Faktycznie gdyby ktoś przyglądał im się z boku… zobaczyłby coś o wiele
inngo niż faktycznie było. Zobaczyłby roześmianą dziewczynę, dającą klapsa nagiemu, wypiętemu tyłkowi. Mógłby powiedzieć, że to jakaś
gra wstępna młodych? Może, bo przecież już po chwili zobaczyłby też, jak Abby kompletnie bez kontekstu zaczyna składać powolne pocałunki na nagiej skórze Millera, przesuwając się coraz wyżej i wyżej w okolice karku.
Z boku mogli wyglądać na kompletnie zauroczonych w sobie dwójkę ludzi.
A przecież prawda była o wiele bardziej
rozległa. Obszerna. Ich historia przecież ciągnęła się dziesiątki lat wstecz do pierwszych zabaw w piaskownicy, pierwszej walki o grabki, ciągnięcia za warkocze i rzucanie w siebie robakami. Do tego, że ponad wszystko co czuli gdzieś głęboko w sercu, byli przecież najlepszymi przyjaciółmi. Na dobre i złe. Niezależnie od tego, co by się nie działo, zawsze na zawołanie drugiego.
I właśnie dlatego to, co robiła Abby było kompletnie nie na miejscu.
Zaślepiona ilością alkoholu, jaką wlała w siebie tego wieczoru, pozwalała sobie na zdecydowanie
zbyt dużo niż należało dać swojemu najlepszemu przyjacielowi. Jej usta raz po raz przesuwały się po rozgrzanej skórze Archibalda, pozostawiając nieznaczne mokre ślady na plecach, ramionach i karku. Ziemniaczana koszulka na jego ciele była już tak bardzo podwinięta, że zamieniła się jedynie w cienką linię gdzieś ponad łopatkami, która kompletnie nic nie zasłaniała. Na jej
nieszczęście oczywiście, bo im bardziej przyglądała się jego mięśnia i tym, jak napinały się pod jej dotykiem, tym bardziej i jej wyobraźnia oraz ciche pragnienia zaczynały przejmować kontrolę. Władać jej umysłem do tego stopią, że chociaż wiedziała, że to wszystko było
złe ona tym razem złożyła kilka pocałunków gdzieś za jego uchem, aż Miller nie przekręcił głowy i na nią nie spojrzał.
A to jeszcze bardziej wszystko skomplikowało.
Zamiast przywołać ją do porządku, skarcić, odsunąć się od niej, on patrzył na nią tymi swoimi obłędnymi, turkusowymi oczami, robiąc jej w głowie jeszcze większą papkę z mózgu. I oczekiwał co dokładnie? Że to ona odpuści? Że ona zachowa resztki rozumu? Jeśli tak, to grubo się mylił, bo w żyłach Wallace pływały grube procenty, uzewnętrzniajac jej pragnienia, w postaci
potrzeby bliskości z Millerem. Dlatego kiedy on tak błądził spojrzeniem po jej twarzy, kończąc swoją podróż na lekko rozchylonych ustach, Abby wraz z przyśpieszonym biciem serca, przysunęła się jeszcze bliżej. Tak blisko, że jej ramię już praktycznie leżało na jego, a ciepły oddech osadzał się na delikatnie zaróżowionych policzkach.
I jakby tego wszystkiego było mało — tej gęstej atmosfery, przyśpieszonych oddechów, spojrzeń głęboko w oczy — Archie postanowił jeszcze bardziej podbić stawkę. Słyszała doskonale, jak jego dłoń szura po pościeli, a zaraz potem na własnej skórze poczuła, jak odnalazł to
czego szukał. Na wstrzymanym oddechu pozwoliła mu spleść ich palce, sama również wprawiajać swój kciuk w ruch.
Potrzeba więcej ojojania.
Powinna się odsunąć.
On powinien to zrobić.
Wszechświat powinien wziąć się w garść i przywołać ich do porządku.
Cokolwiek, kurwa.
Tylko nic takiego się nie stało, a Abby dokładnie widząc, gdzie ląduje jego spojrzenie, sama zlustrowała ten gest, nachylając się do niego i przesuwając de-li-ka-tnie językiem po dolnej wardze, by odpowiednio ją nawilżyć. Czuła jego oddech na swoich ustach. Czuła, jak serce pulsuje jej nawet w żyle na skroni, kiedy była dosłownie milimetry od jego twarzy.
—
Myślisz, że to ojojanie pomoże ci na ból pleców? — wyszeptała, jeszcze ostatni raz łapiąc jego spojrzenie prosto w oczy, nim znowu przeniosła się na usta, których smak już czuła w głowie, wyobrażała go sobie. —
W sumie jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić — dodała i gotowa przysunąć się do niego, zniwelować te ostatnie
nie-zno-śne milimetry, które ich dzieliły, zahaczyła nogą o stolik kawowy. A wtedy jak na złość (albo na zbawienie?), miska z popcornem, z którą Miller ją zastał kilka godzin temu w mieszkaniu wyleciała w powietrze. Popcorn rozsypał się wszędzie. Mieli go nie tylko w nogach, ale też przy głowach, zupełnie jak miskę, która skończyła na plecach Abby.
Wszechświat przemówił.
Uratował ich wieloletnią przyjaźń.
A ona z początku po prostu mrugała w wielkim szoku, a dopiero po chwili buchnęła głośnym śmiechem na całą tą sytuacje, jak miała miejsce. Chociaż akurat to co
PRAWIE się stało, wciąż mrowiło ją w skórę. Wyryło się w jej wspomnieniach i niespokojnym oddechu, który Miller wciąż mógł u niej zauważyć. Puściła jego dłoń, żeby zaraz zgarnąć nią kilka kulek popcornu do ust.
—
Lekko zwietrzały — wydała ekspercką opinię, a zaraz kilka z nich podsunęła też po usta Millera. —
Ale wciąż zajebisty — nakarmiła go
zupełnie przypadkowo muskając przy tym kącik jego ust. A potem niechętnie się odsunęła, łapiąc głębszy oddech. Serce w piersi wciąż waliło, ale przecież nie mogła aż tak dać tego po sobie poznać, prawda?
—
Dobra, Miller — odchrząknęła. —
Trzeba ci tu pościelić — rzuciła w końcu, drapiąc się nerwowo po głowie, chociaż pierwsze to wypadałoby posprzątać ten cały bałagan, który zrobiło jej jedno szarpnięcie nogą.
I nie tylko.
you're messing with my head