Początkowo raporty mówiły o awarii konstrukcyjnej. Potem o przeciążeniu. Później pojawiły się kolejne wersje, w tym możliwy wybuch, który mógł wywołać efekt domina. W ciągu kilku godzin jedno miejsce zamieniło się w wieloczynnikową katastrofę, czym natychmiast zainteresowały się różne służby. Miller współpracowała z policją odkąd tylko skończyła naukę na wydziale medycyny sądowej w Ottawie. Naturalnie z wyróżnieniem. I szczerze nienawidziła, kiedy ktoś zaglądał jej przez ramię, a detektywi mieli ten paskudny nawyk, który autentycznie doprowadzał ją do szału.
Na miejscu zdarzenia pojawiła się osobiście, ale pierwsze ciała trafiły na jej stół sekcyjny w kilku partiach dopiero późnym wieczorem, część po wstępnej selekcji w szpitalu. Niektóre były już częściowo zidentyfikowane, inne oznaczone jedynie numerami. Stała, zapierając się biodrem o metalową szafkę, gdy technik rozsuwał zamek worka transportowego. W środku - mężczyzna w średnim wieku, ślady urazów wielonarządowych, ale bez jednoznacznego mechanizmu śmierci. Niektóre obrażenia wskazywały na upadek z wysokości, inne na przygniecenie. A jednak brak było spójności, która pozwalałaby zamknąć temat. Zanim jeszcze sięgnęła pod dokumentację, pomyślała, że to dopiero pierwsze ciało, a już było w nim za dużo zmiennych.
Telefon z administracji przyszedł krótko po północy. Informacja o wspólnej analizie z Olivią Calvert. Zaylee prychnęła cicho, odkładając na bok protokół ze wstępnych oględzin zwłok. Calvert zawsze pracowała w szpitalnym prosektorium i ich współpraca przypominała bardziej przeciąganie liny niż wymianę opinii. Może między nimi nie było otwartej wrogości, ale też nie było jakiejś szczególnej sympatii. Każde spotkanie oznaczało różnicę perspektyw i konieczność ich pogodzenia, przynajmniej na czas jednej sprawy.
— Nie musisz się tak skradać — przywitała ją, gdy przed prosektorium poniósł się charakterystyczny stukot kroków. — Wejdź i zamknij za sobą drzwi — dodała, nawet się nie odwracając. Nie spodziewała się nikogo poza Calvert.
Jej żona, pracująca w wydziale zabójstw, wchodziła tutaj właściwie jak do siebie i była chyba jedyną osobą, której uchodziło to bez żadnego komentarza ze strony Miller. Zaylee wcześniej uprzedziła jednak Swanson, żeby na nią nie czekała, bo sama nie miała pojęcia, o której uda jej się skończyć. Trochę żałowała, że po ślubie nie mogły pozwolić sobie na choć kilka spokojniejszych dni, ale obie doskonale wiedziały, jak wygląda ich praca.
— Na razie i tak musimy uporządkować materiały — zaznaczyła od razu, przechodząc do konkretów. Zaylee zawsze opierała swoją pracę na faktach i procedurach, nigdy na improwizacji. — Każde niezidentyfikowane ciało musi zostać opisane, sfotografowane i ocenione pod kątem wstępnej przyczyny zgonu. Przygotowałam ci stanowisko — skinęła głową w stronę stołu obok.
Metalowy blat lśnił w ostrym świetle prosektorium. Wszystko było ułożone dokładnie tak, jak powinno - narzędzia, dokumentacja i zabezpieczone próbki. Każdy, kto miał okazję pracować z doktor Miller choćby przez chwilę, szybko zauważał, że jej pedantyczność wykraczała daleko poza zwykłą dokładność.
Olivia Calvert