzić w żadne, zobowiązujące relacje. Łatwiej żyło się chwilą.
To chyba tak nie działa... — mieli restaurację, a nie food trucka — ale mogę do nich zagadać — albo zamówić jej porcję kebabu, jakby się nie udało — nie wolałabyś czegoś bardziej fancy niż kebab? — frytki belgijskie, zapiekanki, jakieś sałatki, czy lody? Kebab brzmiał bardzo męsko, ale chciał móc poznać jej zdanie w najczystszej formie.
Nie masz za co, zrobiłaś dobra robotę — powtórzył raz jeszcze. W głowie liczył, że zacznie się sama wychwalać, ale coś dalej musiało w niej siedzieć.
To spróbuj... — jego głos był łagodny — czego do tego potrzebujesz? — kartki, ołówka, tableta? Zawsze mógł go jej podać — zajmujesz się marketingiem, co nie? — tyle pamiętał, ale wolał potwierdzić — więc to chyba coś, co powinno Ci wyjść — wierzył w nią oraz jej umiejętności — i co malujesz w wolnym czasie? — zagadnął z ciekawości, bo uwielbiał rozmawiać z artystami. Muzykami, rzeźbiarzami, grafikami, malarzami. Takie rozmowy dawały mu prawdziwą siłę.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Tak, tak, po prostu…- zaczęła odpowiadać na jego pytanie czy wszystko w porządku, ale nie wiedziała nawet jak to wytłumaczyć. Nic nie było w porządku. To była chujowa sytuacja. - To już nie jest moja rodzina. Znaczy niektórzy są, ale…- bo przecież ona się nikogo nie wyparła. Większość członków nie wyparła się też jej. Jedynie głowa rodziny ją z niej wyrzuciła niczym nic nieważny śmieć. Cora czuła jak ziemia usuwa się jej spod nóg. To był przykry temat. Zły. Cholernie bolący i prawdopodobnie nigdy ten ból nie minie. Westchnęła głośno, a jej ramiona opadły jakby była bez sił, by o tym opowiadać. - Zostawmy to proszę. To jest tak totalnie pojebane, że nawet nie wiem co mam Ci na to odpowiedzieć- zadziwiająco łatwo przychodziło jej coraz częściej rozmawiać z Princem szczerze. Nawet jeżeli sobie dogryzali albo podnosili głos, to była szczerość. Może dlatego, że w pokrętny sposób, ale ten on był wokół niej w najgorszych momentach jej życia.
Ale nie sądziła, że właśnie zaproponuje ją jako prowadzącą festiwal. - Ja??- spytała wyraźnie zaskoczona, ale i spanikowana. Zaraz jednak zaczęła szybko kręcić głową. - Ja się nie nadaję do występów. Na stówę coś pojebię i się zestresuję, a myślę, że prowadzący facet to będzie właśnie takie ładny ukłon w stronę kobiet. Zbajerujesz widownię na pewno- spojrzała na niego porozumiewawczo, bo nieraz się chwalił, że kobiety się do niego dobijają. Będzie mieć znowu okazję na to. I sądziła, że skorzysta z tej szansy, a ona będzie mogła go pierwszy raz obserwować na scenie, ale wtedy zaproponował jej bilet na swój koncert i ponownie otworzyła szeroko oczy. - Oh…- wyleciało z jej ust i zaczęła mu się przyglądać z zainteresowaniem. Dlaczego to zrobił? Dlaczego był AŻ tak miły? Czyżby litował się nad nią? - A Ty chcesz, żebym przyszła?- spytała ciekawa jego odpowiedzi, bo od tego zależało , co ona powie. A ona? Tak, chciała go posłuchać na żywo odkąd spotkali się w studiu, gdy był na próbie.
- Ej, to futerko jest milusie- jęknęła i nawet dla efektu pogłaskała swój notatnik. Lecz najwyraźniej Prince miał dzien zaskakiwania ją raz za razem. Nie wiedziała co o tym sądzić, ale… podobała jej się taka wersja Księcia. - A urodziny miałam wczoraj- odpowiedziała szybko mimochodem i od razu odwróciła kota ogonem. - A Ty gdzie wszystko notujesz?- spytała podpierając się pod boki.- Masz wszystko zapamiętać o czym mówię- i nawet mu pogroziła paluszkiem, żeby się jej bał.
Póki co jednak udało mu się ją przekonać do swojego pomysłu. - Dobra, niech będą takie same ceny. Odpuszczam Ci za to, że znalazłeś schronisko- przewróciła oczami jakby robiła to z łaską, ale była pod małym wrażeniem. - Tak, obie płcie popełniają błędy , ale Wy to robicie z czystą premedytacją i po Was wszystko spływa jak po kaczce. Uważacie, że możecie więcej- rzuciła z wyrzutem, bo jednak wciąż to wszystko w niej siedziało. Pewne rzeczy nie przemijają tak szybko. Pewne uczucia nigdy nie przemijają.
- Kebab może być jedną z opcji. Przyznaj, że po koncercie zjadłbyś takiego kebsa- ona by zjadła! Ale jak narazie Prince znowu ją zaskoczył. Tym, że ją POCHWALIŁ. To był jego pierwszy komplement wycelowany w jej stronę. Nie pamiętała, żeby nawet podczas wspólnej nocy coś miłego padło z jego ust w jej stronę. Dlatego teraz wpatrywała się w niego jakby coś ukrywał? - Masz gorączkę Williams?- spytała się nachylając w jego kierunku i dotykając jego czoła. Normalna temperatura. - Otwórz buzię, wystaw język- i czekała aż faktycznie to zrobi, żeby dopiero po tym oprzeć się z powrotem o oparcie fotela. - Czego mi brakuje?- spojrzała na niego jakby to było najgłupsze pytanie pod słońcem - Weny- tylko tyle i aż tyle. - To nie jest takie proste usiąść i po prostu coś stworzyć. Muszę to… czuć całą sobą. Nie potrafię czegoś przerysować. Wszystkie moje prace odzwierciedlają moje uczucia i myśli z danego momentu życia- zaczęła mu tłumaczyć czując wewnętrznie, że pierwszy raz naprawdę Williams może ją zrozumieć. W końcu też był artystą, prawda? - Nie potrafię rysować na zawołanie, a Ty? Jak Ci teraz powiem, żebyś napisał piosenkę o kawie i długopisie, poradziłbyś sobie z tym?- spojrzała na niego wymownie wyczekując odpowiedzi.


Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora

Kiwnął głową. Skoro nie chciała o tym rozmawiać, miał zamiar to uszanować. Uśmiechnął się jedynie słabo, bo o ile chciał do niej sięgnąć, przytulić ją i pogłaskać, to w obecnej scenerii oraz chwili nie chciał naruszać w żaden sposób jej cielesności. Powinna móc z kimś o tym porozmawiać, zdjąć z siebie ciężar, ale zdawał sobie sprawę, że byłoby to wręcz niemożliwe.
No ty — potwierdził jednym, krótkim ruchem głowy. Byłaby zdecydowanie bardziej odpowiednia niż on, jako jedna z organizatorek, a przede wszystkim silna kobieta — a to nie jest festiwal dla kobiet? — zauważył, unosząc jedną brew ku górze — albo decydujemy się na duet, albo na kobietę. Poza tym nic nie pojebiesz i dałabyś sobie radę. Mnie byłaś w stanie obalić, to z innymi zrobisz to samo — tu dla niego nie było kompromisu. Sprawa wydawała się być wręcz banalnie prosta. Nawet dla niego. Blondynka dałaby sobie radę śpiewająco, ale przestała być już tą szczekającą chihuahuą, którą tak dobrze znał. Dlatego postawił być milszy? Sam nie wiedział. Po ich ostatniej rozmowie traktował ją inaczej. Zmarszczył brwi na jej pytanie. Czy chciał, by go oglądała? Jak fanki piszczą na jego widok, a on puszcza im oczko? Niekoniecznie. Za to chciał, by była przy jego boku — tak. Ma to jakieś znaczenie? — uniósł brew ku górze. Nie był w stanie jej zrozumieć. Tamta wspólna noc miała być cudowna, ale ciągle czuł się... winny. Nawet jeśli podobno nie zrobił nic złego.
Ale nieprofesjonalne — już raz to mówił i dalej uważał w ten sposób — ohh, to wszystkiego najlepszego? Nic nie mam, nawet wina — bo jako syn z dobrego domu nauczył się jednego, zawsze trzeba było przyjść z jakimś dobrym prezentem. Nieważne, co działo takie okazje trzeba było uczcić — w głowie — postukał się w czoło — poza tym nie muszę pamiętać, nakrzyczysz na mnie, jak tylko czegoś zapomnę — zaśmiał się głośno, drapiąc się po głowie. W końcu była krzyczącą chihuahuą i na pewno by oberwał, gdyby tylko czegoś nie zrobił.
Uniósł dłonie. Oczywiście, że musiał mieć coś na swoją obronę.
No tak, bo nie ma kobiet gwałcących kobiet — parsknął krótko pod nosem — mogłabyś przestać wkładać wszystkich do jednego worka? — ohh, nienawidził tego. Pewnie coś by w nim się podpaliło, gdyby nie jeden fakt znał jej historię. Był dupkiem, ale nikogo do niczego nie zmuszał. Dobra, był egoistą, ale... wtedy nie potrafił inaczej i dalej by tego nie zmienił. Taki był. Niektóre potrzeby przeważały. Bardziej byłby w stanie znieść abstynencję.
Po koncercie jem frytki z sosem kentucky i prażoną cebulką — to jego rytuał. Po każdym koncercie zawsze jadł ten jeden konkretny zestaw. Kebsa by zjadł, ale no... rytuał to rytuał, one przynosiły mu szczęście. Miał jeszcze kilka przed wejściem na scenę, jak telefon do mamy — daj spokój Cora — mruknął, strzelając oczyma. Języka jej nie pokazał, za to w ciszy posłuchał, co miała do przekazania — to narysuj to, co czujesz. Nie krzycz na mnie, ale... bardziej rozumiesz te kobiety, więc przelej to na papier i nie, nie napiszę piosenki o kawie na zawołanie — stwierdził spokojnym tonem, wbijając w nią spojrzenie — po prostu spróbuj... Przynieść Ci coś do picia? — zagadnął, wstając z siedzenia — nie macie jakiegoś barku dla pracujących do późna co? Mi pomaga zioło i alkohol na brak weny — i jedno miał, drugiego już nie.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była mu wdzięczna za uszanowanie jej prośby o nie poruszaniu dalej tego tematu. Wiedział w tym temacie chyba wszystko. Czy był sens mówienia mu o swoich uczuciach? Nie sądziła , aby chciałby ją słuchać w tym temacie. Coś się między nimi zmieniło. Odstawili broń, zakopali nieco topór wojenny i potrafili rozmawiać jak cywilizowani ludzie, ale ciężko byłoby jej uwierzyć, że nagle Prince chciałby słuchać o tym jak chujowo się czuje. Dlatego zostawiła ten temat za sobą i skupiła się na festiwalu, który o dziwo organizowali razem całkiem sprawnie jak na pierwszy raz.
- Duet?- spojrzała na niego dalej z tym samym zaskoczonym wyrazem twarzy, a wtedy w jej głowie pojawiło się wyobrażenie ich dwójki na scenie. Z nim zdecydowanie byłoby jej łatwiej. Nie czułaby się sama. O dziwo ten pomysł rzeczywiście się jej spodobał. Był pięknym kompromisem między nimi. - A jak się pokłócimy na scenie przed tłumem ludzi? Dla nas to żaden problem- i tym razem uśmiechnęła się lekko, bo faktycznie z tym nie było kłopotu, aby coś ich poróżniło. To szok, że w ogóle wciąż rozmawiali po tych wszystkich kłótniach. I wciąż rozmawiali w cywilizowany sposób, a na dodatek Williams jako jeden z nielicznych mężczyzn sprawiał, że w jego towarzystwie czuła się w miarę bezpiecznie i nie musiała się rozglądać wokół.
Dlatego coś jej podpowiadało, że warto go bliżej poznać, więc szansa obejrzenia go na scenie była wręcz niemożliwa do odrzucenia. - Tak, bo gdybyś to proponował z litości, to bym nie przyszła- wyjaśniła bez cienia wątpliwości. - Ale skoro oboje tego chcemy, to chętnie przyjdę na Twój najbliższy koncert- dodała na koniec z nieco szerszym uśmiechem, ale także rumieńcami zakłopotania, bo nie sądziła, że Prince ją tam chciał. Pewnie żeby się pochwalić jak laski piszczą na jego widok, rzucają stanikami i majtkami, a na koniec wybiera sobie kilka , żeby je zabrać zza kulisy. Tego nie chciałaby oglądać za żadne skarby, ale podejmie ryzyko i najwyżej potem wyjdzie.
Prychnęła słysząc to jego wszystkiego najlepszego- już prawie brzmiał teraz jak normalny Prince, do którego ją przyzwyczaił. - To pytanie czy życzenia?- spytała unosząc brew do góry i nie chodziło jej o brak prezentów, bo na nich jej nie zależało, ale życzenia zawsze chętnie przyjmie. Tym bardziej w takim okresie życia. - Czyli wolisz, żebym na Ciebie nakrzyczała zamiast miałbyś sobie zanotować?- a to ją akurat rozśmieszyło! I nawet pokręciła głową nie dowierzając jego taktyce. Ryzykowna dosyć. - Jak trafię na kogoś, kto zmieni moje zdanie w tym temacie, to przestanę- skomentowała krótko , nie wdając się w szczegóły, co dokładnie miała na myśli. Po prostu chciała poznać mężczyznę, który ją pokocha taką jaka jest i pokaże jej co to miłość. Ale wątpiła w to, że to się kiedyś stanie. - Serio? Zawsze to samo? Dlaczego akurat to?- spytała wyraźnie zainteresowana jego rytuałem. Czemu wybór padł akurat na frytki i to z takim sosem?
Skoro nie pokazał jej języka, to już mu na siłę tej buzi nie otwierała, a po prostu opowiedziała jak u niej wygląda proces twórczy. Gdy wstał oferując swoją pomoc, prawie spadła z krzesła. I nie chodziło o pytanie, a o chęć pomocy. Na pewno dobrze się czuł? - Prince, to porządna firma. Nie mamy tutaj alkoholu!- oburzyła się niczym Charity Marshall, ale skrywała w sobie pewien sekret. Przyglądała mu się uważnie marszcząc brwi przy tym i analizując za i przeciw. W końcu wstała. - Poczekaj chwilę- nakazała wychodząc z sali. Przeszła się po biurze, które i tej porze już świeciło pustkami i podeszła do swojego biurka. W ostatniej szufladzie, na samym dnie miała butelkę whisky - trochę już upitą. Zabrała ją ze sobą, a wracając do Williamsa, zgarnęła jeszcze szklanki i colę z lodówki. - Nie mów tego nikomu, ale czasami jak przychodzę na kacu do pracy, to sobie dolewam do kawy- wyjaśniła wracając z zaopatrzeniem, które postawiła na stole. - Albo jak mam się spotkać z bliźniakami- dodała ciszej, bo poza pracą byli spoko, ale jako prezes i wice prezes? Czasami sikała ze strachu przed spotkaniem z nimi. - Ale palić musimy przy oknie. Nie wiem kiedy Cherry zawita teraz do biura, ale na stówę wyczuje dym nawet po miesiącu- i tak oto Cora była gotowa napić się i zjarać z Princem w budynku Northand Power. Słysząc to, pewnie wszyscy Marshallowie oprócz Casspiana, zeszliby właśnie na zawał.


Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Chyba najważniejszą kwestią, która kierowała Prince'm, były, o zgrozo, uczucia. Kiedy kogoś lubił, potrafił nie być dupkowaty. Zwłaszcza gdy zdążył kogoś polubić. To była najważniejsza stała. O ile ktoś nie ostrzył na niego pazurków, nie szczekał, potrafił pokazać ludzką stronę. Tylko wszystko było skrywane za maską typowego dupka, nawet wśród najbliższych. Potrafił rzucać nieprzyzwoitymi tekstami na prawo i lewo, a dopiero jeden na jeden zyskiwał w czyiś oczach.
Duet — potwierdził głową. Wydawało mu się to najbardziej racjonalna propozycja. Jakby wyglądał sam na scenie? Jakich słów miałby używać, by chwalić kobiety? Kochał własną matkę, ale za co miałby dziękować innym? Może za wrażliwość, delikatność, czułość, ale to nie w stosunku do każdej — a kłócimy się, odkąd przestałaś na mnie warczeć? — uniósł jedną brew. Jakby na to nie spojrzeć w jego oczach, to Marshall była atakująca. W sklepie, w schronisku, na imprezie i dopiero kiedy schodziła z tonu, wydawała się normalna. Może nawet fajna... i zajebiście ładna, ale przecież jej tego nie powie, łatwiej obracało mu się wszystko w żart — a tam nie będziesz mogła tego zrobić — wytknął jej język i się zaśmiał. Właściwie, kiedy się nie kłócili, czas płynął sam wręcz naturalnie. Nie zmieniałby tego. Wolał ją taką.
Nie rozmawiam z ludźmi z litości — przechylił delikatnie głowę, by spojrzeć jej w oczy. Prawda była taka, że jakby nie chciał się z nią widzieć, to wysłałby tu Josha, jego menadżera — robię to, co chcę — wzruszył ramionami. Balował, tańczył, pił, ćpał. Robił wszystko i jeśli nie chciałby jej tam zobaczyć, to by tego nie zrobił — poproszę menadżera, by wysłał Ci bilet — stwierdził poważnym tonem, marszcząc delikatnie brwi — uprzedzam jest idiotą — ale nie dupkiem jak Daniel! — zapomina bardziej niż ja — czasami miał wrażenie, że sam lepiej zarządzałby własną karierę. Tyle że nie znalazł się nikt, kto potrafiłby mu wytłumaczyć gadaninę wytwórni.
A co mam Ci powiedzieć? — głupie to było, wyskoczyła z tymi wczorajszymi urodzinami, a on nie był w stanie ułożyć porządnych życzeń urodzinowych — wszystkiego najlepszego Cora, mniej złości, bo nie do twarzy Ci z nią piękności szkodzi chciał dodać, ale się powstrzymał — i dużo miłości — zwłaszcza ze strony rodzinnej. Jego rodzice do dziś nie akceptowali jego kariery, ale wiele rozumieli. Wystarczył fakt, że go to uszczęśliwiało — tak — kiwnął głową — tak, wolę — uniósł zawadiacko i oparł się łokciem o oparcie. Lubił widzieć zakłopotanie na jej twarzy, kiedy zaczynała się czuć odrobinę niezręcznie, by zaraz na niego nakrzyczeć.
Jak trafię na kogoś. Uśmiechnął się, ale nie skomentował. Nie wiedział jak. Nad pewnymi rzeczami nie miał żadnego wpływu, nawet jakbyś chciał udowodnić jej coś innego.
Bo tak zaczynałem — wzruszył ramionami — udało się za pierwszym razem — a kolejne wydawały mu się równie istotne, zbyt ważne, by mógł je olać — rytuały trzeba celebrować — i ważne chwile, ważnych ludzi. Wbrew pozorom był całkiem sentymentalny. Gdzieś na nadgarstku nosił szczęśliwą bransoletkę, którą dostał od mamy — nie masz czegoś takiego? Co robisz, jak czujesz się wygrana? — ciekawiło go to. Zazwyczaj kobiety były bardziej... pod każdym względem. Miał durne przyzwyczajenia, do których lubił wracać. I zwyczajnie te frytki były kurwa zajebiste.
Naprawdę? — taka wykopująca własnych rodaków? Prawie kopara mu opadła — o jezu, myślałem, że mówisz serio — aż westchnął ciężko. Gdzieś z ulgą przyjął butelkę whiskey, szkalnki i zaczął robić czary.
Z bliźniakami? — przechylił głowę — kto to — kim są? dokąd zmierzają? — i czemu się ich boisz? — ona się kogoś bała? Napadała na losowych mężczyzn w miejscach publicznych — ma nos jak łowca? Jakiś pies? — szczerze zaczął tak myśleć. Cherry pies, hau, hau — nikt go nie wyczuje... — zaraz wyjął zawiniątko i zaczął skręcać blanta. W tym był wręcz perfekcyjny, lata doświadczenia robiły swoje.
Masz, jaraj mała — podał jej skręta ze zapalniczką — to co? Za... dobry duet na festiwalu? — zagadnął, wnosząc toast i upijając solidnego łyka — brakowało mi tego — a nie był na imprezie od wczoraj. Aż westchnął cały zadowolony z siebie.
Wiesz, nie mam piosenki o długopisie i kawie, ale mam o niekarmieniu kaczek — pierwsza, odległa muza — pora wymyślić coś nowego... — i szczerze zaczął się zastanawiać nad tym — ale potrzebuję do tego muzy — spojrzał na nią intensywnie. Wydawała się przepiękna z tą szklanką whiskey i blantem w dłoni. Mógłby taką widzieć ją codziennie.

Corka
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyglądała mu się uważnie rozważając w głowie cały ten duet. Oczami wyobraźni widziała ich razem na scenie. Prince nie raz jej udowodnił, że potrafił być niezłym dupkiem z niewyparzonym językiem. Jednak był też dupkiem, który wyciągnął ją wtedy z tamtej łazienki. Nawet jeśli potem rzucał tekstami, które nie do końca jej pomagały, a momentami nawet dobijały, to dzięki uratowaniu jej a tamtym momencie, był teraz jednym z nielicznych mężczyzn, przy którym się czuła po prostu bezpiecznie. Podejrzewała, że jego dupkowatość to maska, która przysłania tą bardziej empatyczną twarz.- A warczę odkąd przestałeś być takim dupkiem?- odbiła piłeczkę z tym zawadiackim uśmiechem. - Ale musimy być profesjonalistami nie tylko na scenie, ale także poza nią. To wszystko zaszło już za daleko, aby się z tego wycofać i to spierdolić- jeszcze kilka miesięcy temu nie sądziłaby, że zajdą tak daleko, a jednak im się udało. I to dzięki wspólnej (!!) pracy. Największym sukcesem było to, że się nie pozabijali.
I nie tylko nie rzucali w siebie nożami, ale potrafili spokojnie porozmawiać, pożartować i jak pokazały ostatnie wspólne noce - przekraczać wszelkie fizyczne bariery. Cora nie była do końca pewna czy to się stało pamiętnej nocy w mieszkaniu Williamsa czy może to było już wcześniej, ale nie był jej całkowicie obojętny. Nie wiedziała co takiego jest między nimi. Nie wiedziała sama czego chce, ale teraz… teraz chciała go zobaczyć na scenie. I chciała żeby i on tego chciał. To wcale nie było skomplikowane, prawda? - Teraz mówimy o koncercie, nie rozmowie. To, że przyjdę na koncert nie oznacza, że będziemy rozmawiać. W końcu Ty będziesz na scenie, a ja gdzieś tam na widowni- chętnie wpadłaby jeszcze potem za kulisy, ale już oczami wyobraźni widzi go rozwalonego na kanapie z co najmniej trzema fankami wokół. Czwarta pewnie już gdzieś tam klęczała przy jego rozporku. Nie, za takie kulisy Cora nie chciała wchodzić, ale chętnie go posłucha. - Oh już mnie ostrzegasz, że jeżeli nie dostanę tych biletów, to była niby wina menadżera, a nie Twoja? A tak naprawdę to albo sam zapomniałeś mu przekazać albo chciałeś mi numer wywinąć?- spojrzała na niego wymownie zakładając ręce na ramiona, bo już zdążyła go poznać!
Uśmiechnęła się szerzej słysząc życzenia. - Już lepiej. Prezent możesz mi wysłać pocztą albo wręczyć przy najbliższej okazji- powiedziała to z taką lekkością i pewnością w głosie, że nie mógłby go odgadnąć czy mówi szczerze czy się zgrywa. Niech sam zdecyduje i się przekona. A blondynka w tym czasie próbowała go rozszyfrować. Próbowała zajrzeć do jego głowy, by znaleźć źródło jego odmiennego zachowania dzisiaj. Czy to przez ostatnio spędzony wieczór na pakowaniu? - Czyli jednak mam warczeć? Spoko, na pewno znajdziemy jakiś powód- roześmiała się kręcąc głową z jego niezdecydowania. Na pewno o czymś zapomni, a wtedy z przyjemnością mu to wytknie.
Teraz jednak nie było jej do śmiechu i wytykania, bo zadał jej pytanie, na które nie chciała odpowiedzieć. Odpowiedź ją peszyła i stawiała w niekorzystnym świetle. Wstydziła się jej.- Nie wiem… nigdy nie czułam się wygrana- przyznała się ze spuszczoną głową.
Trzymanie butelki alkoholu w szufladzie biurka w firmie było bardzo nieprofesjonalne. Chociaż Cora nie zdziwiłaby się, gdyby nie była jedyną taką osobą. - To moje starsze rodzeństwo - Charles i Charity. Cherry jest starszy, więc zasiada jako CEO, a Charles jako kilka minut młodszy jest jej lewą ręką- lewą czy prawą - dla ich siostry nie miało to znaczenia. Czuła respekt przed nimi, więc właśnie otwierała okno. - Nie, ale ma szósty zmysł do wyczuwania takich rzeczy- wskazała głową na blanta, chociaż jej siostra po prostu zawsze z daleka wyczuwała przewinienia, których się dopuściła.
Przyjęła szklankę od Prince’a i uśmiechnęła się. - Żebyśmy nie spierdolili tego duetu- doprecyzowała i zaśmiała się , ale zaraz upiła spory łyk drinka i wzięła od niego blanta, którego zaraz rozpaliła. Zaciągnęła się i zaśmiała się, ale tym razem bardziej całą sobą.- Piosenka o niekarmieniu kaczek?- spytała wyraźnie zainteresowana historią i oddała mu skręta, a sama usiadła na podłodze opierając plecy o ścianę.- Zawsze musisz mieć muzę? To zawsze jest osoba czy może to być przedmiot albo sytuacja?- kolejna historia, której wyczekiwała i wpatrując się w niego dużymi zielonymi oczami, nie mogła się doczekać co się za nimi kryje.
- Mam pomysł!- krzyknęła nagle zrywając się na równe nogi. Pogrzebała po szafce w rogu sali, a następnie usiadła z powrotem na podłodze. - Bywały momenty w moim życiu, że byłam tak zainspirowana, że rysowałam wszędzie, gdzie się da. Na zajęciach, w taksówce, na imprezie… znajdowałam kawałek papieru, na którym mogłam przelać obraz, który powstał w mojej głowie- wyjaśniła wręczając mu czystą kartkę i sobie również biorąc. Do tego każde z nich otrzymało również długopis. - Może powinniśmy nosić ze sobą zawsze kartkę i długopis na ewentualny przypływ weny?- zaproponowała z wyraźną satysfakcja, ale również i ulga



Prince
ODPOWIEDZ

Wróć do „Northland Power”