-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Głównie dlatego, że chciała zostać w przyszłości patologiem. Miała pracować przy tkankach i martwych ciałach. Kontakt z żywym pacjentem nie wychodził jej najlepiej i często był zwyczajnie męczący. Zwłaszcza, że mimo wszystko nie każdy podchodził entuzjastycznie do praktykantów i wolał mieć kontakt jedynie ze swoim lekarzem.
Całe szczęście były jeszcze osoby, na które mogła liczyć oraz chwile, gdy mogła złapać oddech. W razie bowiem jakby ktoś się jej czepiał to może zwalić winę na ratownika i powiedzieć, że mu z czymś pomagała. Plan idealny. Może nie dostała od kogoś innego tego zlecenia, ale co jej będzie szkodziło nieco nakłamać?
- Mówisz, że chcesz mnie zabrać na przejażdżkę swoją limuzyną? - zapytała, spoglądając jeszcze na idącego obok niej Connora.
Co prawda niby miała okazję do oglądania karetek od środka, ale taki właściwy tour przez kogoś kto znał się na tym wszystkim i pracował w jednej z nich na pewno będzie nieocenionym doświadczeniem.
No i może uda jej się nieco przespać na noszach? Nie sądziła, ale wizja położenia się gdzieś na chwilę i przymknięcia oczu z dala od lekarza, który ją nadzorował brzmiała wprost idealnie.
Connor Walker
-
911 what's your emergency?
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Od pożaru minęło już trochę czasu, a co za tym idzie, rana na dłoni Connora była już o wiele mniejsza i nie paradował z bandażem. Znaczy, zalecano, ale Walkerowi przeszkadzał, dlatego chodził w… rękawiczce, którą zakładał, gdy szedł na rower, bo ona miała wycięcia tam, gdzie wchodziły palce. Oczywiście, kiedy trzeba było, zamieniał ją na jednorazówkę, tj. gdy miał do czynienia z poszkodowanymi, bo no… zasady to zasady, a jednak ta rękawiczka, w której chodził na co dzień, mogła lub raczej była niezbyt czysta, a przy kontakcie z pacjentami należało mieć na dłoniach sterylne nakrycia dłoni.
Tego dnia, Connor przyszedł mniej więcej dziesięć minut przed rozpoczęciem zmiany i pierwsze co zrobił, to oczywiście poszedł się przebrać, a potem porozmawiał sobie z lekarzem oraz pielęgniarką, aż nagle dostał informację, że zaszła mała zmiana planów, ponieważ choroba dopadła jednego z ratowników, a ten właśnie ratownik, miał pod swoimi skrzydłami praktykantkę. Tak więc na Walkera spadło pokazanie, jak wygląda praca ratownika medycznego od tak zwanej kuchni. Walker już miał do czynienia z prakykantami, a oprócz tego przypomniał sobie, jak podczas różnych uroczystości, pozwalano dzieciakom wejść do karetki by wiedziały, co znajduje się wewnątrz. Często oprócz karetek na uroczystościach, można było odwiedzić także wnętrze wozów strażackich oraz policyjnych. Bawiły go reakcje niektórych dzieciaków, choć uważał za całkiem urocze, kiedy deklarowały, że w przyszłości chcą być jak ten pan, wskazując Connora. On w sumie - choć wracał padnięty - jeszcze lubił swoją pracę, a poza tym miał wrażenie, iż spełniał dług, jaki miał wobec... zmarłego w wypadku przyjaciela.
- Bingo. Dziesięć punktów dla Ciebie. - rzucił z uśmiechem. - Jeździłaś już kiedyś takim cackiem? - spytał, wskazując swój ambulans - a dokładniej ten, którym jeździł każdego dnia. Który był niczym jego drugi dom. Pytał z całkowicie czystej ciekawości, bo przecież mogło się zdarzyć tak, że dziewczyna doznała jakiegoś urazu, przez co zabrała ją karetka. Oczywiście kliknął przycisk na pilocie i pootwierał drzwi, bo zanim ruszą, planował zacząć od wskazania, czego gdzie szukać w razie co.
- Jeśli potrzebujesz do łazienki albo coś jeszcze pilnie załatwić, to możesz teraz, bo jak zacznę, to przerwa będzie za… kilka godzin. - stacje paliw na siku pewnie wchodziły w grę, lecz jeżeli będą leciały wezwania za wezwaniem, to załatwić potrzeby będą mogli dopiero za jakiś czas. Dlatego jeśli dziewczyna chciała, to radził, aby nie zwlekała.
Ruelle I. Prescott
-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jej dzień miał wyglądać nieco inaczej, ale w ostatniej chwili ktoś postanowił, że powinna zostać oddana przynajmniej na część dnia pod opiekę Connora. Być może przez jakieś braki, bo powinna raczej znajdować się na salach przy pacjentach lub w którymś z laboratorium, ale najwyraźniej ktoś uznał, że równie dobrze może zobaczyć jak właściwie wygląda to wszystko z pozycji ratownika medycznego. Być może kiedyś też jej się przyda ta wiedza. Choć nie sądziła.
W przeciwieństwie do licznych dzieciaków nie czuła jakiejś wielkiej ekscytacji związanej z przejściem się po ambulansie. Chciała po prostu odhaczyć kolejne zajęcia i skupić się na czekającym ją egzaminie u jednego z profesorów, który wydawał się być dosyć wymagający.
- Nie jestem ratownikiem. Ale jako pasażer już tak - stwierdziła chociaż lepsze byłoby określenie pacjent.
To było jednak całe lata temu, gdy był jeszcze zupełnie inny sprzęt. Na pewno Connor był w stanie pokazać jej wiele różnych rzeczy, na które wtedy nie zwróciła uwagi. Lub takich, które jeszcze wtedy nawet nie istniały, bo technologia nie była tak zaawansowana.
- Mam mocne zwieracze. Możesz mnie śmiało wziąć w obroty - stwierdziła krótko, nie przejmując się tym, że mogło to zabrzmieć nieco dwuznacznie.
Connor Walker
-
911 what's your emergency?
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- A na jakiej specjalizacji jesteś? - przez chwilę zaczął się zastanawiać, czy trzymał w rękach jej kartę praktykanta, lecz nie kojarzył niczego takiego, a nawet jeśli czytał, to zapewne całkiem spory czas temu i już po prostu zdążył zapomnieć. Skinął natomiast głową, gdy usłyszał, że dziewczyna jazdę karetką miała w swoim życiu zaliczoną.
- Nic poważnego się nie stało? - zadał kolejne pytanie, nawiązując do przewiezienia dziewczyny karetką - nie był do końca pewien, czy jechała, bo ratowano kogoś z jej bliskich, czy to ona była tą, która potrzebowała pomocy ratowników, bo słowo pasażer mogło odnosić się do obydwu sytuacji.
Parsknął śmiechem na wzmiankę o mocnych zwieraczach - zupełnie się tego nie spodziewał. Dwuznaczność aż prosiła się o żartobliwe poruszenie brwiami, ale nie chciał wyjść na creepa.
- No dobra, nie pozostało mi nic innego jak Ci wierzyć. - odparł, przekręcając kluczyk i zajmując miejsce kierowcy. Nim przekręcił kluczyk w stacyjce, zaczekał, aż praktykantka zajmie miejsce pasażera i zapnie pas.
- Dużo Ci jeszcze godzin praktyk zostało? - spytał z czystej ciekawości, przypominając sobie czasy, gdy sam musiał uzupełniać dziennik praktyk o to, co robił podczas wizyty w szpitalu, który na koniec oddawał jednemu profesorowi - a gość był bardzo surowy i nie każdemu zaliczał. Wystarczyło, że liczba godzin się nie zgadzała i już robił problem. Dlatego przed oddaniem swojego Walker bardzo dokładnie go przejrzał, by mieć pewność, że wszystko się zgadza. Nie miał pojęcia, czy dzisiejsza młodzież wciąż prowadziła dzienniki, czy już wszystko było zdigitalizowane. Nie interesował się, bo sam nie miał dzieci ani nie uważał tej wiedzy za jakąś kluczową. Zresztą pewnie się przekona wkrótce
Nagle Connor ruszył, bo nie mogli sobie tak stać na parkingu i gawędzić w środku ambulansu. Będą mogli bajdurzyć dalej, gdy miną szpitalne mury i wyjadą na ulicę, co, swoją drogą, nastąpiło po krótkiej chwili.
- Jak dostaniemy wezwanie, będziesz mogła uruchomić koguty. - powiedział, wskazując jeden z większych przycisków, który znajdował się mniej więcej na środku deski rozdzielczej. Niech ma trochę rozrywki. Bo przecież raczej niecodziennie miała możliwość uruchomić sygnały informujące o tym, że jedzie pojazd uprzywilejowany.
praktykantka
-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jak się wszystko powiedzie to dostanę się na patologię - odpowiedziała, bo wybór specjalizacji był jeszcze przed nią.
Nie spodziewała się tego, że zainteresuje się kwestią tego czy przydarzyło jej się coś poważnego, aby jechała w przeszłości karetką. To pytanie było dla niej zaskakujące, ale nie pokazała tego po sobie. Zamiast tego jedynie wzruszyła ramionami.
- Nie. Jak widać stoję tu i żyję - odparła, bo jak widać znajdowała się w pełni sił na tyle, aby podejmować się tych wszystkich zadań, które czekały na nią w trakcie przyuczania do zawodu w dziedzinie medycyny.
Błogosławieństwo mocnych zwieraczy na pewno pomoże jej w przetrwaniu tego kilkugodzinnego epizodu związanego z karetką. Zwłaszcza, że przecież nie spotykali się po to, aby popijać herbatkę, więc nie przyjmie zbyt wiele płynów, których potem musiałaby się pozbyć. Na pewno, więc nie będzie to wszystko wyglądało tak źle.
Przeszła do przodu i wsiadła na miejsce przeznaczone dla pasażera. Było tam dosyć sporo wolnej przestrzeni, aby mogła wygodnie wyciągnąć nogi, bo zapewne w fotelu przez większość czasu siedział ktoś zdecydowanie wyższy od niej.
- Sporo. No, ale jakoś to zleci - odpowiedziała, bo czas jednak potrafił płynąć naprawdę szybko.
Było tak zwłaszcza w przypadku niezwykle zajętych ludzi, a do tych na pewno Ruelle się zaliczała skoro nie tylko znajdowała się na studiach medycznych, ale i dorabiała sobie poprzez malowanie umarlaków w zakładzie pogrzebowym, których trzeba było jakoś przygotować do ostatniej drogi w jaką mieli się wybrać. Może i była to dla niej jedynie praca tymczasowa, ale wyjątkowo ją lubiła.
Nie sądziła, że faktycznie udadzą się na przejażdżkę, ale możliwe, że trzeba było przepalić silnik i upewnić się, że na pewno wszystko było w porządku z pojazdem.
- Serio? Czuję się jak dzieciak na dniach szkolnych - zażartowała, bo takie zabawy sygnałami dźwiękowymi kojarzyły jej się właśnie z takimi atrakcjami dla dzieci w czasie wizyt u odpowiednich służb.
Connor Walker
-
911 what's your emergency?
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Tak czy siak, każdy pełnił ważną rolę w szpitalu i ręce zwyczajnie były POTRZEBNE.
Skinął głową, przyjmując taką odpowiedź.
- To dobrze. - no fakt, gdyby poszło coś nie tak, to pewnie by teraz ze sobą nie rozmawiali, ale jednocześnie przez ułamek sekundy przypominając sobie o wypadku. No nie, nie teraz... pomyślał, przypominając sobie dźwięki syren ambulansu, pobudkę w szpitalu i informację o tym, że jego przyjaciel nie przeżył. Odwrócił się na chwilę, by spojrzeć na stojącą nieopodal latarnię, a pod nią kosz. Musiał tylko wziąć parę głębszych oddechów - co też uczynił - i, czując, że wszystko wraca do normy, odwrócił głowę w kierunku praktykantki z lekkim uśmiechem.
Trochę go to przerażało, że od wypadku tyle czasu minęło, a on wciąż zaczynał się denerwować, gdy uderzały go tamte wspomnienia. Zastanawiało go, ile jeszcze musi minąć, by reagował na to NORMALNIE.
- Szybko zleci, zobaczysz. Nim się obejrzysz, będziesz musiała oddać dziennik praktyk. Chyba że na innych zasadach to działa, to wybacz, ale zatrzymałem się na tym, jak było kiedyś. - odpowiedział zgodnie z prawdą. On musiał oddać wykładowcy dziennik praktyk i na jego podstawie otrzymywał zaliczenie oraz ocenę.
- Serio, serio. - odpowiedział niczym Shrek z filmu animowanego Shrek oraz parsknął śmiechem, bo rozbawiła go tym, że czuła się jak dzieciak na dniach szkolnych. Nie kłamał - naprawdę zamierzał pozwolić młodej dziewczynie wcisnąć guzik, gdy będzie to konieczne, kiedy ruszą na misję.
Ruszył ambulans, a po kilku minutach w kabinie rozbrzmiało radio.
- Wypadek na skrzyżowaniu Yonge Street i Dundas. Dwa pojazdy, możliwe osoby poszkodowane. Jedna osoba może być zakleszczona. Najbliższa jednostka proszona o odpowiedź. - odezwał się głos dyspozytora.
Connor przyjął to do wiadomości, co potwierdził przez słuchawkę, a następnie wskazał dziewczynie, który przycisk powinna wcisnąć, by uruchomić koguty.
- ZE0848 zgłaszam się. Za chwilę będziemy na miejscu. dał znać centrali przez specjalne urządzenie.
- Oby nic się nikomu poważnego nie stało… odparł nagle do towarzyszki przyspieszając, gdy wyjechał na prostą drogę, a dzięki kogutom, mógł jechać tak, jakby nie było znaków. Musiał jedynie pilnować i zwracać uwagę by w nikogo nie wjechać.
Ruelle I. Prescott
-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Sama. Zawsze o tym marzyłam - odpowiedziała, mając świadomość, że wiele osób mogłoby to uznać za co najmniej dziwne.
Nigdy nie była ekspertką w dziedzinie odczytywania ludzkich emocji. Dlatego też nawet nie zauważyła tego, że Connor wpadł w dosyć dziwny stan, gdy przypominał sobie tragiczne wydarzenia swojego życia. Sama jedynie myślała o tym, że jej własne doświadczenia z ambulansami nie są szczególnie istotne w tej chwili, bo przecież mieli teraz zadanie, na którym wypadało się skupić.
Przytaknęła na jego słowa. Faktycznie zleci raz dwa. Zajętym ludziom czas szybko uciekał, a ona poza studiami miała jeszcze pracę w zakładzie pogrzebowym, która wymagała jej dodatkowego zaangażowania. Niemniej do tej pory sobie jakoś radziła. Oby tylko tak dalej.
Nie było jej marzeniem, aby załączyć alarm w karetce, ale skoro Connorowi na tym zależało to mogła to zrobić. Zresztą nie spodziewała się, że wyjadą do jakiejkolwiek interwencji… Ależ była w błędzie.
Nie minęło wcale tak wiele czasu od chwili, w której ruszyli spod szpitala, a Walker zaczął jej opowiadać o różnych aspektach pracy ratownika nim napłynęło pierwsze zgłoszenie. Ruelle jedynie spojrzała na swojego towarzysza z pewnym zdziwieniem.
- Powinieneś odpowiadać ze mną zamiast partnera? - zapytała jedynie, bo nie chciała, aby chłopak miał przez nią jakiekolwiek kłopoty.
Nie bez powodu ratownicy nie jeździli samotnie, a ona nie miała odpowiedniego przeszkolenia w podobnych interwencjach.
Było jednak nieco za późno. Już pędzili w stronę wypadku chociaż kilka razy musieli zwolnić, bo pomimo włączonych przez Prescott kogutów na niektórych ulicach kierowcy nie byli w stanie utworzyć sprawnie korytarza życia, co ich nieco opóźniło, ale w końcu ratownik zatrzymał pojazd blisko dwóch zderzonych ze sobą samochodów.
- Powinnam wychodzić? - zapytała, nie bardzo wiedząc czy jej obecność zostałaby bardziej zakwalifikowana jako pomoc czy może tylko by przeszkadzała, rozpraszając Connora.
Odpięła jednak pas i czekała na jego decyzję. To nie był moment na wykazywanie się samowolką.
Connor Walker
-
911 what's your emergency?
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Nietypowo całkiem bym powiedział, ale szanuję. Gdyby nie tacy jak Ty, patologów by w ogóle nie było. - taka prawda. W szpitalu każdy był potrzebny, bo pacjenci zawsze się znajdowali. Connor nagle rzucił dziewczynie krótkie spojrzenie, nim ponownie skupił wzrok na drodze. Sam nie potrafiłby pracować przy zmarłych każdego dnia, dlatego w pewnym sensie podziwiał ludzi, którzy byli w stanie wybrać właśnie taką ścieżkę. W jego głosie nie było kpiny, a raczej szczere uznanie zmieszane z lekkim zaskoczeniem.
Kiedy odezwało się radio, atmosfera momentalnie się zmieniła. Walker automatycznie spoważniał, a jego ruchy stały się szybsze i bardziej konkretne. Zaczął zręcznie przeciskać się między samochodami, choć niektórzy kierowcy mieli problem z ustąpieniem i nie zjeżdżali na bok. Poza tym, trafiali się i tacy, którzy co chwilę hamowali zbyt gwałtownie albo tacy, co kompletnie nie wiedzieli w którą stronę zjechać.
- Nie martw się, mam wszystko pod kontrolą. - powiedział, stukając palcami o kierownicę. Mimo wypowiedzianych słów, by nieco uspokoić atmosferę, nawet na moment nie odrywał uwagi od ulicy. Gdy byli już nieopodal miejsca wypadku, zerknął na Ruelle, która wyraźnie nie była pewna, czy powinna wysiadać.
- Zostań. Zobaczysz, jak wygląda taka akcja. można powiedzieć, że mogłaby odhaczyć coś takiego na swojej liście - choć zapewne nigdy nawet o czymś takim nie myślała ani nie brała tego pod uwagę, i szczerze? Wcale by się nie zdziwił ani się nie dziwił, bo niby czemu by miała? Tym bardziej, że nie zamierzała zostawać ratownikiem.
Nie zdążyli jednak zrobić praktycznie nic więcej, gdyż z radiostacji rozległ się kolejny - dość ważny - komunikat:
- ZE0848, na miejscu jest już ZL321.
Connor westchnął głośno pod nosem i sięgnął po radio.
- Przyjąłem. - odstawił mikrofon na miejsce, po czym wyłączył koguty. Migające niebieskie światła zniknęły, a ambulans znów stał się zwykłym pojazdem wtapiającym się w uliczny ruch. Ruszył powoli przed siebie, mijając miejsce kolizji. Przez chwilę w środku panowała cisza, którą przerywał jedynie szum silnika i ciche trzaski dobiegające z radia.
- I tak to właśnie czasami wygląda. Wchodzisz na tryb pełnej adrenaliny, a chwilę później trzeba poluzować lejce i zastanawiać się, czy przy następnym wezwaniu będziesz przed innymi, czy nie. - wyjaśnił, bo to było trochę jak ruletka - aczkolwiek Connor i tak nie mógł narzekać, bo jednak częściej docierał jako pierwszy - można było powiedzieć, że był takim Zygzakiem MQuennem wśród innych ambulansów. Ostatnio widział rolkę na IG, na której ścigały się ambulanse, i oczywiście rozesłał to swoim znajomym ratownikom. Dużo osób zareagowało reakcją "haha".
No ale przynajmniej mogli sobie kontynuować jazdę po mieście.
- Często korzystasz z instagrama? - spytał, bo skoro pomyślał o rolkach, to uznał, że zapyta, a ponieważ kojarzył, że młode pokolenie aktualnie regularnie korzystało z social mediów, to domyślał się, jaką usłyszy odpowiedź.
stażystka
-
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- To prawda. Dodatkowo każdy nadaje się do czego innego - dodała, bo on najwyraźniej był stworzony do udzielania pierwszej pomocy, a ona do krzątania się po laboratoriach i prosektoriach.
Wiedziała, że niewielu ludzi mogłoby się tym zajmować. Wielu studentów już odpadało przez zajęcia przy zwłokach, a ona tym bardziej szukała tych zajęć, od których inni stronili. No, ale tak jak ujął to Connor: ktoś musiał się tym zajmować, bo każda funkcja była w szpitalu istotna.
Wyczuła tę zmianę w panującej w ambulansie atmosferze. Najwyraźniej nawet Walker potrafił być poważny i skupiony, gdy chodziło o jego pracę. Wychodził wtedy z roli przyjaznego śmieszka, z którym można o wszystkim pogadać i wydawał się być skoncentrowany na tym, aby bezpiecznie i szybko dotrzeć na miejsce zgłoszenia. Zwłaszcza, że niektórzy potrafili nic nie robić sobie z pędzącej karetki.
- W kostnicy raczej nie będę mogła ci wytknąć błędu - rzuciła krótko, co miało być rzecz jasna żartem, ale wypadło na tyle grobowo jakby mówiła nadzwyczaj poważnie.
Nie obawiała się. Wiedziała, że dla niego to był dzień jak co dzień i wykonywał setki podobnych kursów. Jak dotąd raczej nic wielkiego mu się nie stało, więc dlaczego tego dnia miałoby być inaczej? Chyba, że jej obecność ściągnęłaby na niego jakieś dziwne przekleństwo.
- Dobra - przytaknęła jedynie, bo domyślała się, że faktycznie jej obecność nie jest mu do niczego potrzebna.
W końcu Connor miał doświadczenie w swoim zawodzie, a ona była jedynie studentką, która może i wiedziała sporo o pierwszej pomocy, ale na pewno nie mogłaby być takim wsparciem jakiego chłopak by wymagał w takim przypadku. Finalnie jednak okazało się, że niepotrzebnie się tym wszystkim przejmowała skoro i tak otrzymali powiadomienie, że inny zespół znajdował się już na miejscu.
- Rozumiem... Byłeś kiedyś przy jakiejś grubszej akcji, gdzie potrzeba było więcej niż jednego zespołu? - zapytała go jeszcze, bo z pewnością takie przypadki się zdarzały, ale nie wiedziała czy padło wtedy akurat na Walkera.
Mogli wrócić do swobodnego kursowania na mieście, zapominając o tym wypadku, do którego mieli jeszcze chwilę przyjechać. Przynajmniej Prescott mogła zapomnieć. Nie miała pewności jak to wyglądało w przypadku Connora.
Pytanie o instagrama nieco zbiło ją z tropu. Nie miała pojęcia dlaczego go to interesuje, ale najwyraźniej znowu wrócili do gadania na tematy związane z różnymi głupotami.
- Raczej średnio - odpowiedziała, bo prawdę mówiąc nie bardzo ją do tego ciągnęło i nie miała sporo czasu. Głównie sprawdzała sociale, gdy tylko dostawała jakieś powiadomienia czy wiadomości od znajomych. - A o co chodzi?
Chciał wyżebrać followa? Mogła bez problemu to zrobić. Chociaż nie bardzo korzystała z Insta to dalej mogła go zaobserwować.
Connor Walker
-
911 what's your emergency?
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Otóż to, właśnie. - powiedział, wyciągając w kierunku Ruelle dłoń, by przybić z nią piąteczkę, bo podobało mu się, że podłapała, o co mu chodziło, a w dodatku było dokładnie tak jak mówiła. Każdy w szpitalu był odpowiednikiem puzzla i dlatego razem tworzyli jeden wzór, jeden obraz, jedną spójną całość.
On… w sumie można było powiedzieć, że też miał do czynienia ze zwłokami, choć nie pracował z nimi na co dzień. Zdarzały się sytuacje, w których musiał stwierdzić zgon - momenty, gdy mimo podjętej reanimacji, wykonanych defibrylacji i wszystkich możliwych procedur serce po prostu przestawało bić, kończąc czyjąś przygodę. Już w sumie i tak lepiej to znosił, choć za każdym razem, gdy jechał na miejsce wypadku, podczas którego ktoś tracił życie, przypominał sobie wypadek swojego przyjaciela, z którym wtedy jechał. O tyle dobrze, że nie dostawał ataków paniki - choć gdyby je dostawał, to raczej nie mógłby zostać ratownikiem.
Connor najpierw przybrał poważny wyraz twarzy, a po chwili parsknął krótkim śmiechem, bo w sumie tak, faktem było, iż w kostnicy nikt niczego zmarłej osobie wytknąć raczej nie mógł. Znaczy mógł, tylko ten, kto leżał bez życia, raczej nie wziąłby tego jakoś do siebie.
- No w sumie… można by pomyśleć, że to także był powód, dla którego wybrałaś tę fuchę. - rzucił z uśmiechem, bo zazwyczaj wytykanie błędów innym jednostkom należało do całkowitej normy, a tam? Nikt Rue nie gadał nad uchem ani nie musiała słuchać czyjegoś marudzenia.
No ale mimo całego zapału i nakręcenia się, że będą brali udział w akcji, ta została odwołana… znaczy nie została, ale okazało się, że mogli jechać sobie gdzieś dalej, bo inny ambulans zjawił się tam szybciej.
Skinął głową, odpowiadając w ten sposób twierdząco.
- Tak. Podczas pożaru wieżowca i wykolejenia pociągu. Nie były to akcje, które chciałbym powtórzyć… mnóstwo krzyków, każdy na cito potrzebował pomocy… po powrocie do domu zasnąłem na kanapie, jak tylko na niej usiadłem. - tak to właśnie było. Wracał, siadał i zasypiał, a gdy wspomniał o tych dwóch akcjach, automatycznie miał je przed oczami i te ciała, które pilnie potrzebowały reanimacji lub pomocy ze względu na oparzenia różnego stopnia.
Zmarszczył brwi, nie spodziewając się, że usłyszy taką odpowiedź co do korzystania z Instagrama.
- A nic takiego… po prostu byłem ciekaw, a poza tym przypomniałem sobie coś, co ostatnio widziałem na rolkach i zastanawiałem się, czy może też Ci się przewinęło… bo ogólnie były różne wersje. - specjalnie zajechał na pobliską stację, wszedł w ostatnio obejrzane, a następnie pokazał Rue wspomnianą rolkę.
- Jak chcesz, to wpisz swoją nazwę, to Cię zaobserwuję. - bo skoro już gadali o IG i do tego spędzali ze sobą czas w karetce, mógł dać jej obserwację.
- Spokojnie, nie będę Ci wysyłał medycznych rolek. Obiecuję. - powiedział, przykładając rękę do serca, jakoby miałoby to dać gwarancję, iż będzie dokładnie tak, jak powiedział.
Ruelle I. Prescott