ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002.
Dla sporej ilości Kanadyjczyków słowo "protest" wiązało się z dość niecodziennym eventem, w którym zazwyczaj nie brało się udziału, chyba że temat dotyczył bezpośrednio miejsca pracy czy dobrobytu danej osoby. Nawet wtedy ludzie woleli jednak przemilczeć swoje zdanie niż wyjść i głosić swoją prawdę, co miało oczywiście swoje wyjątki. Dla Harley była to natomiast kolejna potencjalna fucha, którą mogła przedstawić w swoim ulubionym, obnażającym świetle. Rzadko kiedy stawała po którejś ze stron, preferując neutralny grunt, chyba że dostawała jakieś wyjątkowe odgórne polecenie. Tego zaś nie znosiła, ale ze swojej pozycji nie zawsze miała wiele do powiedzenia.
Z neutralnej perspektywy mogła natomiast przedstawić wady i zalety każdej ze stron, jednocześnie przykuwając oko swoimi zdolnościami uwieczniania konkretnych momentów. Nie można było jej odmówić poświęcenia czy kunsztu, a wieloletnie doświadczenie tylko dodawało jej odrobiny respektu. Ona sama czuła też swego rodzaju satysfakcję, wykonując porządnie kawał dobrej roboty. Dla takiej porcji historii warto było czasami przejść przez te wszystkie nudne i żmudne procesy, po których otrzymywała zgody i identyfikatory umożliwiające jej swobodną pracę na miejscu. Nawet, jeśli historia dotyczyła pewnej firmy z warzywozem... Zaraz, wróć. Kanadyjskiego warzywnego giganta, który przez nałożone kary finansowe zaczynał grozić setkom pracowników zwolnieniami.
Może i był to nudny temat, ale Harley pilnie potrzebowała odskoczni od nieproszonego gościa w jej domu. Tym samym nawet temat wściekłego warzywnego bossa i jeszcze bardziej rozeźlonej grupy jego pracowników wydawał się być dla niej niezmiernie atrakcyjny. Zwłaszcza, iż dostała cynk, że reprezentant CEO również ma pojawić się na miejscu, by porozmawiać z protestującymi. Kanada słynęła raczej z pokojowych protestów, natomiast kto wie jak daleko posuną się ludzie, którzy nie mają absolutnie nic do stracenia.
Na miejsce zabrała się z Eriką, która też pracowała dla Toronto Sun. Właściwie to mogła ją nazwać nawet dobrą znajomą, co było dość ciężkim osiągnięciem do zdobycia. Hwang była znana ze swojej bezpośredniości, nie dążyła także do wymuszonej sympatii. Niektórym jednak to nie przeszkadzało, co było nawet dość miłe. Zawsze fajnie było posiadać możliwość otworzenia do kogoś gęby na temat Cindy z HRu, która po raz kolejny wywróciła jej resztę miesiąca do góry nogami. Ale o tym będzie później.
Widzę, że sporo ludzi się wkurzyło. — skwitowała beznamiętnym tonem, gdy stały przy zaparkowanym samochodzie pod jednym ze sklepów, który podlegał pod cały koncern. To tutaj miał mieć miejsce protest, a zebrana grupa już liczyła całkiem sporo. Upewniła się, że miały wszystko - identyfikatory, sprzęt, zapasowe karty pamięci i tym podobne. Dopiero wtedy wyprostowała się, leniwie przesuwając spojrzenie na swoją towarzyszkę.

Erika Lindberg
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Większość ludzi, gdy myślała o protestujących Kanadyjczykach miała przed oczami obraz kobiety z tabliczką I am a little upset, bo przecież tak musiały na pewno wyglądać podobne wydarzenia, gdy chodziło o przemiłych mieszkańców Kanady. Nic bardziej mylnego. Może i nie było wokół płonących samochodów, policjanci nie stawiali barykad i nie latały koktajle Mołotowa, ale wciąż były tam obecne ogromne emocje.
Erika nawet nie podejrzewała, że wyląduje na podobnym wydarzeniu, ale oczywiście wszechświat chciał inaczej... Czy raczej Harley. W końcu miała towarzyszyć koleżance, której zadaniem było udokumentowanie tego wszystkiego. Normalnie jej zadanie sprowadziłoby się do zwyczajnego sprawdzenia tekstu, który nadesłała Hwang, aby znaleźć w nim jakieś literówki czy zaproponować inne drobne zmiany stylistyczne, aby całość nabrała lepszego wydźwięku, ale tym razem pozwoliła sobie na coś więcej. Głównie dlatego, że lubiła reporterkę.
Może i miały w tym momencie zdawać relację z protestów w związku ze zmianami zachodzącymi w przetwórni warzywnej. Nie były to żadne szczególnie wstrząsające newsy. Pewnie nie przejęłoby się tym zbyt wiele ludzi, ale wyglądało na to, że gigant w branży spożywczej jednak wykarmiał całe rzesze Kanadyjczyków. Dosłownie i w przenośni. Dlatego też demonstracja rozrosła się do rozmiarów, o których Lindberg nawet by nie pomyślała.
Rozejrzała się po tłumie, który gromadził się w pobliżu siedziby firmy. Temat nie był poruszający, ale motywowało ją to, że przecież mogły wyskoczyć po wszystkim z Harley na sernik do pobliskiej kawiarni. Nie miała od jakiegoś czasu okazji do tego, aby zawitać w tej dzielnicy.
- Dziwisz się? Spora część osób ma stracić pracę, modyfikują do tego proces produkcyjny, co może pogorszyć jakość produktów i wprowadzić gorsze jakościowo przetwory na rynek... - zaczęła wyliczać to, co udało jej się do tej pory usłyszeć. - Dobra. Masz wszystko?
Nie przywykła do noszenia na szyi przepustki prasowej, ale zawsze musiał być ten pierwszy raz. Westchnęła i chwyciwszy swoją niewielką torbę ruszyła w kierunku tłumu, który zaczynał właśnie skandować jakieś hasła dotyczące zatrzymania krwiożerczych korporacji.

Harley Hwang
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kanadyjczycy mieli swoją sympatyczność i tolerancję, natomiast mieli również i swoje emocje. Nic dziwnego, że nawet tak miłym ludziom puszczały nerwy, a protesty przecież nie były organizowane do byle czego. Zwłaszcza w tym kraju. Jeśli grupa ludzi wychodziła z czymś na ulicę, oznaczało to że problem był naprawdę poważny i należało go rozwiązać.
Nie przypuszczała, że jej praca posłuży jednocześnie jako urozmaicenie dnia dla Eriki, natomiast w żadnym stopniu nie przeszkadzała jej obecność kobiety. Harley zwykła pracować w różnych warunkach, a towarzystwo często było obecne – czy tego chciała, czy też nie. Zdecydowanie preferowała natomiast, gdy ktoś towarzyszył jej poprzez jej własny wybór. Przy Lindberg miała też tę świadomość, że jej praca przebiegnie bez większych problemów czy niepotrzebnych wtrąceń.
Może i Hwang była lepiej zaznajomiona w całym temacie i ogromie skutków, z którymi się wiązał, natomiast nigdy nie pozwalała sobie, by wchodziło jej to za bardzo na głowę. Do każdego tematu podchodziła jednakowo – profesjonalnie, ale bez angażu emocjonalnego. Dlatego też chętnie zwieńczyłaby ten dzień dobrym ciastem czy kawą, bez względu na to czy jej praca okaże się owocna, czy też nie do końca. Zwłaszcza, że jej koleżance mogło zależeć na sprawdzeniu jakiegoś konkretnego lokalu, który akurat mieścił się w okolicy.
Ta, ta. Cały łańcuch reakcji może z tego wyjść. Pytanie tylko, czy tym protestem uda się cokolwiek wskórać, bo pan Najwyżej Stojący jakoś nie kwapi się do rozmów we własnej osobie. — skwitowała, sprawdzając jeszcze swój aparat fotograficzny. Upewniwszy się, że działa bez zarzutu i ma w sobie wystarczającą pamięć, skinęła głową w odpowiedzi. — Wszystko. Możemy ruszać. — sznurek od swojego identyfikatora czuła na karku, więc nawet nie musiała niczego sprawdzać. Nie lubiła plakietek wiszących na jej szyi, ale niestety był to wymóg konieczny w praktycznie większości przypadków, gdzie przyszło jej pracować. Zawsze pamiętała, by go spełniać, a teraz nie było inaczej.
Również ruszyła razem z Eriką, wtapiając się w tłum. Nie minęła chwila, a ona już chwyciła za aparat i przymierzała się do różnych perspektyw, czasami robiąc faktyczne zdjęcie, a czasem zmieniając zdanie po spojrzeniu przez obiektyw. Tłum nie wyglądał na zadowolony, co nie było niczym dziwnym. Zaskakujące było natomiast to, że Harley wydawało się, że słyszała w tle jakieś soczyste obelgi skierowane w kierunku najwyższych szczebli firmy. Nie była to nowość, ale nie działo się to również notorycznie.

Erika Lindberg
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie było możliwe określenie całego narodu jednym słowem, które pasowałoby do każdego. Owszem, mieli swoje zwyczaje i swoistą mentalność społeczną, ale mimo wszystko byli też zbiorem wielu jednostek, z których każda charakteryzowała się czymś innym.
Były rzeczy, które zdecydowanie łączyły ludzi i wywoływały ogromne emocje. Właśnie tak było z tym protestem związanym ze zwolnieniami i zmianami wprowadzanymi do przetwórni. Chodziło o miejsca pracy i pożywienie dla całego Toronto, a może i Kanady... To nie było byle co!
Nie widziała powodu do tego, aby odmówić przejścia się z Harley na całe to wydarzenie, aby zobaczyć o co w tym chodzi i jak ludzie dopominali się o swoje. Była to dla niej jakaś atrakcja. Dodatkowo trudno było jej odmawiać, gdy chodziło o znajomych. Dlatego też się zgodziła, bo nie miała nic lepszego do roboty.
Z samej ciekawości Lindberg również zrobiła pewien research na temat firmy, która ostatnio zmieniła właściciela, gdyż poprzedni zmarł na zawał. Pogrzeb podobno był piękny i bardzo bogaty. Problem w tym, że firmę przejął syn denata, który miał zupełnie inną politykę oraz pogląd na sprawy firmowe. Stąd też zwolnienia, przekształcenia oraz zmiany wprowadzane do produkcji ich przetworów.
- Pewnie siedzi teraz gdzieś w najwyższej komnacie w najwyższej wieży i spogląda z góry na pospólstwo - odparła, upewniając się jeszcze czy nie dostała na telefon jakiegoś ważnego powiadomienia.
Były przygotowane, nic się nie działo zatem mogły ruszyć w kierunku protestujących z przepustką prasową dumnie obwieszczającą światu to, że pełnią właśnie swój dziennikarski obowiązek.
W momencie, gdy Harley zajmowała się robieniem zdjęć znajdujących się przed nią osób zgromadzonych w tłumie, Erika zaczęła działać z kamerą. Może i pracowały w gazecie, ale te również działały prężnie w internecie, gdzie na pewno mogły zamieścić nagrany film, aby dać swoim czytelnikom lepszy pogląd na to jak prezentowała się sytuacja na miejscu.
- ZAPUSZKOWAĆ C-E-O! ZAPUSZKOWAĆ C-E-O! - grzmiały głosy osób wiodących prym i unoszących transparenty z najróżniejszymi hasłami.
- GOODMAN, TY CHUJU ZŁAMANY! - zagrzmiał jakiś potężny głos od jednego z protestujących.
No tak. Nazwisko nowego prezesa wyjaśniało slogany typu Goodman? More like Badman i inne niezwykle prześmiewcze teksty, które uderzały personalnie w nowego człowieka, który znalazł się u władzy. Klasyk, ale taki, który zasługiwał na uwiecznienie.

Harley Hwang
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poważne sprawy zdawały się niekiedy łączyć ludzi bardziej niż powszechnie przyjęte stereotypy dotyczące ich zachowania. Tłum, który protestował tuż przed nimi był tego doskonałym przykładem. Harley zawsze fascynował fakt, że nawet mimo obłudy i życia w kłamstwach ludzie czasami potrafili postąpić słusznie, wychodząc tym samym poza granice swojej dotychczasowej strefy komfortu. Może i sama piastowała neutralną pozycję w tym konflikcie, dbając jedynie o dokumentację samego wydarzenia, natomiast zdawała się żyć właśnie dla takich „eventów”. Bez względu na to, jak miały się one skończyć.
Ona również zapoznała się dobrze z tematem, a klasyczne przerzucenie firmy z ojca na syna tylko ponosiło poziom zainteresowania tematem. Niby nie było to nic nowego, zwłaszcza w obecnych czasach. Znajomości znajomościami, natomiast ludzie zapominali o jednym. Wykształcenie, doświadczenie i generalny dryg w danym środowisku zdecydowanie przewyższały tę samą krew, o czym praktycznie już nie pamiętano. Zdarzały się wyjątki, gdzie tacy następcy dobrze odnajdywali się w swojej nowej pozycji, natomiast tutaj nie miało to miejsca. Kontrowersje z tym związane i sam protest tylko potwierdzały taką tezę.
Też tak myślę. W rzeczywistości boi się wyjść do ludzi, bo wie że by go zjedli żywcem. — skwitowała krótko, skupiając się już na tłumie, by wychwycić idealny moment pod dobre zdjęcie. Wykonała parę wstępnych ujęć, jednocześnie sprawdzając reakcję ludzi na jej poczynania. Na nie nikt się nie wściekał. Wszyscy byli skupieni na skandowaniu haseł w kierunku jednej osoby, która była też powodem, dla którego cały protest miał miejsce. Jej nic więcej nie było potrzeba do szczęścia. Dopóki mogła pracować w miarę swobodnie, mogła nawet przeżyć darcie się prosto do ucha.
Cieszyła się, że Erika wkroczyła do akcji z nagrywaniem, bo to z pewnością będzie przydatne nie tylko dla Hwang, ale również i dla całokształtu wydarzenia. Sama też od czasu do czasu sięgała po telefon, wpisując do notatnika skrótowce, które miały pomóc jej później przywołać konkrety potrzebne do artykułu. Gdyby natomiast ktoś inny spojrzał na jej wpisy, za cholerę by się nie połapał.
W takich momentach jestem szczęśliwa, że mieszkam w Kanadzie. — skwitowała z zadowolonym uśmieszkiem po dość wulgarnym komentarzu w stronę CEO. Jednocześnie jej aparat już poszedł w ruch z zamiarem uwiecznienia całej procesji z wieloma sloganami na temat Goodmana. Ich zróżnicowanie mówiło naprawdę wiele, tak samo jak i złość w głosach niosących się przez cały protest. Ta zdawała się wzmagać wraz z każdą minutą, co też było ciekawym i wartym udokumentowania zjawiskiem. Harley zaczęła się nawet zastanawiać, jak daleko posuną się ci ludzie.

Erika Lindberg
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Los przetwórni zdawał się leżeć wszystkim na sercu. Najwyraźniej nikt nie chciał widzieć tego jak ukochana lokalna firma zaczyna się przepoczwarzać w ogromną korporację niczym te widziane w amerykańskich filmach w roli wielkiego złola. Nic dziwnego, że ludzie postanowili zacząć działać, aby nie dopuścić do czegoś podobnego. Tylko czy uda im się to? Zapewne dopiero czas pokaże.
Stary prezes z pewnością nie zaszczepił odpowiednio w synu przeświadczenia, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze. Może i jego przywiązanie do tradycji w jakiś sposób hamowało postęp, ale czy ludzie nie cenili w tych czasach właśnie takich firm pośród natłoku tych nastawionych wyłącznie na zysk? Ta jedna przetwórnia mogła naprawdę wydawać się wyjątkową na tle wszystkich innych i budzić szczególną sympatię.
- Jesteśmy w Toronto, a nie siedemnastowiecznej Holandii - przypomniała jej, bo takie akcje z pewnością zadziały się już w jednym europejskim kraju, ale wtedy chodziło o jednego z wyższych urzędników.
Na razie nie zapowiadało się na to, aby pojawił się czy to sam CEO przetwórni czy może jakiś jego rzecznik prasowy, który miałby wygłosić jakieś oświadczenie. Może to i lepiej? Przynajmniej tłum nie miał konkretnego celu, na którym mógłby się wyżyć, ale z drugiej strony potęgowało to jedynie wrażenie, że zarząd faktycznie ma gdzieś ludzi.
Co prawda to Harley tutaj była ekspertką i wiedziała co robić, aby uzyskać jak najlepsze ujęcie swoim obiektywem, ale Lindberg również wiedziała poniekąd, co robi w momencie, gdy zdecydowała się na to, żeby kręcić wszystko, co działo się wokół. Trzeba było jednak przyznać, że wokół panował nieco zbyt wielki chaos, aby móc zawsze skierować kamerę akurat tam, gdzie działy się najbardziej interesujące rzeczy.
- Bo policja nie zacznie rozstrzeliwać cywilów, a rozszalały tłum nie będzie podpalać aut i rzucać płonącymi śmietnikami? - zapytała, bo nagle przypomniały jej się wszystkie sceny, które widziała na materiałach relacjonujących protesty z USA czy Europy zachodniej.
Na razie było dosyć spokojnie. Chociaż widziała już stojących w pewnej oddali policjantów gotowych do tego, aby podjąć się interwencji jeśli tylko zajdzie taka potrzeba.

Harley Hwang
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
For good luck!
169 cm
fotoreporter Toronto Sun
Awatar użytkownika
Don't bend; don't water it down; don't try to make it logical; don't edit your own soul according to the fashion.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niezależnie od wyniku, sam fakt że ludzie postanowili sprzeciwić się i wyjść na ulice mówił sam za siebie. Gdy taka informacja pokazywała się w gazecie, mogła otworzyć oczy szerszej grupie ludzi, w tym osobom, które faktycznie miały pewną moc sprawczą. Niby to bardzo pozytywny scenariusz, trochę niemożliwy dla samej Harley, ale jej pracą było pokazywanie takich rzeczy za pomocą zdjęć. Nieoczekiwane zwroty akcji w takich tematach również były gratką, ale zobaczy się, czy w ogóle będzie mieć to tutaj miejsce.
Trochę przykro było patrzeć na to, jak syn rujnuje tym samym wszystko, co jego ojciec stworzył i przekazał w jego dłonie. Na niej jednak nie robiło to żadnego wrażenia, bo był to dość znajomy scenariusz w obecnych czasach. Rezultat wciąż jednak nie był potwierdzony. To też motywowało ją do śledzenia i uwiecznienia tematu.
To prawda. Ale to też nie znaczy, że uświadczymy tutaj sympatycznego nawoływania do bojkotu, bo to nawet już nie jest takie spokojne jakie mogłoby być. — oczywiście i tak skandujący ludzie byli daleko do protestujących chociażby z samych Stanów Zjednoczonych, ale byli widocznie rozsierdzeni. Nic dziwnego, że CEO nie kwapił się do osobistego stawienia się na miejscu. Pewnie zdawał sobie sprawę, że nawet Kanadyjczycy potrafili być nieobliczalni. Klasykiem w tym wypadku było wysłanie swojego pionka z rzecznikiem prasowym, albo samego rzecznika. Chyba, że faktycznie zarząd będzie mieć całkowicie wywalone na takie sprawy. To natomiast tylko doleje oliwy do ognia.
Oczywiście, że Harley miała zarówno doświadczenie, jak i wprawę w tak dynamicznych wydarzeniach, natomiast nawet ona nie była w stanie uchwycić absolutnie wszystkiego. Żyła jednak w przeświadczeniu, że robi całkiem niezłą robotę w swoim fachu, natomiast taka nieoczekiwana forma pomocy od koleżanki była jeszcze bardziej ułatwiająca.
Po części to, tak. — skinęła głową, robiąc pauzę na kolejne spontaniczne ujęcie. Po wykonaniu zdjęcia spojrzała na efekt końcowy, dopiero po tym podnosząc głowę i patrząc w kierunku Eriki. — Ale po części też przez to, że tutejsi ludzie dość często potrafią mnie zaskoczyć. — takie słowa były niewątpliwie komplementem ze strony Hwang, a ta rzadko się na takie decydowała. O dziwo nie była fanką brutalności, braku rozsądku czy impulsywności ze strony tłumu. Lubiła natomiast, gdy coś wyróżniało się na swój własny sposób. Może wulgaryzmy były tak naprawdę niczym, ale już widziała jak jeden z policjantów dbający tutaj o bezpieczeństwo pokręcił nosem. Takie szczegóły również były warte uwiecznienia, nawet dla zbudowania narracji. Może policja była za złym CEO? A może po prostu każdy z tych policjantów był zmęczony życiem? Harley lubiła zostawiać takie rzeczy do oceny ludziom. Nawet, jeśli niekoniecznie były one bliskie prawdy.

Erika Lindberg
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niezależnie od tego, co by się działo: miały swój temat. A raczej Harley miała, ale to już był szczegół. Były na wydarzeniu, które zgromadziło na ulicach naprawdę sporo ludzi. Widać było, że sprawa była ważna dla lokalnej społeczności, a one mogły ją dodatkowo nagłośnić także dla tych, którzy jeszcze o tym wszystkim nie zdążyli usłyszeć, a mogliby się sprawą zainteresować. To było właśnie spełnianie dziennikarskiego obowiązku.
Zmiany niekoniecznie musiały być czymś złym, ale w tym wypadku nie dość, że zmiany poskutkowały zwolnieniem sporej grupy ludzi to w dodatku jeszcze jakoś produktu miała ulec pogorszeniu ze względu na stosowanie nienaturalnych składników mających w teorii podbić smak i zapewnić lepsze utrwalenie spożywki. Na coś takiego z pewnością nikt nie powinien się godzić. Prezes z pewnością nie dostanie więcej pieniążków za te swoje sztuczne przetwory.
- Dobra. Tutaj akurat masz rację. Może do egzekucji i kanibalizmu nie dojdzie, ale no... - przytaknęła, bo nie sądziła, aby faktycznie wszystko mogło zostać rozwiązane szczególnie pokojowo.
Trudno było się dziwić CEO, który nie chciał wyjść i spotkać się z takim tłumem. Na pewno niewielu chciałoby stanąć  twarzą w twarz z kimś kto wykrzykiwał pod jego adresem wymyślne obelgi. Może mógłby podjąć negocjacji z jakimś wysłannikiem protestujących, ale i w taki obrót sytuacji Lindberg raczej wątpiła. Chwilowo mogły, więc po prostu obserwować to jak zgromadzeni wyrażali swoje silne niezadowolenie ze zmiany rządów w przetwórni.
W przeciwieństwie do swojej koleżanki, Erika nie miała zawodowego doświadczenia i mogła jedynie polegać na amatorskich umiejętnościach wypracowanych gdzieś przy okazji dokumentowania swoich wypadów ze znajomymi, sytuacji konwentowych i tym podobnych. To jednak były zupełnie nowe okoliczności, bo nigdy nie robiła czegoś podobnego dla gazety, w której pracowała, ale czemu tym razem nie mogłaby im pomóc właśnie w taki sposób?
- Oby to zaskoczenie było na miarę sensacji... Chociaż z płonącymi śmietnikami dopiero byś mogła mieć zajebiste zdjęcie - rzuciła w jej kierunku z lekkim uśmiechem.
Emocje z pewnością nikogo nie opuszczały. W pewnym momencie Lindberg zobaczyła jak coś przecina powietrze, lecąc w kierunku policjantów i rozbiło się o jedną z tarczy. Pomidor. Zgniły pomidor. No to z pewnością mogły liczyć na to, że zacznie się robić ciekawiej skoro funkcjonariusze ustawieni przed przetwórnią zaczynali wyraźnie przechodzić w stan podwyższonej gotowości. Może i teraz w ich kierunku leciały wyłącznie pomidory, rozmiękłe ogórki konserwowe czy jajka, ale kto wie do czego jeszcze mogłoby dojść?
- No i masz sensację... - mruknęła jeszcze, starając się uzyskać odpowiedni kadr w swojej kamerze, aby objąć to, co wydawało się w tym momencie najciekawsze.

Harley Hwang
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Sweet Potato”