Gdzie: TPS headquarters
——Żeby tylko w tych okolicznościach miał okazję przeciąć się z Blackwoodem…
——— W każdym razie, skoro formalności i uprzejmości mamy za sobą, to może łaskawie oprowadziłbyś Blackwooda po wydziale? Dostał biurko obok twojego.
——Oczy-kurwa-wiście.
——— Tak, sir.
——— Jakieś pytania? Wnioski? Zażalenia? — Sierżant Hayes zmierzył ich obu takim wzrokiem, jakby najdrobniejsze skrzywienie miało wywołać u niego co najmniej atak furii. Klasnął w dłonie tak głośno, że O’Hara aż się wzdrygnął. — Nie? To świetnie. O’Hara, z łaski swojej, skocz z Blackwoodem do IT, niech przydzielą mu dostępy i te inne gówna, nie mam czasu was niańczyć. Dzisiaj czysto organizacyjnie, jutro pewnie dostaniecie przydział. No co, panienki, na oklaski czekacie? I nie zapomnij tych skorup, łamago.
——Ricky przewrócił oczami, ale sierżant nie mógł już tego dostrzec. Szybko pozbierał szczątki kubka i już za drzwiami gabinetu rzucił złe spojrzenie swojemu nowemu partnerowi.
——— Czego ty tu, kurwa, szukasz, Blackwood?
Gdzie: parking pod bankiem
——Zamrugał, próbując mimo ostrego słońca dostrzec, kto to taki mądry próbował popełnić morderstwo na detektywie wydziału zabójstw, o ironio! No i kiedy już dostrzegł, to nawet nie potrafił być jakoś szczególnie zły…
——— A ty jesteś cała? — palnął, zapominając o tym, że kobieta była bezpieczna w ważącej kilkaset kilogramów metalowej klatce, która nie uderzyła z impetem w ścianę, a lekko puknęła Bogu ducha winnego przechodnia, więc raczej nic nie mogło jej się stać. No ale Ricky był szarmancki i troskliwy, zwłaszcza w stosunku do ładnych kobiet, dlatego zaczął się powoli gramolić na równe nogi. Niestety, obite kolano załamało się pod nim i klapnął znowu tyłkiem o asfalt. — No, w sumie to i tak chciałem tu sobie chwilę posiedzieć.