Rosa to nie wiedziała, czy takie sprawy można jeszcze wybaczyć, bo ona zawsze jak na terapii miała jakieś pary i była między nimi zdrada, to brała stronę tej zdradzonej osoby. Bo jednak jak się tworzy jakiś związek, a już małżeński szczególnie, to chyba wierność to jest podstawa. Wierność i zaufanie!
A jak ona jeszcze Riczowi mogła zaufać po tym wszystkim? I jeszcze jak teraz słuchała, że on nie chciał jej mówić.
-
Trzeba było mi powiedzieć od razu! Kto jeszcze o tym wiedział? - zapytała go, bo podejrzewała, że jeszcze pewnie Madox, skoro oni się tak teraz trzymali razem i może Patel ten z góry, bo on też ostatnio tak na nią patrzył dziwnie. A Pilar… ciekawe czy Pilar wiedziała, albo Gaba. I jej nie powiedziały? Pewnie napisałaby teraz do nich smski i że się rozwodzi, ale nie miała wciąż zasięgu w telefonie.
-
Nie wiem Ricz co byś musiał zrobić... Bo to co zrobiłeś to jest największy grzech, przysięgałeś mi wierność przed najświętszą panienka! Wierność i uczciwość małżeńską! - głos aż podnosiła, bo nie umiała inaczej. I wybaczyć też mu nie umiała, ale kiedy usłyszeli ten łoskot, to jednak wpadła mu w ramiona, ale to tylko ze strachu! Bo już nie z miłości chyba...
-
Jakich dzieci? - niby taka zaspana jeszcze była i przeciera oczy, ale Ricz tylko nawija te dzieci i dzieci, to on o tej wywłoce też mówi? Jednak też mają mieć dziecko?! Rosa już sama nie wiedziała. Była niewyspana, zła i smutna, a jej dziecko to pewnie już się urodzi niebieskookie, bo ona pół nocy przepłakała! A oboje z Riczem to mają przecież ciemne ślepia, ale Rosa to wierzyła we wszystkie przesądy.
Niby kiwała głową, jak jej tak mówił Ricardo, że nie mogą się rozstawać, ale ona wcale nie chciała teraz go mieć tak blisko siebie.
Poszli na ten mostek, a tam wszyscy tacy niemrawi, ale to nie dziwne po tym co się wczoraj tu stało. Kapitan mówi i okazuje się, że znaleźli ciało Mathhew, ale za burtą, a Rosa aż zasłosiła się ręką, ale zaraz mówi do Ricza cichutko na ucho -
ktoś go wyrzucił za burtę, bo przecież sam nie wstał i nie poszedł, mówiłam ci Ricz, że to grasuje morderca - westchnęła ciężko, a kiedy Ricardo chciał powiedzieć kapitanowi, że Marco Polo nie żyje, to nadepnęła mu na stopę. Wiadomo, że nie mogli tego mówić, niech ktoś inny się przyzna. Popatrzyła po wszystkich, a wszyscy na nich, ale nikt nic nie powiedział.
Potem na przesłuchaniach też było średnio, bo wszyscy się upierali, że spali, albo coś tam. Na szczęście Rosa powiedziała, że oni z Riczem też siedzieli u siebie, a on potwierdził, więc chyba dobre mieli alibi? A przynajmniej w porównaniu do reszty, która kręciła się po statku. Dobrze, że nikt ich nie widział... To znaczy Matthew tylko, ale on nic już nie powie.
Poszli sobie po śniadanie i Rosa to idzie oczywiście tylko z małą miseczką orzeszków w rączkach, a Ricz niesie wszystko, cały obładowany, no ale ona nie mogła dźwigać przecież!
Tylko zanim oni weszli do kajuty to jeszcze ich zatrzymuje ta stara baba, Barilla, Rosa robi wielkie oczy, bo ona to nie wie czego ona od nich chce, no i chyba ich sprawa, że się kłócili? Najwidoczniej mieli powód!
Już nawet miała to powiedzieć, ale wtedy Ricz wypala z tym, że on też słyszał, więc się zamknęło i dopiero kiedy weszli do kajuty to stawia orzeszki na stoliczku i ręce na biodrach opiera -
Ricz co ty słyszałeś? Znowu masz przede mną tajemnice? - pyta, ale zanim jej Ricardo zdążył wyśpiewać, to znowu ktoś puka do drzwi. A Rosa może nie powinna tego robić, bo jest w ciąży i musi myśleć o dziecku, ale taka zła idzie do drzwi -
czego?! - ryknęła, a tam stoi ten młody, czarny Zygfryd, co ma ze czternaście lat i patrzy na nią przerażony.
-
N-n-n-nic, ja-ja-ja tylko... - zaczyna się jąkać, a Rosa nie ma wcale do tego nerwów, więc woła Ricza, żeby jednak on to załatwił. Więc kiedy Ricardo wyszedł do przodu i zaprasza Zygfryda do nich do kajuty, to Rosario już je orzechy nerkowce sobie. A Zygfryd się tak rozgląda wystraszony, ale zaraz pokazuje Riczowi jakiś papier.
-
Bo ja znalazłem takie coś u mojej mamy w walizce, to jest mój akt urodzenia - wyjaśnia im, a Rosa aż wstała, bo to jej zaczęło brzmieć ciekawie -
i tu jest napisane, że Marco Polo był moim ojcem - no nieźle! Roska aż podeszła do nich i wyrywa młodemu ten akt, żeby go przeczytać, ale zgadza się, tylko... -
i ja przyszedłem do was, bo wyglądacie na takich miłych, szczególnie pan - patrzy na Ricza wielkimi oczami -
a pani jest w ciąży - no tak bo jak ktoś jest w ciąży to od razu jest milszy. Chociaż Rosa to tak średnio była, ale kiwa głową.
-
No wszystko się zgadza... - przeczytała jeszcze raz ten akt i oddaje chłopakowi -
a gdzie twoja mama, wie, że to znalazłeś? - pyta, a dzieciak kręci głową, że nie, że jest na śniadaniu z Oppenheimerem. To wszystko brzmi podejrzanie. Może to pani Potter zabiła Marco i jest w zmowie z policjantem, żeby teraz jej syn wszystko odziedziczył? A potem zabiła Matthew kochanka profesora, żeby on też nie dochodził się o hajs? Rosa aż takimi wielkimi oczami patrzy na Ricza, jakby z nich miał wyczytać te jej myśli, ale on chyba nic nie wyczytuje, bo zaraz jej pyta... czy musi do łazienki.
No ale w sumie musiała, bo ona teraz w ciąży to bardzo często chodzi siku, więc sobie poszła.
riczi zdrajca ⋆✴︎˚。⋆