ODPOWIEDZ
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

♥ʙʀᴏᴛʜᴇʀ♥, 𖨆𖨆, My cute sister 💕

Świat pojebało.
Inaczej nie dałoby się tego określić. Wszystkie problemy rodzinie Marshall wydawały się zrzucać na głowę, miażdżyć ich sposób standardowego funkcjonowania, a Charity nie zdawała sobie jeszcze sprawę o wszystkim.
Musiała powiedzieć rodzinie o przeszczepie.
Kurna, wszyscy wiedzieli, że Christopher, ich ojciec, potrzebował wątroby. Trójka rodzeństwa miała idealną zgodność. W końcu byli z nim spokrewnieni. Przez całą sprawę wyszła pierwsza tajemnica rodziny. Cora nie była córką Christophera. Dalej była ich siostrą. Jak na czwórkę rodzeństwa sprawa wydawała być wręcz kuriozalna. Firma, przeszczep, Cora i może jeszcze frytki do tego? Gdyby tylko Cherry je jadła, pewnie znajdowałyby się na stole.
Dla rodzeństwa zamówiła przygotowała kuchnię japońską, sporo różnych kawałków sushi. W końcu musieli mieć czas, by normalnie ze sobą porozmawiać. Przetrawić wszelkie informacje wypływające na światło dzienne i stworzyć wspólną linię frontu. Na stole stała Yaiza, butelka białego wina wprost z Lanzarote. Marshall mogła ostatni raz zakosztować alkoholu przed operacją, odciąć się oraz spróbować odrobiny normalności. Tylko czy się dało? Wszyscy dookoła widzieli, co się działo, w jaki sposób zaczynała funkcjonować Charity. Gasiła jeden pożar za drugim, chociaż jeszcze nie porozmawiała z matką, która wydawała się unikać całego rodzeństwa. Wyjechała na wakacje życia, byle nie musieć patrzeć mężowi prosto w twarz.
Każdy z rodzeństwa siedział przy stole, a cisza wydawała się zapełnić całe pomieszczenie wręcz nieznośnie. O czym mieliby rozmawiać? Tych spraw było tak wiele. Mogłaby rozpocząć od prostszego tematu. W końcu przekonała się do Ethana, zwłaszcza od ostatnich głośnych wiadomości. Tylko czy chciała informować braci o tym, z kim tak właściwie spała? Nie. Czy pytanie się Cory oto, jak się czuje było odpowiednie? Nie. Była najstarsza i musiała zachować się odpowiedzialnie, a przynajmniej przerwać ciszę panującą w całym pomieszczeniu.
To może powiedźcie, co u Was? — rzuciła finalnie Cherry, nie chcąc od razu podejmować trudnych tematów. Na nie przyjdzie czas, ale zaraz zdała sobie sprawę z jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy — Cora będziesz pracowała w firmie na pewno do mojego powrotu i Ethan usiądzie z Tobą, by przedyskutować sprawę twojego wynagrodzenia — takie rozmowy dla niej było normalne. Próbowała ukryć trudniejsze pod płaszczykiem normalności, zanim oświadczy całemu rodzeństwu, do czego ojciec ją zmuszał.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tyle co się działo w życiu Cory w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, to chyba przez całe życie tyle atrakcji nie przeżyła. Zazwyczaj do wszystkiego podchodziła z lekkością, bez strachu i obaw. Jednak coś w niej zaczęło pękać. Może to przez Gavina, w którym prawdopodobnie się zakochała, a który się okazał jeszcze bardziej niedojrzały niż ona sama, chociaż był uznanym producentem filmowym, a do tego między nimi była znaczna różnica wieku. A może to kwestią Prince’a, z którym nie mogła się dogadać, kłócąc się cały czas z krótką przerwą na zawieszenie broni, która się zakończyła jeszcze gorzej, bo wzmogła jej brak własnej wartości. A może to Daniel, który próbował ją zgwałcić wyrażając przy tym brak jakiegokolwiek szacunku wobec niej. Tym zachowaniem wzbudził w niej jedynie strach i niechęć przed mężczyznami, a także zostawił trwały ślad w jej psychice. Te wszystkie elementy były jak pojedyncza kula śnieżna, która połączyła się w jedną całość i turlając się pomału się powiększała i powiększała.
Na całe szczęście miała rodzinę, a raczej tą jej część, która pomimo braków więzów krwi jej się nie wyrzekła. Chociaż z drugiej strony blondynka była w takim stanie w tym momencie, że nie byłaby zaskoczona, gdyby jednak to zrobili . Niestety. Kochała ich całym sercem, było dla niej wszystkim, ale to jak ostatnio potraktował ją ICH ojciec mocno się na niej odbiło.
- Mieszkam teraz u Maddie po tym jak ojc… Znaczy Christopher wykopał mnie z mieszkania- rzuciła gryząc się w język w odpowiednim momencie. Jeszcze zdarza jej się z rozpędu nazwać go jej ojcem, chociaż nim nie jest. To było cholernie trudne. Jednak gorsze było odebrać telefon od człowieka, dla którego było się gotowym oddać wątrobę, który wychowywał Cię przez prawie trzydzieści lat i usłyszeć, że ma przestać mówić do niego tato, bo nim nie jest. Resztkami sił się nie rozpłakała w tamtym momencie. Wybuchła dopiero po rozłączeniu się. - Luz, to weź mu tam szepnij słówko, żeby dał mi podwyżkę na ostatnie miesiące mojej pracy tam- dodała łapiąc pałeczkami kolejny kawałek sushi. Spodziewała się , że prędzej czy później będzie musiała odejść z Northand Power, ale to chociaż zarobi sobie jak najwięcej przez te miesiące, by mieć za co żyć. A już nawet teraz zaczęła oszczędzać, więc gdy zajadała się jak szalona surową rybą, w końcu podniosła wzrok na rodzeństwo i zerknęła na nich wszystkich przelotem - cała trójka o ciemnych, wyrazistych oczach. Różni, a jednak tacy sami. Kochała ich całym sercem i cieszyła się niezmiennie , że Cassian wrócił do Toronto. W końcu byli w komplecie. Przynajmniej na razie. - Ej, jak coś zostanie, to będę mogła wziąć na wynos?- spytała wskazując na stół uginający się od ilości jedzenia. Odkąd nagle musiała płacić za tak wiele rzeczy, to zaczęła zwracać uwagę na wszechobecny konsumpcjonizm i też zaczęła szukać możliwości oszczędzania. Zamieszkanie u Lennox to był strzał w dziesiątkę!



ten szalony <3
ten sztywny <3
ta spięta <3
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dużo się działo ostatnio...

Przede wszystkim chciał odmówić spotkania z rodzeństwem, bo miał za dużo na głowie przed wyjazdem. Próbował domknąć sprawy w firmie, być bardziej wyrozumiały w stosunku do Blair i przygotować grunt przed operacją Cherry, skoro nie udało mu się przenieść daty podpisania kontraktu na Teneryfie na inny termin. Był niepocieszony, że jego wyjazd pokrywał się z terminem operacji siostry bliźniaczki, przez co nie mógł zarządzać firmą pod jej nieobecność i... wyglądało na to, że chwilowe dowodzenie w razie pożaru przejmie Ethan, jednak Charlie miał nadzieję, że do żadnego pożaru nie dojdzie. Sprawa Cory również nie pomagała mu ogarnąć tego całego bałaganu, dlatego - chcąc nie chcąc - po prostu odciął się od tego wszystkiego emocjonalnie, tak jak to miał w zwyczaju, gdy potrzebował skupienia, a nie szalejących uczuć. No i właśnie dlatego zabranie Ivy na Teneryfę wydawało mu się jednocześnie złotym i beznadziejnym pomysłem. Złotym, ponieważ... mogła zapewnić mu odskocznię od codziennych trosk i problemów. A dlaczego beznadziejnym? Cóż, na własne życzenie komplikował sobie swoje życie jeszcze bardziej. Wiedział, że zjebał, ale nie czuł skruchy. Ani trochę.

A teraz to nieszczęsne sushi. Jadł w milczeniu, słuchając słów sióstr, skoro już zdecydował się tutaj przyjść. Formalności. Zmiana zamieszkania Cory. Prośba o jedzenie na wynos. Słuchał wszystkiego uważnie, nie komentując ani słowa. Jedynie na ostatnią uwagę Cory odłożył pałeczki na bok, bo przecież mógł zjeść w domu, tak? Zwłaszcza, że nieraz siostrze proponował pomoc finansową, ale była uparta jak osioł i za każdym razem odmawiała. Jednak miała w sobie coś z Marshalla - wolała poprosić o resztki na wynos niż o zapełnienie lodówki lub inną jałmużnę. Swoją drogą, nie wyobrażał sobie siebie w takiej sytuacji, niestety. Nawet gdyby został wydziedziczony przez ojca, miał dużo własnych oszczędności i aktywów. Cora miała jedynie fundusz powierniczy, który został zamknięty przez Christophera w dniu, w którym dowiedział się, że nie była jego rodowitą córką. Westchnął ciężko i upił łyk wina, po czym wlepił wzrok w okno. Powinien się pakować i spędzić miły wieczór z Blair. Albo z Ivy. Albo z obiema. Co? O czym on myślał w ogóle? Zrobił minę, po czym przeniósł wzrok na swój talerz. Zjadł dwa kawałki sushi. Z łososiem. Były dobre. Czy właśnie wyglądał, jakby mordował swój talerz wzrokiem? Miał nadzieję, że nie? Cholera jasna... Trochę mu się nudziło. Nie miał ochoty na poważne rozmowy. Spojrzał z nadzieją na Caspiana.

Cała nadzieja w młodszym bracie, yes.

Cherry
Cora
caspian
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miał ochoty na rozmowy. Na żadne sushi-kolacyjki, żadne wznoszenie toastów za to, że jego starsza siostra dawała się pociąć dla człowieka, który swoją drogą - przynajmniej dla Caspiana - nie był żadnym zajebistym rodzicem. Nie rozumiał tego. Nie rozumiał, jak ona mogła tutaj siedzieć tak spokojnie i zadawać te pytania, jakby rozmawiali o pogodzie, albo nowym odcieniu farby do salonu. What in the actual fuck was going on right now? Czy on znajdował się w jakiejś chorej, parodialnej wersji Get Out, a to wszystko było jedną wielką, kuriozalną ingerencją mającą doprowadzić do tego, żeby ktoś przejął nad nim władzę? Cherry... mesjasz rodzeństwa. Charlie, który wyglądał właśnie jak kot srający na puszczy. Cora... siostra, ale nie siostra? I on. Ktoś, kto niecałe dziesięć dni temu prawie doprowadził do...Nie. Kurwa, nie chciał nawet o tym myśleć.

Spiął się cały, słuchając, jak Cora odpowiada na pytania Charity, a sam tylko siedział i próbował skupić się na tym, żeby te pierdolone pałeczki nie wyślizgiwały mu się z łap. Raz. Drugi. Trzeci. No cholera jasna, nie uda się. Zmarszczył nos, zerknął na Charliego, po czym przewrócił oczami i wypuścił z siebie głośne, teatralnie zmęczone westchnienie. Rzucił pałeczki na talerz, po czym nachylił się nad stołem i palcami chwycił futomaki z łososiem. Zamoczył je w sosie sojowym, kompletnie bez elegancji wsunął sobie do ust, a potem spojrzał na starszą siostrę, przeżuwając powoli. Przełknął, wytarł dłoń w chusteczkę i dopiero wtedy odezwał się nisko, - Czekaj... ojciec wypierdala i wydziedzicza Chmurkę - swoją drogą, mówił tak na Corę od zawsze, jeszcze kiedy byli mali, bo wiecznie chodziła z głową w chmurach - a ty dajesz się pokroić... do czego właściwie? Żeby udowodnić, że co? - pokiwał głową z niedowierzaniem, a na jego twarzy pojawił się krzywy uśmiech. - I tak już jesteś jego ulubienicą, Cherry, ale teraz to przebijasz samą siebie. - Może powiedział to za ostro. Może nawet za złośliwie. Może nie powinien. Ale nie potrafił znieść tego, że z dnia na dzień ich ojciec zaczął mówić o młodszej siostrze w tak obleśny sposób, jakby to była wina Cory, że ich matka zapomniała, na jakim penisie usiąść. Jakby cała jej egzystencja nagle stała się błędem technicznym, rodzinną pomyłką, czymś, co można było wykreślić z testamentu i udawać, że nigdy nie istniało. Wkurwiało go to niesamowicie i było cholernie niesprawiedliwe.

Spojrzał na nich wszystkich po kolei, po czym westchnął ciężko, chwycił laskę i podniósł się od stołu. Ruszył w stronę kuchennego blatu, kulejąc lekko, z grymasem człowieka, który prędzej połknie szkło, niż przyzna, że coś go boli. Oparł się plecami o blat, wsunął dłoń do środka marynarki i wyciągnął blanta. Zapalił go, zaciągnął się mocno, aż policzki zapadły mu się lekko, po czym wypuścił dym powoli, z zamkniętymi na moment oczami. - Nie dam rady wytrzymać tej konwersacji na trzeźwo, przepraszam - odkaszlnął i wysunął blanta w stronę rodzeństwa. - Anyone? - Wypowiedział to jak gdyby nigdy nic... Prawda była taka, że z każdym dniem było gorzej. Koszmary narastały. Obrazy wracały wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewał... I była jeszcze tamta noc. To, co się stało. To, czego nie wiedział, czy kiedykolwiek będzie w stanie sobie wybaczyć...

mesjasz chmurka kot
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

caspian marshall Charlie Marshall Cora Marshall

Całe rodzeństwo wydawało się mieć grobowe nastroje. Czarne chmury pojawiły się nad rodziną Marshall i nie chciały od nich zniknąć. Cherry rzadko kiedy sprzeciwiała się ojcu. Sama argumentacja w sprawie pracy Cory wydawała się wystarczająca. Nienawidziła kłócić się z Christopherem. Jednocześnie obrzydzał jej wszystko dookoła, ale koniec końców... zawsze poszukiwała u niego poklasku. Nawet przy całej irracjonalnej sytuacji z Corą nie mogła udawać, że nie obchodziło ją jego zdanie. Nie mogła stracić firmy. Tylko ona jej została.
Nie mogłaś zamieszkać u mnie? — zaczęła Cherry, unosząc wzrok na siostrę — ktoś powinien mieć Cię na oku i ktoś musi zająć się Koko — nie znała za bardzo Maddie. Gdyby tak było, uznałaby ją za wariatkę, która próbowała ją pobić oraz obraziła jej ówczesnego narzeczonego. Cóż, po czasie przyznałaby jej rację. Tyle że i to nie było w tradycyjne do zachowania Marshalli. Praktycznie nigdy nie przyznawałaby się do błędu.
Nie rozmawiam z nim — skwitowała krótko, wkładając sobie do ust kilka kawałków sushi od razu do buzi. Pierdolony Ethan Hartley. Już jesteś moja. Na samo wspomnienie tych słów cała zesztywniała. Nikomu o tym nie mówiła. Wolała pozostawić tę kwestię w ciszy. Jak zareagowałoby jej rodzeństwo na wieść, że przespała się z dyrektorem finansowym? Mogła jedynie na ten temat spekulować.
Tak, ale... — to ale przestało być ważne. Kiedy wzrok Marshall padł na Charliego, próbującego dokonać morderstwa. Czy wszyscy obecni przy stole byli dzisiaj nie w humorze? Może powinni wyjechać? Odciąć się od wszystkiego, co działo się dookoła nich i finalnie... stracić zasięg. Pracownicy przecież mogli zająć się ich firmą.
A ty czemu mordujesz własny talerz? — spytała wprost, patrząc na własnego bliźniaka — przywiozłam go z Japonii, nie może być aż tak okropny — prawdziwe dzieło sztuki współczesnej. Najdroższe materiały. Uwielbiała mieć wszystko najlepsze. Widok na panoramę Toronto idealnie wpasowałby się z wnętrzem jej domu, gdyby tylko... mieli lepsze nastroje.
Już otwierała usta, by zrugać Caspiana za niekulturalne spożywanie sushi. Tyle że on zaczął pierwszy mówić.
Mówisz, jakbym miała wybór Caspian. — spuściła wzrok, by po paru sekundach parsknąć pod nosem — ulubienicą? — nie wierzyła w to słowo, było nieodpowiednie pod jakimkolwiek względem. Nie była. Ona walczyła o swoje, a to męscy potomkowie Christophera byli wychwalani... nawet za zrobienie gówna — dlatego każe mi wziąć ślub, żebym przejęła rodzinną firmą? — spytała wprost, przechylając głowę — byle nie chodziły plotki, że rozkraczam nogi, lub klęczę dla inwestorów? — irytowało ją to stwierdzenie. Ile razy je słyszała? Ślub, by ktoś mógł przejąć firmę, kiedy nad tobą będą władały hormony — weź się zastanów Caspian. Ile Ciebie nie było? Co ty właściwie wiesz? — spytała podirytowana, odkładając pałeczki. Nalała sobie kieliszka wina, by wypić go szybko na raz. Słowa brata przypominały jej wymachiwanie czerwoną flagą na byka. Każde kolejne bolało ją bardziej. Odprowadziła go wzrokiem do blatu kuchni.
Wiesz, że nie mogę. — mruknęła — już wino jest ryzykiem — ale i to miała, jak widać na załączonym obrazku totalnie w nosie — ojciec jest, jaki jest. — stwierdziła surowym tonem. Jasne, był bezczelną świnią, twardą skałą, a sama Cherry... była niesamowicie krucha emocjonalnie, tyle że nigdy tego nie pokazywała innym — ale nie chcę go mieć na sumieniu... — ale też nie chciała dać się dla niego pokroić. Gdyby nie ta jedna groźba, którą cały czas przed nią stosował, by działała wobec jego zasad. Nienawidziła tego całą sobą. Nabrała mocno powietrza do ust, czasami uważała, że łatwiej byłoby jej bez ojca.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora czuła się właśnie jakby była na… stypie. Nie pamięta kiedy ostatnio ich spotkanie przebiegało w takiej grobowej i nerwowej atmosferze. Czyżby Christopher ich zarówno połączył, ale właśnie i dzielił? Blondynka siedziała z niepokojem wśród rodzeństwa i nigdy dotychczas nie miała aż tak wrażenia jak teraz, że kompletnie tutaj nie pasuje. Nawet nie chciała się zatrzymać u Cherry.
- Mogłam, ale…. Trochę się cykam, że coś popsuję, a już mnie nie stać na odkupienie- przyznała szczerze wzruszając ramionami. U przyjaciółki się czuła jednak bardziej komfortowo. - Ooo mogę się zajmować Koko- przytaknęła z chęcią, bo to przecięć dodatkowy zarobek jako petisitterka, prawda? Nie żeby to brzmiało, jakby Charity chciała mieć blondynkę u siebie tylko ze względu na darmową opiekę nad psem. W życiu nie ma nic za darmo, a Cora właśnie się uczy jak zarabiać pieniądze.
Sądziła, że może coś ugra z tym całym Ethanem, ale zdziwiła się słysząc odpowiedź brunetki. - Czemu nie rozmawiasz z dyrektorem firmy?- spytała wyraźnie skonsternowana marszcząc nos i nakładając sobie kolejny kawałek sushi. Skoro nie dostała odpowiedzi na swoje pytanie dotyczące jedzenia, to rozłożyła sobie na kolanach dodatkową serwetkę i co jakiś czas nakładała na nią kawałki sushi. Potem ją zawinie i schowa do torebki.
Odkładając sobie jedzenie, obserwowała wokół rodzeństwo i uśmiechnęła się szeroko słysząc Caspiana jak ją nazywa. Chmurka… Tylko on tak do niej mówił i zawsze jej się to z nim kojarzyło. Jak ona za nim tęskniła podczas jego nieobecności! Z kolei jej drugi brat wydawał się dzisiaj nadwyraz nieobecny duchem. To akurat było do niego bardzo niepodobne.- Charlie wszystko ok?- spytała wyraźnie zaniepokojona jego zachowaniem. Czyżby on też miał innego ojca?!
To mogło nie być wcale takie złe , bo niestety wszyscy zdawali sobie sprawę jak ciężki był Christopher. Jednak to Caspian miał największe jaja i odwagę, aby powiedzieć to wszystko na głos. Cora brała po dwa kawałki ze stołu - jeden trafiał do jej ust, drugi z kolei na kolana do zabrania na później.- Nie Ty byś go miała na sumieniu. To nie Twoja wina, że kieliszek koniaczku do kolacji co wieczór rozpierdolił mu wątrobę- powiedziała zanim zdążyła to przemyśleć i już miała przepraszać za to, gdy nagle Caspian wstał i rzucił ofertą nie do odrzucenia. - Boże, ja!- Cora krzyknęła szczęśliwa na widok skręt i szybko odsunęła krzesło przez co całe jedzenie z jej kolan spadło na podłogę, co pewnie zaciekawiło mocno Koko. Podeszła do brata i zaciągnęła się mocno trawką.- Znacznie lepiej- przyznała przymykając oczy, gdy wypuszczała dym z płuc. Zaraz jednak
Zaciągnęła się ponownie. - Błagam Cas, zostań moim dealerem i dostarczaj mi zioło na krechę- bo już gotówki mieć przy sobie nie będzie.


Charlie Marshall
caspian marshall
Cherry Marshall
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Charlie dalej błądził myślami przy jutrzejszym wyjeździe, ale resztkami sił starał się słuchać rozmowy rodzeństwa, która potoczyła się naprawdę dziwnymi ścieżkami. Podniósł wzrok znad talerza w momencie, gdy Cherry spytała, dlaczego mordował... no właśnie talerz. - Nie morduję - odparł spokojnym głosem, prostując się na krześle. Miał ochotę wstać i wyjść, ale sam nie wiedział, dlaczego tego nie robił - w końcu w domu czekała na niego Blair, otwarta walizka i dokumenty, z którymi powinien się zapoznać., a zamiast tego wędrował wzrokiem pomiędzy Cherry i Caspianem, słuchając ich krótkiej wymiany zdań. Po chwili uniósł brwi do góry, gdy usłyszał tłumaczenia siostry bliźniaczki na oskarżenia młodszego brata. Huh? Klasyczna Charity Marshall. Czy mu się tylko wydawało, czy przy stole zrobiło się gęsto?

Normalnie nic by nie powiedział, pewnie zignorowałby całą tę rozmowę, bo czasem mówienie niektórych rzeczy było jak walka z wiatrakami, ale dziś... Dziś zmęczenie sprawiło, że bariery mu puściły. Zazwyczaj to on łagodził konflikty, ale dzisiaj, gdy tak słuchał bliźniaczki i jej monologu o poświęcaniu się dla firmy, po prostu się wewnętrznie zirytował. Różnica między nimi była taka, że Charlie nie zamierzał udawać, że nie miał wyboru. Miał wybór, Theo powtórzył mu to dzisiaj niejednokrotnie. No i chyba właśnie dlatego przerwał milczenie. - Nie musiałabyś brać ślubu, jakbyś ustąpiła ze stanowiska - przerwał rodzeństwu znudzonym tonem, zupełnie jakby mówił o pogodzie za oknem, a nie wkładał kij w mrowisko. Przeniósł ciężkie spojrzenie na Cherry - drażniło go, że chciała mieć wszystko. Władzę, szacunek ojca i współczucie rodzeństwa. Matka Teresa nie mogłaby się z nią równać, tyle poświęceń znosiła. Westchnął. - Wyjście jest jedno i bardzo proste. Rezygnacja. Przestałabyś być mu potrzebna do jakichkolwiek układów, ale tego nie zrobisz, bo władza kręci cię bardziej niż wolność, więc nie rób z siebie męczennicy, bo sama wybrałaś ten stołek - dodał. - A zatem, podsumowując, tak, masz wybór - skwitował ostatecznie i wzruszył ramionami, jakby gówno go to obchodziło.

Spokojnie nalał sobie alkoholu, bo jakiś na pewno stał na stole, i powoli uniósł szkło do ust. Caspian miał rację, ciężko będzie znieść tę rozmowę na trzeźwo, zwłaszcza, gdy usłyszał kolejne słowa Cherry. Weź się zastanów, Caspian. Ile cię nie było? Co ty właściwie wiesz? Charlie aż prychnął pod nosem i upił jeszcze jeden łyk alkoholu, zanim zerknął z uniesioną jedną brwią na Cherry. - A może Caspian jako jedyny trzeźwo ocenił sytuację? Właśnie dlatego, że go nie było? - rzucił pod nosem, przechylił głowę na bok i podrapał się po podbródku, jakby naprawdę głęboko się zastanawiał nad swoją wypowiedzią. Mówił to bez złości, bo na złość i tak nie miał siły. Pokręcił przecząco głową, gdy Caspian zaproponował im trawkę, i uniósł do góry szklankę w niemym toaście. Jeden wolał alkohol, drugi trawkę, a trzeci użalanie się nad sobą. Każdy Marshall miał swoją metodę.

Charlie, wszystko ok?
Przeniósł wzrok na Corę, albo Chmurkę, jak lubił nazywać ją Caspian. Biedna Cora. Słodka, urocza, niewinna Cora. No na nią nie dało się złościć. - Tak, wszystko gra - odparł i uśmiechnął się do niej delikatnie, jakby właśnie nie włożył kija w mrowisko, upsi. Cóż, jutro i tak go tu już nie będzie, bo będzie poświęcał się dla firmy na Teneryfie, opalając się po podpisaniu kontraktu i pijąc Apperola.

Cora
Cherry
caspian
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miał ochoty na jakiekolwiek wymienianie przyjaznych słówek, fałszywych spojrzeń przykrytych anielskimi uśmiechami, pod którymi tak naprawdę kryła się gorycz i cholernie wysoka góra niedomówień. Dlatego też, kiedy nie miał nic szczerego do powiedzenia, najnormalniej w świecie się nie odzywał. Pytania, które Cherry zadawała Chmurce i Charliemu, jakoś tak przelatywały mu przez głowę. Był bardziej skupiony na niezdarnym wyławianiu sushi pałeczkami, zanim w końcu stwierdził... jebać to, i po prostu zaczął jeść rękoma. Cholernie irytował go fakt, że Cherry uznawała się za jakąś męczennicę rodzeństwa Marshallów. Wcale tak nie było. Miała wybór. Każdy miał wybór. Może to była po prostu chęć przejęcia kontroli? Władzy? Stanięcia na piedestale firmy, żeby w końcu móc spojrzeć ojcu w twarz z nadzieją, że będzie z niej… z jedynego dziecka, które zostało przy nim, dumny?

Nie miał na to siły.

Zdziwił się, gdy wyglądało na to, że Charlie myślał dokładnie to samo co on. Zerknął na niego, kiedy ten dosłownie wygarnął Cherry to, co tak naprawdę w nich siedziało. Nie mógł mówić za Corę, rzecz jasna. W końcu nie wiedział, co tak naprawdę czuła w tej sytuacji. Nie chciał się kłócić, ale czasami najgorszych i najprawdziwszych rzeczy najlepiej dowiedzieć się od bliskich, no nie? To nie była jakaś kolorowa pisanka ani bajka dla dzieci, w której wszyscy grzecznie czytają w tym samym tempie i kolorują puste miejsca dokładnie tak, jak każe instrukcja. No, może nie wszyscy. Każde z rodzeństwa było inne. Każde miało inny sposób myślenia, inne podejście do życia, inne rany, które nosiło pod skórą. Jednak ile można było patrzeć i akceptować to, jak ktoś w taki sposób poddaje się możliwości wyboru… nie, l u k s u s o w i wyboru, na rzecz uszczęśliwienia człowieka, który miał ich za nic? Przynajmniej jego i teraz też chmurkę.

Słuchając jej pytania o to, gdzie podziewał się przez cały ten czas… zamarł. Poczuł, jak kropelki potu formują się na jego czole pod lokowaną czupryną. Przełknął ślinę, odpalił blunta i zaciągnął się, opierając się o blat. Potem wyciągnął go w stronę rodzeństwa, próbując jakoś opanować emocje, które teraz w niim buzowały. Uśmiechnął się nieznacznie, widząc chmurkę, która niemal podskoczyła z podekscytowania w jego kierunku, a gdy przejęła blunta, zaciągnęła sie - on objął ją ramieniem i pocałował w czubek głowy, prychając pod nosem. - Dla ciebie dostawa zawsze za darmo - rzucił z delikatnym uśmiechem. Po chwili jednak zdziwił się, że Charlie znowu rzucił coś miłego w jego kierunku. A przynajmniej tak mu się wydawało przez pryzmat tego, co powiedział do Cherry. Odebrał blunta od Cory i zaciągnął się mocniej.Ciężar tamtej nocy znowu go przygniótł. - Nie było mnie, bo chciałem odciąć się od tej kurewsko szarej rzeczywistości, Cherry - powiedział w końcu. Przestał obejmować Corę i chwycił laskę stojącą między nimi. Zacisnął na niej dłoń, po czym przekazał Corze blunta. - Wróciłem do jeszcze gorszego gówna niż to, w którym byłem wcześniej - dodał, spoglądając po kolei na każde z rodzeństwa. - Do siostry, którą wydziedziczono za coś, na co nie miała żadnego wpływu.. Do starszej siostry, która daje się pokroić dla ojca zmotywowanego tylko pieniędzmi. Dla czego? Władzy? Lepszego stanowiska? - parsknął pod nosem. - Nie mamy w oszczędnościach wystarczająco pieniędzy, żeby się od niego odciąć? - Pokręcił głową z niedowierzaniem, po czym dodał ciszej, - I do brata… - Zatrzymał na nim wzrok. Jeszcze na początku spotkania powiedziałby coś chamskiego. Coś, co tylko by mu dowaliło, wbiło szpilę dokładnie tam, gdzie najbardziej zaboli. Ale teraz wyrzucił z siebie tylko, - Który chyba się pogubił - Podszedł do stolika i usiadł na swoim miejscu. Oparł łokcie na kolanach, a potem zanurzył twarz w dłoniach, zastanawiając się, co on tu właściwie robi. I co się, do cholery... z nimi stało.

mesjasz
chmurka
kot
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”