ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Max nie pojawił się w pensjonacie od trzech dni. Właściwie Lilian nie zwróciłaby na to większej uwagi. Prędzej założyłaby, że po prostu zrobił sobie kilka dni wolnego, niż że mogło wydarzyć się coś poważnego. Przez cały ten czas pozostawała skupiona na obowiązkach i codziennej rutynie, która skutecznie wypełniała każdą godzinę. Sprzątała pokoje, przygotowywała śniadania dla gości, przeprowadzała inwentaryzację, a nawet raz pojechała do Oakville po świeży zapas produktów od zaprzyjaźnionej ranczerki. Starała się funkcjonować normalnie, przywyknąć do monotonii, która zwykle działała na nią uspokajająco.
Tym razem jednak nawet ona nie była w stanie zagłuszyć frustracji oraz piętrzącego się we wnętrzu Lilian smutku. Wciąż nie mogła pogodzić się z tym, co zrobiła Dolores. W akcie złości babka obcięła jej włosy. Dla Lilian było to jedno z najgorszych upokorzeń, jakich doświadczyła z strony staruchy. Minęły zaledwie trzy dni, ale nadal chodziła przybita i drażliwa, uparcie ignorując każdą próbę rozmowy; o ile rozmową można nazwać te wszystkie ciężkie dla uszu tyrady.
Dolores pozostawała jednak niezłomna. W czwartkowy poranek złapała Lilian za ramię na korytarzu i bez większych wstępów oznajmiła, że ma pojechać do Maxa. Podobno się rozchorował. Seniorce zależało, aby majster lada dzień kontynuował remont pensjonatu i — co ważniejsze — aby przypadkiem nie zrezygnował ze współpracy.
Lilian miała zawieźć mu kilka naturalnych produktów kupionych wcześniej u tej zaprzyjaźnionej ranczerki. Dla zdrowia, jak podkreśliła Dolores. Świeże mleko prosto od krowy, ekologiczne jajka, domowe soki i całą resztę rzeczy, które według starszego pokolenia potrafiły uleczyć człowieka szybciej niż jakiekolwiek lekarstwa.
Lilian, znając podłą naturę babki, od początku podejrzewała, że Dolores bardziej zależało na dopilnowaniu remontu niż na faktycznym stanie zdrowia Maxa. Jednak przystała na ten rozkaz, bo sama zrobiła się ciekawa, co dolegało mężczyźnie. W końcu nie pojawił się, odkąd wrócili znad jeziora.
Z wiklinowym koszem wypełnionym darami zaparkowała rower na podjeździe i szybkim krokiem podeszła do frontowych drzwi. Chłodny poranny wiatr wciąż plątał jej krótsze włosy, do których nadal nie potrafiła się przyzwyczaić, więc odruchowo poprawiła kosmyki za uchem, zanim dwukrotnie nacisnęła dzwonek. W progu stanęła kobieta, na której widok Lilian wyraźnie się zdziwiła. Sama nie wiedziała dlaczego, ale od początku założyła, że Max mieszkał sam.
Ku jej zaskoczeniu rozmowa bardzo szybko stała się całkiem przyjemna. Dowiedziała się, że była to matka mężczyzny. Kiedy Lilian wspomniała, że przyjechała z pensjonatu, została przyjęta z przesadną serdecznością. Kobieta od razu zaprosiła ją do środka, a chwilę później oznajmiła, że musi wyjść. Zanim jednak zniknęła ochoczo wskazała pokój, w którym znajdował się Max.
Do wnętrza weszła z dziwnę ostrożnością. Najpierw delikatnie pchnęła drzwi i przez powstałą lukę dostrzegła skromny fragment pomieszczenia, a potem wsunęła kosz i głowę.
Wtedy zobaczyła go na krańcu łóżka. Max wyglądał gorzej, niż się spodziewała. Był blady, zalany potem, z podkrążonymi oczami i z niewyraźnym spojrzeniem. Akurat próbował sięgnąć po szklankę wody stojącą na nocnej szafce, ale jego dłoń pchnęła ją zbyt mocno. Naczynie spadło na podłogę i roztrzaskało się w drobny mak.
Lilian aż podskoczyła, po czym rzuciła kosz na podłogę gdzieś przy wejściu i kucnęła przy łóżku w momencie, gdy Max zaczął osuwać się w dół. Zaraz oburącz chwyciła jeo ramiona i mocno nimi potrząsnęła.
Hej, hej! Co ci jest? — pytała bezmyślnie. Rozglądnęła się dookoła i w miejscu, gdzie wcześniej stała szklanka leżały blistry z tabletkami. Wśród nich dostrzegła witaminy, które obecnie zdałyby się na nic. — Max — jęknęła i lepiej ustawiwszy kolana na podłodze, lewym ramieniem przytrzymała ciało mężczyzny, aby nie osunęło się niżej. Drugą ręką dosięgnęła jego czoła. — Jesteś rozpalony! — niemal krzyknęła.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Rzadko kiedy chorował. W zasadzie na palcach jednej ręki mógł policzyć sytuacje, w których organizm odmówił mu współpracy na tyle mocno, że nie był w stanie normalnie funkcjonować, a co dopiero realizować kolejnych zleceń. Zwykle ignorował pierwsze objawy, pracował dalej i wracał do siebie po maksymalnie dwóch dniach. Tym razem jednak było inaczej. Organizm najwyraźniej postanowił przypomnieć mu, że bieganie przez las w przemoczonych ubraniach przy lodowatym wietrze nie należało do najmądrzejszych pomysłów. Tym razem rozłożyło go kompletnie.
Od trzech dni większość czasu spędzał w łóżku, na zmianę marznąc i zdychając z gorąca. Mięśnie bolały go tak mocno, jakby ktoś regularnie okładał go kijem bejsbolowym, głowa pulsowała nieprzyjemnym bólem, a myśli rozlewały się po czaszce ciężko i powoli. Nawet najprostsze czynności wymagały od niego więcej energii niż zwykle kilkunastogodzinny dzień pracy. Dlatego kiedy próbował sięgnąć po szklankę wody, jego organizm najwyraźniej uznał to za zadanie przekraczające aktualne możliwości.
Dźwięk tłuczonego szkła rozdarł ciszę pokoju, a chwilę później wszystko zaczęło dziać się dziwnie szybko. Max ledwo zarejestrował ruch przy drzwiach i znajomy głos, zanim ciężar własnego ciała nieprzyjemnie pociągnął go w dół. Przez krótką chwilę był wręcz przekonany, że zaczyna mieć majaki. Zwłaszcza gdy do jego nozdrzy dotarł delikatny, znajomy zapach jaśminu, który mimowolnie skojarzył mu się właśnie z Lilian. Dopiero po sekundzie poczuł jej dłonie na swoich ramionach i chłód bijący od smukłych palców przyłożonych do jego rozpalonego czoła.
Wtedy zmusił się do uniesienia wzroku. — O, świetnie — wychrypiał z wyraźnym trudem, próbując zdobyć się na swój standardowy ton, choć brzmiał bardziej jak człowiek umierający na dziewiętnastowieczną gruźlicę. — Wiedziałem, że przyjdziesz mnie dobić za te buty. - podjęta prôba żartu wyszła żałośnie - nawet on to wiedział.
Mimo wszystko sam fakt, że to właśnie Lilian pojawiła się teraz obok niego, działał dziwnie uspokajająco. Jakby jej obecność wyciągała go choć odrobinę z tego gorączkowego otępienia, w którym tkwił od kilku dni.

Przymknął oczy na krótką chwilę, opierając ciężar ciała mocniej o jej ramię. Dopiero wtedy naprawdę dotarło do niego, jak fatalnie się czuł.
Nic mi nie jest — mruknął odruchowo, dokładnie tak, jak każdy facet wyglądający o krok od utraty przytomności. — Po prostu… trochę mnie rozłożyło.




Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przyszłam, zeby cie dobić. Przyszłam z darami od mojej troskliwej babci.
Lilian nie podłapała żartu. Nawet nie próbowała, bo widok słabego, chorego Maxa, działał naprawdę przytłaczająco. Pozwolila mu przez chwile oprzeć na sobie cieżar ciała, ale zaraz wyplątała się z tej pozycji. Na tyle, na ile była w stanie, pomogła mu przesunąć się do tyłu, aby stabilniej usiadł na materacu. Dopiero wtedy ostrożnie ominęła potłuczone szkło (zapewne by je posprzątała, ale uznała, że nie było na to czasu) i zaczęła nerwowo rozglądać się po pokoju za czymkolwiek, co mogłoby się przydać.
Szybko przejrzała zestaw leków leżący na szafce nocnej. Drżącymi palcami odnalazła wśród nich tabletki na gorączkę i wycisnęła jedną z blistra. Zaraz śmiało otworzyła szufladę. W środku, obok paczki prezerwatyw, kilku długopisów, małej latarki na magnes i zmiętego notesu, dostrzegła termometr. Sięgnęła po niego natychmiast. Zanim jednak użyła urządzenia, cofnęła się do kosza i wyciągnęła z niego sok malinowy. Bez większego zastanowienia odkręciła butelkę i usiadła obok Maxa na łóżku. Potem wsunęła mu lek pomiędzy spierzchnięte wargi i uważając, aby się nie zakrztusił, podała napój.
Nie wyglądasz, jakby nic ci nie było — odezwała się w końcu, odnosząc się do jego wcześniejszych zapewnień o poskładaniu, co w wykonaniu Korhonena zabrzmiało tak, jakby chodziło wyłącznie o lekkie przeziebienie. I choć sama próbowała zabrzmieć naturalnie, to w jej głosie wyraźnie zadźwięczał niepokój. Nie chciała jednak za bardzo się na nim skupiać, dlatego w końcu przyłożyła termometr do czoła mężczyzny i nacisnęła przycisk. Urządzenie niemal od razu wydało krótki sygnał, a Lilian mimowolnie spojrzała na wyświetlacz.
M-Max... — Szeroko otworzyła oczy. Jej usta rozchyliły się w akcie przerażenia, gdy zrozumiała, jak wysoką miał temperaturę. — Masz czterdzieści jeden stopni! To niebezpiecznie! — podniosła ton. Przez kilka sekund patrzyła na przemian na piszczący ekran urządzenia i na wpół przymkniete oczy Maxa, w których coraz bardziej brakowało świadomości. Wyglądał tragicznie; tak, jakby lada moment mial stracić przytomność, co jedynie spotęgowało zdenerwowanie Lilian. — Wstawaj. Wstawaj natychmiast. No, rusz się! Sama sobie nie poradzę z twoim cielskiem!
Nie było to łatwe. Max sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie miał siły ruszyć się z miejsca. Lilian jednak nie zamierzała odpuścić. Stanęła tuż przed nim, złapała go ostrożnie za przedramiona i zmusiła, aby najpierw usiadł prościej, a potem powoli podniósł się z łóżka.
Kiedy w końcu z jej pomocą uniósł się na nogi, niemal od razu zachwiał się niebezpiecznie. Lilian w porę przesunęła się bliżej i znowu pozwoliła mu oprzeć na sobie część ciężaru.
Max... Max, którędy do łazienki? — zapytała mechanicznie, przy czym poprawiła jego ramię wokół swoich barków. Potem powoli wyprowadziła mężczyznę z pokoju. Ostrożnie ominęli potłuczone szkło, które dalej leżało przy łóżku. Kilka sekund pozniej korytarzową ciszę zakłóciły powolne kroki, urywany, ciężki oddech Maxa oraz strudzone sapnięcia Lilian.
Gdy dotarli do łazienki, posadziła go na desce toalety. Zaraz zaczęła krążyć po pomieszczeniu w wyraźnej panice, wydając z siebie nerwowe, iście żałosne jęknięcia. Jej wzrok bez celu błądził po ścianach, meblach i armaturze. Chyba sama do końca nie wiedziała, co powinna zrobić. Liczyła, że w domu znajduje się wanna. Kiedy sama miała w dzieciństwie gorączkę, ojciec nakazywał brać chłodną kąpiel. Problem w tym, że nie wiedziała, co począć z deszczownicą za prysznicową szybą.
Powinnam zadzwonić do twojej mamy? Albo na pogotowie? — zawahała się nie wiedząc czy rzeczywiście pytała Maxa, czy siebie. — Zaraz… Zaraz tylko chwilę odpocznij — mruknęła, przyglądając mu się uważnie. I wtedy zobaczyła, że spojrzenie mężczyzny stało się całkiem nieobecne, a powieki zaczęły chylić się ku zamknięciu. — Nie… nie, nie nie!
Znowu kazała mu wstać. Przesunęła go w stronę prysznica, wspierając jego ciężar, aż oboje znaleźli się w kabinie, po czym odkręciła lodowatą wodę.
Strumień uderzył w nich natychmiast, wypełniając z każdej strony ciasną przestrzeń. Lilian przytrzymała Maxa, nie pozwalając mu osunąć się pod wpływem nagłego szoku, skupiona już tylko na tym, aby utrzymać go przy przytomności.


Max Korhonen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Głosy docierały do niego jak przez wodę; przytłumione, odległe, momentami zupełnie niezrozumiałe. Czuł jedynie ciężar własnego ciała, gorąco rozlewające się pod skórą i dziwne odrętwienie, przez które każda najprostsza czynność wymagała od niego wysiłku porównywalnego chyba z przebiegnięciem maratonu. A mimo to, pośród tego całego rozmazanego chaosu, był w stanie rozpoznać ją - zapach jaśminu. Delikatny, znajomy, absurdalnie niepasujący do gorączkowego półsnu i pulsującego bólu głowy. Przez chwilę naprawdę pomyślał, że śni. Że organizm po prostu zaczyna płatać mu figle, mieszając wspomnienia z majakami. Bo przecież Lilian nie powinna znajdować się teraz obok niego. Nie w jego pokoju. Nie tak blisko.
A jednak czuł jej dłonie. Słyszał spanikowany głos. Czuł, jak podtrzymuje jego ciężar, choć sam ledwo utrzymywał się na nogach. I właśnie to było najgorsze — świadomość, że ktoś widzi go w takim stanie. Max nigdy nie należał do ludzi, którzy pozwalali sobie na słabość. Nawet jako dzieciak nauczony był zaciskać zęby i funkcjonować dalej. Ojciec potrafił powtarzać, że organizm to tylko mięso i człowiek ma nad nim panować, nie odwrotnie. Dlatego teraz jakaś część jego umysłu desperacko próbowała wmówić mu, że wszystko jest w porządku, że powinien wstać, odepchnąć ą od siebie, powiedzieć, że da sobie radę. Tylko że nie dawał.
Pamiętał jeszcze niewyraźnie smak tabletki wsuniętej między jego spierzchnięte wargi i słodycz malinowego soku, którym zmusiła go do jej połknięcia. W tamtej chwili był zbyt otumaniony, żeby protestować. Posłusznie przełknął lek, opierając wzrok na jej twarzy, jakby tylko ona była czymś stałym pośród tego rozchwianego świata.
Kiedy lodowata woda uderzyła w jego ciało, drgnął gwałtownie, odruchowo napinając mięśnie. Z ust wyrwał mu się ochrypły, urwany oddech, a dłonie instynktownie zacisnęły się mocniej na materiale jej ubrań. Przez kilka sekund świat zdawał się wirować jeszcze bardziej. — Lilian… — wymamrotał niewyraźnie, opierając ciężkie czoło gdzieś przy jej ramieniu. Głos miał zachrypnięty, słaby, zupełnie niepodobny do własnego. — Zwariowałaś… - wymamrotał, jednak nie próbował się odsunąć. Woda spływała po jego włosach, karku i twarzy, mieszając się z gorączką, która paliła go od środka. Powinien odzyskać kontakt z rzeczywistością, ale zamiast tego coraz mocniej odpływał gdzieś pomiędzy jawą a snem.
Wtedy właśnie w tym półprzytomnym stanie, uderzyła go jedna absurdalna myśl; że nikt nigdy wcześniej tak się o niego nie bał, nie w ten sposób, nie z taką paniką w głosie. Nie z rękami, które drżały przy każdym dotyku, a mimo to uparcie próbowały utrzymać go w pionie. Max powoli uniósł powieki, próbując skupić na niej wzrok. Mokre kosmyki włosów przykleiły się Lilian do policzków, ubrania przemokły od lodowatej wody, a ona sama wyglądała, jakby była o krok od kompletnego załamania. Wówczas coś w nim pękło.
Może to przez gorączkę, która odbierała mu resztki zdrowego rozsądku. A może właśnie dlatego, że pierwszy raz od dawna ktoś był przy nim nie dlatego, że czegoś potrzebował, ale dlatego, że zwyczajnie bał się o niego. Max przełknął ciężko ślinę, czując jak chłód wody zderza się z gorącem rozlewającym się pod skórą. Przez moment wyglądał, jakby walczył sam ze sobą — z myślą, której nie powinien wypowiadać na głos. Ale ostatecznie przegrał, powoli przesuwając spojrzenie na jej usta, potem znów wrócił do oczu Lilian. - Wiesz, co jest teraz najgorsze? — wychrypiał cicho i nie czekając na odpowiedź, przesunął dłoń po jej mokrym ramieniu i nagle przyciągnął ją bliżej siebie. Powoli, ale stanowczo — tak, że niemal całym ciałem zderzyła się z jego klatką piersiową. Mimo osłabienia w tym ruchu nadal było coś charakterystycznego dla Maxa. Coś pewnego. Instynktownego. Zaborczego w sposób, którego nawet gorączka nie była w stanie z niego wymazać. Jego druga dłoń zacisnęła się na jej talii, jakby podświadomie nie chciał pozwolić jej odsunąć się choćby o centymetr. — Że chyba właśnie w takim stanie tracę resztki rozsądku… — mruknął nisko tuż przy jej uchu. Gorący oddech osiadł na wilgotnej skórze Lilian, a chwilę później Max powoli przesunął ustami po jej szyi. Nie był to pocałunek. Bardziej przeciągłe, gorące muśnięcie warg, zbyt bliskie, zbyt intymne i zdecydowanie zbyt szczere jak na człowieka, który ledwo utrzymywał się na nogach. Przymknął oczy, opierając czoło o jej skroń, jakby sam kontakt z nią był jedyną rzeczą utrzymującą go jeszcze przy świadomości. — Bo patrzę na ciebie… — urwał ochryple. — I jedyne, o czym potrafię teraz myśleć… to jak bardzo cię pragnę, Lilian. - palce na jej talii zacisnęły się odrobinę mocniej.




Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian zaczynała mieć wrażenie, że świat urządzał sobie z niej wyjątkowo kiepskie żarty. Chyba wyłącznie dla własnej rozrywki podrzucił jej trzech różnych mężczyzn naraz, tylko po to, aby przypadkiem nie miała w życiu zbyt spokojnie — jakby same więzy krwi z Dolores nie były już wystarczającym piętnem i karą zesłaną przez los.
A przecież minęły zaledwie trzy dni. Trzy dni wystarczyły, aby Toronto kompletnie oszalało. Co chwilę działo się coś nowego; coś absurdalnego, niewygodnego albo zwyczajnie emocjonalnie męczącego. Najgorsze było jednak to, że to wcale nie był koniec niespodzianek. Los najwyraźniej dopiero się rozkręcał, choć ona sama nie miała o tym najmniejszego pojęcia.
Max nie był dla Lilian kimś wyjątkowym. Nie spoglądała na niego z podziwem, nie wzdychała ukradkiem ani nie widziała w nim materiału na partnera. Jeśli już, to przez całe życie skutecznie oduczyła się romantyzowania ludzi, co było zasługą Dolores. Dorastanie u boku kobiety, która potrafiła zatruwać każdą relacje, sprawiło, że bała się związków.
W tym momencie Max był przede wszystkim człowiekiem, który właśnie potrzebował pomocy, a jej lekkomyślna, impulsywna, ale jednocześnie cholernie empatyczna natura nakazała działać.
Natychmiast.
Tak. Chyba oszalałam! — krzyknęła nerwowo i odgarnęła sprzed oczu swoje mokre włosy. Lodowata woda momentalnie przemoczyła ubrania i sprawiała, że skóra Lilian pokryła się dreszczem. — Stój spokojnie. Zaraz wyjdziemy. — Mocniej objęła mężczyznę, czując, jak coraz bardziej opierał na niej ciężar własnego ciała. To, jak słaby był jego głos i jak wtulał rozpalone czoło w jej ramię, tylko bardziej podsyciło panikę.
Lilian również nie miała przy sobie nikogo. Odkąd zmarł jej tata, wszystko zaczęło się rozpadać. Matka zamknęła się w swoich czterech ścianach i coraz rzadziej przypominała dawną siebie. Najczęściej wychodziła z pokoju tylko po to, aby załatwić podstawowe potrzeby albo, jeśli miała siłę, pomóc w pensjonacie.
Reszta spadła na Lilian, która nauczyczyła się być samodzielna. Z czasem przywykła do samotności tak bardzo, że przestała nawet oczekiwać, że ktoś się nią zajmie. Siedziało w niej mnóstwo smutku, którego nigdy nikomu nie pokazała. Nie chciała być postrzegana jako ktoś zagubiony, dlatego zawsze się uśmiechała.
Co takiego? — zapytała energicznie i po raz kolejny odgarnęła sprzed twarzy ciemne, krótkie pukle. Zaraz spięła się mimowolnie, kiedy nagle przyciągnął ją do siebie tak blisko, że straciła oddech i przez krótką chwilę po prostu wpatrywała się w Maxa szeroko otwartymi oczami. Dezorientował ją ten zapalczywy sposób w jaki na nią patrzył.
Max… — odezwała się ciszej, odruchowo zaciskając palce na materiale jego mokrej koszulki. — O-Ogarnij się. — Szarpnęła się, ale jego twardo zaciśnięte dłonie sprawiły, że dalej stała w miejscu. Wtedy zdała sobie sprawę, że znajdował się zdecydowanie zbyt blisko.
Lilian wciągnęła gwałtowniej powietrze, gdy gorący oddech osiadał na jej skórze. Instynktownie napięła całe ciało, kiedy usta mężczyzny przesunęły się po jej szyi w powolnym, przeciągłym muśnięciu. To nie był pocałunek, a jednak ten gest wydawał się o wiele bardziej niebezpieczny. W głowie dziewczyny zaczęła promieniować wizja, cala sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Znowu niespokojnie się poruszyła i przebrałą nogami; te znajdowały się już zaplątane pomiędzy udami mężczyzny.
Gdy oparł czoło o jej skroń, spróbowała odchyliś się do tyłu, jednak natrafiła na kafelkowaną ścianę.
Przestań. — Nerwowo złapała palce Maxa, które tak zapalczywie zaciskał na talii i spróbowała je rozplątać. — Max, nie mów tak.
Ta bliskość była osobliwa. Niepokojąca, nagła i zdecydowanie zbyt intensywna jak na okoliczności, a jednak Lilian nie mogła powiedzieć, że całkowicie jej się nie podobała. Od bardzo dawna nie czuła na sobie rąk mężczyzny. Równie dawno nikt nie patrzył na nią w taki sposób, jak własnie robił to Korhonen. I gdzieś bardzo głęboko, w miejscu, schlebiało jej to.
Problem polegał na tym, że Max był chory. Rozpalony gorączką, półprzytomny i, zdaniem Lilian, ewidentnie nie do końca świadomy własnych reakcji. Starała się kurczowo trzymać się tej myśli, próbując usprawiedliwić te dziwne gesty i spojrzenia.
Majaczył.
W kabinie brakowało miejsca. Zdała sbie z tego sprawę, kiedy po raz kolejny spróbowała zwiększyć między nimi dystans.

Max Korhonen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Max także mógł uznać, iż jego życie w ostatnim czasie było jakimś kiepskim żartem losu. Spotkanie Adeline, strzelanie do celu z Isobel, ubabrana farbą Cora, a teraz Lilian stojąca z nim pod lodowatym strumieniem wody, podczas gdy on ledwo kontaktował. Kobiety pojawiały się w jego życiu nagle i niespodziewanie, każda zupełnie inna, a mimo to każda potrafiła poruszyć w nim coś, co od lat pozostawało uśpione. Problem polegał na tym, że Maximilian nigdy nie był człowiekiem, który potrafił sobie z podobnymi rzeczami radzić. Emocje najczęściej spychał głęboko pod skórę, ignorował je albo przykrywał pracą, obowiązkami i chłodnym dystansem.
W końcu Lilian również nie była dla Maxa kimś wyjątkowo bliskim. Nie znał jej przecież naprawdę. Wiedział o niej niewiele — kilka urwanych informacji, podczas kąpieli w jeziorze i pare spojrzeń. Poza tym była dla niego po prostu wnuczką właścicielki pensjonatu. Dziewczyną kręcącą się gdzieś pomiędzy drewnianymi korytarzami, pachnącą jaśminem i chłodnym, letnim powietrzem. A jednak przyszła.

Mogła przecież skłamać babce; powiedzieć, że nie otwierał drzwi, że go nie było, że pewnie śpi albo wyszedł. Mogła zwyczajnie odpuścić, tak jak większość ludzi odpuszczała cudze problemy, kiedy robiło się niewygodnie. Nie musiała stać teraz z nim pod lodowatym strumieniem wody, przemoczona do suchej nitki, z dłońmi zaciśniętymi na jego koszulce i paniką wymalowaną na twarzy. A mimo to była tutaj.
I chyba właśnie to działało na niego najmocniej. Nie litość. Nie współczucie. Tylko ta obecność. Fakt, że została, choć nic jej przy nim nie trzymało. A może właśnie dlatego, gdy gorączka odbierała mu resztki rozsądku, instynktownie lgnął do niej coraz bardziej ? Do zapachu jaśminu osiadającego na mokrej skórze, do chłodu jej dłoni i ciepła bijącego spod tej całej nerwowości, którą próbowała ukryć.

Słyszał głos Lilian, ale momentami brzmiał tak odlegle, jakby docierał do niego spod tafli wody. Czuł jej dłonie na swoim ciele — chłodne, drobne, nerwowo zaciskające się na mokrym materiale koszulki — i to właśnie one trzymały go przy rzeczywistości bardziej niż lodowaty prysznic. Nie powinien jej dotykać, w normalnych okolicznościach nigdy by sobie na to nie pozwolił. Teraz jednak jego organizm był rozpalony do granic możliwości, myśli chaotyczne, a zdrowy rozsądek rozpływał się gdzieś pomiędzy kolejnymi falami gorąca. Lilian pachniała deszczem, mydłem i czymś spokojnym, kojącym, czego desperacko chciał się trzymać.
Kiedy próbowała odsunąć się od niego po raz kolejny, instynktownie zacisnął dłonie mocniej na jej talii i przyciągnął ją bliżej, jakby bał się, że zaraz zniknie. Mokre kosmyki przykleiły jej się do policzków, a szeroko otwarte oczy zdradzały panikę, której nie potrafił już właściwie interpretować.
Nie odchodź… [/b]— wymamrotał ochryple tuż przy jej szyi, nie rozumiejąc, co miała na myśli mówiąc zaraz wyjdziemy. Nie chciał nigdzie wychodzić, pragnął mieć ją przy sobie, jak najbliżej. Nie chciał, aby uciekała, bo tak bardzo jej teraz potrzebował.
W tej potrzebie stał się zaborczy. Jego usta zsunęły się niżej, powoli i ciężko, muskając mokrą skórę dziewczyny. Gorący oddech mieszał się z lodowatą wodą spływającą po ich ciałach. Max przymknął oczy, opierając czoło o jej bark, ale tylko na sekundę, bo zaraz znowu uniósł głowę, jakby desperacko próbował upewnić się, że naprawdę tam była.

Nie chciał zrobić jej krzywdy. Nawet w tym stanie jakaś część jego umysłu panicznie pilnowała, by nie przekroczyć granicy, ale ciało reagowało szybciej niż rozsądek. Lgnął do niej zupełnie tak, jak człowiek wyziębiony lgnie do ciepła.
Powoli przesunął spojrzeniem po jej twarzy — mokrych włosach przyklejonych do policzków, drżących ustach i szeroko otwartych oczach, w których mieszało się zdenerwowanie z czymś znacznie trudniejszym do nazwania.
Jaśminku — wyszeptał ciszej niż wcześniej, niemal ostrożnie. Jego dłoń przesunęła się minimalnie po jej biodrze, zatrzymując się niżej, ale zaraz znowu zacisnął palce na materiale mokrych ubrań, jakby próbował odzyskać kontrolę nad własnym ciałem. Oddech miał ciężki, nierówny. Gorączka odbierała mu jasność myślenia, mieszała obrazy, emocje i instynkty w jedną duszną całość. -Czy mogę…. - nie dokończył pytania, zamiast tego ponownie oparł policzek o jej skroń, przymykając oczy. W tej chwili naprawdę nie wiedział już, czy bardziej marzł od lodowatej wody, czy płonął od jej bliskości.




Lilian Davenport
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „#31”