Weszła do środka jak burza, od razu kierując się do recepcji.
— Dzwoniliście do mnie, że macie tu ciało mojego ojca — wypaliła, opierając się o blat.
Po wcześniejszym uśmiechu recepcjonistki nie zostało ani śladu.
— Dzień dobry, dobrze, poproszę o-…
— To niemożliwe, żeby to było ciało mojego ojca. Nie-moż-li-we. — Nie dała jej dokończyć. Przechyliła głowę na bok, ciskając w kobietę roziskrzonym spojrzeniem. — Więc gdzie jest to ciało i kto do mnie dzwonił? Pani? — ciągnęła.
— Ależ proszę pani, proszę o zachowanie spokoju, najpier-…
— Spokoju?! Tak to się u was załatwia, dzwoniąc do przypadkowych ludzi, że macie ciała ich bliskich?! — uniosła się. — Kto-do mnie-dzwonił?!
Z impetem postawiła kubek na ladę, a recepcjonistka otworzyła usta, nie wiedząc co powiedzieć. Z bocznego pomieszczenia wyszedł ktoś jeszcze – na widok drobnej postaci kobieta za biurkiem odetchnęła z ulgą.
— Ruelle… dzień dobry… możesz tu na chwilkę podejść? Bo chyba mamy… mały… problem.
— O-o-o, wcale nie taki mały. — Ruby nie dawała za wygraną.
Przeniosła wzrok na ciemnowłosą dziewczynę, splatając ręce na piersi”.
