-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
— Monitoring miejski bywa też zdecydowanie mniej przystojny. — odparła w końcu z pozorną lekkością, choć ton głosu rozbrzmiał odrobinę niepewnie. — Chociaż muszę przyznać, że to chyba pierwszy policjant, który próbuje wystawić mi mandat i jednocześnie prowadzi wyjątkowo dziwny flirt. - skomentowała, jednak nie poświęciła temu więcej myśli. W gruncie rzeczy to ona rozpoczęła tą całą, dziwną grę, która uchronić miała ją od mandat, na który zwyczajnie nie było jej stać. Jednocześnie była zbyt dumna, żeby wyznać prawdę o braku nie tylko pieniędzy, ale także pracy.
Uważnie wysłuchała jego „oficjalnego” i „nieoficjalnego” wyjaśnienia, po czym teatralnie wypuściła powietrze. — Czyli jednak istnieje litość w kanadyjskiej policji. — pokiwała głową z udawaną powagą. — Dobrze wiedzieć. Już zaczynałam planować życie w ukryciu po tym brutalnym ataku na przepisy drogowe. - zażartowała, jednak ostatnie zdanie naprawdę ją zaskoczyło. Charly zamrugała raz, a potem zmrużyła lekko oczy, przyglądając mu się znacznie uważniej. — Przełożonego połowy miasta? — powtórzyła wolniej. — To brzmi albo bardzo imponująco, albo bardzo narcystycznie. Jeszcze nie zdecydowałam. Kącik jej ust uniósł się wyżej, ale w spojrzeniu pojawiło się coś nowego — autentyczna ciekawość, bo nagle ten mężczyzna przestał być wyłącznie irytująco pewnym siebie policjantem, który złapał ją na przechodzeniu przez ulicę. Stanowisko, o którym wspomniał mimochodem, tłumaczyło opanowanie, sposób mówienia i tę dziwną aurę człowieka przyzwyczajonego do wydawania poleceń.
— I chwila. — uniosła lekko brew. — Kiedy dokładnie flirt stał się oficjalną częścią tej interwencji? Bo z tego, co pamiętam, to ty pierwszy zacząłeś rzucać „romantycznymi” komentarzami, panie wiceszefie. - ostatnie dwa słowa wypowiedziała z wyraźną prowokacją, ale tym razem uśmiechnęła się już całkowicie szczerze. W zasadzie powinna poczuć skrępowanie, a zdrowy rozsądek nakazywał zakończyć tę rozmowę, jednak zamiast tego Charly coraz bardziej ciekawa była, dokąd właściwie mogła ich zaprowadzić.
Scott Letexier
-
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKe/babtyp narracjiTypicznyczas narracjiKażdypostaćautor
- Narcystycznie? - powtórzył z lekko uniesioną brwią. - To bardzo odważne słowo jak na kobietę, która pięć minut temu próbowała uniknąć mandatu uśmiechem - w jego głosie nie było jednak urazy. Wręcz przeciwnie - wyglądał, jakby coraz bardziej bawiła go ta wymiana zdań.
Kiedy zarzuciła mu rozpoczęcie flirtu, Scott spojrzał na nią chwilę dłużej, mrużąc lekko oczy.
- Nie - odpowiedział spokojnie. - Ty zaczęłaś negocjacje. Ja tylko dostosowałem poziom rozmowy do podejrzanej - rzucił, kryjąc swoje rozbawienie i celowo używając właśnie słowa "podejrzana". Chciał jej przypomnieć, że technicznie rzecz biorąc nadal rozmawiają w ramach policyjnej interwencji. Nawet jeśli oboje już dawno przestali zachowywać się tak, jak powinni.
Scott wsunął dłonie do kieszeni spodni mundurowych i odsunął się jeszcze odrobinę, tym razem bardziej świadomie przywracając między nimi normalny dystans. Problem polegał na tym, że mimo tego jego spojrzenie nadal pozostawało na niej zdecydowanie zbyt skupione.
- A jeśli chodzi o "panie wiceszefie"... - mruknął po chwili. - Brzmisz tak, jakbyś specjalnie chciała sprawdzić, czy ten tytuł robi na mnie wrażenie - kącik jego ust znów drgnął. - Nie robi - przez moment zawiesił wzrok na aparacie przewieszonym przez jej ramię.
- Za to ciekawi mnie coś innego - powiedział już spokojniej. - Nowe miasto, aparat, samotne spacerowanie i wchodzenie pod samochody. To wygląda bardziej jak ucieczka niż przeprowadzka - niby była w tym lekkość, jednak spojrzenie Letexiera zdradzało, że mówił dość poważnie. I chyba dopiero po chwili sam zorientował się, że właśnie przekroczył granicę tej lekkiej gry, którą prowadzili od początku.
Przez sekundę wyglądał, jakby rozważał wycofanie tych słów. Ostatecznie jednak tylko westchnął cicho.
- Nie odpowiadaj - dodał spokojniej. - To był ten moment, w którym policyjny instynkt znowu stał się irytujący - przyznał i znów spojrzał na Charly, która wyglądała już znacznie lepiej, niż jeszcze chwilę wcześniej. Odzyskała pewność siebie i spokój, a sam Scott był poniekąd dumny z siebie, że nie zrobił żadnej awanti młodej kobiecie i tym samym nie zepsuł jej aż tak dzisiejszego dnia, pomimo tego, że trochę się o to prosiła.
- Staraj się zachować trochę więcej ostrożności, dobrze? - rzucił już z większą lekkością, może nawet pewną troską w głosie. - I przestrzegaj przepisów, nie bez powodu one istnieją - choć część z nich może wydawać się głupia, ale tego już nie dodał, chcąc zachować profesjonalizm podczas tego i tak nieprofesjonalnego już spotkania.
- Jeśli napsocisz, to będę wiedział - rzekł spokojnym, pewnym, niemal mechanicznym tonem. Taka była jednak prawda: jeśli Charly coś odwali, to Scott się o tym dowie, ma przecież dostęp do wszelkiej dokumentacji policji w całym mieście, a jak się uprze, to i w kraju.
Charly Hayes
-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Przez moment wyglądała, jakby ważyła w głowie, czy w ogóle powinna kontynuować tę rozmowę w tym kierunku. Ostatecznie jednak prychnęła cicho, bardziej z rozbawienia niż z irytacji, i uniosła lekko brwi. — Brzmi to trochę tak, jakbyś próbował udawać, że wcale nie jesteś ciekawski — rzuciła spokojnie, opierając ciężar ciała swobodniej na jednej nodze. — Ale nie martw się, nie zamierzam ci robić raportu z życia. - dodała, na moment zawieszając wzrok na jego twarzy, jakby sprawdzała, ile z tego policyjnego „instynktu” było prawdziwe, a ile było tylko wymówką do zadawania niewygodnych pytań. Wbrew pozorom nie poczuła się tym atakiem urażona — bardziej… zauważona. A to było coś, czego nie planowała dzisiaj odczuwać.
— I nie, to nie ucieczka — oznajmiła po chwili już trochę ciszej, jakby samo słowo wymagało od niej większej ostrożności. — Po prostu… zmiana. - nie rozwijała tego dalej. Nie dlatego, że nie mogła, tylko dlatego, że nie chciała otwierać drzwi, które mogłyby zostać uchylone za szeroko. Być może nie do końca pogodziła się jeszcze ze śmiercią rodziców, nieuczciwością stryja i przeprowadzką, jednak nie należała do osób, które podzieliłyby się czymś takim z pierwszą, napotkaną i zupełnie obcą osobą. Nawet jeśli był to wysoko postawiony policjant, który prawdopodobnie mógłby jej pomóc - tylko czy chciałby?
Przez chwilę milczała, a potem jej spojrzenie znów wróciło do niego - A jeśli chodzi o przepisy… — uniosła kącik ust. — Obiecuję spróbować ich nie testować. Ale nic nie gwarantuję. - wzruszyła ekko ramionami, jakby to była najprostsza rzecz na świecie, po czym już ciszej dodała, bardziej mimochodem: — I nie musisz mnie śledzić w całym kraju. Jeszcze nie zasłużyłam na taki poziom zainteresowania. - ton Charly był lekki, ale w tym zdaniu kryło się coś pomiędzy żartem a sprawdzaniem, czy on naprawdę mówił poważnie.
Scott Letexier
-
Hard-boiled detective, cop and policeman
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKe/babtyp narracjiTypicznyczas narracjiKażdypostaćautor
Zmiana. To jedno słowo powiedziało mu dostatecznie dużo. Nie naciskał dalej. Wiedział, kiedy odpuścić. W jego pracy ludzie często milczeli dokładnie w tych miejscach, które najtrudniej było wyrazić, a Scott dawno nauczył się rozpoznawać różnicę między zwykłą niechęcią a czymś, czego ktoś zwyczajnie nie był jeszcze gotowy wypowiedzieć na głos.
Przez moment tylko przyglądał jej się w ciszy, po czym powoli skinął głową.
- Fair enough - mruknął spokojnie. - "Zmiana" brzmi zdecydowanie lepiej niż "ucieczka" - skinął głową i nawet uśmiech w kąciku ust drgnął mu lekko ku pokrzepieniu serca Hayes.
Kiedy wspomniała o śledzeniu jej w całym kraju, uniósł lekko brew nieco rozbawiony.
- Jeszcze? - podchwycił od razu. - To brzmi mało uspokajająco - rzucił ale tym razem jednak nie ciągnął tego dalej. Atmosfera między nimi zdążyła już dawno zmienić się z lekkiego starcia w coś znacznie spokojniejszego.
Scott zerknął krótko w stronę ulicy, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że miał gdzieś być i coś robić poza zatrzymywaniem kobiet z aparatem pośrodku chodnika. Westchnął cicho pod nosem.
- Powinienem wracać do pracy - przyznał w końcu, choć zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie obowiązku niż realna chęć zakończenia rozmowy. - Toronto samo się nie przypilnuje - przesunął spojrzeniem jeszcze raz po jej twarzy, zatrzymując się na moment dłużej w zielonych oczach. - Ty z kolei powinnaś chyba nauczyć się patrzeć przed siebie. Przydatna umiejętność w nowym mieście - poradził z lekką ironią w głosie.
Mężczyzna wyciągnął w końcu jedną dłoń z kieszeni i sięgnął do kolejnej, tym razem tej wewnętrznej swojego munduru. Przez chwilę wyglądało to niemal tak, jakby jednak zamierzał wrócić do obowiązków i wyciągnąć notatnik albo dokumenty. Zamiast tego podał jej oficjalną wizytówkę z nazwiskiem, stopniem i numerem telefonu służbowego, zdradzając już ostatecznie brunetce, z kim miała do czynienia, czego już na pewno się domyśliła.
- Na wypadek gdyby Toronto znowu próbowało cię zabić - powiedział spokojnie. - Albo gdybyś jednak kiedyś potrzebowała pomocy z tą… zmianą - nie był to pusty tekst.
Scott zawahał się przez sekundę, jakby sam nie był pewien, czy powinien był to zrobić. Ostatecznie jednak cofnął rękę, gdy odebrała wizytówkę i znów wsunął ją do kieszeni spodni.
- I zanim zapytasz - dodał jeszcze lżej - Nie, to nadal nie jest część policyjnej procedury - zaznaczył, po czym uśmiechnął się lekko, znacznie przyjaźniej niż do tej pory.
Może i było to nieprofesjonalne z jego strony, ale Charly ujęła go w pewien sposób swym zachowaniem - pewnym balansem między odwagą, a brawurą. Mogła naprawdę popłynąć z tą próbą flirtu z nim, a jednak pozostawiła trochę niedopowiedzeń oraz nie przekraczała pewnych granic, które były gdzieś tam społecznie nakreślone. W połączeniu z dobrym humorem Letexiera zaowocowało to oszczędnością kilkuset dolarów.
Charly Hayes
-
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
I może właśnie dlatego słowo „ucieczka” uderzyło ją odrobinę mocniej, niż gotowa była się do tego przyznać. Nie na tyle, by zmienić wyraz twarzy, ale wystarczająco, by na sekundę spuścić wzrok i poprawić chwyt aparatu, jakby nagle stał się wyjątkowo interesującym przedmiotem.
Nie odpowiedziała na jego słowa, nie chciała wdawać się w dyskusję na ten temat, dlatego zakończyła go milczeniem, oddychając z wyraźną ulgą, gdy wspomniał o powrocie do pracy.
Przez moment przyglądała mu się uważniej, kiedy podał jej wizytówkę. Nie sięgnęła od razu, jakby przez sekundę ważyła w głowie, czy to nadal jest żart, czy już coś więcej. Ostatecznie jednak wzięła kartonik między palce, spoglądając na niego z wyraźnym zaciekawieniem.
— To chyba najbardziej oficjalny sposób powiedzenia „nie znikaj mi z oczu”, jaki kiedykolwiek widziałam — skomentowała, unosząc kącik ust. — Albo najbardziej nieoficjalny sposób powiedzenia „uważam, że jesteś problematyczna”. - dodała nie kryjąc rozbawienia, gdyż biorąc pod uwagę wszystkie jej przygody mogła za takową uchodzić. Przesunęła wizytówkę między palcami, po czym schowała ją na moment w dłoni, jakby jeszcze nie zdecydowała, co z nią zrobić. — Ale przyjmuję. Na wszelki wypadek, gdyby Toronto jednak postanowiło mnie jeszcze trochę przetestować — oznajmiła, spoglądając na mężczyznę jeszcze raz, tym razem dłużej, jakby chciała zapamiętać ten moment bez całej tej policyjnej otoczki i ironii. [/akapit]
— I nie martw się — dopowiedziała po chwili, wracając do swojego tonu. — Jeśli będę kiedyś potrzebowała pomocy z „zmianą”, to postaram się nie robić tego w środku ulicy. - uśmiechnęła się jeszcze raz — Dzięki, Scott. - powiedziała, cofając się o krok, dzięki czemu przestrzeń między nimi zwiększyła się. — I obiecuję, że postaram się patrzeć przed siebie. Przynajmniej przez większość czasu. - ostatni raz zerknęła na niego z tym charakterystycznym błyskiem w oku, po czym odwróciła się powoli, zostawiając za sobą rozmowę, która — mimo całej lekkości — zdecydowanie nie brzmiała jak coś przypadkowego.
zt x2
Scott Letexier