25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z tą listą to już nie było odwrotu. Wszystko przesądzone. Ale Kira nie była gołosłowna i jak powiedziała, że [przygotuje listę, to tak zrobi. Czy jednak porządnie, to już trudno stwierdzić. Czasami zdarzało jej się ogarniać coś na odpierdol z braku czasu i chęci, ale dla Daisy mogła się trochę bardziej postarać. Korona z głowy jej nie spadnie, jeśli spędzi nad wypunktowaniem kilku rzeczy, których nie robiła, a chciałaby robić i poświęci temu więcej niż trzydzieści sekund.
Musiała przyznać, że od alkoholu Whitmore stawała się bardzo... przytulaśna. Finch absolutnie to nie przeszkadzało, nigdy nie miała większych problemów z okazywaniem bliskości, czego raczej nie wyniosła z domu. Rodzice wychowywali ją nie dość, że surową ręką, to też dość oschłą. Kiedy jednak zeszły na dół, menadżerka szybko zamieniła te uściski na równie pokraczne ruchy taneczne, które - tak swoją drogą - wyglądały uroczo.
W życiu nie pomyślałabym, że kiedykolwiek zrezygnowałaś z baletu. W zasadzie, gdybyś mi nie powiedziała, byłabym przekonana, że do tej pory uczęszczasz na zajęcia do jakiejś szkółki — oznajmiła poważnym tonem, gdy Daisy wykonywała kolejny, lekko zachwiany piruet. Z pewnością nie odbierało jej to uroku. Właściwie pijana wersja kobiety w dziwny sposób ja rozczulała. To chyba przez emanującą z niej beztroskość.
Pokiwała głową, przystając na wybrany utwór. Kira była z rockiem za pan brat. Miała kilka ulubionych zespołów i kawałków, które zdarzało jej się zapętlać w samochodzie, chociaż wolała pobujać się przy dobry techno. Najlepiej po MDMA albo innych narkotykach.
All Stars? — upewniła się jeszcze, gotowa ruszyć w stronę DJ-ki. Kto nie lubił tego utwory, który głównie znany był ze Shreka? No i kto oparłby się urokowi Finch?
Zanim jednak dobrze ruszyła z miejsca, spod ziemi wyłonił się redaktor naczelny. Obie popatrzyły na niego tak, jakby zobaczyły go pierwszy raz w życiu, a potem wymieniły szybkie spojrzenia. Cholera jasna, Daisy nie wspominała nic o tym, że ma jakąś przemowę. W innym wypadku Kira dopilnowałaby, żeby poszły nabzdryngolić się tym szampanem dopiero po jej wystąpieniu. Chciała napomknąć Richardowi, że menadżerka źle się poczuła i poszły się przewietrzyć. Albo wcisnąć kit, że musiała pomóc jej z guzikami przy marynarce, bo te zaczęły się masowo odpruwać, ale mężczyzna zniknął równie szybko, jak się pojawił.
Dobra, poczekaj — wzięła głęboki wdech i stanęła na przeciwko Whitmore, przytrzymując ją za ramiona. — Najpierw musisz się nawodnić. Chodź — pociągnęła ją w kierunku bufetu, gdzie od razu napełniła dwie szklanki wodą mineralną. — Masz gdzieś na telefonie to przemówienie? Długie jest? Mogę zerknąć? — zapytała, wciskając kobiecie szklane naczynie w rękę. Sama też opróżniła drugą do dna. Chociaż przez chwilę musiała mieć trzeźwy umysł. Jeszcze tego brakowało, żeby Daisy skompromitowała się na oczach całej redakcji.
Kiedy odblokowała jej swoją komórkę, rzuciła okiem na tekst. Zdecydowanie był trochę przydługi, jak na zaistniałą sytuację i stan, w jakim obecnie znalazła się menadżerka. Skasowała kilka zdań w środku, a na końcu dopisała bezpośredni zwrot do DJ-ki, który był jednocześnie prośbą o zagranie piosenki Smash Mouth, jak i zaproszeniem gości do zabawy.
Powinno być w porządku — skinęła głową, chcąc umocnić wypowiedziane słowa. — Uśmiechaj się ładnie i bądź zabawna — dodała i poczekawszy aż ta wypiję wodę, pchnęła ją delikatnie w kierunku sceny. No chuj. Co ma być, to będzie!

daisy, daisy, you gave me a hazy feeling lately
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To był głupi pomysł.
Nie powinna tego robić.
Tylko pytanie czego — pić na dachu z Kirą Finch, czy godzić się na wystąpienie w tak mocnym stanie upojenia alkoholowego? Ktoś z boku powiedziałby, że oba, chociaż Daisy musiała przyznać, że pierwszego wykroczenia za nic nie żałowała. Podobała jej się każda chwila spędzona na górze przy szampanie i deserkach oblanych czekoladą. Nie zamieniłaby tego na nic innego. No może jedyną rzeczą, którą możnaby poprawić, była kolejność. Pierwsze przemówienie, potem celebrownie. No tylko co z tego, skoro Daisy kompletnie zapomniała, że będzie od niej wymagane, żeby cokolwiek powiedziała?!
Nic nie wiedziała. Nawet tego, że miała w telefonie przygotowane jakiekolwiek przemówienie. Bo jak niby mogła mieć, skoro nawet nie wiedziała, że Richard będzie chciał ją zaciągnąć na scenę. Nie za bardzo więc wiedziała, co właściwie pokazała Kirze. Może to z zeszłego roku? Cóż, po poprawkach, które zaczęła nanosić Finch powinno być dobre. Wystarczające.
Kiedy Kira klepała zmiany na telefonie, Daisy przytrzymała się jej marynarki i wywalając język na zewnątrz, przyglądała się jej znad ramienia, co chwile rzucając pod nosem jakieś mhmm i o, to dobre, przy okazji popijając wodę ze szklanki.
I to mi-i powinno po-móc? — znowu zaczkała, a jej klatka piersiowa uniosła się energiczne do góry i opadła niebezpiecznie, powodując autentyczny ból mostka. Przystawiła dłoń do piersi i przez moment po prostu stała, rozmasowując sobie obolałe miejsce. Spuściła spojrzenie na oczy Finch, gdy ta zaczęła jej mówić, że będzie w porządku i że powinna być po prostu zabawna. — Zabaw-na — powtórzyła zaraz po niej, po czym złapała jeszcze kilka łyków wody. Jakoś tego nie widziała, ale skoro miała notatki w telefonie, zapewne wystarczyło je jedynie przeczytać, prawda? To nie mogło być aż takie trudne. Zdążyła się tylko uśmiechnąć do Kiry, nim Richard nie wyszedł na scenę i nie zaczął nawijać o tym, jak to wspaniale było prowadzić tak świetnie prosperującą redakcję już pięćdziesiąt cztery lata. Trochę powymieniał najważniejszych inwestorów, coś zagadał o budowaniu dynamicznego zespołu, a na samym końcu zapowiedział Daisy, co spotkało się gromkimi oklaskami.
Whitmore ruszyła przed siebie.
Naprawdę starała się iść prosto i trzymać pion.
Starała się, ale sama do końca nie była pewna jak to wyszło. Wejście na scenę również nie należało do najłatwiejszych, biorąc pod uwagę, że dwa razy się prawie potknęła. Finalnie skończyła przed mikrofonem. Uśmiechnęła się pięknie do wszystkich, do Kiry nawet pomachała podekscytowana, a zaraz potem sięgnęła pod telefon. A raczej spróbowała do niego sięgnąć i go odblokować, szkoda tylko, że w tym samym czasie znowu sobie czknęła, a komórka... wypadła jej z dłoni i stoczyła się po scenie pod nogi samej Roberty. Daisy zamrugała kilkakrotnie.
Kurwa.
Dobra, nie trzeba — machnęła ręką, dając znać wszystkim (i przede wszystkim sobie), że miała zamiar po prostu zaimprowizować cały swój występ. Pewnie nie był to najlepszy pomysł, ale było to lepsze niż nic, prawda? Nie będzie przecież schodzić ze sceny i błagać Roberty przed wszystkimi, żeby oddała jej telefon. Zamiast tego wyprostowała się jak na damę przystało i... — Wow. Pięćdziesiąt cztery lata... — pokręciła głową z niedowierzaniem. — Kto by się spodziewał, co? Ja na pewno nie, bo jak powstawała ta redakcja, to nawet mnie nie było na tym świecie — zaśmiała się z własnego żartu. Nie była pewna czy ktoś jeszcze to zrobił, bo reflektory dawały dość mocno po oczach. Wiec kontynuowała. — Ale serio… pięćdziesiąt cztery lata to jest straaaasznie długo. I to serio szalone, że gazeta może przetrwać tyle czasu, a ja nie umiem utrzymać przy życiu nawet jednej paprotki. Naprawdę próbowałam. Dawałam jej wodę, mówiłam jej miłe rzeczy… a ona i tak... skup się, Whitmore. Przerwała na moment, odchrząknęła i oparła się lekko o mikrofon, próbując jakoś zebrać myśli. — A już tak odkładając żarty na bok, to prawda jest taka, że ta redakcja działa tylko dlatego, że wszyscy tutaj po prostu robią świetną robotę — o to już brzmiało nieco lepiej. — Więc chciałam powiedzieć... dziękuję. Wszystkim. Za to, że codziennie robicie coś, co ludzie czytają. Artykuły, które informują, ciekawią, a może nawet i bawią. Czasami. — odnalazła w tłumie Margaret z działu kultury i wskazała na nią palcem. Nawet nie musiała mówić nic więcej, bo przecież każdy tutaj pamiętał sprawę sprzed trzech miesięcy, jak to Margaret napisała artykuł na temat hobby horsingu i dodała... swoje zdjęcia z koniem na kiju. Kilka osób zaśmiało się głośno. To dobrze. — I wiecie, za to, że mimo stresu, deadlinów i tych wszystkich spotkań, które mogłyby być mailem… nadal tu jesteśmy. Nadal razem. Nadal, no wiecie, piękni. No… mniej więcej — nachyliła się lekko do przodu, odebrać kieliszek od kelnerki. Oczywiście o mały włos nie rozwalając go o statyw z mikrofonu. — A więc wnieśmy toast! Za redakcję. Za ludzi, którzy ją tworzą. I za to, żeby jutro nikt nie wrzucił tego wystąpienia do internetu. Dzięki!! — zakończyła, unosząc szkło i o dziwo... na sali wybrzmiały oklaski. To może jednak nie było TAK źle?

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakim cudem, do cholery, Whitmore dopiero teraz przypomniała sobie o przemówieniu Kira patrzyła na nią z rosnącym niedowierzaniem. Jeszcze chwilę temu żartowały i piły szampana na dachu, ale Daisy ani słowem nie wspomniała jednak o żadnej publicznym mowie. Gdyby tylko Finch wiedziała wcześniej, nie wyciągnęłaby jej z sali. To znaczy wyciągnęłaby, oczywiście, ale zrobiłaby to jednak później, kiedy menadżerka miałaby już za sobą publiczne upokorzenie wystąpienie. Może wtedy nie wyglądałaby tak, jakby jej organizm próbował jednocześnie zemdleć, spanikować i opuścić ciało.
Czy ta woda miała pomóc? Prawdopodobnie nie. Co najwyżej na czkawkę. Albo odwodnienie. Trudno było uwierzyć, że kilka łyków nagle sprawi, że Whtmore będzie niezwykle trzeźwa i zabawna. Kira mimo wszystko pokiwała głową z udawanym przekonaniem, licząc na efekt placebo. Ludzie podobno byli podatni na placebo. Ludzie również podobno lubili bieganie i spotkania integracyjne, więc nauka czasami zawodziła.
Wszystko szło zgodnie z planem. Nie, zaraz, z jakim, kurwa, planem? Nie było żadnego planu. Tutaj trzeba było improwizować. I chyba Daisy wzięła to do siebie zbyt dosłownie, bo telefon z naniesionymi poprawkami wypadł jej z dłoni, na co Finch skrzywiła się ostentacyjnie. Koniec. Kaplica. Ale wtedy stało się coś niespodziewanego - Whitmore zaczęła swoją przemówić i faktycznie starała się być zabawna. Ba, kilka osób, które stały obok Kiry, szczerze zaśmiały się, kiedy wspomniała o swoim wieku oraz porównywała trwałość redakcji do swojej ręki do kwiatów. A raczej jej brakiem. Ale najbardziej zaczęli chichotać po tym, jak menadżerka wskazała na Margaret, która tak bardzo uwielbiała biegać z kijem między nogami. Śmiesznie. Finch wiedziała, że można mieć kija w dupie, ale żeby od razu go ujeżdżać? To już zdecydowanie przesada. Nawet, jak na samą Margaret z działu kultury.
Z doskoku sięgnęła do tacki, z którą przechadzał się po sali jeden z kelnerów, żeby ująć w dłoń kieliszek i wznieść toast. Nawet puściła do Daisy oko, chociaż nie była przekonana, czy przez te reflektory zdołała to zauważyć. A gdy kobieta zeszła nieco chwiejnym krokiem ze schodów, od razu do niej dopadła i zaciągnęła na bok.
To było zdecydowanie lepsze od tego, co napisałaś w notatkach. To pewnie przez tego szampana. No właśnie, chcesz? — podała jej kieliszek, z którego wcześniej złapała zaledwie da łyki. — Może powinnaś zostać komikiem? Seth z działu z biznesu prawie się posikał, jak wskazałaś na Margaret. Normalnie aż ocierał łezkę wierzchem dłoni, taki miał ubaw. Dalej chcesz tańczyć? — zapytała i zerknęła na DJ-kę, ale przy konsolecie stało już kilka osób, żeby zamówić jakieś kawałki. W tym sam Richard Whitmore. — A ten co? Macie umówiony jakiś pierwszy taniec z okazji z okazji pięćdziesiątej czwartej rocznicy istnienia Toronto Sun? — posłała jej rozbawione spojrzenie, wyobrażając sobie, jak Daisy i jej teść rok w rok odpierdalają na parkiecie sceny wyjęte prosto z musicalu.

funny bitchi
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się, że pójdzie jej dobrze.
Nic zresztą dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze dziesięć minut temu nawet nie wiedziała, że będzie musiała cokolwiek powiedzieć na scenie. Po prostu żyła sobie i egzystowała na imprezie jak gdyby nigdy nic, podróżując z Finch na dach, rozmawiając o marzeniach i pierwszych razach, kiedy tutaj na dole czekała na nią prezka. I może nawet dobrze wyszło, bo gdyby wiedziała, to przejmowałaby się wystąpieniem i wcale nie spędziła tak bardzo przyjemnej godziny na dachu tego przybytku. A i przemówienie wyszło całkiem nieźle, biorąc pod uwagę oklaski, jakie zebrała od publiczności.
Zaskoczona ale i zadowolona uchyliła się starannie. I nawet wyszło jej to całkiem ładnie, tylko potem przy wstawaniu do pionu zahaczyła sukienką o statyw do mikrofonu, a ten runął z hukiem. Całe szczęście obsługa tylko sie zaśmiała i oznajmiła, że nic się nie stało. Whitmore zeszła więc lekko chwiejnym krokiem, oddała mikrofon, a następnie skierowała się prosto w stronę Kiry Finch. Nawet nie popatrzyła na nikogo innego. Dziwne.
Aż tak dobrze poszło? — uśmiechnęła się szeroko, odbierając od blondynki kieliszek szampana. — To może faktycznie powinnam wypić jeszcze trochę, żeby jeszcze ciebie rozbawić — wymownie spojrzała z jasne oczy Kiry. Aż tak chciała ją rozbawić? Tak jej na tym zależało? Coś w tym było. Bo chociaż świetnie było słyszeć, że Seth z działu biznesu prawie się posikał, Whitmore gdzieś w środku chyba chciała, żeby to Kira była na jego miejscu. No, może nie posikana, bo przecież miały jeszcze tańczyć, ale rozbawiona.
No raczej, że chce — rzuciła energicznie i nawet szturchnęła lekko Kirę w ramię. — Koniecznie ci muszę pokazać, jak robię robota. Podobno jak byłam dzieciakiem, to wychodziło mi to świetnie — kolejny przypadkowy fun fakt, o który nie prosił absolutnie nikt. Daisy nie do końca wiedziała, skąd brała się ta wyjątkowa wylewność przy Finch, chociaż może można było po prostu zwalić to na alkohol? Tak, to na pewno po prostu alkohol.
Na słowa Kiry, odwróciła się w stronę DJki, gdzie nagle zrobiła się wyjątkowo pokaźna kolejka. Kolejka, w której stał nawet sam Richard Whitmore.
A to akurat nawet wiem — rzuciła tajemniczo i postukała się po głowie, dokładniej skroni, pokazując przy okazji Finch, że pod czaszką miała całkiem pokaźny mózg. — Chapelloise — wyjaśniła krótko, uśmiechając się pod nosem. Chapelloise było niczym innym jak Belgijką ukrytą pod angielską nazwą, bo tak, tańczyło się go również w kanadzie. — Średnio co dwa lata go tańczymy. Oczywiście z pominięciem lat, kiedy Richard za mało się wstawił, albo wybuchła jakaś afera i atmosfera była średnia — dzisiaj jak widać humory były przednie, szczególnie po przemówieniu Daisy, więc chyba redaktor naczelny chciał to wykorzystać i namówić swoich pracowników na taką świetną formę celebracji.

tańcz głupia, tańcz ♩¨̮(ง ˙˘˙ )ว♩¨̮
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szczerze mówiąc, ona również nie spodziewała się, że pójdzie aż tak dobrze. Właściwie wypychała Daisy na scenę z przekonaniem, że skończy się to co najwyżej mniejszą lub większą katastrofą. Zakładała, że brak przygotowania i zbyt duża ilość alkoholu dadzą o sobie znać w najmniej odpowiednim momencie. Nie brała jednak pod uwagę, że bąbelki mogą zadziałać na Whitmore w zupełnie inny sposób, niż się spodziewała. Szampan najwyraźniej rozluźniło ją bardziej, niż ktokolwiek mógłby przewidzieć, sprawiając, że nie tylko przestała się stresować, ale wręcz odzyskała pewność siebie. W efekcie wyszło to wszystko znacznie lepiej, niż ktokolwiek – łącznie z Kirą – mógłby przypuszczać.
Poszło ci świetnie — przytaknęła skinieniem głowy, absolutnie zgodnie z prawdą. — I kto powiedział, że mnie nie rozbawiłaś? — zapytała, spoglądając na nią znad swojego kieliszka. Może Finch nie śmiała się do rozpuku i nie roniła pojedynczych łez, które musiałaby ocierać wierzchem dłoni, ale to nie oznaczało, że podczas przemowy menadżerki nie bawiła się świetnie. Bo bawiła!
Przeniosła wzrok na redaktora naczelnego, który jakoś wyjątkowo długo stał przy konsolecie, dyskutując z DJ-ką. O czym oni tyle gadali? Czy Richard właśnie miał jakieś specjalne zamówienie, składając się z listu stu piosenek jego młodzieńczych lat?
Chapelloise? — powtórzyła po Daisy z nieukrywanym zaskoczeniem. — Co to, do cholery, jest Chapelloise? Strasznie dziwnie wypowiadasz Chappell Roan — zażartowała, podejrzewając, że wcale nie będą teraz tańczyć do Pink Pony Club. A szkoda, na pewno wszyscy uwielbiali ten kawałek! — Czyli nie zatańczysz teraz robota? — Kirze mina zrzedła automatycznie, kiedy DJ-ka chwyciła za mikrofon i poprosiła wszystkich o uwagę.
Kochani, teraz łączymy się w pary! No dalej, śmiało! Nieważne, czy to będzie koleżanka czy kolega z pracy, każdy musi znaleźć swoją drugą połówkę! — zakomunikowała i Finch pomyślała, że chyba musiało coś ją ominąć dwa lata temu, bo nie przypominała sobie, żeby coś podobnego odpierdalało się na wcześniejszych świętowaniach z okazji istnienia redakcji. A może to dlatego, że wtedy pojawiała się na wydarzeniu tylko po to, żeby pokazać się na chwilę i zwykle urywała się po pierwszym przemówieniu?
No dobra, ale co dalej? — zwróciła się do Daisy, odgórnie zakładając, że automatycznie została jej taneczną partnerką. — Jakie są kroki? Przecież ja nic nie wiem! — pospiesznie dopiła swojego szampana i odstawiła go na tackę, którą trzymał przechadzający się obok kelner.
Kira lubiła tańczyć. Właściwie wychodziło jej to znakomicie, ale tutaj ewidentnie chodziło o jakiś układ, którego nie tańczyło się na rejwach w opuszczonych magazynach. Tam jedynie giba się do muzyki techno i electro pod wpływem narkotyków, a od czasu do czasu z głośników poleciała wspomniana Chappell Roan. Nawet rzadko tańczyło się w parach, a co dopiero mówić o jakichś duetach. Jeszcze tego brakowało, żeby na scenę wskoczył jury, które będzie oceniać ich umiejętności.
Tylko na tłumaczenia było już trochę za późno, bo ludzie zaczęli ustawiać się w kręgu, para za parą, więc Finch nie pozostało nic innego jak stanąć obok Whitmore i użyczyć jej swojej ręki. No nic, za późno na prywatne lekcje, wszystko wyjdzie w praniu! Dobrze, że Kira była już trochę wypita, więc nawet nie pomyślała o tym, żeby się ze wszystkiego wykręcić!

a ty tańcz tańcz tańcz, kiedy inni tańczą
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kira była zabawna.
Daisy nie miała pojęcia, czy wywodziło się to z jej naturalnego charakteru i sposobu bycia, czy może jednak Whitmore miała tak niskie progi bycia rozbawioną, ale trzeba przyznać, ze w towarzystwie Finch ostatnimi czasy, managerka nic tylko się uśmiechała. A nawet śmiała głośno, kiedy chociażby blondynka pomyliła Chapelloise z Chappell Roan.
Nie no gdzie, Chappell dopiero po północy — zażartowała, chociaż mogła być w tym również odrobina prawdy, biorąc pod uwagę, że większość jej piosenek była o miłości do dziewczyn i queen świata. Roberta to by chyba zeszła na zawał, jakby zobaczyła, że ktokolwiek oprócz Kiry do tego tańczy! — Chapelloise. Inaczej mówi się też na to Belgijka — złapała szare spojrzenie Finch. — To taki śmieszny taniec, bardzo łatwy, ma może pięć kroków, które się powtarza przez całą piosenkę — śpieszyła z wyjaśnieniem, bo oczywiście DJka nie dała im wiele czasu na przygotowanie. Jak tylko Richard zeskoczył ze sceny, prowadząca kazała się wszystkim dobrać w pary i odpowiednio ustawić w okręgu.
Po tłumie było widać, kto już brał udział w podobnych aktywnościach w poprzednich latach, a dla kogo to była zupełna nowość. Ludzie obracali się zestresowanie, szukając swoich potencjalnych partnerów. Całe szczęście Daisy nie musiała, bo w momencie, gdy ich spojrzenia z Kirą się skrzyżowały, od razu było wiadomo, że by deafult zostały ze sobą sparowane. W końcu cały wieczór już i tak bujały się razem!
No dalej, dalej, nie mamy całego wieczoru! — ponagliła DJka, a Daisy złapała Kirę za rękę i pociągnęła w tłum. W pierwszej chwili ustawiły się w pierwszym lepszym miejscu, ale kiedy okazało się, że przed nimi stał nie kto inny jak Roberta, oczywiście z Frankiem z politycznego i popatrzyła na nie podejrzliwie, Whitmore szarpnęła Finch za sobą i przebiegły szybko na przeciwną stronę okręgu.
Ogólnie to jest mega proste, szybko załapiesz, ale to czekaj, stań sobie z lewej — zamieniła się z nią miejscami. — Lewa strona stoi w miejscu, a prawa po każdym wykonaniu kroków przesuwa się do przodu — wyjaśniła, chociaż Kira miała minę, jakby za nic nie rozumiała, co to znaczy, że ktoś przesuwa się do przodu. — Będziesz mieć innego tanecznego partnera co chwile — zaśmiała się głośno. Musiała przyznać, że widząc Kirę lekko zakłopotaną było wyjątkowo… urocze. Tak urocze, że aż coś ją załaskotało w okolicy brzucha. Oczywiście szybko strzepała z siebie te myśli, podczas gdy ludzie krzyczeli o instrukcje. Kobieta na scenie w końcu się zlitowała i wszyscy zrobili jedną próbną wersje bez muzyki.
No i teraz tyłem… — Daisy starała się dyrygować Kirą, pomóc jej to załapać. — I teraz taaak — przeszłą przed nią i uśmiechnęła się pod nosem. — No i zajebiście, ty już wszystko umiesz — musiała przyznać, jak na kogoś, kto nigdy wcześniej nie tańczył Chapelloise, Kirze wyszło to wyjątkowo dobrze. Teraz tylko będzie musiała to powtórzyć jakieś trzydzieści razy, każdy z inną osobą.
Gotowi? To zaczynamy!! — krzyknęła kobieta za konsoletą, a następnie nacisnęła przycisk, który sprawił, że z głośników zaczęła napływać znajoma dla Whitmore muzyczka. Nie był to styl, jakiego słuchała na codzień, ale przez tyle lat pracy redakcji i chodzenia na te imprezy, już doskonale była z nią obyta.
Okrąg ruszył do przodu, rozpoczynając taniec, a wraz z nim one. Dłoń Kiry była ciepła. Przyjemnie mrowiła skórę. Nie zaciskała się na niej zbyt mocno, ale wystarczajaco, by można było czuć jej ciężar. Daisy co jakiś czas spoglądała na Finch, a kiedy już kolejny raz do siebie doskoczyły, uśmiechnęła się zaczepnie.
Tylko nie tęsknij za bardzo — rzuciła zadowolona, wciąż dość konkretnie podchmielona i przy ostatnim obrociku, ruszyła od przodu, żeby sparować się tym razem z Danielem z działu informatycznego.
Cześć Daisy — wyszczerzył się, pokazując swoje krzywe zęby. Gdzieś pomiędzy nimi miał nawet kawałek szpinaku, który przykleił mu się również do jedynki. Przez moment zastanawiała się, czy powinna go w ogóle o tym informować, ale zamiast tego po prostu obejrzała się na Kirę, żeby sprawdzić, jak jej szło.

przetańczyć z tobą chce, caaaaałą nooooc
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że była zabawna. To był prawdziwy i niepodważalny fakt. U Finchów było to rodzinne. Nie, inaczej - wśród sióstr Finch była to normalne. Rodzice byli dość sztywni, ale czego oczekiwać od dwójki prawników z kijami w dupie? No właśnie. Doskonałe poczucie humoru Kira najpewniej odziedziczyła po wujku Benie. To on zaraził ją pasją do samochodów i rozbawiał do łez. Także Chappell Roan została pomylona z - jak się okazało - belgijskim tańcem z czystą premedytacją. Trocję jednak zestresowała się, jak DJ-ka tak zaczęła wszystkich poganiać, a Finch nie znosiła, kiedy ktoś mówił jej, co ma robić. Na szczęście Daisy szybko przyszła z wyjaśnieniami. Nawet dała się pociągnąć w stronę kręgu, którzy utworzyli ludzie biorący udział w zabawie.
Aha, czyli łączymy się w pary, ale i tak cały czas partnerzy są zmienni? Ale durne — pokręciła głową, próbując nadążyć za tłumaczeniami. — Poczekaj, czyli jest szansa, że trafię na Robertę? — powiedziała, nachylając się w kierunku Whitmore. — Nie wiem, czy ona złapie mnie za rękę. A co, jeśli ją zlesbijczę? — udała wielce przejętą, jakby homoseksualizm był straszną, zaraźliwą chorobą. Właściwie myślano tak w trakcie dwóch ostatnich wieków, a medycyna oficjalnie odeszła od tego poglądu stosunkowo niedawno.
Sumiennie powtarzała każde kroki i robiła wszystko, żeby nadążyć. No dobra, te doskoki nie były aż tak skomplikowane. Nawet Roberta krowa dałaby sobie radę. Czy jednak Kira faktycznie wszystko wiedziała? DJ-ka, która zrobiła próbę chyba była odmiennego zdania, bo popatrzyła na nią z jakimś pożałowaniem. Po chwili przyszła pora na oficjalny taniec. Krąg ruszył, Finch przez moment partnerowała Whitmore, ale zaraz nadeszła na zamianę. I tak się złożyło, że dziennikarka natrafiała na same kobiety, które chyba były bardziej zadowolone z jej ruchów niż z poczynań kolegów z redakcji, którzy gibali się jakoś nie do rytmu. Dajmy na przykład taką Carol z Jonasem - kiedy mieli odskakiwać, on skakał do środka i na odwrót. Carol ewidentnie odetchnęła z ulgą, kiedy dołączyła do Kiry. Innego zdania była natomiast Roberta, bo ta naprawdę zawahała się, nie mając pewności, czy aby na pewno ująć dłoń Finch. A Finch nie zamierzała się prosić. Ostatecznie jednak kobieta złapała ją za rękę dwoma palcami, jakby trzymała coś obrzydliwego, na co Kira odwróciła się do Daisy, nie mogą powstrzymać rozbawienia.
Koło się zamknęło, a kolejka szła od początku. Tym sposobem znów znalazła się u boku menadżerki i musiała w głębi przyznać, że to z nią czuła największą swobodę i najlepiej zgrywała się w krokach. Przychodziło im to zupełnie naturalnie, jakby tańczyły ze sobą od zarania dziejów.
Witam ponownie — dygnęła zgrabnie, przekładając ich ręce nad głowami, żeby znaleźć się po drugiej stronie Whitmore. — Często tu bywasz? — zażartowała i puściła do niej oczko. — Masz zajebiście zgrabne nogi — dodała, na co Daisy już nie zdążyła odpowiedzieć, bo nastąpiło przejście, a obok znalazła się Carol.
Wow, Kira, ale ty masz kocie ruchy! — zażartowała, wyraźnie rozochocona wypitym wcześniej alkoholem. — Żeby to każdy facet tak umiał tańczyć! Tylko spójrz na nich. No popatrz, jakie z nich drewno — pokręciła głową, nawet nie starając się ukryć swojego zażenowania.

bo ty jak nikt kochasz tańczyć, a ja nie znam żadnych kroków
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była szansa, że Kira trafi na Robertę podczas tańca i to nawet nie mała, biorąc pod uwagę, że włoszka ustawiła się oczywiście po stronie kobiecej, dlatego Daisy tylko skinęła głową twierdząco i pozwoliła Kirze przetrawić te informacje w jej własnym zakresie, nim rozpoczął się oficjalny taniec.
Szło im dobrze. Bardzo dobrze nawet, biorąc pod uwagę, że wszystko zrobiły odpowiednio w czasie i nawet się nie pozabijały. A to również nie było łatwe, biorąc pod uwagę ilość alkoholu, jaka została skonsumowana na dachu i jeszcze potem przy wystawce. Whitmore normalnie nie piła tak dużo, dlatego można było spokojnie okrzyknąć ją pijaną. Co zresztą było widać w jej ruchach przy każdym kolejnym obrocie, kiedy świat wirował coraz bardziej, a buzia pozostawała uśmiechnięta, kompletnie pozbawiona trosk. Szczególnie w momencie, w którym trzy pary z przodu zobaczyła, jak Roberta faktycznie paruje się z Finch i chwyta jej dłoń DWOMA PALCAMI. Zdecydowanie o dwa za dużo, biorąc pod uwagę, że mogła zarazić się śmiertelnie lesbijską chorobą. Jeszcze zaczęłyby się jej podobać laski i co wtedy? Koniec świata.
Tak się Daisy tym rozbawiła, że śmiała się jeszcze przez trzy kolejki, aż sama nie doszła ponownie do Kiry, spoglądając na nią wciąż rozbawiona.
Pewnie będzie dezynfekować te dwa palce przez kolejny miesiąc — stwierdziła, chociaż patrząc na to, jak bardzo Roberta próbowała nie zostać lesbijką, to chyba nikogo by nie zdziwiło, gdyby w ogóle te paluchy sobie obcięła. Tak dla bezpieczeństwa, żeby przypadkiem nie zejść na złą stronę mocy. Daisy natomiast nie miała w sobie za grosz strachu i złapała Kirę pewnie, całą dłonią, przy okazji wywracając oczami na pytanie, czy często tu bywała.
Tylko jak mnie zmuszą — skwitowała, podskakując i przeskakując w rytm muzyki. Nawet nie zauważyła dokładnego momentu, w którym jej kciuk zaczął przesuwać się po wierzchu dłoni Kiry, znajdując swój prywatny rytm. Nie planowała tego, wyszło to wyjątkowo naturalnie do tego stopnia, że zauważyła ten gest dopiero pod koniec, kiedy trzeba było się rozstać. — A ty dłonie! — krzyknęła jeszce za nią w odpowiedzi na komplement o nogach, oczywiście za grosz nie doszukując się w tym podtekstu. A może jednak? Może trochę go jednak było w jej słowach? Daisy sama nie była pewna. Nie za bardzo wiedziała, co się z nią działo po takiej ilości szampana, ale wiedziała jedno — bawiła się przednio!
Nawet kiedy musiały się znowu rozejść, a Carol przejęła stery po Whitmore. Ta natomiast wylądowała w ramionach Steva, który… nie powinien juz nawet brać udział w tego typu zabawie. Facet miał ze sto lat, jak nie sto dwadzieścia, pracował tutaj od zarania dziejów i prawda była taka, że nie zwolnili go jeszcze tylko dlatego, że już dawno był na emeryturze, a firma ciągnęła na niego dofinansowania.
Wiesz Daisy… — zaczął, przebierając nogami i próbując jakoś nadarzyć za szybkim tempem piosenki. — Dawno nie poobracałem tyle kobiet w dwie minuty — zaśmieszkował, patrząc na nią wymownie. No i co, pewnie w normalnych okolicznościach Whitmore tylko uśmiechnęłaby się pokrzepiająco, ale w stanie w jakim była, oczywiście, że ją to rozbawiło.
Zajebiste — tak się zaczęła śmiać, że aż stuknęła Steva w ramię, a on zaś już zanosił się śmiechem, przez co nagle zaszła jakaś dziwna reakcja w jego ciele, która spowodowała, że nie wiedzieć czemu, sztuczna szczęka Steva wyleciała z jego ust i poturlała się do przodu. Daisy momentalnie wstrzymała powietrze, próbując podążyć za nią wzrokiem, ale ktoś po drodze ją kopnął, kto jeszcze nadepnął i jakoś tak się zadziało, że zęby staruszka skończyły prosto pod odkrytymi paluszkami Roberty, która kiedy tylko to zobaczyła, krzyknęła głośno i rzuciła się do przodu. A potem nastąpił już tylko efekt domina, bo włoszka popychając pierwszą parę sprawiła, że ta spadła na parę z przodu i tak dalej i tak dalej, aż wszyscy po kolei nie zaczęli się wywracać.
Ups?

a little bit of dance, a little bit of mess
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zdziwiłaby się ani trochę, gdyby Roberta po tym uścisku dłoni od razu pobiegła do łazienki zdezynfekować sobie te dwa palce, którymi z wyraźnym obrzydzeniem musnęła jej rękę. Bo właściwie uścisk był tu określeniem mocno na wyrost. Wyglądało to raczej tak, jakby Roberta przypadkiem dotknęła czegoś lepkiego w autobusie. Finch prawie widziała ten proces w jej głowie. Najpierw płyn antybakteryjny. Potem mycie rąk gorącą wodą. Potem drugie mycie, dla pewności. A na końcu telefon do najbliższej placówki medycznej z pytaniem, czy istnieje możliwość profilaktycznej amputacji od nadgarstka aż do łokcia.
Doskonale rozumiała rozbawienie Daisy. Właściwie sama nie mogła powtrzymać śmiechu za każdym razem, kiedy znów natrafiała na Moretti, która chyba szczerze pożałowała, że jednak nie zajęła strony, po której znajdowali się mężczyźni. Na pewno wolałaby robić za faceta, byle tylko nie mieć styczności z lesbijką.
Dzięki, ciężko je trenuję! — odkrzyknęła, kiedy Whitmore skomplementowała jej dłonie. Było w tym sporo prawda, w końcu dość często używała rąk. I smukłych palców. Oczywiście po to, żeby zaciskać je na kierownicy podczas nocnych wyścigów! I wprawdzie zakodowała to, w jaki sposób menadżerka przesuwała kciukiem po jej skórze, ale nie doszukiwała się w tym niczego dwuznacznego. A może powinna? Nie, to głupie. To był taniec, a najwyraźniej Daisy rozluźniła się na tyle, żeby nie zwracać uwagi na takie gesty. Kira też nie powinna.
Nagle coś przemknęło pod jej nogami.
Finch, mająca refleks wyrobiony głównie dzięki szybkiej jeździe, odruchowo odskoczyła w bok. Przez chwilę nie miała pojęcia co się dzieje i na co patrzy. Dopiero po chwili zorientowała się, że na parkiecie leży sztuczna szczęka Steve’a. Kira zamrugała, patrząc wyraźnym niedowierzaniem i odnalazła wzrokiem Whitmore. Ta stała kilka kroków dalej i wyglądała tak, jakby jej mózg przetwarzał właśnie informację, której nie przewidziano w żadnym scenariuszu wieczoru. W momencie, gdy jej oczy zarejestrowały zęby leżące na podłodze tuż przy nogach Roberty, dosłownie się zapowietrzyła. Roberta natomiast zastygła w bezruchu. Ludzie w pobliżu zareagowali w sposób typowy dla tłumu, który nie wie, co się dzieje, ale wie, że na pewno nie chce być w środku tego, co się dzieje.
A potem nastąpiła reakcja łańcuchowa. Ktoś się potknął i w efekcie kilka osób zaczęło się przewracać. Steve próbował pozbierać z podłogi garść zębów i Kirze z trudem udało się przez niego przeskoczyć. Ale w pewnym momencie nawet ona straciła równowagę, niezgrabnie wpadając w ramiona Daisy. Przytrzymała ją mocno, żeby nie zwalić jej z nóg i odciągnęła na bok, z dala od tego cyrku.
Co ty mu powiedziałaś, że chłop aż postradał dla ciebie zęby? — zaśmiała się głośno akurat w momencie, kiedy DJ-ka przestała grać, więc ludzie tarzali się po podłodze w akompaniamencie śmiechu Finch. — Czy to jest moment, w którym znowu powinnyśmy się ulotnić? A może wolisz... — urwała, bo jej oczy zatrzymały się na główny wejściu.
W drzwiach stał nikt inny, jak sam Rowan Whitmore, który postanowił jednak zjawić się na wydarzeniu swojego ojca. Rozpoznała go bez większego problemu, w końcu był sławnym hokeistą, więc każdy Kanadyjczyk wiedział, kim był i na jakiej pozycji grał.

baby, where the hell is my husband?
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Guild Inn Estate”