ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

5


Powietrze w basenowej hali było nasycone wonią chloru i wilgocią, która osiadała na ścianach. Noe zatrzymał się w progu, czując, jak fala gorąca uderza go w twarz. Przez chwilę chciał się odwrócić. Chciał wrócić do własnego pokoju, gdzie jedynym wyzwaniem było pokonanie narastającej pustki w piersi. Nie mógł jednak wiecznie siedzieć w chacie i użalać się nad sobą – to zdanie, powtarzane mu przez znajomych niczym mantra, brzmiało w tej chwili jak kiepski żart. Przeczesał nerwowym ruchem dłoni swoje lekko wilgotne włosy. Miał na sobie jedynie luźne, ciemnogranatowe szorty kąpielowe i stary, sprany T-shirt, który w tej chwili wydawał mu się jedyną barierą chroniącą go przed światem. Czuł się w nim dziwnie obnażony, choć przecież był ubrany. Każdy mięsień jego ciała był spięty, gotowy do ucieczki.
Noe! Chodź, stary, nie daj się prosić! – krzyknął jeden z kumpli, chlapiąc wodą z brzegu basenu.
Chłopak przełknął ślinę. Wszyscy zapewniali go, że jej nie będzie, że Gabriela ma dzisiaj „inne plany”, że w ogóle nie planowała się pojawić. To był jego główny warunek: żadnych przypadkowych spotkań, żadnych szans na konfrontację z nią. Wszedł na płytki, czując pod bosymi stopami chłód posadzki. Każdy krok w stronę gwarnej grupy znajomych sprawiał, że nieco się wyluzował, chociaż w głowie wciąż pulsowało mu wspomnienie sprzed kilku dni. Ciemność nocy i jej zapach pomieszany z czymś obcym, a potem ten jeden dźwięk – imię Williama wypowiedziane przez Gabrielę w kulminacyjnym momencie, w chwili, która miała być ich zbliżeniem, a stała się jego pogrzebem. Czuł wtedy, jak serce, które tak naiwnie próbował jej oddać, pęka z głośnym, choć niesłyszalnym trzaskiem, zostawiając w środku jedynie chłód. Friendzone było bolesną etykietą, ale to, co stało się później, było czystym okrucieństwem.
Zacisnął dłonie w pięści, aż zbielały mu kłykcie. Musiał się zabawić. Musiał udowodnić sobie, że wciąż potrafi oddychać, nawet jeśli ona w tym czasie prawdopodobnie śmiała się gdzie indziej, świadoma ciężaru, jaki na nim położyła.
No wchodź, ojciec otworzył nam bramkę, nie musisz się martwić o wejściówki – rzucił inny znajomy, klepiąc go po ramieniu. Noe odrzucił t-shirt na plastikowe krzesło, czując na sobie przelotne spojrzenia. Jego klatka piersiowa była napięta, twarz przybrała maskę obojętności, którą z taką determinacją szlifował ostatnimi czasy. Wszedł do basenu. Chłód wody spłynął po jego skórze, chwilowo wyciszając mętlik w głowie. Zanurzył się całkowicie, pozwalając, by cisza podwodnego świata odcięła go od śmiechów i rozmów na górze. Kiedy wynurzył głowę, otrząsnął się z wody, wycierając oczy dłonią. Przez ułamek sekundy, przez mgłę rozproszonych świateł odbijających się w tafli wody, wydawało mu się, że dostrzegł znajomą sylwetkę przy samym wejściu do hali. Serce podskoczyło mu do gardła, a żołądek zacisnął się w bolesny supeł. Zamarł w bezruchu, wpatrzony w ciemny punkt przy drzwiach, zapominając, jak się oddycha.
Nie, to tylko urojenie. To tylko strach, który wyhodował w sobie przez ostatnie dni.
Wszystko gra? – zapytał ktoś obok, patrząc na niego z niepokojem.
Noe zmusił się do wykrzywienia ust w czymś, co miało przypominać uśmiech.
Jasne – odparł głosem, który brzmiał obco nawet dla niego samego. – Jest zajebiście. - Ale w głębi duszy wiedział, że nie przyszedł tu się bawić. Przyszedł sprawdzić, czy jego życie ma jeszcze jakąś szansę na zmianę scenariusza, czy też jest już tylko smutnym dodatkiem do życia kogoś innego.

Gabriela R. Blais
Ostatnio zmieniony śr cze 03, 2026 3:33 pm przez Noe Villeneuve-Scott, łącznie zmieniany 1 raz.
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

outfit


Potrzebuje czasu.
Nie spotykajmy się na razie.

Miała wrażenie, że dni rozmywają się w jedną, niekończącą się całość. Poranki i wieczory przestały się od siebie różnić, ale jej to nie przeszkadzało. Była już zmęczona tym, że w kółko odtwarzała w swojej pamięci zdarzenia jak i wiadomości z tamtej nocy. Wyjazd ze znajomymi na totalne wypizdowie był strzałem w dziesiątkę, ale powrót do Toronto znowu wrzucił ją w tą spiralę niechcianych myśli. Chciała napisać. Nie była w stanie zliczyć jak wiele razy sięgała po telefon i kasowała napisaną wiadomość, zastępując ją ciszą. Wystarczyło kliknąć jedynie ikonkę „Wyślij”. Jeden ruch palcem, żeby przerwać tą dziecinną gierkę, ale wtedy zerkała na wiadomości z Billym.
Szkoda tylko, że chce cię zmieniać, zamiast nauczyć się współpracować.
Nie nadajesz się, ale to nic złego. Jedni oczekują wierności i deklaracji, a inni wolą płynąć z prądem, sęk w tym, żeby znaleźć kogoś kto płynie tą samą drogą, nie jestem pewien czy to akurat Noe.

Te słowa uderzyły najmocniej. Wywlekały na światło dzienne jej własne myśli, więc trzymała się kurczowo tego dystansu. Dlatego więc gdy tylko dostała propozycję wyjścia na basen od razu odmówiła zbywając towarzystwo wymówką o innych planach. W końcu na dniach miała urodziny i chciała spędzić je w gronie osób, którym pasowała jej obecność. I to był błąd. Zaczęło się niewinnie od pierwszej kreski, która miała rozładować napięcie. Z uśmiechem na ustach wpadła w ten wir własnego chaosu, gdzie nie rozróżniała już dnia ani godziny. Nie pamiętała, kiedy ostatnio oddała się w objęcia Morfeusza, kiedy ostatnio jadła czy też piła coś innego niż procenty. Miało jej tutaj nie być. Wzbraniała się przed tym, ale wystarczył czysty przypadek, żeby cały ten plan poszedł się chrzanić. A wykalkulowany porządek zastąpiła jej prywatna katastrofa.
- Gabi?! – odwróciła się zaskoczona, kiedy tylko usłyszała znajomy głos. Prawie straciła równowagę, gdy drobne ciało brunetki przygarnęło ją do siebie powodując utratę tchu. Nie zarejestrowała faktu, w którym momencie ktoś postanowił połączyć dwie imprezy w jedną. Te dwa światy nigdy nie powinny się spotkać, ale nie spodziewała się że to zetknięcie nastąpi na środku chodnika, gdy będzie najbardziej bezbronna. Jej znajomi byli chodzącą autodestrukcją. Chwiejnym krokiem przemierzała ulice Toronto, opierając ciężar ciała na ramieniu kumpla. Zapach chloru drażnił jej zmysły, gdy półprzytomnym spojrzeniem ogarniała własne położenie. Pokręciła słabo głową na boki, gdy Carl podsunął jej pod nos proszek, który wysypał wcześniej na swoją dłoń. Miała już dość.
- Masz będzie ci lepiej. Nie przymulaj Gab. – jęknęła cicho, gdy jej asertywność szlag jasny trafił i zatoczyła się do tyłu, czując się coraz gorzej. Carl trzymał jej włosy, przyciskając palce do karku, gdy pochylała się nad kreską. Wytarła nos i półprzytomnym wzrokiem spojrzała na swoje palce, na których widniały czerwone plamki krwi. Przyjęła od kogoś butelkę i bez zastanowienia pociągnęła spory łyk wódki, nie odczuwając już nieprzyjemnego pieczenia w gardle. Była znieczulona na wszelkie bodźce. Ktoś proponował chyba jej kwas, ale słabo powtarzała pod nosem odmowę. Ta ostatnia racjonalna komórka podpowiadała jej, że to się źle skończy. Już miała zjazd, a zażycie LSD skończyłoby się na bad tripie.
- Coś ty jej znowu dał?
- Odpieprz się Dove. Gab dobrze się bawi. Prawda Aniele? – ciężka dłoń w geście rozbawienia szturchnęła ją po ramieniu, a ona poleciała w dół. Nie czuła bólu, nie czuła nic, gdy jej ciało uderzyło w taflę wody, która od razu ją pochłonęła. Obraz się rozmył, gdy ciecz wkradała się podstępnie w jej rozchylone usta, zabierając życiodajny tlen. Aniele… Ciekawe czy właśnie tak czuły się upadłe anioły? Tak jak ona teraz…

Noe Villeneuve-Scott
Ostatnio zmieniony pn maja 25, 2026 9:00 pm przez Gabriela R. Blais, łącznie zmieniany 1 raz.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapach chloru już mu nie przeszkadzał, po prostu się do niego przyzwyczaił. Noe czuł tylko zimną wodę i mocne pulsowanie w skroniach. Znajomi usiedli wokół niego na kafelkach. Ktoś przyniósł alkohol. Puszki z piwem otwierały się z sykiem, a w powietrzu szybko zrobiło się gęsto od dymu. Nie zastanawiał się długo i kiedy podano mu butelkę, od razu po nią sięgnął. Zimny, cierpki alkohol spłynął po gardle, wywołując przyjemne odrętwienie i chłopak nagle się zaśmiał. Ten śmiech brzmiał dla niego obco. Jakby śmiał się ktoś inny – ktoś, kto całą noc nie spał i tylko gapił się w sufit. Rzucał żartami, chlapał wodą i gadał z nimi o bzdurach. Czuł, jak alkohol uderza mu do głowy i pozwala zapomnieć o złych rzeczach. Nie myśl. Po prostu o niczym nie myśl.
– Ej, Noe! – zawołał ktoś, podając mu skręta.
Chłopak wziął go i zaciągnął się głęboko. Dym poszedł w płuca, a on na chwilę poczuł, że niby nad wszystkim panuje. W tym stanie czuł się bezpiecznie. Myślał, że jak się upije i naćpa, to nie będzie czuł bólu. Rozglądał się po hali, patrzył na twarze znajomych, na mokre ściany i ciemne kąty. Jest zajebiście – powtórzył sobie w duchu i prawie w to uwierzył. Ale gdzieś głęboko w środku wciąż cierpiał z miłości i nie potrafił o tamtej osobie zapomnieć. "Jeszcze nie teraz" – pomyślał, dopijając piwo. I znowu zaczął się śmiać, żeby tylko zagłuszyć własne myśli. Bał się, że zaraz przypomni sobie prawdę: każda taka impreza i tak kończy się powrotem do pustego, cichego pokoju.
Sielanka na imprezie skończyła się w jednej sekundzie. Wszystko inne przestało się liczyć, bo właśnie zobaczył ją przy wejściu. Szła w krótkiej, białej spódniczce z jakimiś kolesiami i trzymała jednego z nich za ramię. Znajomi mówili, że jej nie będzie. No kurwa, przysięgali, że nie przyjdzie! Odstawił puszkę tak gwałtownie, że resztka piwa wylała mu się na rękę. Poczuł, jak momentalnie blednie z emocji. Miał gdzieś, czy ludzie zaczną się na niego gapić. Chciał po prostu stąd uciec, zanim ona go zauważy. Zamiast tego zesztywniał i nie mógł ruszyć się z miejsca, obserwując każdy jej krok. Siedział po szyję w wodzie i z daleka wszystko dokładnie widział. To nie była ta sama Gabriela, którą znał. Wyglądała jak cień samej siebie. Noe zgrzytnął zębami i tak mocno zacisnął palce na brzegu basenu, aż zbielewały mu kłykcie, kiedy zobaczył, że ten cały Carl podsuwa jej coś pod nos. Gabriela ledwo stała na nogach. Jej głowa opadła bezwładnie, gdy chłopak ją przytulił. Kiedy się wyprostowała i przetarła nos, Noe zauważył coś, od czego zrobiło mu się niedobrze: miała krew na palcach. Co ona ze sobą robi? – pomyślał, a wściekłość nagle zmieniła się w czysty strach. Patrzył, jak bierze od nich butelkę wódki. Piła prosto z gwinta, jakby to była zwykła woda, nawet się nie skrzywiła. Wyglądała, jakby była kompletnie odklejona od rzeczywistości. Nagle ktoś ją popchnął albo sama straciła równowagę i wpadła do basenu. Dźwięk plusku uderzył w uszy Noego mocniej niż jakikolwiek inny hałas na imprezie. Zupełnie wyłączył myślenie. W ułamku sekundy wyskoczył z wody i rzucił się w jej stronę. Zobaczył, jak jej włosy rozwijają się w wodzie, a ona sama idzie na dno. Zanurkował tuż obok niej. Otworzył oczy pod wodą, chociaż chlor strasznie go piekł. Złapał ją w pasie, odbił się mocno od dna i zaczął płynąć w górę, choć już brakowało mu tlenu. Musiał ją ratować. Wynurzył się z głośnym pluskiem i praktycznie wypchnął ją na brzeg basenu. Brakowało mu tchu, a ręce trzęsły mu się tak bardzo, że ledwo trzymał się śliskich kafelków. Wciągnął ją na górę, a jej bezwładne ciało głucho uderzyło o twardą podłogę.
Gabi! – wrzasnął, aż sam wystraszył się swojego głosu. Padł na kolana tuż obok niej, ignorując fakt, że chlor strasznie piecze go w oczy. Gabriela leżała bez ruchu. Była potwornie blada, a mokre, rude włosy oblepiły jej twarz. – Gabi, do cholery, oddychaj! – krzyknął, a jego głos przeszedł w rozpaczliwy pisk. – Słyszysz mnie?! Nawet się nie waż... nie rób mi tego! – Przyłożył ucho do jej ust, modląc się o jakikolwiek powiew powietrza. Nic. Słychać było tylko szum wentylacji na basenie i jakieś pojedyncze śmiechy z drugiego końca hali, bo nikt jeszcze nie ogarnął, co się stało. Złapał ją za ramiona i zaczął mocno szarpać, zupełnie się nie patyczkując. – Gabriela! Otwórz oczy! Gabi, proszę cię... – Kiedy nie odpowiedziała, złapał ją za podbródek i odchylił jej głowę do tyłu. Przybliżył twarz do jej ust, wziął głęboki oddech i poczuł od niej zapach wódki, a nie to, czym pachniała dawniej. – Oddychaj, no już, błagam... – wykrztusił, a z oczu poleciały mu łzy, mieszając się z wodą na twarzy. – Nie w ten sposób... – płakał, naciskając z całej siły na jej klatkę piersiową i czując opór żeber. – Nie pozwalam ci tak umrzeć. Nie w takim miejscu. Wracaj, Gabi. Wracaj!
Gabriela R. Blais
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Każdy dźwięk rozpływał się, jakby cały świat nagle znalazł się bardzo daleko. Opadała coraz niżej, powoli, niemal miękko, a jej ciało przestało odróżniać górę od dołu, jakby tkwiło w próżni. Płuca paliły żywym ogniem. Instynkt wrzeszczał, żeby wypłynęła, ale ręce miała ciężkie i bezwładne, jak we śnie, z którego nie mogła się obudzić. Rude kosmyki włosów unosiły się wokół jej twarzy, powoli i leniwie. Falowały w wodzie cienkimi smugami, przypominając rozlaną krew. Piękny kontrast, od którego ciężko było odwrócić wzrok. Nawet nie próbowała walczyć, gdy ostatnie bąbelki powietrza uciekały z jej ust ku powierzchni. Poddawała się temu słodkiemu uczucia odrętwienia. Najgorsze było to, że pierwszy raz od dawna czuła lekkość, która przynosiła ulgę. Ciemność powoli ją otulała w swojej śmiercionośnej kołysance, gdy jej ciało bezradnie leżało na dnie.
Pustka.
Wracaj!
Ten głos... Brzmiał dziwnie, jakby ktoś nawoływał ją z daleka i panicznie błagał o jej powrót. To przerażenie w tych słowach wsiąkało w jej umysł. Próbowała otworzyć oczy, ale powieki wydawały jej się ciężkie jak kamień. Wszystko wirowało. Czuła czyjeś dłonie na swojej twarzy, mokre palce zsuwające włosy z policzka. Noe... To imię pojawiło się w jej podświadomości, gdy kaszlnęła gwałtownie, a ciało zapulsowało bólem. Przewróciła się na bok, żeby wypluć wodę, którą zalegała jej w płucach. Nie mogła złapać oddechu, którego tak bardzo potrzebowała. Każdy haust powietrza kończył się kaszlem i piekącym chlorem w płucach. Przez chwilę nie wiedziała nawet, gdzie jest. Czuła tylko zimno. Jej drobne ciało drżało w spazmach, gdy walczyła o każdy oddech. Z głośnym jękiem odwróciła się na plecy i półprzytomnie spojrzała na mężczyznę przed sobą. Obraz jej się rozmywał, gdy próbowała skupić całą swoją uwagę na jego osobie. Z kącika oka popłynęła jedna samotna łza, a grymas na jej twarzy świadczył o bólu. Próbowała coś powiedzieć, ale gardło miała zdarte od chloru i kaszlu. Wydobył się z niej tylko ochrypły, urwany dźwięk. Oddychanie bolało. Każdy oddech przypominał wciąganie do płuc szkła.
Przyjęła pozycję embrionalną, przyciskając swój policzek do jego uda. Próbowała się odciąć od wszystkich bodźców, które atakowały jej umysł. Słyszała coraz głośniejsze dźwięki, od których desperacko starała się uciec. Chciała jedynie wtulić się w ciało mężczyzny i słuchać bicia jego serca. Uspokoić skołatane myśli i przez chwilę odpocząć. Zamiast tego był tylko ból.
Uniosła powoli dłoń i przejechała opuszkami palców po policzku przyjaciela, zgarniając z jego policzka łzę. - Zawsze wracam. - ledwo słyszalnym szeptem wymówiła te dwa słowa, a jej dolna warga drżała od tłumionego szlochu, który chciał się wyrwać. Przysunęła się bliżej niego - ufnie wtulając twarz w jego dłoń, gdy coraz głośniejsze nawoływania atakowały jej zmysły.
- Kurwa, Gabi bez jaj. Bez nas pływasz? - Carl szturchnął stopą jej bezwładne ciało zanim pochylił się nad jej twarzą. - Wyglądasz jak gówno. Dajcie trochę wódki! Wyluzuj typie zaraz ją postawimy na nogi. - Carl wyszczerzył swoje zęby w kierunku Noe, gdy ujął w palce jej twarz, zmuszając ją do tego, żeby rozchyliła wargi. Nie chciała tego. Miała dość. Słabo zacisnęła palce na kolanie przyjaciela w niemym błaganiu o litość. Tylko nie kwas. Nie... Nie...
Proszę...

Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe był przerażony, wciąż pochylał się nad jej nieruchomym ciałem, nie czekał aż łaskawie się obudzi. Działał automatycznie, nie przypuszczając nawet, że nauki liceum o pierwszej pomocy kiedykolwiek wprowadzi w życie. Z desperacją zaczął uciskać jej klatkę piersiową, by wydusić z jej płuc wodę niczym z gąbki. Musiała żyć, nie było innej opcji. Ignorował otaczających ich znajomych, którzy nagle zainteresowali się tym, co się działo, bo przynajmniej mieli rozrywkę. Banda imbecyli. Zgubił rytm i nie pamiętał ile razy nacisnął już na jej mostek, pochylił się, by wdmuchnąć w jej usta powietrze, a potem patrzył bezradnie na jej sine usta. Jego własny oddech był urywany, chrapliwy, niemal przypominający szloch. Z każdą sekundą jego ruchy były coraz bardziej chaotyczne, spanikowane, przez co ona coraz bardziej się od niego oddalała. Miał ochotę nią mocno potrząsnąć, wrzeszczeć, by przestała się zgrywać i udawać, ale była taka... obca. Taka martwa. Spiął się znowu, gotowy walczyć do ostatnich sił, byle tylko Gabriela otworzyła oczy.
- Dzwońcie, kurwa, po karetkę, jebani kretyni - syknął do znajomych, którzy wyglądali teraz na poważnie zaniepokojonych, ale żaden nie kwapił się podjęcia tego kroku. - Kurwa mać! - zawył, wściekły na nich, na siebie, na nią, na wszystkich po kolei, że to tyle trwa. Nagle zamarł w połowie kolejnego nacisku na jej klatkę, gdy zauważył nieznaczny ruch, a potem usłyszał krztuszący się dźwięk. Momentalnie jego ruchy stały się delikatne, a wtedy Gabriela przewróciła się na bok, zwijając w kłębek. Nie odsunął się tylko wręcz przeciwnie, zablokował kolanami przestrzeń wokół niej, tworząc osłonę przed resztą grupy, a nawet całym światem. Nie potrafił wypowiedzieć ani słowa – jego własne gardło było zaciśnięte od płaczu i wysiłku. Wpatrywał się w jej oczy z ulgą i radością, że żyje i oddycha, z trudem i bólem, ale oddycha. Sam gwałtownie wypuścił powietrze, które bezwiednie wstrzymywał od momentu jej pierwszego ruchu.
Delikatnie gładził jej ramiona, jakby upewniając cię, że naprawdę wróciła i że nie jest duchem. Oddychał szybko, niespokojnie, niemal pokrywając się z jej własnym oddechem. Przybliżył swoje czoło do jej skroni, zamykając na sekundę oczy, by poczuć bicie jej serca, które potwierdziło, że wygrał wyścig ze śmiercią. Zesztywniał na moment, słysząc słowa ,,zawsze wracam'', ale gdy tylko spojrzał na jej bladą twarz, nie mógł się nie uśmiechnąć. Złość, choć wciąż gdzieś tliła się w środku, została zastąpiona przez troskę. Gładził jej mokre włosy, które zesztywniały od chlorowanej wody.
Przepraszam... – szepnął, a jego głos był cichy. – Boże, Gabi, przestań... – dodał, gdy przejechała palcami po jego twarzy. – Jestem wkurwiony, ale... – przerwał, a jego oddech stał się nierówny, gdy wtuliła się w jego dłoń. Odsunął się odrobinę, żeby móc spojrzeć jej w oczy, a w jego spojrzeniu nie było już wyrzutów, tylko szczera obawa. Jego palce delikatnie odgarniały mokre kosmyki z jej czoła. - Prawie mi dzisiaj stanęło serce. Nie rób mi tego, kurwa, więcej.
Nagle poczuł jak ktoś szturcha stopą ciało Gabrieli. W jednej chwili strach, który sekundę temu wypełniał Noego, zmienił się w zwierzęcą furię. Widok Carla, który w taki sposób dotykał Gabrieli, traktując ją jak przedmiot, był iskrą. Nie czekał, aż tamten dokończy ruch. Zerwał się z podłogi, z taką gwałtownością, że prawie się poślizgnął na mokrych kafelkach i zanim ten zdążył zrozumieć, co się dzieje, Noe uderzył go z całej siły, jaką zdołał z siebie wykrzesać, po tej walce o życie Gabi. Cios trafił Carla prosto w szczękę, odrzucając go w tył na mokre kafelki. Rozległ się głuchy dźwięk uderzenia kości o kość, a potem brzdęk przewracanej butelki. Noe nie czekał, aż tamten się pozbiera – rzucił się na niego, dopadając go w ułamku sekundy. Przycisnął go kolanem do ziemi, a jego dłonie chwyciły mężczyznę za kołnierz bluzy, podciągając go do góry, by móc wykrzyczeć mu prosto w twarz to, co czuł.
Dotknij jej jeszcze raz, a przysięgam, że utopię cię w tym pierdolonym basenie – wrzeszczał, a jego głos był tak przesycony wściekłością, że ludzie wokół nich zamarli. Nikt się nie poruszył. – Wypierdalać stąd! Wszyscy! – krzyknął w stronę reszty kolesi, którzy stali w pobliżu. - Koniec przedstawienia. - Noe puścił zakrwawionego Carla z taką pogardą, jakby dotykał czegoś obrzydliwego i znowu klęknął przy rudowłosej przyjaciółce, by powoli doszła do siebie. – Jestem tutaj. Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić, słyszysz? Nikt już nie podejdzie. Jesteś bezpieczna.
Gabriela R. Blais
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Chciała się zaśmiać. Rozładować napięcie i w jakikolwiek typowy dla siebie sposób zażartować z całej tej sytuacji. Umysł jednak ją zawodził działając jakby w zwolnionym tempie, a ciało odmawiało posłuszeństwa. Przesadziła. Dała się ponieść działaniu substancji, która otumaniała jej zmysły i czucie. Z opóźnieniem zarejestrowała brak obecności chłopaka i nerwowo przesuwała dłonią po kafelkach szukając ukojenia w bezpiecznych ramionach Noe. Grymas bólu pojawił się na jej twarzy, gdy podparła się na drżących dłoniach próbując wstać do siadu. Każdy haust powietrza był nierówny, gdy uczucie paniki przejmowało kontrolę nad reakcjami ciała.
Skupiła się na odgłosach walki. Na tym charakterystycznym dźwięku, gdy pięść uderzała w cel, a przeciwnik miotał się pod wpływem bólu. Strużka śliny popłynęła po kąciku jej ust, gdy odwróciła głowę we właściwą stronę i ujrzała dwójkę mężczyzn. - Noe.. - wyszeptała choć to właśnie krzyk powinien powstrzymać tą dwójkę. Była więźniem własnego ciała.
Przymknęła powieki, gdy znowu poczuła delikatny dotyk na swojej skórze. To było takie przyjemne, to ciepło płynącego z jego ciała, które w ten magiczny sposób koiło zmysły. Bezpieczna. Pokiwała powoli głową tym samym dając mu znak, że rozumiała. Mdłości wciąż się nasilały, a jej ciałem w końcu wstrząsnęły torsje, gdy organizm próbował pozbyć się toksyny. Nie miała zbytnio czym wymiotować. Po dłuższej chwili wycieńczona opadła na kafelki, a ciemność znowu ukołysała ją w swoich ramionach. Odpłynęła w tą nicość, bo on był przy niej. Mogła sobie na to pozwolić.

Pierwszą rzeczą, którą poczuła był ból rozchodzący się po całym ciele. Nawet nie zdążyła się poruszyć, a głowa pulsowała w jedynie sobie znanym rytmie, gardło paliło, a mięśnie były napięte wręcz błagając o krótki masaż. Powieki ciążyły jej jak z ołowiu. Kiedy w końcu udało jej się otworzyć oczy, przez chwilę widziała jedynie niewyraźne plamy światła. Dopiero po chwili zorientowała się, że nie leży na ziemi. Była oparta o czyjeś ramiona. Pod policzkiem czuła materiał koszulki i ciepło drugiej osoby. Zdezorientowana uniosła lekko głowę, krzywiąc się z bólu. Zamrugała kilka razy, aż obraz zaczął się wyostrzać. Nad sobą zobaczyła twarz przyjaciela. Siedział na leżaku, obejmując ją ostrożnie, jakby bał się, że znowu straci przytomność. Nie pamiętała, jak się tu znalazła. Ostatnie wspomnienia były urwane i mgliste. Rozejrzała się niepewnie wokół, próbując zrozumieć, co się dzieje.Urwał jej się film? Co robiła na basenie?
- Co... co się stało? - wypowiedziała z chrypką w głosie i nie brzmiało to w żadnym calu seksi. Co najmniej jakby ktoś przejechał jej papierem ściernym po gardle. Próbowała się podnieść, ale przeszył ją kolejny ból, więc bezwładnie oparła się z powrotem o ramię Noe, czując jednocześnie ulgę i niepokój. - Co ja tutaj robię? Miało mnie tu nie być... - krzywiła się z każdym słowem coraz bardziej, bo denerwowało ją to jak czuła się słaba i bezradna.
- Odwaliłam coś? - spojrzała na znajomych z ekipy Noe, którzy siedzieli w basenie. Po jej towarzystwie nie było śladu, więc co do cholery ona tutaj robiła? Pamiętała jedynie kilka urywków, ale to wystarczyło żeby moralny kac dał o sobie znać. - Kręci mi się w głowie. Chyba jestem jeszcze nawalona. - marudziła cicho próbując pozbyć się swojej sukienki, która dalej była mokra i lepiła jej się do ciała. Paskudne uczucie.

Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dłonie wciąż mu drżały, kiedy ją trzymał – ale nie z zimna, choć woda na basenie była chłodna. Czuł jej przyspieszony, płytki oddech pod swoimi palcami, które jeszcze przed chwilą desperacko próbowały wtłoczyć życie w jej płuca. Pamięć o tym, jak leżała bezwładnie na dnie, zimna i sina, była jak otwarta rana. Nawet teraz, gdy jej powieki drgnęły, w uszach wciąż słyszał dźwięk wody i własny głos, błagający ją, żeby nie odchodziła. Kiedy jej oczy w końcu skupiły się na jego twarzy, poczuł w piersi dławiący ucisk. Znowu to zrobił. Znowu był tym, który wyciągnął ją z bagna, w które wpadła przez własną lekkomyślność albo przez ludzi, którym rozpaczliwie próbowała zaimponować.
Spojrzał na nią, starając się zdusić w sobie wybuch gniewu, który jeszcze przed chwilą pozwolił mu rozbić twarz Carla. Pięści wciąż piekły, ale to było nic w porównaniu z tym, jak bardzo bolało patrzenie na Gabi – taką kruchą, zagubioną i nieświadomą tego, jak blisko była końca.
Czuł, jak bardzo jest obolała, widział to po grymasie na jej twarzy. Chciał nią potrząsnąć, chciał krzyczeć, że jest idiotką, że znowu pozwoliła im się tak urządzić, że znów o mało nie stracił wszystkiego, co ważne, ale zamiast tego, zacisnął ramiona wokół niej odrobinę mocniej, zapewniając stabilność, której potrzebowała.
Gdy oparła się ponownie, jego ciało napięło się jak struna. To była tortura – czuć jej ciepło i wiedząc jednocześnie, że gdy tylko stanie na nogi, znów ucieknie do tych, którzy przed chwilą niemal wpakowali ją do grobu.
Bo miało cię tu nie być – potwierdził, a w głosie dało się słyszeć gorycz, której nie był w stanie w pełni stłumić. – Dobre pytanie. Szkoda, że nie zadałaś go sobie, zanim wzięłaś od Carla to, co ci wcisnął. Upiłaś się, wzięłaś coś, czego nie powinnaś i omal nie utonęłaś - przerwał na moment, zmuszając się, by nie spojrzeć jej w oczy, bo wiedział, że jeśli to zrobi, cała udawana obojętność pęknie. – Musiałem cię wyciągać i reanimować, bo przestałaś oddychać. Carl chciał cię ratować kolejną porcją kwasu, kiedy leżałaś sina na kafelkach. Dlatego mu przyjebałem, a reszcie kazałem spierdalać. Za to moi kumple patrzą na to wszystko jak na pierdolony melodramat.
Spojrzał w stronę znajomych, którzy wciąż siedzieli w wodzie, obserwując ich w milczeniu zszokowani, a może przerażeni tym, co się właśnie wydarzyło. Wrócił wzrokiem do Gabi i spojrzał na nią w końcu.
Nie mnie pytaj, co tu robisz. Pytaj siebie, dlaczego za każdym razem muszę cię zbierać z ziemi, kiedy ty robisz wszystko, żeby na niej nie zostać. Gaba, do cholery... kiedy ty wreszcie zrozumiesz, że oni nie są twoimi przyjaciółmi? - przerwał, czując, jak drżą mu ręce. Nie chciał na nią krzyczeć, ale nie mógł znieść jej niewiedzy.
Czy coś odwaliłaś? – zapytał, cedząc słowa przez zęby. Spojrzał w stronę basenu, gdzie kumple wciąż siedzieli w milczeniu. – Poza tym, że prawie wykitowałaś to nic. Jesteś nawalona i naćpana - dodał ciszej i widząc jak się męczy z sukienką, wziął swoją bluzę wiszącą na oparciu leżaka, okrywając ją, by było jej cieplej. - Jesteś wyziębiona, jak zaczniesz się teraz rozbierać, dostaniesz hipotermii, zanim zdążysz powiedzieć „przepraszam”.
Gabriela R. Blais
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fairmount Community Centre”