ODPOWIEDZ
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
005


Rajdy w Brantford były już zaplanowane od miesięcy.
Co więcej, Toronto Sun było jednym z partnerów całego wydarzenia, dlatego planowano wysłać całkiem pokaźną delegację na cały event, jakim były dwudniowe rajdy w różnych kategoriach, w tym tej najwyższej klasie. Niestety, wydarzenia w firmie sprawiły, że zaraz na ostatnią chwilę sprawy nieco się pokomplikowały. Troy z kreatywnego, który miał jechać z Kirą jako fotograf przysłał w dzień przed wyjazdem piękne L4 od lekarza, oznajmiając, że złapał wirusa na statku wycieczkowym w zeszłym tygodniu i nie będzie mógł pojechać. Wszyscy inni fotografowie i ludzie od video mieli już swoje projekty, a Blanka, która również miała jechać, oznajmiła, że ona nie będzie mieć czasu biegać za Kirą i robić materiały, bo będzie zajmować się sponsorami.
I chociaż z początku to wcale nie była sprawa Daisy, tak kiedy redaktor ich działu nie wiedział już kompletnie, co powinien zrobić, pojawił się w gabinecie managerki projektu, żaląc na brak dodatkowych rąk do pracy. I może Whitmore powinna bardziej się postarać, żeby kogoś znaleźć nam miejsce Torya, kogokolwiek, jednak szybko doszła do wniosku, że chyba najprościej byłoby… pojechać osobiście. Od czasu imprezy nie rozmawiała zbytnio z Finch, więc uznała, że miałoby było zrobić coś wspólnie. W końcu były koleżankami? Tak przynajmniej tłumaczyła to sobie Daisy, kiedy oznajmiała redaktorowi naczelnemu, że jedzie z Kirą Finch na delegacje.
Niecałe dwadzieścia cztery godziny potem, Daisy zbiegała z wielką torbą przewieszoną na ramieniu i okularami przeciwsłonecznymi na nosie po marmurowych schodach, kiedy to żółte Ferrari stanęło na parkingu przed blokiem w centrum.
Damn, niby widziałam tą furkę na zdjęciach, ale na żywo wygląda… wow — rzuciła na przywitanie, a kiedy tylko Kira otworzyła dla niej bagażnik, Whitmore wcisnęła tam swoją torbę. Czekały je jakieś dwie godzinki jazdy, więc niby blisko, ale przecież nie będzie siedzieć z workiem między nogami. — Blanka z Marco podobno dojadą dopiero wieczorem — poinformowała dziennikarkę to, czego dowiedziała się dosłownie chwile temu, a nim Kira zdążyła jakkolwiek na to zareagować, Whitmore już ładowała się na miejsce pasażera. Musiała przyznać, że siedzenia były dokładnie tak wygodne, na jakie wyglądały, dlatego nam moment po prostu zatopiła się w nich, zjeżdżając w dół. Dopiero widząc rozbawione spojrzenie Kiry, podniosła się do pionu i zapięła pas.
Ile to wyciąga? — zainteresowała się, wbijając spojrzenie w dłoń Finch, kiedy odpalała silnik. — Normalnie nawigacja pokazuje trzy godziny, ale obstawiam, że obrócimy w dwie? — spojrzała wymownie na swoją towarzyszkę na weekend i poprawiła okulary na nosie. — Zagarniemy po drogę kawę na wynos? — kolejne pytanie z ust Daisy. Sama nie wiedziała, skąd w niej nagle tyle energii. Czy było to spowodowane tym, ze w końcu mogła się gdzieś wyrwać? A może jednak faktem, że spędzi więcej czasu z Kirą? Może połączenie tych dwóch rzeczy. Jedno było jednak pewne: humor miała przedni.
A tak swoją drogą… zrobiłaś listę? — znowu się odezwała, grzebiąc po coś w torebce. — Bo ja tak — chwyciła w palce kawałek papieru, a następnie zamachała nim na boki. Daisy może i była spruta na imprezie firmowej, ale to wcale nie znaczyło, że nie pamiętała wszystkiego, o czym rozmawiały. Bo pamiętała. Może nawet więcej niż powinna.

here comes the trouble
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

021.
rally /ˈræl.i /
noun
a car or motorcycle race, especially over long distances on public roads
"the french driver has taken the lead in the paris-dakar rally.
Taktowała wyjazd do Brantford znacznie poważniej, niż większość ludzi w redakcji prawdopodobnie zakładała. Dla wielu był to po prostu kolejny weekend do obstawienia medialnie - dwa dni zdjęć, wywiadów i materiałów, które po kilku dniach znikną gdzieś pomiędzy następnymi wydarzeniami. Ale Kira czekała na te rajdy odkąd tylko pojawiła się oficjalna lista wydarzeń sezonu. Praca w dziale motoryzacyjnym nauczyła ją, że dobre artykuły nie powstają zza biurka. Nie dało się pisać o takich rzeczach wyłącznie na podstawie komunikatów prasowych i konferencji sponsorów. Trzeba było być na miejscu. Poczuć atmosferę, słyszeć rozmowy mechaników i porozmawiać z kierowcami między ich kolejnymi przejazdami.
Tegoroczne rajdy miały ogromną obsadę, kilka klas wyścigowych i naprawdę mocne nazwiska. Toronto Sun od początku traktowało wydarzenie jako jeden z ważniejszych punktów, więc Finch przygotowywała się do tego wyjazdu wyjątkowo dokładnie. Miała rozpisane tematy, listę kierowców, z którymi chciała porozmawiać, kontakty do zespołów i plan materiałów na oba dni. Chciała zrobić coś więcej niż standardową relację. Liczyła, że uda jej się wrócić z tekstem, który wywrze wrażenie nie tylko na przełożonych, ale przede wszystkim na odbiorcach.
Tym bardziej irytowały ją problemy organizacyjne pojawiające się dosłownie na ostatnią chwilę. Kiedy dowiedziała się, że Troy nie jedzie, pierwszą reakcją była zwykła irytacja. Wszystko było już przecież ustalone! Miała konkretny plan pracy, a brak fotografa oznaczał kolejne zmiany, których szczerze nie znosiła podczas dużych wydarzeń. Przez chwilę była przekonana, że redakcja wyśle kogokolwiek, byle tylko zapełnić brakujące miejsce. Najbardziej obawiała się tego, że dostanie do współpracy kogoś kompletnie niezwiązanego z motoryzacją. Kogoś, komu trzeba będzie tłumaczyć podstawowe rzeczy i pilnować na każdym kroku. Nic dziwnego, że wiadomość o tym, że pojedzie z nią sama menadżerka projektu, niezmiernie ją ucieszył. Może nie rozmawiały ze sobą zbyt często od czasu imprezy, a ich kontakt ostatnio zrobił się jakoś bardziej formalny, ale teraz Kirze ulżyło, że nie będzie musiała bujać się na wydarzeniu z jakimś żółtodziobem. Wprawdzie Whitmore sama w sobie niewiele miała wspólnego z samą motoryzacją, ale przynajmniej wiedziała, jak wygląda praca przy takich wydarzeniach.
Dlatego następnego dnia podjechała po nią swoim ukochanym Ferrari, a gdy tylko ujrzała Daisy, od razu otworzyła bagażnik
Nigdy nie widziałaś mojej fury na parkingu przed redakcją? — zapytała zdzwiona, bo jakoś Finch musiała przecież dojeżdżać do Toronto Sun. Chyba menadżerka nie sądziła, że poruszała się komunikacją miejską? — Czy nie miałaś okazji przyjrzeć jej się z takiego bliska? — zaśmiała się, z powrotem siadając na miejscu kierowcy.
Pokiwała głową, dając do zrozumienia, że zakodowała późniejszy przyjazd Blanki i Marco. Ani jej to ziębiło, ani grzało. Chociaż akurat Blanka podpadła jej tym, że wymigała się od pomocy przy wywiadach. Może nie złapała wirusa, tak jak Troy, ale jasno dała do zrozumienia, że nie zamierzała za nią biegać. Czy ona nie rozumiała, że wszyscy uganiają się za Finch? To znaczy, co?
Trzy sekundy do setki — wyjaśniła krótko i uniosła wysoko brwi, bo Daisy sama zasugerowała jej szybko jazdę, choć Kira nie planowała szaleć na drodze. — Wszystko zależy od częstotliwości ruchu, ale biorąc pod uwagę, że jest piątek i pewnie trafimy na korki, to za dwie i pół godziny powinnyśmy być na miejscu. Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje? Tylko nie każ mi dociskać pedału gazu, nie jestem piratką drogową — zaznaczyła z rozbawienie, chociaż gdyby Whitmore zajmuje się po godzinach, pewnie nieźle by się zdziwiła.
Zapięła pas i odpaliła silnik. Oczywiście, że zgarną kawę na wynos. I może coś do żarcia, bo Finch trochę przymierała z głodu, więc chętnie wciśnie w siebie jakąś kanapkę ze stacji benzynowej.
O wow, potraktowałaś tę listę bardzo poważnie — stwierdziła, kątem oka zauważając wyciągnąć kartę. — Powiedzmy, że swoją mam... w głowie — wyjaśniła, ale nie miała ostatnio czasu, żeby zastanowić się nad tym, czego nie robiła, a co bardzo chciałaby zrobić. Na pewno coś wymyśli! — No i co tam fajnego zapisałaś? Mam nadzieję, że jest na nich cappuccino z Shell albo Esso. Śmiało, czytaj — zachęciła kiwnięciem głowy, kiedy zjeżdżała na sąsiedni pas z zamiarem skrętu w prawo. Musiały przebić się przez centrum i dopiero po wyjeździe z miasta wezmą kawę. Trzeba było to zrobić logistycznie, zamiast kręcić się bez sensu po mieście.

i knew you were trouble when you walked in
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i czasami widziała intensywną żółć Ferrari Kiry gdzieś z oddali. Wiedziała, że to jej samochód, a jednak nigdy nie podeszła bliżej, żeby się mu przyjrzeć. Po pierwsze bo wyglądałoby to co najmniej dziwnie, a po drugie Daisy zazwyczaj przyjeżdżała do pracy już porządnie spóźniona, więc nie miała czasu łazić po parkingu. Co innego tutaj, kiedy fura stała dosłownie przed nią, a Whitmore mogła przejechać po błyszczącej w blasku słońca karoserii opuszkami palca i odpowiednio ją poczuć.
Swoją drogą też nie za dugo, bo przecież trzeba było się zbierać! Dlatego zaraz załadowały się do auta, torby do bagażnika i Kira mogła spokojnie dołączyć się do ruchu drogowego. Oczywiście na razie spokojnie, bo były w samym centrum Toronto, ale kto wie? Może kiedy w końcu wyjadą na autostradę, Finch pokaże jej, jak szybko rozpędzała się ta żółta diablica.
Nie no luz, ogólnie to nam się nie śpieszy — wzruszyła ramionami, kiedy Kira oznajmiła, że powinno im to zająć dwie i pół godziny. — Wyścigi i tak zaczynają się dopiero jutro. Z tego co się dowiedziałam, to dzisiaj tylko konferencja prasowa i wywiady z kierowcami. Dostałam od działu kreatywnego całą walizkę sprzętu… — spojrzała wymownie na Finch. — Jakoś to ogarniemy — a raczej ona musiała to jakoś ogarnąć. W końcu Kira miała swoje własne zadanie na ten event, a Whitmore miała być jedynie jej wizualnym wsparciem. Pomóc ustawić mikrofony, odpalić kamerę, nagrać jej wywiady i być ogólnym, ogarnizacyjnyrm supportem. Nigdy wcześniej nie robiła większości z tych rzeczy, ale kto by się tym przejmował? Teraz i tak już nie było odwrotu. Coś wymyślą.
Dokładnie tak, jak jeszcze wczoraj wieczorem Whitmore kończyła wymyślać swoją listę rzeczy, których nigdy nie robiła, a które chciałaby zaliczyć. Uśmiechnęła się szeroko na słowa Kiry. Oczywiście, że potraktowała to poważnie. Kto jak kto ale obietnice, które Daisy dawała po alkoholu miały dla niej wyjątkowo duże znaczenie! Szkoda, że Finch wzięła to bardziej po macoszemu.
W głowie? — prychnęła. — Przyznaj się, że wcale jej nie przygotowałaś! — bezczelnie wytknęła jej brak listy, nachylając się delikatnie w jej kierunku. Tym razem, wiadomo, bez rękoczynów, bo Finch była kierowcą, ale nie Daisy nie omieszkała, by nie zacmokać niezadowolona. Po chwili jednak zabrała się za skrawek papieru, który… miała zapisany od deski do deski.
Trochę tego mam — uniosła kartkę w górę, żeby i Kira mogła się temu przyjrzeć. Może trochę przesadziła? Jakby na to nie spojrzeć, wpisała tam rzeczy, których pewnie i tak nigdy nie zrobi, no ale skoro to miała być lista potencjalnych pierwszych razów, to w sumie dlaczego by nie? — Dobra, ale bez nabijania — postawiła warunki, przy okazji otwierając papirus. Na samej górze był duży napis Pierwsze razy Daisy z dwoma serduszkami tuż obok. Poniżej rozpościerała się obszerna lista. Przejechała po niej wzrokiem i odchrząknęła. — No to tak, na piwoszym już skreślone mam włamać się na dach i wypić tam szamana — zaśmiała się i pokazała Finch, że faktycznie pozycja na liście była skreślona. Mniejsza z tym, że pisała to już po fakcie, ale było? Było! — Do tego mamy: włamać się do kina i ogarnąć prywatny seans, zatańczyć na barze, przejechać się motocyklem, zrobić sobie tatuaż, ukraść znak drogowy, spędzić noc na plaży, spróbować jakiegoś ciętego narkotyku niż zioło, rozbić kieliszek podczas kłótni jak na filmach, wziąć udział w jakiś nielegalnych wyścigach, udawać kogoś innego przez cały wieczór, po… — zawiesiła się na moment przy numerze dwanaście. Zapatrzyła na niego. Prawda była taka, że napisała to pod wpływem chwili i może jednak nie powinna czytać tego na głos. Nie wypadało. Szczególnie nie przy Kirze. Bo jak wyjaśnić to, że zapisała tam Pocałować kobietę tylko po to, żeby sprawdzić jak to jest? — No, to może na tyle wystarczy na start — poprawiła się na fotelu i wbiła spojrzenie w drogę. — A ty co masz na swojej?

here's my first time list, what's yours?
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kanarkowe Ferrari było jej dumą. Oczkiem w głowie, które zajmował specjalne miejsce w jej sercu, tuż obok ukochanego. dobermana. Stwierdzenie, że Kira wielbiła samochód i psa bardziej niż własnych rodziców, wcale nie byłoby przesadą. Nigdy nie była z nimi blisko i jakiś czas temu przestała zabiegać o ich aprobatę. W przeciwieństwie do najstarszej siostry, która płaszczyła się przed nimi, byle tylko otrzymać serię nieszczerych pochwał.
Jesteś pewna? — spojrzała podejrzliwie na Daisy, kiedy ta stwierdziła, że jakoś ogarną cały sprzęt. Trochę tego było, więc menadżerce przyda się pomoc. Może i Finch miała swoją robotę, ale żeby ta robota została dobrze wykonana, potrzebowała do tego dobrej oprawy. Ustawienia kamery i mikrofonów były po prostu niezbędne. — Nie no, jasne, że damy — uspokoiła ją od razu, zanim Whitmore zaczęła mieć jakieś wątpliwości. — Tylko cię podpuszczam — dodała z łobuzerskim uśmiechem. No co? Jeśli menadżerka chciała się z nią kolegować, powinna przyzwyczaić się do tych durnych żartów.
Uniosła w obronnym geście ręce, jednocześnie puszczając kierownicę na krótką chwilę. Skąd w ogóle przypuszczenia, że Kira nie zdążyła zrobić swojej listy?!
Za taką mnie masz, Whitmore? To naprawdę okropne, że myślisz o mnie w taki sposób — pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. — A może po prostu czekam na inspirację twoją listą? — dodała, w czym było akurat trochę prawdy. Po prostu Kira nie zrobiła w życiu tyle rzeczy, że ciężko było znaleźć takie, których jeszcze nie miała okazji zrobić. No bo co miała wybrać? Lot w kosmos? Nurkowanie w Atlantyku, żeby zobaczyć wrak Titanica? Przejście fragmentu Camino de Santiago? Udział w balu maskowym w Wencji? Wejście na Fudżi z przewodnikiem, a najlepiej to bez niego?
Przycisnęła sobie dłoń do piersi, dając jej do zrozumienia, że absolutnie nie będzie z niej kpić. Jak się okazało, lista Daisy okazała się całkiem długa. Były to bardzo przyziemne rzeczy, które Kira już dawno miała za sobą. Kiedyś wraz z grupką znajomych wkradła się do kina, wprawdzie nie na prywatny seans, ale obejrzała film bez biletu. Tańczyła na barze, miała tatuaże (jołjoł), jeździła ścigaczem, w garażu miała pełno skradzionych znaków drogowych, tablic rejestracyjnych i tych z nazwami ulic, spała na plaży, ćpała, zdarzało jej się w kłótni rozbić mnóstwo kieliszków, bo siostry Finch bywały dość impulsywne.
Wziąć udział w nielegalnych wyścigach? Ty tak serio? — spojrzała Whitmore z wysoko uniesionymi brwiami, kiedy utknęły w korku na wylotówce z miasta. Ta pozycja mocno ją zaskoczyła. Zupełnie się tego po niej nie spodziewała. — Ale zdajesz sobie sprawę, że to jest nie tylko nielegalne, ale przede wszystkim niebezpieczne? — jak gdyby nigdy nic, sięgnęła po swój telefon, odblokowała go przy pomocy twarzy i wręczyła menadżerce, żeby ta mogła puścić dowolną muzykę. — Nigdy nie udawałam nikogo innego — dodała, bo czy odgrywanie ról w łóżku można było do tego zaliczyć? Ciekawe.
Zamyśliła się na wymyślaniu swojej listy. Jakoś nie miała do tego głowy i teraz musiała wymyślić coś na poczekaniu, ale jednocześnie nie chciała ściemniać.
Kupić bilet lotniczy w jedną stronę i dopiero na miejscu zastanowić się, co dalej — zaczęła, totalnie improwizując. — Pozwolić, żeby ktoś inny zaplanował mi cały dzień i to bez wnikania w szczegóły. Wbić na ślub kogoś randomowego. Zapisać się na jakieś zajęcia z czegoś, czego kompletnie nie potrafię robić i udawać, że świetnie wiem, co robię. Na przykład na warsztaty ceramiczne. Albo z robienia lasów w słoiku. Na razie tyle. Ale obiecuję, że do końca weekendu uzupełnię listę — przysięgła, znów kładąc sobie dłoń na klatkę piersiową, dokładnie w miejscu, gdzie znajdowało się serce. — No dobra, ale zacznijmy od ciebie. Którą z rzeczy na liście chciałabyś zrobić w pierwszej kolejności? — spojrzała kątem oka na Whitmore, kiedy korek, w którym utknęły, zaczął przesuwać się w tempie konduktu pogrzebowego. Oby na trasie do Brantford było już luźniej.

i got things to do, do, do
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”