Czy dlatego, że dowiedzieli się o ciąży siostry Huntera, ten postanowił się przez jakiś czas nie odzywać do niej, aby spędzić ten czas z rodziną w pełni? A może nadal był na nią zły za to, co powiedziała? Za to, jak bardzo ośmieliła się, nie przerywając tego wiercenia w brzuchu, żeby tylko dowiedzieć się o co mi chodzi w tym wszystkim? Czyż to jednak nie było coś, co było od niej wymagane - dowiadywanie się o nawet tych najbardziej trudnych i głębokich aspektach, które kierują człowiekiem w chwili przechodzenia przez niego kryzysu egzystencjalnego czy jakiegokolwiek innego? Tak, to zdecydowanie należało do jej obowiązków - tylko Hunter nie rozumiał tego na swój sposób. Czuł się prawdopodobnie atakowany. Niemniej ani wtedy, ani teraz, Prudence nie czuła się z tym źle.
Znaczy - źle się czuła, to jasne. Ale po prostu wiedziała, iż nie robi mu na złość czy żeby go zdenerwować. To wszystko po to, aby dostać się do źródła tego, co go najbardziej w tym wszystkim trapi.
— Dobrze, że masz kogoś takiego — powiedziała z delikatnym uśmiechem, chociaż przez to trochę się poczuła jakby miała zaraz zwrócić to wszystko, co przyswoiła do swojego organizmu i chyba w dalszym ciągu nie znalazło ujścia, pomimo że była w łazience dzisiejszego wieczoru tyle razy, jak jeszcze nigdy w swoim życiu. Zaczęła głębiej oddychać, aby nie doprowadzić do zmiany jej stanu z wesołej i gadającej głupoty, na wymiotującą i odrażającą. Dobrze też, że Wright podłapywał dalej tematy do rozmawiania, bo dzięki temu mogła się trochę skupić na czymś innym, niż na ewentualnym
haftowaniu.
— Na długo? — zapytała, chociaż pewnie jej trzeźwa wersja w życiu by o takie coś nie dociekała - po prostu uznają, iż nie jest osobą, przed którą musi się tłumaczyć z tego, czy będzie to dłuższy wyjazd, czy dosłownie na jakieś dwa, trzy dni. Niemniej póki jest w stanie
wskazującym, nie miała zamiaru się tym przejmować jakkolwiek. Pewnie rano - jeśli będzie w ogóle pamiętać - będzie to analizować i nazywać siebie idiotką. Na to teraz nie ma czasu, miejsca, ochoty.
Ściągnęła brwi ku sobie w mocnym skonsternowaniu.
Potrzebuje mężczyzny? Czy naprawdę wyglądała na kobietę potrzebującą faceta w swoim życiu? Czy chodziło o tylko tą sytuację samą w sobie i nic więcej w tej chwili? Czy Hunter uważał, że należy do jakichś feministek, gdzie takim trzeba wyperswadować jak ważna i kluczowa jest rola męska w egzystowaniu tej żeńskiej? Matko, w takim stanie akurat takiego typu przemyślenia nie były czymś dobrym, szczególnie patrząc na to, jak wyglądała ich znajomość od jakiegoś czasu oraz na to, że ostatnio się do niej nie odzywał.
A zresztą, jak wyglądała ta ich znajomość? Dwójka dorosłych ludzi, którzy poznali się poprzez przypadek, bo dostała taki przydział odgórnie, zostając niespodziewanie wytypowana jako ta perfekcyjna kandydatka na
rozwiązanie problemu. Potem stały się rzeczy które nie powinny się przytrafić w takiej sytuacji i… koniec. Nie ma co tego roztrząsać. Chyba. Możliwe. Może. Nie, nie ma co się na nich skupiać.
Za to musiała się skupić na otworzeniu wejścia do klatki schodowej, o dziwo nie mając z tym większych kłopotów. Co prawda, podziękowała grzecznie i przekazała, iż niedługo się do niego odezwie, niemniej naciskał aby odprowadzić ją do mieszkania. Z racji swojego stanu jedynie machnęła ręką i pokazała gdzie mają się udać. Następująco przeszli do windy, w jakiej panowała trochę zbyt niezręczna cisza, ostatecznie dostając się pod drzwi wejściowe do lokum kobiety.
— Tak, tak, mam klucze. Mam. Zamykałam przecież drzwi. No to mam…. — rzuciła, chociaż to bardziej jakby siebie upewniała w tym niżeli jego. W tym momencie doznała zawodu - i to ze strony swojej własnej torebki, nie mogąc zlokalizować kluczy. Podniosła spojrzenie na Huntera, wyciągającego w jej kierunku rękę, by móc samemu poszukać tego, co było potrzebne. Niezbyt chętnie oddała, próbując jeszcze pokazać iż nie jest tak, jak powiedział, ale gdy tylko się poddała, Wright bez problemu odnalazł pęk.
— Szczęście początkującego — rzuciła od niechcenia, uznając że po prostu się mu udało tym razem i tyle. Stałą z założonymi rękami i oparta o ścianę, czekając aż sam się obsłuży i otworzy jej gniazdko.
Po chwili - no oczywiście! - bez większych kłopotów z otworzeniem wejścia do wnętrza, znaleźli się w środku. Niezbyt zgrabnie wchodząc po górę, gdzie znajdowała się łazienka.
— Paciorek? — powtórzyła, zupełnie jakby to było dla niej nieznane słowo, po czym się zaśmiała.
— Musiałeś iść za mną aż do łazienki? — musiała się pokusić o komentarz, po czym spojrzała na swoje odbicie w lustrze.
— No… wypadałoby zmyć — odparła na zapytanie, widząc w lustrzanym odbiciu jak opuszcza pomieszczenie - dzięki czemu mogła odetchnąć z ulgą. Boże, co się z nią działo w tej chwili, iż nie potrafiła zachować się normalnie i zwyczajnie, jak każdy normalny człowiek, oddychać. Ostatecznie załatwiła się jedynie, po czym postanowiła - jeszcze - nie zmywać makijażu. Zrobi to dopiero, jak jej gość wyjdzie z mieszkania, dzięki czemu będzie się czuła bardziej komfortowo. Nie, żeby przyprawiał ją o brak tego, ale jej pijany móżdżek uznał, że po zmyciu makijażu będzie… wyglądała brzydko. Zupełnie jakby jej nagle zależało na tym, aby Hunter nie zobaczył jej
brzydkiej.
Ostatecznie wyszła z łazienki, nie spodziewając się iż po wyjściu z pomieszczenia ujrzy w sypialni, siedzącego na łóżku Huntera… i to bez koszulki, na co zrobiła trochę zdziwioną minę. Przesunęła spojrzeniem po jego sylwetce, dostrzegając trzymaną w dłoni szklankę z wodą - to na niej starając się zachować swoją pełną uwagę. W drodze do mężczyzny zdejmowała swoje obcasy - mając na dzisiejszy dzień już serdecznie dość. Siadła obok niego na łóżku, zabierając mu bez słowa naczynie.
— Dziękuję, że dbasz o moje nawodnienie — rzuciła żartobliwie, upijając większy łyk. Powróciła na niego tęczówkami, starając się nie błądzić wzrokiem w inne rejony, pozostając na jego twarzy.
— Ale chyba mam jeszcze ochotę na coś mocniejszego. Napijesz się ze mną? — zagaiła, przechylając delikatnie głowę na bok, po czym uśmiechnęła się.
— Na pewno się napijesz. Musisz. To tak w ramach podziękowania za udzielenie ratunku w opresji — trochę tak wyszło, że zadecydowała za niego, lecz nim się obejrzał, to nie tylko powiedziała, ale i zaczęła działać. Skierowała się do schodów, idąc na dół do kuchni. Wyciągnęła kieliszki, sięgnęła do szafki po wino - zaczynając się siłować z korkociągiem, aby otworzyć butelkę. Cóż, miała dobre zamiary, ale życie i brak trzeźwości ją zweryfikowało. Odwróciła się, znów na chwilę zawieszając na nim zbyt intensywnie spojrzenie, dopiero po jego chrząknięciu przytomniejąc.
— Otworzysz? — zapytała, gdy przełknęła ślinę, dzięki czemu mogła się odezwać. Przekazała butelkę, aby czynił swą powinność, wzdychając ciężko. Czemu zdjął tą koszulkę i w dalszym ciągu jej nie założył?! Czy sprawdzał, czy faktycznie potrzebowała mężczyzny?!
Hunter Wright