ODPOWIEDZ
40 y/o
For good luck!
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#3

Dzień zleciał mu całkiem szybko. Po południu zamówił jedzenie, ponieważ Andrea wpadła z dzieciakami, oznajmiając że zostanie po raz kolejny wujkiem. Coś co nie mieściło mu się w głowie. Stąd to nagłe omdlenie i pobyt w szpitalu. Nikt jeszcze w tamtym momencie nie wiedział, że to ciąża, ale po wynikach badań jednoznacznie wskazali na tę przyczynę.Tym razem wszyscy trzymali kciuki aby była to mała księżniczka, bo łobuziaków już wystarczy. Śmiechom nie było końca. Chłopaki wymęczyli Huntera, który grał z nimi dzielnie w piłkę przez prawie cały dzień. Skąd oni mieli tyle energii? Nie miał pojęcia, ale sam ledwo zipał gdy przyszedł napić się lemoniady, którą przygotowała mu siostra.
Ostatecznie pod wieczór podrzucił ich wszystkich do domu, co by nie musieli czekać na jego szwagra. Każdy zadowolony z dnia, a tym bardziej z tak cudownej informacji. W drodze powrotnej wpadł jeszcze do sklepu uzupełnić lodówkowe zapasy, aby mieć składniki na obiad. Planował wyjechać na kilka dni za miasto, ale jeszcze musiał pomyśleć gdzie konkretnie chciałby się udać.
Przeglądał kolejne oferty, nawet nie ogarniając że robi się tak późno. Słońce już dawno zniknęło z nieboskłonu a on wertował kolejne opcje apartamentów w lesie. Taki solo wypad. Pomyśli, odpocznie, może nawet zaliczy saunę albo kąpiel w jacuzzi? Kto wie. Wszystko zależało od miejsc jakie znajdzie.
Czego kompletnie się nie spodziewał? Telefonu, zwłaszcza o tej porze. Spojrzał na wyświetlacz i ujrzał imię swojej terapeutki. Od ostatniego spotkania trochę minęło, bo wstrzymał się z tym, rozumiejąc że może faktycznie nie powinni przechodzić na stopę prywatną. Czasem zadawała pytania które nigdy nie powinny się pojawić, albo przynajmniej nie tak wcześnie w ich relacji. Jednakże bez wahania odebrał telefon. Słychać było jakieś głosy w tle ale nie za bardzo rozumiał kto coś tam krzyczał.
Powinien się odezwać? Nie miał pojęcia… i chyba kobieta nie była świadoma, że wybrała do niego numer. Chyba chciała zamówić taksówkę. Gdy skończyła już swój wywód, rozłączyła się jakby nigdy nic. Nie wiedział co robić? Śmiać się, czy faktycznie ruszyć się z kanapy i pojechać po nią.
Bił się z myślami przez dłuższy czas, ale ostatecznie zgarnął kurtkę którą zarzucił sobie na plecy i wziął kluczyki od auta. Jego audi było naprawdę szybką bestią także nie musiała długo czekać. Gdy podjechał pod adres, westchnął… co on tu robi?
Ostatecznie wysiadł z auta i stanął opierając się o nie.
- Zamawiała Pani ubera? - mina Prudence była bezcenna.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004. | outfit

Dzisiejszy wypad na urodziny ciotki, siostry jej ukochanej mamy, zapowiadał się całkiem spokojnie. Jakby nigdy nic. A ona - nie planowała pić alkoholu. Jedynie może szampana, dosłowny kieliszeczek, w momencie gdy dojdzie do toastu na cześć solenizantki, ale nic więcej. Nic z tych rzeczy, gdy jutro miała sporą ilość papierów - znowu - do wypełnienia. Mama już jej mówiła, że się mocno przepracowuje, ale miała to kompletnie gdzieś i zbyła zmartwione słowa rodzicielki machnięciem ręki. — I kto to mówi — bo sama tyrała na dwa etaty, żeby miały nieco lepiej w życiu. Nie czas jednak na dogryzanie sobie nawzajem. Co zresztą skwitowały rozbawieniem, skupiając się już tylko na gwieździe wieczoru.
Ciocia była szczęśliwa - a Prudence…. Coraz bardziej wstawiona. Nie wiedziała jak to wyszło, ale tu napiła się za zdrowie cioci, potem wzięła kieliszek wina. Następnie ktoś jej zaproponował martini. Wujek natomiast przyszedł z jeszcze inną propozycją wina, bo na pewno tego nie piła i z całą pewnością jej posmakuje.
I posmakowało.
Aż za bardzo!
Bo nim się obejrzała, była cholernie późno godzina. A ona? Cholernie mocno pijana, chociaż godnie utrzymywała się na nogach, będąc niezmiennie w obcasach. Nie, że próbowała zachować jakąś klasę mimo wszystko, a przyzwyczajenie przez prawie codzienne chodzenie w wysokich butach sprawia, że czuła się w nich jakby to były zwyczajne tenisówki. No i nie miała innych na zmianę.
Nie pozostało jej nic innego, jak zamówienie taksówki, nawet jeśli brat cioteczny proponował podwiezienie. Zbyła członka rodziny, że nie chciała aby specjalnie dla niej nadkładał drogi, bo i tak ma jeszcze długą drogę przed sobą zanim dotrze do domu - gdzie on mieszkał, to nie wie, ale słowo daję, że dzisiejszego wieczoru pytała go może z trzy razy o to, a i tak nie spamiętała. Podjęta decyzja kosztowała ją jednak sporo - mętnym spojrzeniem przeglądała telefon w celu odnalezienia kontaktu. Miała jakiegoś zaprzyjaźnionego taksówkarza - byłego pacjenta, który obiecał że jak będzie potrzeba, a ona po niego zadzwoni, przyjedzie bez mrugnięcia okiem. Dobrych ludzi jeszcze można spotkać na swojej drodze!
Nie będąc świadoma do kogo tak naprawdę wybrała numer, czekała dosyć cierpliwie - jeśli przebieranie z nogi na nogę w takim stanie można uznać za bycie cierpliwym - na odebranie połączenia, nie rozumiejąc dlaczego ten kolo się tak guzdrał, skoro dzwoniła. Podobno miał odbierać bez zawahania. Ale to, że może był zajęty, jakoś przez pijany móżdżek Prudence nie przeszło nawet przez sekundę.
Już nie mówiąc o tym, że może prawdopodobnie nie dzwoniła do tego, do którego chciała się dodzwonić.
— Yyyy… no… hej? — nie słyszała odpowiedzi po drugiej stronie słuchawki, ale pomyślała że może jest w pracy z innym pasażerem i nie może odpowiadać! — Cześć, to ja, Prudence. Pamiętasz mnie, co nie? No pewnie, że pamiętasz! — oj, nawet nie wiesz jak Cię ten obecny rozmówca pamięta. Doskonale wręcz… — Bo wiesz, ja mam problem. A kiedyś powiedziałeś, że mnie dasz radę podwieźć kiedy i gdzie będę chciała, co nie. No i jest taka potrzeba. Że muszę wrócić do domu. Z klubu. Z klubu… gdzie się robi urodziny — urwała, rozglądając się za nazwą lokalu, ale nie widziała niczego, kompletnie niczego! Pomijając fakt, że stała przy stoliku, na jakim nadal leżała karta menu z wielkim logiem wytłoczonym na okładce… — Poczekaj, wyjdę na zewnątrz bo ja tam widziałam jakieś neony i nie wiadomo co tam jeszcze — zapewne było słychać jak idzie, bo do najzgrabniejszych obecnie nie należała, a te stoliki to w ogóle za blisko siebie są tu poustawiane! — To jest… Klub… Coś czerwonego i niebieskiego w logo. I jest koło sklepu ze wszystkim po piątaku — ale precyzja, no wow! — To ja czekam, do zoba!!!! — no i zamówiła. Dumna z siebie zaczęła przeglądać wieszaki przy wyjściu z lokalu, szukając swojej narzutki. Gdy takowa się znalazła, jakoś ją przerzuciła przez ramiona - nie pytajcie jak, bo ja sama nie wiem - wyszła całkiem na zewnątrz, by wyczekiwać swojego bohatera dzisiejszego wieczoru, wybawiając ją z opresji pod tytułem i jak ja teraz wrócę do domciu!?
Gdyby paliła - to by chyba teraz to zrobiła, skoro tak stoi jak kołek, wszyscy już pojechali, a ona czeka. Każdy nadjeżdżający samochód przeglądała, jakby dokładnie wiedziała jakim autem po nią przyjedzie. Aż nie stanęła dosłownie przy niej fura całkiem… niezła. Chyba. Albo i nie? No chyba jakieś BMW…. No bo nie merol…
Audi, tak, to było Audi.
Zaraz po przeniesieniu spojrzenia na kierowcę, wychodzącego z samochodu, nie rozpoznała w tym człowieku… nikogo. Dopiero jak zbliżył się, zrobiła wielkie oczy pełne zdumienia, szoku i… no wielu innych rzeczy. — Co Ty… EEEE…. yyyy…. Pan Uciekinier? — to było jedyne, co mogła z siebie w tej chwili wykrzesać. — Śledzisz mnie? I jakiego ubiera? — bo skąd mogła wiedzieć, czy ten jej byłī pacjent pracował stricte dla tej firmy? Cholera, nie wiedziała! — Nie wiedziałam, że dorabiasz na taxi — rzuciła z przekąsem, jakby to był cios prosto w jej serce iż się tym nie pochwalił wcześniej. — No i tak…. Także tego…. — stała, chwilę się rozglądając, a chłodniejszy powiew wiatru sprawił, że pojawiła się delikatna gęsia skórka na jej ramionach. — No skoro tu jesteś, to zawieziesz mnie do domu? — jak na złość… Hunter Wright stał się w dniu dzisiejszym jej ostatnią deską ratunku - kiedy to ona tak naprawdę tą deskę powinna stanowić dla niego.

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
For good luck!
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby ktoś mu powiedział, że ma dzisiaj robić za ubera to by napewno go wyśmiał. Nie miał zamiaru ruszać się z kanapy dalej planując swój solo wyjazd, ale wystarczył jeden pijany telefon aby zmienił zdanie. Jak się okazało, ta wybitna jednostka musiała pomylić jego numer i jakiegoś innego gościa, może swoje kumpla, ale czy narzekał? Nie. Dama była w potrzebie to ją poratuje. Biedna będzie gdzieś tam marznąć na zewnątrz bo on postanowił się położyć spać i ją zlać. Nie no, tak nie będzie.
- Uciekinier? - uniósł wyżej brew w geście zaskoczenia, bo skąd jej coś takiego przyszło do głowy? Miał wrażenie, że teraz te procenty robią jej trochę papkę z mózgu, ale nie będzie się na ten temat wypowiadał. Sam nie jest lepszy po alkoholu, tylko tutaj jak widać kobieta nie jest w żadnym stopniu agresywna, on niestety tak.
- Tak, od dnia do nocy, codziennie. - powiedział z kpiącym uśmieszkiem na twarzy. Nie miał innych zajęć tylko uganiać się za panią psycholog, która ostatnio ładnie go podeszła zadając ciężkie pytanie. Nie mogła się dziwić tej zgryźliwości, ale moment później delikatnie się zaśmiał. - No podwózkę. - już firma się nie liczy!
- Ja też nie. - może powinien wziąć kasę za ten przejazd. Będzie miała mega luksusową przejażdżkę do domu, samochodem wartym prawie pół miliona! Może się chociaż zwróci za wycieraczki…
Gdy zauważył jak przeszył ją dreszcz podał jej swoją kurtkę. - Załóż bo się przeziębisz w tej kusej sukience. - oczywiście zauważył co ma na sobie. Chyba ślepy by to zobaczył. Zresztą nie dało się oderwać wzroku. Wyglądała zjawiskowo, jak na pijaną jednostkę która się jeszcze trzymała na nogach ostatkami sił!
- Chyba nie mam wyjścia. - otworzył jej drzwi, po czym pomógł wsiąść do auta, co by po drodze nie zaliczyła żadnej gleby. Nawet pas jej zapiął, po czym przeszedł na miejsce kierowcy.
- A adres chociaż pamiętasz? - bo to jest ważna informacja i bez niej raczej nigdzie nie dotrą, a gdy po długim wywodzie ostatecznie mu podała ulicę, wpisał ją w gps. - Co to za impreza? - podpytał z czystej ciekawości, przyciszając muzykę aby móc zamienić z nią kilka słów.

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła aż nos, patrząc na niego nieco dziwacznie. — No uciekinier. Uciekinier, tak. Bo gadaliśmy i nagle zrobiłeś fruuuu prawie udała samolot, mówiąc ostatnie słowo naśladujące ten środek transportowy, ale przez to jak jej się lekko zachwiało, to postanowiła nie szaleć aż tak bardzo. Zupełnie jakby wcześniej nie szalała z alkoholem…
— Naprawdę? Matko… jak ja tego wcześniej nie zauważyłam? — zapytała całkiem poważnie odnośnie tego prześladowania jej przez Huntera. Czy naprawdę to robił? Czy serio chodził za nią cały czas, przez cały dzień aż do wieczora, póki ostatecznie nie wyląduje w domu? A co jeśli przez okno też na nią łypie wzrokiem, żeby wiedzieć co wyprawia we własnym gniazdku? No bo jakoś ten kpiący uśmiech przeszedł jej bokiem i nie zwróciła uwagi w sumie na ten fakt, co by dało od razu odpowiedź kobiecie, iż zwyczajnie robi sobie z niej jaja. — Słuchaj, nie wiem dla jakiej firmy przewozowej pracujesz. Może i dla Ubera — dogadali się, nie ma co. Zdecydowanie świetnie idzie im ta rozmowa - szczególnie jej!
Nie spodziewała się jednak następnego ruchu, gdzie zbliżył się, aby dać jej swoją kurtkę. Narzucona na ramiona odzież sprawiła, że przyjemny zapach męskich perfum, wymieszane z płynem do kąpieli i… w sumie nie wiedziała czym jeszcze doprowadziły do tego, iż… czuła się dziwnie. Dosłownie jakby na moment zniknęła z tego ciała i znajdowała się w innej podświadomości. Jakby była innym człowiekiem, który tak b bardzo potrzebował poczuć takiego typu zapach poprzez swoje nozdrza. Dopiero po paru sekundach oprzytomniała. —Dz-dziękuję — rzuciła jedynie w odpowiedzi na to, że podzielił się częścią garderoby. Zaraz - czy on powiedział, że ma na sobie kusą sukienkę? Dobra, może się przesłyszała. Zignorowała to. Nie chciała się kłócić. Bo jeszcze znowu ucieknie.
— Chyba nie — przyznała rozbawiona - bardziej niż sytuacja tego wymagała pozwoliła sobie pomóc. Tak - pozwoliła, chociaż nie jest jakaś niedotykalska. Po prostu pod wpływem czasem ma dziwne odpały, o których może nie warto teraz mówić. Niemniej wiążą się właśnie z brakiem chęci na otrzymanie pomocy drugiej jednostki, tej zdecydowanie bardziej trzeźwej i faktycznie chętnej w udzieleniu pomocnej ręki czy cokolwiek takiego. Ostatecznie siadła sobie na miejscu pasażera z przodu pojazdu, czując się trochę bardziej dziwnie w chwili, gdy zapiął jej pasy - w szczególności gdy był tak blisko i nawiązał z nią na ułamki sekund kontakt wzrokowy. Albo to może ona sobie ubzdurała, że ten kontakt wzrokowy się nawiązał. Nieważne. I tak czuła się nietypowo, niecodziennie. Westchnęła przeciągle, nie wiedząc co teraz. Bo czy może jednak nie powinna grzecznie podziękować i spróbować dodzwonić się do tej odpowiedniej osoby, do jakiej próbowała się dodzwonić na samym początku?
Nie mogła tego zrobić. Hunter wsiadł do samochodu. A ona się jakby ocknęła na nowo. — Yyyyy… no tak, pamiętam. Jak mogłabym nie pamiętać gdzie mieszkam? — dziwne pytania ten Pan Żołnierz zadaje… ale niech mu będzie. Po prostu podała dane potrzebne do ustawienia na gps, po czym ruszyli, a muzyka ucichła. Całe szczęście, bo zaczynało jej huczeć w głowie odrobinę od nadmiaru wysokich tonów i nut puszczanych przez głośniki w samochodzie. — A wiesz, ciocia… znaczy siostra mojej mamy miała dzisiaj urodziny. Sześćdziesiąte, czaisz! Bo jest starsza od mojej mamy — jakby to była najważniejsza informacja dla Huntera… — I wiesz… miałam nie pić. Ale każdy mi proponował - chodź, napijesz się tego wina, powinno Ci smakować! No to przez grzeczność, nie odmówiłam. Potem aperol był. Następnie szampan jako toast urodzinowy…. Albo może on był jako pierwszy z tego wszystkiego… kurczę, nie pamiętam… — zaczęła się zastanawiać, w trakcie czego patrzyła przez okno na szybko zmieniające się obrazy. — Dobrze się bawiłam — rzuciła nagle, jakimś takim bardziej normalnym głosem, zdecydowanie różniącym się od tego, jakim mówiła jeszcze chwilę wcześniej. — A Ty? Coś dzisiaj robiłeś ciekawego? — zagaiła, przenosząc na niego spojrzenie i w międzyczasie poprawiając się na fotelu - mając wrażenie, że jest cholernie niewygodny. Do tego stopnia, że potem poczuła jakby jej się nagle ciepło zrobiło, przez co zdjęła jego kurtkę ze swoich ramion, a sukienka trochę podciągnęła się wyżej na jej nogach. Ale to nie było dla niej problemem - bo poczuła się tak, jakby miała ostatnią szansę na porozmawianie z nim o czymkolwiek.

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
For good luck!
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cały jej wywód był śmieszny, dalej nie mógł uwierzyć, że traktuje jego wszystkie słowa jako prawdę. Zastanawiał się czy jakby powiedział, że ziemia jest płaska to też by to łyknęła. Chociaż po stanie jej upojenia alkoholowego, wszystko było możliwe!
Oczywiście, że pomógł w wejściu do samochodu, dodatkowo nie chciał aby nie daj bóg coś zarysowała. Dalej spłacał to cacko i jeszcze sporo czasu minie zanim będzie w pełni jego.
- Nie wiem. Niektórzy zapominają. - zaśmiał się, ale ostatecznie adres został wpisany i mogli ruszyć. Włączył się do ruchu dosyć spokojnie bo o tej porze nie było wielkich korków. Mieli teraz sporo czasu na rozmowę bo dojazd z klubu/restauracji powinien trwać według czasu nawigacji pół godziny.
- Ładna liczba. - bo wszystkie równe urodziny zawsze były warte hucznej celebracji. Zresztą on sam za miesiąc będzie miał czterdzieści. Musi pomyśleć o jakiejś imprezie - obgada to później z siostrą i matką. Czy chciał je celebrować? Niekoniecznie, ale wiedział że reszta rodziny będzie chciała spędzić z nim ten wyjątkowy dzień.
- No tak, lampka do lampki i pewno wypiłaś w sumie z dwie butelki. - bo takie obliczenia były najprostsze. Każda kolejny procent alkoholu we krwii dawał tylko złudny obraz lepszej zabawy. - Ale spokojnie, to może być naszym sekretem.
Kiedy zaczęła spoglądać przez okno uśmiechnął się, czyżby ktoś nagle myślał, że znajduje się na planie teledysku? Teraz wystarczy jeszcze zacząć coś mamrotać i wyjdzie jakby była główną aktorką!
- Wiesz, to najważniejsze. - bo gdyby się źle bawiła najpewniej nawet nie zadzwoniłaby po niego tylko zmyła się dużo szybciej w nadziei na spokój w swoich czterech ścianach. A tak, spędziła czas z rodziną, popiła, potańczyła pojadła - no żyć nie umierać!
- Ja? - chwilę się zastanawiał czy cokolwiek mówić, bo może zacznie wszystko analizować, chociaż… patrząc na jej minę i rozbiegany wzrok jest to wątpliwe. Spojrzał jak poprawia się na fotelu. Wszystko wina skórzanych siedzeń. Są bardzo wygodne, ale niektóre materiały nie najlepiej z nimi współpracują, dodatkowo miała gołe nogi to i mogła się nawet lekko przykleić. Wrócił spojrzeniem na drogę i westchnął. - Nic ciekawego. Wpadła do mnie siostra z dzieciakami. Będę po raz kolejny wujkiem. - uśmiechnął się na same słowa o tym, bo była to niewątpliwie dobra nowina. - Wszyscy trzymamy kciuki, żeby była to dziewczynka. Po trzech chłopakach przydałaby się mała księżniczka do rozpieszczania. - powiedział spokojnie, zatrzymując się na światłach. - Zjedliśmy obiad razem, a później szukałem miejsca na solo wypad za miasto. - bo w sumie czemu miałby o tym nie powiedzieć jej?

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Dwie butelki? — spojrzała na niego jakby coś w nią wstąpiło, a zarazem jakby nie rozumiała faktu istnienia czegoś takiego, jak dwie butelki alkoholu, jakie ktoś jest w stanie przyswoić jednego wieczoru i jeszcze jakoś po tym funkcjonować! — Myślisz, że aż dwie wypiłam? — nie, że stroniła od alkoholu, ale jednocześnie nie jest zwolenniczką wypijania go w dużych ilościach - nawet jeśli jest okazja. Nawet jeśli teraz wyglądała i zachowywała się kompletnie inaczej. Przełknęła tą informację trochę jak gorzką pigułkę bez popijania, po czym zrobiła większe oczy. — A co jeśli wyszłoby, że wypiłam więcej niż dwie butelki? — w końcu, nikt jej tego nie wyliczał, a i ona sama w pewnym momencie wieczoru straciła kompletną rachubę w tym wszystkim. — Niech pozostanie sekretem — zgodziła się bez zastanowienia, jakby od tego miało zależeć jej życie oraz kariera. Kto to widział, że psycholog, starająca się ludziom pomagać w problemach z nałogiem, sama się im poddawała? Cóż z niej za mentor by był, gdyby taka prawda wyszła na światło dzienne?
Chwilę po tym zamyśliła się. Bo może i wypiła sporo - jak na siebie - to jednak naprawdę dobrze się bawiła. O czym zresztą powiedziała Hunterowi, nie mając świadomości co on sobie tam myśli i jak mogła wyglądać; jakby samoistnie próbowała stworzyć teledysk czy krótką scenę do filmu. Po prostu potrzebowała czegoś, dzięki czemu na moment uspokoi skołatane nerwy. Niestety to nie okazało się trafnym wyborem, gdyż od poruszania się auta i automatycznego przesuwania się drzew i innych rzeczy za oknem trochę zbyt szybko jak na jej stan poczuła się znacznie gorzej. Dlatego też próbowała znaleźć sobie miejsce na fotelu, choć ciężko było to uzyskać - a raczej jej pijany móżdżek uważał to za zadanie nie do wykonania. A żeby znaleźć punkt zaczepiania, co by nie pogorszyło się jej samopoczucie oraz nie zastanawiała się nad tym jakim cudem wygodnie mu się siedzi w takim aucie na co dzień, zadała pytanie odnośnie tego, co działo się u niego. Nie mieli okazji ostatnio rozmawiać. Uciekł, ona chwile po tym też, a jedno i drugie jakoś nie przełamało się, aby zakłócić tą dziwną i naprawdę ciężącą ciszę. Nie mieli okazji się zobaczyć, choćby przypadkiem, więc nie wiedziała co z Hunterem się dzieje i jak się ma. Teraz nadarzyła się - kompletnie przypadkowo, nieświadomie i niespecjalnie z jej strony! - idealna okazja, aby nadrobić choć odrobinę tego czasu; co pewnie jutro będzie pamiętała szczątkowo.
— Czyli to złe samopoczucie i trafienie do szpitala to… — na koniec urwanego zdania zrobiła wesołą, promienną minę, zupełnie jakby byli bliskimi przyjaciółmi, znała jego siostrę i w ogóle była bardzo zżyta z rodziną Wright. — To naprawdę cudowna nowina! — powiedziała to chyba zbyt entuzjastycznie, ale nie przejmowała się tym zbytnio. Rozpromieniony uśmiech natychmiastowo wystąpił na ustach kobiety. — No tak, przydałaby się. Zdecydowanie. Ale wiesz. Podziwiam się. Czwarte dziecko. Czwórka dzieci nas wychowaniu. Naprawdę podziwiam. Ile ona musi mieć siły i cierpliwości w sobie… — mówiąc to wszystko, pomiędzy każdym wypowiedzianym zdaniem robiła dziwaczne pauzy, jakby zbierała na nowo rozbiegane przemyślenia. Wtedy też skupiła na nim całkowicie swoje spojrzenie oraz uwagę, a gdy zatrzymał się na światłach i powiedział jeszcze jedno zdanie, aż uniosła brew do góry i nie ukrywała swego zaskoczenia. — Wypad za miasto? — powtórzyła po nim, badając profil twarzy mężczyzny. Lecz niestety w takim stanie jej analizowanie nie szło za dobrze, a wręcz fatalnie, więc jedynie westchnęła głęboko. — Czasem takie wyjazdy potrafią zdziałać cuda. Poukładać w głowie to, co jest do poukładania i tak dalej… — zupełnie nie brzmiała jakby na co dzień profesjonalnie (miała nadzieję, że tak to robi) zajmuje się odczytaniem ludzie mowy ciała i zastanawiania się, jak może pomóc drugiemu człowiekowi. Teraz była kimś innym, nie tą samą Prudence którą poznał. Wtedy też światła się zmieniły i mogli ruszyć dalej. A zamiast patrzeć na drogę, na niego, na widoki za oknem, spojrzała na mapę wskazującą jak dotrzeć do podanego przez nią adresu, widząc iż niedługo będą pod jej miejscem zamieszkania. —Dziękuję, że przyjechałeś. Chociaż nadal nie wiem, jakim cudem akurat Ty tam się pojawiłeś — zupełnie jakby nie rozumiała faktu, że zwyczajnie się pomyliła. Jakby była jakaś nieomylna, nawet pod wpływem alkoholu!


Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
40 y/o
For good luck!
181 cm
Żołnierz (Major) Armia Kanadyjska
Awatar użytkownika
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- To powiem Ci, że masz niezły spust. - i dobrą głowę, bo mimo wszystko dalej trzymała się na nogach a był przekonany, plus sama mu wymieniła, że mieszała całkiem sporo alkoholu o różnym stężeniu procentów. Coś co ceni się wśród kobiet, a przynajmniej Hunter uważał że to przydatna umiejętność, nawet jeśli gadała jakieś pierdoły. Lepiej tak niż zgonować gdzieś w krzakach.
- Tak dokładnie. Jest w ciąży. - wszystko się wyjaśniło a rodzinie spadł kamień z serca, bo jednak jeśli miałaby być to jakaś poważna choroba, każdy rzuciłby wszystko by pomóc Andrei. Na całe szczęście nie musieli się o nic martwić i mogli spokojnie odetchnąć, czekając na nowego członka rodziny. Hunter był wręcz przekonany iż będzie to dziewczynka, nie zakładał żadnego innego scenariusza. Należała się jego siostrze po tym co musi wycierpieć z chłopakami.
- Nie znam bardziej cierpliwej osoby… i ciepłej. - bo to ile poświęcała uwagi maluchom i ile w międzyczasie pracowała było czymś imponującym i to nie tylko jemu, ale każdemu kto choć trochę znał jego siostrę. Potrafiła zachować spokój w najgorszych sytuacjach oraz pomagać bezinteresownie - kobieta idealna! Sergio - szwagier, miał szczęście że na nią trafił! Potrafiła go szybko ustawić do pionu jednocześnie dbając aby ich rodzinie niczego nie zabrakło. Dbała też o samego Wrighta choć wcale nie musiała bo miała swoją ferajnę do ogarniania, jednak wiedziała, że brat jest w złym miejscu i potrzebuje tej opieki. Kogoś kto czasem na niego fuknie, ale i przytuli gdy trzeba.
- Wiem, właśnie dlatego go planuje. Chcę pobyć trochę na łonie natury, w lesie. - może nawet zrezygnuje z jakiegoś domku tylko pojedzie pod namiot? Tyle opcji, ale na razie musiał skupić się na drodze bo jazda z pijaną jednostką na miejscu pasażera może zakończyć się różnie.
- Po prostu wiedziałem, że potrzebujesz mężczyzny. - zabrzmiało to totalnie dwuznacznie, ale czy on się tym przejął? Ani trochę, szybko puszczając to w niepamięć, bo po co to roztrząsać. Chodziło o pomoc - a ta nadeszła, nie ma co filozofować.
Przejechali dosyć szybko te ostatnie kilka kilometrów. Dobrze, że Lane pamiętała kod do klatki. Wsiedli w windę bo nie zamierzał jej zostawić samej, dopóki nie doprowadzi jej do łóżka, gdzie ładnie się położy i pójdzie spać.
- Masz klucze? - a gdy zaczęła ich szukać w torebce zaczął się cicho śmiać. - Wy kobiety. W waszych torebkach można zginąć. - wyciągnął rękę aby mu ją oddała i znalazł je w mgnieniu oka, dużo szybciej niż pijana kobieta. Otworzył je i wpuścił ją przodem, zamykając za nimi. - To teraz siusiu, paciorek i spać. - stwierdził i przeszedł z nią do łazienki. - Będziesz teraz zmywać makijaż czy kładziesz się tak? - podpytał, po czym zniknął w korytarzu idąc do kuchni. Oczywiście w międzyczasie rozejrzał się po wnętrzu które było naprawdę fajne. Jego chyba na takie nie stać, zwłaszcza w tak nowoczesnym apartamentowcu. Chciał nalać jej wodę, lecz nie spodziewał się tak obfitego strumienia, przez co zalał sobie koszulkę. - Crap.. - warknął po czym zdjął ją i przerzucił przez ramię. Założy kurtkę w aucie i będzie git. Usiadł na łóżku i czekał na kobietę z wodą, co było mogła się odpowiednio nawodnić!

prudence lane
Arti
wszystko do ustalenia
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy dlatego, że dowiedzieli się o ciąży siostry Huntera, ten postanowił się przez jakiś czas nie odzywać do niej, aby spędzić ten czas z rodziną w pełni? A może nadal był na nią zły za to, co powiedziała? Za to, jak bardzo ośmieliła się, nie przerywając tego wiercenia w brzuchu, żeby tylko dowiedzieć się o co mi chodzi w tym wszystkim? Czyż to jednak nie było coś, co było od niej wymagane - dowiadywanie się o nawet tych najbardziej trudnych i głębokich aspektach, które kierują człowiekiem w chwili przechodzenia przez niego kryzysu egzystencjalnego czy jakiegokolwiek innego? Tak, to zdecydowanie należało do jej obowiązków - tylko Hunter nie rozumiał tego na swój sposób. Czuł się prawdopodobnie atakowany. Niemniej ani wtedy, ani teraz, Prudence nie czuła się z tym źle.
Znaczy - źle się czuła, to jasne. Ale po prostu wiedziała, iż nie robi mu na złość czy żeby go zdenerwować. To wszystko po to, aby dostać się do źródła tego, co go najbardziej w tym wszystkim trapi.
— Dobrze, że masz kogoś takiego — powiedziała z delikatnym uśmiechem, chociaż przez to trochę się poczuła jakby miała zaraz zwrócić to wszystko, co przyswoiła do swojego organizmu i chyba w dalszym ciągu nie znalazło ujścia, pomimo że była w łazience dzisiejszego wieczoru tyle razy, jak jeszcze nigdy w swoim życiu. Zaczęła głębiej oddychać, aby nie doprowadzić do zmiany jej stanu z wesołej i gadającej głupoty, na wymiotującą i odrażającą. Dobrze też, że Wright podłapywał dalej tematy do rozmawiania, bo dzięki temu mogła się trochę skupić na czymś innym, niż na ewentualnym haftowaniu. — Na długo? — zapytała, chociaż pewnie jej trzeźwa wersja w życiu by o takie coś nie dociekała - po prostu uznają, iż nie jest osobą, przed którą musi się tłumaczyć z tego, czy będzie to dłuższy wyjazd, czy dosłownie na jakieś dwa, trzy dni. Niemniej póki jest w stanie wskazującym, nie miała zamiaru się tym przejmować jakkolwiek. Pewnie rano - jeśli będzie w ogóle pamiętać - będzie to analizować i nazywać siebie idiotką. Na to teraz nie ma czasu, miejsca, ochoty.
Ściągnęła brwi ku sobie w mocnym skonsternowaniu. Potrzebuje mężczyzny? Czy naprawdę wyglądała na kobietę potrzebującą faceta w swoim życiu? Czy chodziło o tylko tą sytuację samą w sobie i nic więcej w tej chwili? Czy Hunter uważał, że należy do jakichś feministek, gdzie takim trzeba wyperswadować jak ważna i kluczowa jest rola męska w egzystowaniu tej żeńskiej? Matko, w takim stanie akurat takiego typu przemyślenia nie były czymś dobrym, szczególnie patrząc na to, jak wyglądała ich znajomość od jakiegoś czasu oraz na to, że ostatnio się do niej nie odzywał.
A zresztą, jak wyglądała ta ich znajomość? Dwójka dorosłych ludzi, którzy poznali się poprzez przypadek, bo dostała taki przydział odgórnie, zostając niespodziewanie wytypowana jako ta perfekcyjna kandydatka na rozwiązanie problemu. Potem stały się rzeczy które nie powinny się przytrafić w takiej sytuacji i… koniec. Nie ma co tego roztrząsać. Chyba. Możliwe. Może. Nie, nie ma co się na nich skupiać.
Za to musiała się skupić na otworzeniu wejścia do klatki schodowej, o dziwo nie mając z tym większych kłopotów. Co prawda, podziękowała grzecznie i przekazała, iż niedługo się do niego odezwie, niemniej naciskał aby odprowadzić ją do mieszkania. Z racji swojego stanu jedynie machnęła ręką i pokazała gdzie mają się udać. Następująco przeszli do windy, w jakiej panowała trochę zbyt niezręczna cisza, ostatecznie dostając się pod drzwi wejściowe do lokum kobiety.
— Tak, tak, mam klucze. Mam. Zamykałam przecież drzwi. No to mam…. — rzuciła, chociaż to bardziej jakby siebie upewniała w tym niżeli jego. W tym momencie doznała zawodu - i to ze strony swojej własnej torebki, nie mogąc zlokalizować kluczy. Podniosła spojrzenie na Huntera, wyciągającego w jej kierunku rękę, by móc samemu poszukać tego, co było potrzebne. Niezbyt chętnie oddała, próbując jeszcze pokazać iż nie jest tak, jak powiedział, ale gdy tylko się poddała, Wright bez problemu odnalazł pęk. — Szczęście początkującego — rzuciła od niechcenia, uznając że po prostu się mu udało tym razem i tyle. Stałą z założonymi rękami i oparta o ścianę, czekając aż sam się obsłuży i otworzy jej gniazdko.
Po chwili - no oczywiście! - bez większych kłopotów z otworzeniem wejścia do wnętrza, znaleźli się w środku. Niezbyt zgrabnie wchodząc po górę, gdzie znajdowała się łazienka.
— Paciorek? — powtórzyła, zupełnie jakby to było dla niej nieznane słowo, po czym się zaśmiała. — Musiałeś iść za mną aż do łazienki? — musiała się pokusić o komentarz, po czym spojrzała na swoje odbicie w lustrze. — No… wypadałoby zmyć — odparła na zapytanie, widząc w lustrzanym odbiciu jak opuszcza pomieszczenie - dzięki czemu mogła odetchnąć z ulgą. Boże, co się z nią działo w tej chwili, iż nie potrafiła zachować się normalnie i zwyczajnie, jak każdy normalny człowiek, oddychać. Ostatecznie załatwiła się jedynie, po czym postanowiła - jeszcze - nie zmywać makijażu. Zrobi to dopiero, jak jej gość wyjdzie z mieszkania, dzięki czemu będzie się czuła bardziej komfortowo. Nie, żeby przyprawiał ją o brak tego, ale jej pijany móżdżek uznał, że po zmyciu makijażu będzie… wyglądała brzydko. Zupełnie jakby jej nagle zależało na tym, aby Hunter nie zobaczył jej brzydkiej.
Ostatecznie wyszła z łazienki, nie spodziewając się iż po wyjściu z pomieszczenia ujrzy w sypialni, siedzącego na łóżku Huntera… i to bez koszulki, na co zrobiła trochę zdziwioną minę. Przesunęła spojrzeniem po jego sylwetce, dostrzegając trzymaną w dłoni szklankę z wodą - to na niej starając się zachować swoją pełną uwagę. W drodze do mężczyzny zdejmowała swoje obcasy - mając na dzisiejszy dzień już serdecznie dość. Siadła obok niego na łóżku, zabierając mu bez słowa naczynie. — Dziękuję, że dbasz o moje nawodnienie — rzuciła żartobliwie, upijając większy łyk. Powróciła na niego tęczówkami, starając się nie błądzić wzrokiem w inne rejony, pozostając na jego twarzy. — Ale chyba mam jeszcze ochotę na coś mocniejszego. Napijesz się ze mną? — zagaiła, przechylając delikatnie głowę na bok, po czym uśmiechnęła się. — Na pewno się napijesz. Musisz. To tak w ramach podziękowania za udzielenie ratunku w opresji — trochę tak wyszło, że zadecydowała za niego, lecz nim się obejrzał, to nie tylko powiedziała, ale i zaczęła działać. Skierowała się do schodów, idąc na dół do kuchni. Wyciągnęła kieliszki, sięgnęła do szafki po wino - zaczynając się siłować z korkociągiem, aby otworzyć butelkę. Cóż, miała dobre zamiary, ale życie i brak trzeźwości ją zweryfikowało. Odwróciła się, znów na chwilę zawieszając na nim zbyt intensywnie spojrzenie, dopiero po jego chrząknięciu przytomniejąc. — Otworzysz? — zapytała, gdy przełknęła ślinę, dzięki czemu mogła się odezwać. Przekazała butelkę, aby czynił swą powinność, wzdychając ciężko. Czemu zdjął tą koszulkę i w dalszym ciągu jej nie założył?! Czy sprawdzał, czy faktycznie potrzebowała mężczyzny?!

Hunter Wright
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”