28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W oczach wielu osób była tylko kolejną, ładną blondynką, która potrafiła czerpać z życia przyjemności. Kobiety nierzadko widziały w niej głupiutką pannę, która na szczyt wspięła się za sprawą urody, a mężczyźni sprowadzali jej wartość wyłącznie do tego, co odsłaniał jej dekolt.
Bronte przyzwyczaiła się do tego, iż nierzadko była traktowana przedmiotowo, co wcale nie znaczy, że zaakceptowanie tego przychodziło jej łatwo. Ilekroć odczuwała to intensywniej, towarzyszyły jej ogromne wręcz nakłady frustracji, którą nie sposób było tak po prostu pohamować. Nie byłaby też w stanie zliczyć wszystkich tych razów, kiedy poznani w barach mężczyźni wychodzili w jej stronę z niejednoznacznymi sugestiami - skoro wyglądała tak, jak wyglądała, bardzo często z marszu zakładali, że musiała lubić przygodny seks.
Ona jednak nie była taka. Owszem, nie wzbraniała się przed każdym rodzajem zabawy i nie znaczy to też, że nigdy nie dawała się ponieść chwili, a jednak nie sposób odmówić jej tego, że posiadała duszę romantyczki. Ceniła sobie przede wszystkim te zbliżenia, podczas których miała przy sobie osobę, na której realnie jej zależało.
A kimś takim stawał się dla niej Max.
Nie wiedziała jeszcze, co dokładnie ich połączyło. Nie była skłonna stwierdzić, że zakochała się w nim na zabój, ponieważ pod wieloma względami dopiero się poznawali. Wiedziała natomiast, że lubiła go za to, jaki był, a także w jego towarzystwie czuła ten przyjemny spokój. Co więcej, kiedy zbliżał się do niej, znajomy ucisk w podbrzuszu sugerował, że nie chciała, aby się odsuwał. Pociągał ją i chciała, żeby on widział ją w ten sam sposób.
Nic dziwnego, że dziś się temu poddała. Zapomniała o tym, że początkowo stawiać mieli w tej relacji wolne, niewielkie kroki. Rzuciła się na głęboką wodę, ale bynajmniej tego nie żałowała. Nie w obliczu tego, jak wiele był w stanie sprawić jej przyjemności.
Kiedy po raz kolejny tej nocy doprowadzili się do spełnienia, Bronte chyba w końcu była u s a t y s f a k c j o n o w a n a. Tak przynajmniej wydawało jej się do chwili, w której Max ponownie wpił się w jej usta. Na pocałunek odpowiedziała z równą zachłannością, a kiedy ulokowała dłonie na jego policzkach, jeszcze bardziej na niego naparła.
Cholera, w tym momencie czuła się tak, jakby rzeczywiście bliska była oszaleć na jego punkcie.
Nie inaczej stało się, kiedy usłyszała jego słowa. Uśmiech, który wymalował się wówczas na jej ustach, był jak najbardziej szczery. Zresztą, to, jak dużą przyjemność udało mu się sprawić jej w ten sposób widoczne było również w jej oczach. Nim cokolwiek powiedziała, koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, a dłonie zsunęła na jego klatkę piersiową.
Całkiem dobry jesteś, jak na swoje lata — skomentowała zaczepnie, a to, że tylko droczyła się z nim powinien poznać po wyrazie rozbawienia, który błąkał się teraz po jej twarzy. Nie pozwoliła mu jednak przyglądać się temu długo, ponieważ moment później przelotnie musnęła jego usta własnymi. — Cieszę się, że cię dzisiaj zaprosiłam — dodała po chwili, bynajmniej nie kłamiąc. Naprawdę nie potrafiła pożałować tego, jak potoczyła się ta noc, a skoro nowy rok miał być zapowiedzią tego, jak potoczy się jego reszta… Cóż, jak mogłaby na to narzekać?

Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
39 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Może powinien bardziej przejmować się tym, czy w jakiś sposób pożałują tego, że postanowili jednak pójść o ten krok dalej. Krok przed którym się zapierali w imię dorosłego i poważnego podejścia do swojej relacji. Tylko czy bycie rozważnym uchroniło kogokolwiek przed popełnieniem błędu? Może jednego, dwóch czy pięciu, lecz każdy w końcu popełniał błędy. Max miał przeświadczenie, że to gdzie wylądowali tej nocy nie było błędem. Oboje tego chcieli. Nikt na nikogo nie naciskał. Nie było niepotrzebnej presji. Po prostu dwoje ludzi, którzy mieli na siebie niepohamowaną ochotę i dali temu upust.
Nie uważał by było to coś złego. Nie mógł. Nie po tym jak było im razem dobrze. Jak wiele emocji w nim wzbudziła. Nie pamiętał już kiedy ostatnim razem po spełnieniu nadal miał na kogoś taką ochotę. By tyle emocji nadal w nim buzowało do tego stopnia, że musiał dać temu fizyczny upust. A uśmiech, którym go właśnie obdarzyła? Nie potrzebował niczego więcej by wiedzieć, że to była słuszna decyzja. Nie mogła wyglądać piękniej i seksowniej. Sama pewnie by z nim polemizowała, lecz niewiele rzeczy mogło równać się z obrazkiem spełnionej, pięknej i szczęśliwej kobiety. Gdyby był nieco młodszy, co z resztą właśnie mu wytykała pewnie rzuciłby ją z powrotem na łóżko by tym razem być na górze w nieco bardziej posesywnej wersji, ale wiedział, że nie muszą się spieszyć. Nie o to w tym wszystkim chodziło. Zobaczą się jutro, pojutrze i pewnie każdego kolejnego dnia. Nie musieli przeżyć wszystkiego na raz. Chciał odkrywać ją oraz jej ciało stopniowo. Tak smakowała najlepiej.
- Nie widziałaś mnie jeszcze na górze kochana. - uśmiechnął się do niej z tą pewnością siebie, która była jej doskonale znana i jak zdążyła się już przekonać, poparta doświadczeniem - Mamy jeszcze wiele o sobie do odkrycia. - zwilżył swoje usta patrząc na nią nie pozostawiając wątpliwości co do tego, że nadal miał na nią cholerną ochotę, co z resztą pewnie nadal w sobie czuła.
- Nie będę nawet kłamać, że cała przyjemność jest po mojej stronie. - wyszczerzył się do niej nachylając w jej stronę by skraść jej jeszcze jeden pocałunek - Dzięki za zaproszenie. - spojrzał w jej oczy muskając jej policzek swoim kciukiem.
Naprawdę był jej za to wdzięczny. Nie czuł by była mu coś winna nawet jeśli kilka razy wystawiła go do wiatru. Wszystko potoczyło się tak, jak miało. Niespecjalnie wierzył w coś takiego jak przeznaczenie, ale czasami rzeczy po prostu układały się po jego myśli, za co również był wdzięczny. Nie wiedział tylko komu.
- Skoro ja skorzystałem z Twojego zaproszenia, czy to znaczy, że Ty też się zrewanżujesz i w końcu skorzystasz z mojego? - uśmiechnął się do niej zadziornie.
Wybaczył i częściowo nawet zapomniał. Co nie znaczyło jednak, że od czasu do czasu się z nią nie podroczy. Nie mogła go za to winić, to były jej własne decyzje!
- Chcę dla Ciebie coś ugotować. Możesz wybrać danie, kuchnię. - uśmiechnął się do niej ciepło, pogodnie - Obiecuję nawet nie dobierać się do Ciebie przed deserem. - puścił jej oczko z zaczepnym uśmiechem.
W tej ostatniej kwestii niekoniecznie sobie ufał, ale mógł obiecać, że dołoży wszelkich starań żeby faktycznie porozmawiali zanim zaczną ściągać ubrania.

Bronte Rosenthal-Murray
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie pomylił się ani trochę, ponieważ Bronte w tym momencie naprawdę czuła się s z c z ę ś l i w a. Była zadowolona z tego, w jaki sposób ułożyły się sprawy między ich dwójką, co było przyjemną odmianą po tym, jaki chaos zaczął wkradać się do jej codzienności w ostatnim czasie. Bywały bowiem chwile, kiedy Bronte nabierała przeświadczenia o tym, że nie mogłaby się teraz zaangażować, ponieważ to byłoby równoznaczne ze ściągnięciem pewnego niebezpieczeństwa na bliską jej osobę.
Dopiero dzisiejsza rozmowa z Maxem otworzyła jej w tej kwestii oczy i pozwoliła zauważyć, że tym, co powinna sobie odpuścić, było wtrącanie się do życia osób, które nie stanowiły już elementu jej codzienności.
Nie znaczy to jednak, że ten problem była w stanie rozwiązać ot tak, ale z całą pewnością mogła poświęcić temu czas później, kiedy już przestanie skupiać się na towarzystwie Shepherda. Teraz chciała zaś, aby nic nie rozpraszało jej, dzięki czemu całkowicie mogła dać pochłonąć się jego bliskości. To, jak łatwo się domyślić, było naprawdę przyjemne uczucie.
Jej usta wykrzywiły się w uśmiechu, kiedy usłyszała jego g r o ź b ę. Sprawiła ona zresztą, że spojrzenie Bronte nabrało nieco bardziej zaczepnego wyrazu. — W wielu pozycjach cię jeszcze nie widziałam. Będziemy musieli to nadrobić — zadeklarowała, podczas gdy w jej oczach zamajaczył cień rozbawienia. To jednak, że żartowała sobie teraz, nie oznaczało wcale, że nie chciała rzeczywiście tego z nim doświadczyć. Po dzisiejszym wieczorze wiedziała przecież, że jego bliskość mogła okazać się czymś, czego zawsze będzie jej mało.
Pozwoliła mu się pocałować, a później łagodnie się uśmiechnęła. Z tej niewielkiej odległości wpatrywała się w jego oczy, nie mówiąc już nic. Uważała to zresztą za zbędne, ponieważ jej spojrzenie, a także to, w jaki sposób się dziś z nim obchodziła, powinno powiedzieć mu dostatecznie dużo.
W końcu też zdecydowała się zmienić pozycję, aby wygodnie usadowić się na łóżku obok niego. — Skorzystałabym nawet bez konieczności rewanżu — odparła przekornie, a później nieznacznie zmarszczyła brwi. — I to niby miałoby mnie zmotywować? — zażartowała, a chwilę później przechyliła głowę na bok. Przygryzła dolną wargę, ewidentnie się nad czymś zastanawiając. — Zjem cokolwiek mi ugutujesz, ale… Myślisz, że udałoby nam się stąd wyrwać na jakiś weekend? Nie myśl sobie, że chcę się wykręcić z twojego zaproszenia, ale wydaje mi się, że zmiana otoczenia mogłaby dobrze nam zrobić — tym bardziej, że ich relacja zaczęła się od samych komplikacji, których teraz Bronte pragnęła uniknąć.
Innymi słowy, zaszycie się gdzieś, gdzie mogliby odciąć się od wszelkich problemów, brzmiało niezwykle k u s z ą c o.

Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
39 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Max też był w tej chwili po prostu szczęśliwy. Tak, wydawało mu się, że mógłby użyć tego słowa, które akurat jemu nie przychodziło tak łatwo. Przez lata otumaniony różnymi substancjami odurzającymi nie wiedział, co to znaczy prawdziwe szczęście. Mylił je z wieloma przyjemnościami ciała. Stanami umysłu, fizycznymi doznaniami. Dopiero po swoim odwyku zaczął odkrywać to, co naprawdę może znaczyć to słowo. Wiedział, co to znaczyło być spełnionym, zadowolonym. Już z innych powodów. Czy to gdy udało mu się stworzyć coś niesamowitego w kuchni, bądź jeden z jego programów dostał jakąś nagrodę. Mógł być też dumny ze swojej kariery, przynajmniej dużej jej części. Jednak od wielu już lat nie powiedziałby, że był faktycznie szczęśliwy. Dzisiaj, teraz z nią w jej łóżku, wydawało mu się, że zaczyna to czuć. Może nie było to jeszcze takie szczęście, które zmienia całe życie, ale zdecydowanie mogło być jego zalążkiem. Podobało mu się to, co widział. Podobało mu się to jak się przy niej czuł. Na ten krótki moment wszystkie zmartwienia przestały istnieć i to było tak cholernie przyjemne.
Zdecydowanie będą musieli to jeszcze wiele razy powtórzyć. Jej bliskość robiła się uzależniająca. Nawet jeśli przed chwilą oboje bardzo przyjemnie się zaspokoili, on nie miał jej dość. To, że dawali sobie oboje odpocząć wcale nie znaczyło, że pragnienie całkowicie zniknęło. Po prostu pozwalał by pożądanie powoli się tliło czekając na moment gdy znów zdecydują się je rozpalić. To samo z resztą przekazał jej w ich następnym pocałunku. Czułość, przywiązanie. Zaczynało mu zależeć. To nie był tylko przypadkowy seks. To był początek czegoś większego.
- Tak, to miało Cię zmotywować. - zaśmiał się cicho kręcąc głową - Ale jeśli wolisz zacząć od przyjemności, żeby później móc skupić się już na sobie nawzajem... - uśmiechnął się do niej zaczepnie podpierając się na łokciu i nachylając do niej by skraść jej jeszcze jeden, zaczepny i namiętny pocałunek.
Takie podejście też było mu na rękę. Nie chciał żeby myślała, że chodzi mu tylko o jej oczywiste walory fizyczne. Tak, zdecydowanie były dużą częścią tego dlaczego się nią zainteresował, aczkolwiek nie był to jedyny punkt, który sprawił, że teraz leżeli razem w jej łóżku. Było tego o wiele więcej, ale nie zamierzał wszystkiego mówić jej już teraz. Wolał by to rozwijało się w swoim tempie. Chciał również zobaczyć jej zainteresowanie.
- Hmm... Pytasz mnie czy dostaniesz urlop? - wyszczerzył się do niej zadziornie po czym po prostu położył się na plecach zwracając twarz w jej stronę nie mogąc się napatrzeć - Gdzie chciałabyś pojechać? Po prostu gdzieś poza miasto? Poza kraj? Stany, jakiś cieplejszy kierunek? - był ciekaw jak ona to widzi.
Prawda jest taka, że nie miałby problemu nawet żeby wzięli tydzień wolnego. Takie są uroku bycia producentem, miał tutaj trochę do powiedzenia jeśli chodziło o dni zdjęciowe, budżety. Podczas swojej poprzedniej kariery zwiedził trochę świata. Chciał poznać jej preferencje. Nie wątpił, że świetnie wyglądałaby gdzieś na plaży, ale może woli miasta oraz ich atrakcje?

Bronte Rosenthal-Murray
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedziała jeszcze, na ile trwała mogła okazać się ich relacja. Nie miała pojęcia, czy rzeczywiście będzie to coś na p o w a ż n i e, czy jednak ostatecznie okaże się, że aż tak dobrze ze sobą nie współgrali, a najlepszym rozwiązaniem dla ich dwójki będzie wówczas rozejście się w swoje strony.
Bronte nie uciekała jeszcze myślami aż tak daleko, ale też nie chciała z marszu nastawiać się na niepowodzenia. Wierzyła natomiast, że odrobina starań mogła okazać się w ich przypadku kluczem do sukcesu, co w pewnym sensie dziś udowodnili. Kiedy w końcu przestała oglądać się za siebie i popłynęła z prądem, przekonała się o tym, z jaką łatwością mogła zapomnieć o rzeczach, które nie dotyczyły jej, a które jeszcze kilka wieczorów temu postrzegała jako własne problemy.
Wystarczyło tylko, aby oceniła, w co powinna się zaangażować.
Leżąc w nim w pościeli wiedziała już na czym jej zależało. Znała też własne obawy, a jednak z tyłu jej głowy pobrzmiewała myśl o tym, że nie powinna dopuścić do sytuacji, w której to one wzięłyby nad nią górę. Zbyt wiele razy znajdowała sobie już wymówkę, która powstrzymywała ją przed szczęściem. Nie był to błąd, który raz jeszcze chciałaby popełnić.
Zerknęła na Shepherda z rozbawieniem, jeszcze wygodniej rozkładając się na poduszce. Było późno, a oni jeszcze nie zmrużyli oka. Bronte jednak wcale nie spieszyło się do snu - póki miała ku temu okazję, chciała delektować się jego bliskością. — Mhm, zobaczymy. Ostrzegam cię tylko, że jeśli zrobisz coś naprawdę dobrego, mogę nie być w stanie się od tego oderwać — skomentowała i w zaczepny sposób poruszyła brwiami. W rzeczywistości nie sądziła jednak, aby jej pogróżka mogła stać się realna. Dziś udowodniła, że była łasa na jego bliskość i pewnie nie byłaby w stanie sobie tego odmówić.
Nawet teraz, kiedy tylko przelotnie ją całował, Bronte odrobinę przedłużała to. Ilekroć się odsuwał, z jej ust za każdym razem wydobywał się pomruk niezadowolenia.
Szturchnęła go lekko w ramię, kiedy wspomniał o u r l o p i e. Nadal odrobinę dziwnie czuła się na myśl o tym, że leżała w łóżku z kimś, kogo w pewnym sensie mogła nazywać własnym szefem. — Tylko na weekend. Nie chcę ryzykować, że zbyt długo będę poza anteną i produkcja postanowi mnie zastąpić — skrzywiła się nieznacznie, ale ten grymas był udawany. Droczyła się z nim, dlatego już moment później uśmiechnęła się z rozbawieniem. Jeśli nawet miał decydujący głos w sprawie jej urlopu, Bronte nie zamierzała tego nadużywać.
Zastanowiła się jeszcze przez chwilę, nieznacznie przygryzając przy tym dolną wargę. — Może coś, gdzie będziemy mieli trochę spokoju? — zasugerowała, zastanawiając się na głos. — Moglibyśmy wynająć jakiś domek za miastem. Jest jeszcze zimno, ale wieczory przy winie i kominku brzmią dość kusząco — podzieliła się z nim swoją wizją. Wydawało jej się, że skupiając się wyłącznie na sobie też mogli bawić się całkiem dobrze.

Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
39 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Leżąc z nią w pościeli, w tym momencie, był po prostu ukontentowany. Nie powiedziałby jeszcze szczęśliwy, bo to słowo nie przychodziło mu łatwo aczkolwiek był coraz bliżej tego słowa. Było mu po prostu cholernie przyjemnie. Jego głowa nie wybiegała w to co będą robić jutro, za tydzień czy nawet za godzinę. Na chwilę pozwolił sobie po prostu wyłączyć myślenie. Być tu i teraz. Było to naprawdę przyjemne. Do tego z tak piękną dziewczyną u swojego boku, zakopaną w pościeli i z tym zadowolonym wyrazem twarzy? Nie mógł sobie wyobrazić lepszego rozpoczęcia roku. Co więcej, chciał by każdy rok zaczynał się właśnie w ten sposób. Właśnie z tą dziewczyną.
Nie bał się o to czy im wyjdzie. Jak to będzie wyglądało kiedy wrócą do pracy. To nie miało w tym momencie znaczenia. Nie zamierzał zamartwiać się tym, na co nie miał wpływu. Na pewno jeszcze wiele razy się potkną, popełnią jakieś błędy. Pewnie nawet się pokłócą. On ze swojej strony mógł po prostu dołożyć starań żeby to wyszło. I to właśnie zamierzał zrobić. Naprawdę zaczynał lubić tę dziewczynę.
- Właśnie o to chodzi. Żebyś nie mogła się oprzeć. - przyznał się bez kolejnych niepotrzebnych zagrywek po prostu zaczepnie się do niej uśmiechając.
Nie wszystko musiało być ukryte w jakichś podchodach. Skoro już się ze sobą przespali i było im w tym wszystkim cholernie dobrze, a po jej reakcjach tak sądził, mógł już bez ogródek mówić o tym, że mu się podoba. Nie trzeba było tego ukrywać. Lubił gdy jego dziewczyna wiedziała jakie emocje w nim wzbudzała. Jednym z nich było pożądanie, a tego zdecydowanie u niego nie brakowało.
- Mam jakieś dziwne przeczucie, że produkcja nie będzie miała nic przeciwko jeśli weźmiesz więcej niż dwa dni wolnego. - puścił jej oczko z zaczepnym uśmiechem nachylając się by przelotnie sięgnąć jej ust - Jeśli oczywiście będzie to motywowane samorozwojem. - puścił jej oczko opadając jeszcze na chwilę głową na poduszkę i z nieco błogim uśmiechem patrząc na jej twarz oraz te poplątane włosy za które pewnie będzie go później przeklinać, a które w tym momencie były tak cholernie seksowne.
Jej wizja szybkiego urlopu odbiegała nieco od tego, co wyobrażał sobie, że dziewczyna w jej wieku mogłaby chcieć, aczkolwiek to działało na jego korzyść. Swoje imprezowe lata miał już raczej za sobą. Podejrzewał, że ma jeszcze z dwie, może trzy dobre imprezy w swoim życiu. Więc wizja spokojnych wieczorów w domku poza miastem brzmiała naprawdę dobrze.
- Wino i kominek brzmią dla mnie całkiem dobrze. Pod warunkiem, że to ja będę gotować. Będziesz potrzebować tych kalorii. - to było bardzo pewne stwierdzenie, które pozostawiało wiele dla wyobraźni - Jesteś pewna, że tak chcesz spędzić urlop? - spojrzał na nią z zainteresowaniem - Nie zrozum mnie źle, ale to bardzo... Rozważny plan. Wiem, że dla Ciebie mogę być trochę stary, ale potrafię się jeszcze bawić. - zaśmiał się cicho puszczając jej oczko.
Nie chciał by brała poprawkę na jego wiek czy upodobania. To nie była ta część pracy, którą musieli teraz wykonywać nad swoją relacją. Chciał poznać ją taka jaką była. Bez chodzenia na kompromisy. Jeszcze nie teraz.

Bronte Rosenthal-Murray
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przekonała się już o tym, że w ostatnim czasie myślała zdecydowanie zbyt wiele. Próbowała przeanalizować w s z y s t k o, przy okazji dochodząc do wniosku, że w natłoku problemów, które na nią spadły, nie był to dobry moment na to, aby próbować cokolwiek między ich dwójką rozwinąć.
Dziś pozwoliła sobie o tym zapomnieć. Zepchnęła na bok wszelkie wątpliwości i zdecydowała się skupić już wyłącznie na tym, co było między nimi dobrego. Pozwoliła, aby do głosu doszły jej pragnienia, a przecież te już od pewnego czasu sugerowały, iż miała ochotę posmakować jego bliskości nie tylko w tak dosłownym znaczeniu, jak jeszcze przed chwilą. Chciała po prostu lepiej go poznać i sprawdzić, czy rzeczywiście dogadywali się tak dobrze, jak mogłoby się wydawać.
Poza tym, nawet jeśli do niedawna nie mówiła o tym na głos, ona naprawdę mogła chcieć zawrócić mu w głowie.
To nie powinno być problemem — skomentowała, podczas gdy jej usta wykrzywiły się w pełnym rozbawienia uśmiechu. Nie musiała udawać, że jest inaczej. Nie musiała kryć się z tym, iż rzeczywiście miała do niego słabość, ponieważ na tym etapie relacji działało to raczej na ich korzyść. Aby to się udało, musiało ich do siebie ciągnąć, bo tylko dzięki temu mogli dalej wzmagać zainteresowanie sobą nawzajem. Gdyby było inaczej, nie dobrnęliby nawet tutaj.
Szturchnęła go nieco, kiedy dalej próbował się z nią droczyć. Sama też ułożyła się na poduszce nieco wygodniej, czując już odrobinę, że doskwiera jej zmęczenie. Było to jednak całkiem zrozumiałe - miała za sobą długą noc w pracy, a gdyby tego było mało, po powrocie Shepherd zdrowo ją wymęczył. Była więc zmęczona, ale jednocześnie naprawdę usatysfakcjonowana.
Ściągnęła ku sobie brwi, kiedy zaczął wyjaśniać jej, co chodziło mu po głowie. To zaś sprawiło, że Bronte posłała mu pełne politowania spojrzenie. — Czy ty naprawdę myślisz, że mam cię za staruszka, który lada dzień zacznie chodzić o lasce? — zapytała przekornie i wzniosła spojrzenie ku niebu. — Nie masz jeszcze czterdziestki, Shepherd, więc nie masz prawa mówić o sobie w ten sposób. Poza tym, chciałabym ci przypomnieć, że faceci są jak wino. Najlepsze lata masz jeszcze prawdopodobnie przed sobą — stwierdziła, podczas gdy jej uśmiech nabrał nieco bardziej zaczepnego charakteru. — I przed chwilą udowodniłeś, że z zabawą nieźle sobie radzisz — dodała, po czym lekko poruszyła brwiami. Pod tym względem naprawdę stanął na wysokości zadania.
Podłożyła złożone dłonie pod głowę, a później na moment przygryzła dolną wargę. — A tak zupełnie serio, wcale nie uważam, że nie możemy się bawić. Na pewno będziemy, bo lubię bywać w klubach, więc taki rodzaj randki też powinieneś czasami wziąć pod uwagę, ale nie muszę bawić się cały czas. I nie chcę — stwierdziła, nieznacznie wzruszając przy tym ramieniem. — Ostatnio sporo się działo, Max. Nie tylko nie miałam czasu, ale też dużo się na mnie zwaliło. Chciałabym odpocząć, ale chciałabym zrobić to z tobą, więc… ten spokojny wypad naprawdę brzmi jak coś, czego teraz potrzebuję, więc… — przerwała, pod kołdrą lekko zaczepiając go stopą. — Co powiesz na taki urlop? — dokończyła, uśmiechając się łagodnie. W tym momencie naprawdę niczego więcej nie chciała.

Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
39 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Producent CBC Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Oczywiście, że ich wspólny pociąg nie będzie żadnym problemem. Przed chwilą bardzo skutecznie oboje to sobie udowodnili. Po raz kolejny z resztą. Nie dało się ukryć, że pociąg fizyczny był ważny. Dla nich obojga. Niestety Max nie był na tyle romantyczny by wierzyć w to, że miłość jest całkowicie ślepa. Można było czuć do kogoś większy pociąg intelektualny niż fizyczny, aczkolwiek ten drugi też musiał tam być. W końcu podstawową funkcją zwierząt łączących się w pary było posiadanie dzieci, przedłużenie gatunku. I nawet jeśli Shepherd nie planował w najbliższym czasie potomstwa, tak był tak po prostu zaprogramowany. Nie dało się tego przeskoczyć. Na swoje własne szczęście oboje byli bardzo przyjaźni dla oka, więc z pragnieniem oraz pożądaniem nie powinni mieć żadnego problemu. Ani teraz, ani w przyszłości. Różnica wieku w tym przypadku również działała na ich korzyść.
- Staruszka może nie, ale nie da się ukryć, że ja się już trochę zdążyłem wyszaleć. - wzruszył lekko ramionami przyznając się do tego bez bicia.
Musiała usłyszeć o nim chociaż część historii. Połowa pewnie nie ujrzała nawet światła dziennego dzięki prawnikom, których swego czasu miał całkiem dobrych, zanim spalił wszystkie mosty.
- Tak długo jak będzie to tylko czasami. - spojrzał na nią z przepraszającym uśmiechem - W klubach jest dla mnie zazwyczaj zbyt wiele pokus. Od niektórych rzeczy staram się trzymać po prostu z daleka. Nie miałbym natomiast większego problemu z tym żebyś wychodziła z koleżankami. - puścił jej oczko z już nieco bardziej pokrzepiającym uśmiechem.
Nie zamierzał ukrywać przed nią swojej przeszłości. Mogła o niej przeczytać w internecie, zobaczyć nawet pewne filmiki. Był uzależniony. To zawsze będzie się za nim ciągnąć. Jest bardziej podatny na niektóre używki. Tak jak czasami lubi testować swoją stalową wolę tak wiedział, że jeśli będzie to robić zbyt często w końcu może się złamać. Jedyną osobą, która będzie wodzić go na pokuszenie powinna być teraz Bronte. Chciał żeby tak zostało. Wierzył też, że to zrozumie.
- Poczekaj aż któregoś razu zdążymy za sobą zatęsknić. Podobno ponowne spotkania ze mną są cholernie przyjemne. - uśmiechnął się enigmatycznie pozwalając jej wyobraźni zadziałać.
Czasami rzeczywiście warto było zatęsknić, lecz w ich przypadku może być o to nieco trudno.
Zaczął muskać wierzchem palców odkrytą skórę jej ramion wpatrując się w jej twarz. Na jego usta zawitał delikatny uśmiech na wizję, którą przed nim roztaczała.
- Powiem tak. - uśmiechnął się do niej ucieszony - Teraz musisz mi tylko powiedzieć czy wolisz jakiś domek w górach, z widokiem na góry? Jezioro, czy masz ochotę na jakiś cieplejszy kierunek z wyjściem na plażę? - spojrzał na nią zaciekawiony.
Prawda była niestety taka, że pomimo pracowania razem i rozpoczynania ich relacji nie wiedzieli o sobie za dużo. Mieli jeszcze dużo do nauki i on autentycznie chciał ją poznać. Jej przyzwyczajenia, ambicje poza pracą. Wszystkie dziwne tiki, które może mieć. Poranne rytuały. Trochę zapomniał już jak to jest być kogoś ciekawym. To całkiem ekscytujące.

Bronte Rosenthal-Murray
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
161 cm
pogodynka i prezenterka śniadaniówki w cbc toronto
Awatar użytkownika
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Coś musiało dać tej relacji początek, jednak jeśli rzeczywiście im na sobie zależało, musieli teraz zadbać o to, aby całą jej resztę zbudować już na nieco solidniejszej podstawie. Bronte chciała go bliżej poznać - chciała odkryć tego Maxa, którego nie znały tabloidy, bo nawet jeżeli miała za sobą kilka artykułów na jego temat, nie znaczy to wcale, że wierzyła, iż na tej podstawie zdołała poznać cały jego obraz.
Jeśli to kiedykolwiek miało być możliwe, to on musiał się przed nią odsłonić.
Nie sądziła jednak, aby to mogło okazać się problemem. Shepherd wydawał jej się bowiem dostatecznie pewny siebie, aby nie wstydzić się pokazać jej swojej prawdziwej twarzy. Już na początku nie krępował się przecież mówić o swoich słabościach, co Bronte szczerze doceniała. Trochę też mogła go za to podziwiać, ponieważ ona sama, pomimo tego, jak pewna siebie mogła się wydawać, nie była aż tak otwarta. Nie znosiła mówić o swoich słabościach, co mogło mieć sporo wspólnego z tym, że nie wierzyła w siebie aż tak bardzo, jak próbowała pokazać.
Mimo to nie zamierzała zachowywać się tak, jakby stanowić miała zamkniętą księgę.
Jakoś to rozgryziemy — zapewniła, wcale nie czując potrzeby, aby ustalać wszelkie zasady już teraz. Dopiero przecież zaczynali i tej nocy zaledwie po raz pierwszy wylądowali ze sobą w łóżku, co oznaczało, że w chwili obecnej to właśnie tym powinni się delektować. Całą resztę mogli odepchnąć na dalszy plan, choć to też nie tak, że mogli ignorować to w nieskończoność. Tym bardziej, iż Bronte zrozumiała chyba w końcu, że ta relacja wcale nie musiała okazać się prosta. Demony jego przeszłości rzeczywiście miały im to nieco utrudnić.
A jednak nie stanowiły powodu, dla którego postawiłaby na nim kreskę. Jakkolwiek miała potoczyć się ta relacja, Rosenthal-Murray chciała przekonać się o tym na własnej skórze. Na razie wiedziała, że wylegiwanie się z nim w pościeli okazało się naprawdę przyjemne i takim miało pozostać przez kolejnych kilka tygodni. Jeśli zaś chodzi o wszelkiego rodzaju problemy, z nimi mieli zmierzyć się p ó ź n i e j.
Uśmiechnęła się figlarnie za sprawą jego słów, a jednak zdecydowała się ich teraz nie testować. Mieli za sobą dość intensywne godziny, po których ewidentnie należał im się odpoczynek. — Może góry? Na plażę uciekają teraz wszyscy, a poza tym… Plaża nie do końca pasuje do wizji wieczorów spędzanych przed kominkiem — zauważyła, wzruszając przy tym nieznacznie ramionami. W rzeczywistości jednak kierunek nie miał dla niej aż tak wielkiego znaczenia, ponieważ najważniejsze miało być to, że spędziliby ten czas razem. To właśnie o to jej chodziło, kiedy po raz pierwszy zasugerowała wyjazd.
Z dopracowaniem go mogli też jednak zaczekać do rana, co Bronte uświadomiła sobie, kiedy w końcu potrzeba snu zaczęła za bardzo jej doskwierać. W końcu ją pokonała, jednak na to nie sposób się uskarżać, kiedy mogła spędzić noc w jego ramionach. Nawet tak krótka, była przez to niesamowicie przyjemna.
zt.
Max Shepherd
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
ODPOWIEDZ

Wróć do „#5”