Może się Ricz dowie jaki Rosa miała sekret z Marco Polo, żeby Rosario też się dowiedziała, jaki Ricardo miał swój prawdziwy powód, dla którego przyjechał do Toronto!
Bo ona przecież myślała, że depresję Madoxa, nawet mu leków nawypisywała i robiła mu psychoanalizę przy śniadaniu, ale coś jej nie pasowało, bo Noriega miał na pewno dużo różnych zaburzeń, ale depresji to według niej nie miał.
Tylko, że zanim te sekrety wychodzą na światło dzienne, to Marco Polo pada w drgawkach na podłogę. No świetnie.
Tylko jeszcze taki szczegół! Że jak on upadł, a zanim Rosa się ruszyła to zgarnęła ze stołu jakiś list, który przyniósł Marco i go pakuje do swojej maleńkiej torebusi, ledwo co.
Potem się zajmują tym sokiem, Roska kiwa głową, że sok z granata, że jest w ciąży, ale wtedy ten cały Oppenheimer, że to
cyjanek, a Rosa się zasłoniła dłońmi.
Ale podejrzane jest to, że ten cały policjant już to widział, może już... tak kogoś zabił! I nawet Rosa ma to mówić Riczowi, bo Oppenheimerowi to źle z oczu patrzy, ale wtedy odzywa się Matthew, a Roska wbija w niego maślane spojrzenie, trzepocze rzęsami.
-
O też miałam o to pytać Matthew! - mówi do niego słodko, ale zaraz Oppenheimer mówi, że to jednak ją chcieli zabić. A Rosa aż wstała i zaciska piąstkę na koszulce Ricardo, wtula się w niego, no bo... -
kto to zrobił? - pyta, jakby jej mieli odpowiedzieć, ale nikt tego nie zrobił. Potem wskazują na Ricza, a Rosa mocniej się do niego tuli, bo dobra, oni mają różne przeżycia z Ricardo, ale to wciąż jest jej mąż ukochany. Jeszcze.
Potem Matthew znowu mówi, że pomylili kieliszki, a Rosa się w niego wpatruje, że o matko jaki on jest mądry. Piękny i mądry, taki majestatyczny.
Ale kiedy odzywa się Svetlana to Rosa patrzy na nią krzywo, wciąż przyklejona do klaty Ricardo.
-
Ale o tobie nic nie powiedział Sveta, co ty na to? - pyta podejrzliwie, a Svetlana zarzuca do tyłu rude jak ogień włosy.
-
Ja nie mam tajemnic... - mówi, a ktoś tam mówi, że ona serio nie ma bo pokazuje wszystko i wszystkim, że to jakaś lafirynda.
Tylko Rosa akurat nie słuchała, bo jej Ricz wyznaje słodko, że jakby umarła to on też, więc sięga rączką do jego zarośniętego policzka i tak go głaszcze po nim.
-
O matko Ricz, ty jesteś moim skarbem największym - i nawet mu buziaka dała -
to ja ci powiem, jaki ja mam sekret z Marco... - zaczęła, ale wszyscy już mówią, że trzeba policję wzywać. I zaraz każdy po telefonach, ale Rosa nie, bo ona w torebusi ma list Marco Polo, ale ma tam też kopertę z płcią ich dziecka, którą mieli z Riczem otworzyć w odpowiednim momencie. Rosa kiwa głową, że nie ma tego zasięgu na środku oceanu, bo czasem jest i wtedy ona pisze smski, ale dzisiaj nie było za bardzo. Nawet nie mogła rano obejrzeć na Instagramie nowych fotek Peach i filmików.
-
Tak trzeba iść do kapitana - Rosa to już wiedziała który to, bo go dzisiaj zagadywała na pokładzie, kolejny przystojniak. Ale wtedy pani Potter się wyrywa i opiera o drzwi.
-
Nie! Bo morderca może próbować uciec! Nie możemy na to pozwolić - i znowu się patrzy po wszystkich. A Rosa znowu mocniej ściska Ricza.
-
No ale kto jest mordercą? - pyta Matthew i odgarnia do tyłu piękne włosy.
-
Trzeba przeprowadzić śledztwo - mówi Oppenheimer. No a reszta, ale jak, ale kto, ale jak to się robi.
No i Rosa wzdycha ciężko.
-
Dobra, to teraz muszę z każdym porozmawiać... - stwierdziła. A wszyscy dlaczego ona. Jak to, po co. A Rosa już puściła Ricardo, opiera ręce na biodrach i wychodzi na środek -
bo ja w tajemnicy przed Riczem zrobiłem z doktorem Marco Polo specjalizację z psychiatrii sądowej, i to był mój mistrz - wskazała na doktora Marco Polo. No to wydała się ta tajemnica Rosy. Szybko w sumie.
-
To kto pierwszy? - pyta się, a zaraz jej spojrzenie padło na Matthew -
ty - i już w tych swoich szpilkach drobi do stołu, bo jej już stópki trochę spuchły. A zaraz macha na Ricza rączką, żeby jej krzesło postawił, bo akurat leżało wywalone, a ona się nie może schylać. No więc w końcu sobie siadła z Matthew na przeciwko i go pyta -
co cię łączyło z profesorem Matthew? - a wszyscy się gapią na Matthew, a Rosa jeszcze nie, jeszcze ogląda swoje długie paznokcie.
-
No... - zaczyna Matthew, a Rosi dopiero na niego dźwiga spojrzenie i wydyma usteczka, a potem rączką go pospieszyła, żeby mówił -
to kiedyś mieliśmy romans... - a wszyscy cooo, jak to? Taki Matthew i profesor Marco Polo, ale Rosario wcale się nie wydaje tym zaskoczona.
-
I kto to skończył? - pyta się poważnie. A Matthew, że on, i aż głowę spuścił. No ładnie, to chyba miał motyw też!
Ricardo Martinez