Przyglądał się jej z boku, starając się opanować drżenie rąk. Widział, jak siedzi nieruchomo, nieobecna, jakby nadal była gdzie indziej. Jej skóra wciąż była zimna w dotyku. Sama Gabriela za to wyglądała, jakby w ogóle nie przejęła się tym, że przed chwilą była jedną nogą po drugiej stronie. Zacisnął szczękę, obserwując, jak powoli wraca do rzeczywistości. Czuł złość, że traktowała własne życie jak zabawę, a w głowie wciąż miał obraz jej bezwładnego ciała na dnie basenu.
Nie wierzył w jej przeprosiny, bo słyszał je już dziesiątki razy, a mimo to za każdym razem sytuacja się powtarzała. Zacisnął dłoń na materiale bluzy, którą wcześniej ją otulił. Jego oddech był nierówny, a puls w skroniach tłukł się tak mocno, że aż bolała go głowa. Miał ochotę wstać i odejść, zostawić ją samą, ale wiedział, że nie może tego zrobić.
Wstał gwałtownie, czując, że nie wytrzyma dłużej tego napięcia, i zaczął nerwowo chodzić wzdłuż brzegu basenu. Jego dłonie, choć już mniej drżały, wciąż były zimne i mokre.
–
Jesteś niemożliwa. Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo mnie tym wykańczasz - powiedział cicho, ale na tyle, że tylko ona to słyszała.
–
Odpowiedzialny? – parsknął pod nosem, poprawiając rękawy bluzy, którą była otulona. –
Chyba po prostu jedyny, któremu zależy, żebyś nie skończyła w kostnicy. Mówisz, że wiesz, że oni nie są twoimi przyjaciółmi, ale zachowujesz się dokładnie odwrotnie – powiedział cicho, patrząc przed siebie. –
Nie jestem w stanie pilnować cię przez całą dobę. Kiedy wreszcie przestaniesz robić te głupie rzeczy, żeby tylko zaimponować ludziom, którzy mają cię gdzieś?
Poczuł, że Gabi wierci się w jego ramionach, próbując poprawić mokry materiał sukienki, który przylegał do jej ciała. Zęby jej dzwoniły, a skóra była lodowata, więc nie puszczał, tylko mocniej zacisnął ramię wokół jej barków. Patrzył, jak niezdarnie szarpie się z dołem sukienki i w końcu ulegając prośbie, wsunął dłonie pod plecy dziewczyny, żeby pomóc jej pozbyć się mokrego ubrania. Był wkurzony, że w ogóle do tego doprowadziła, ale jego ruchy pozostały pewne i szybkie. Kiedy sukienka zsunęła się, mocniej owinął ją swoją bluzą, żeby przestała drżeć. Gabi była teraz wtulona w niego, a on czuł jej przyspieszony oddech na swojej piersi. Nie doczekał się jednak odpowiedzi na swoje pytanie. Zesztywniał, kiedy poczuł jej ciężar na swoich nogach i ciepły oddech na skórze szyi. Miał ochotę ją odsunąć, żeby nie czuć bliskości, która mieszała mu w głowie, ale dłonie same zacisnęły się na jej talii. Chciał być na nią zły, ale kiedy tak się wtuliła, złość zaczęła ustępować miejsca poczuciu odpowiedzialności. Była teraz całkowicie zależna od niego, a to było najgorsze możliwe uczucie. Wiedział, że jak tylko poczuje się bezpieczniej, pewnie znów zrobi coś głupiego. Mimo to nie puścił jej, bo bał się, że jeśli to zrobi, znowu zacznie uciekać.
Jej słowa uderzyły go mocniej niż jakikolwiek cios. Zacisnął palce na jej plecach, czując jak bardzo jest teraz krucha. Spojrzał gdzieś w przestrzeń za ramieniem Gabrieli, unikając patrzenia w jej oczy, bo wiedział, że od razu straci swój gniew.
–
Przestań – wycharczał, a jego głos brzmiał szorstko. –
Nie chcę żadnych podziękowań, jeśli za godzinę znów będziesz szukać okazji, żeby się ostro zabawić.
Poczuł jej twarz przy swojej szyi i znieruchomiał, walcząc z chęcią, żeby ją po prostu mocniej przytulić. Przeniósł wzrok na jej usta, a w środku wszystko mu się gotowało. –
Nie proś mnie o to, Gabi – mruknął, odsuwając się odrobinę, żeby móc spojrzeć jej w oczy. Wspomnienie sytuacji, o której mówiła, wróciło jak bumerang, przypominając mu o bólu, który wtedy poczuł. Przymknął na moment oczy, próbując uspokoić oddech i odciąć się od tych wspomnień. –
Wtedy? – zapytał zrezygnowanym tonem. –
Gabi, ty nie wiesz, ile razy od tamtego momentu myślałem, żeby po prostu odpuścić. To, co zrobiłaś, nie było w porządku, ale teraz nie czas na wracanie do przeszłości – dodał, lekko odsuwając ją od siebie. –
Nie masz pojęcia, ile kosztuje mnie patrzenie na ciebie - wyszeptał. -
Nie odtrącam cię, ja tylko próbuję nie dać się wciągnąć znowu w ten rollercoaster uczuć – dodał, patrząc jej prosto w oczy po raz kolejny. I przepadł. Nie potrafił już nad tym panować, to było silniejsze od niego. Wiedział, że oboje są pijani, że jutro każde z nich będzie żałowało swoich czynów, ale to było silniejsze od niego. -
Wiesz, że nie potrafisz przestać mnie prosić o takie rzeczy, nawet jak sama pakujesz się w kłopoty – mruknął cicho, prosto w jej ucho.
Nie czekał już dłużej. Pochylił się i złączył ich usta, ale ten pocałunek nie był delikatny. Była w nim złość, której nie umiał inaczej wyrazić. Dłonie wsunęły się w rude włosy, przyciągając ją jeszcze bliżej. Było w tym coś tak desperackiego, jakby chciał się upewnić, że faktycznie tu jest i oddycha. Odsunął się po chwili tylko na tyle, by oprzeć czoło o jej czoło, ciężko dysząc. –
Jak ty to robisz, że za każdym razem przepadam... – szepnął.
Gabriela R. Blais