ODPOWIEDZ
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
005


Rajdy w Brantford były już zaplanowane od miesięcy.
Co więcej, Toronto Sun było jednym z partnerów całego wydarzenia, dlatego planowano wysłać całkiem pokaźną delegację na cały event, jakim były dwudniowe rajdy w różnych kategoriach, w tym tej najwyższej klasie. Niestety, wydarzenia w firmie sprawiły, że zaraz na ostatnią chwilę sprawy nieco się pokomplikowały. Troy z kreatywnego, który miał jechać z Kirą jako fotograf przysłał w dzień przed wyjazdem piękne L4 od lekarza, oznajmiając, że złapał wirusa na statku wycieczkowym w zeszłym tygodniu i nie będzie mógł pojechać. Wszyscy inni fotografowie i ludzie od video mieli już swoje projekty, a Blanka, która również miała jechać, oznajmiła, że ona nie będzie mieć czasu biegać za Kirą i robić materiały, bo będzie zajmować się sponsorami.
I chociaż z początku to wcale nie była sprawa Daisy, tak kiedy redaktor ich działu nie wiedział już kompletnie, co powinien zrobić, pojawił się w gabinecie managerki projektu, żaląc na brak dodatkowych rąk do pracy. I może Whitmore powinna bardziej się postarać, żeby kogoś znaleźć nam miejsce Torya, kogokolwiek, jednak szybko doszła do wniosku, że chyba najprościej byłoby… pojechać osobiście. Od czasu imprezy nie rozmawiała zbytnio z Finch, więc uznała, że miałoby było zrobić coś wspólnie. W końcu były koleżankami? Tak przynajmniej tłumaczyła to sobie Daisy, kiedy oznajmiała redaktorowi naczelnemu, że jedzie z Kirą Finch na delegacje.
Niecałe dwadzieścia cztery godziny potem, Daisy zbiegała z wielką torbą przewieszoną na ramieniu i okularami przeciwsłonecznymi na nosie po marmurowych schodach, kiedy to żółte Ferrari stanęło na parkingu przed blokiem w centrum.
Damn, niby widziałam tą furkę na zdjęciach, ale na żywo wygląda… wow — rzuciła na przywitanie, a kiedy tylko Kira otworzyła dla niej bagażnik, Whitmore wcisnęła tam swoją torbę. Czekały je jakieś dwie godzinki jazdy, więc niby blisko, ale przecież nie będzie siedzieć z workiem między nogami. — Blanka z Marco podobno dojadą dopiero wieczorem — poinformowała dziennikarkę to, czego dowiedziała się dosłownie chwile temu, a nim Kira zdążyła jakkolwiek na to zareagować, Whitmore już ładowała się na miejsce pasażera. Musiała przyznać, że siedzenia były dokładnie tak wygodne, na jakie wyglądały, dlatego nam moment po prostu zatopiła się w nich, zjeżdżając w dół. Dopiero widząc rozbawione spojrzenie Kiry, podniosła się do pionu i zapięła pas.
Ile to wyciąga? — zainteresowała się, wbijając spojrzenie w dłoń Finch, kiedy odpalała silnik. — Normalnie nawigacja pokazuje trzy godziny, ale obstawiam, że obrócimy w dwie? — spojrzała wymownie na swoją towarzyszkę na weekend i poprawiła okulary na nosie. — Zagarniemy po drogę kawę na wynos? — kolejne pytanie z ust Daisy. Sama nie wiedziała, skąd w niej nagle tyle energii. Czy było to spowodowane tym, ze w końcu mogła się gdzieś wyrwać? A może jednak faktem, że spędzi więcej czasu z Kirą? Może połączenie tych dwóch rzeczy. Jedno było jednak pewne: humor miała przedni.
A tak swoją drogą… zrobiłaś listę? — znowu się odezwała, grzebiąc po coś w torebce. — Bo ja tak — chwyciła w palce kawałek papieru, a następnie zamachała nim na boki. Daisy może i była spruta na imprezie firmowej, ale to wcale nie znaczyło, że nie pamiętała wszystkiego, o czym rozmawiały. Bo pamiętała. Może nawet więcej niż powinna.

here comes the trouble
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

021.
rally /ˈræl.i /
noun
a car or motorcycle race, especially over long distances on public roads
"the french driver has taken the lead in the paris-dakar rally.
Taktowała wyjazd do Brantford znacznie poważniej, niż większość ludzi w redakcji prawdopodobnie zakładała. Dla wielu był to po prostu kolejny weekend do obstawienia medialnie - dwa dni zdjęć, wywiadów i materiałów, które po kilku dniach znikną gdzieś pomiędzy następnymi wydarzeniami. Ale Kira czekała na te rajdy odkąd tylko pojawiła się oficjalna lista wydarzeń sezonu. Praca w dziale motoryzacyjnym nauczyła ją, że dobre artykuły nie powstają zza biurka. Nie dało się pisać o takich rzeczach wyłącznie na podstawie komunikatów prasowych i konferencji sponsorów. Trzeba było być na miejscu. Poczuć atmosferę, słyszeć rozmowy mechaników i porozmawiać z kierowcami między ich kolejnymi przejazdami.
Tegoroczne rajdy miały ogromną obsadę, kilka klas wyścigowych i naprawdę mocne nazwiska. Toronto Sun od początku traktowało wydarzenie jako jeden z ważniejszych punktów, więc Finch przygotowywała się do tego wyjazdu wyjątkowo dokładnie. Miała rozpisane tematy, listę kierowców, z którymi chciała porozmawiać, kontakty do zespołów i plan materiałów na oba dni. Chciała zrobić coś więcej niż standardową relację. Liczyła, że uda jej się wrócić z tekstem, który wywrze wrażenie nie tylko na przełożonych, ale przede wszystkim na odbiorcach.
Tym bardziej irytowały ją problemy organizacyjne pojawiające się dosłownie na ostatnią chwilę. Kiedy dowiedziała się, że Troy nie jedzie, pierwszą reakcją była zwykła irytacja. Wszystko było już przecież ustalone! Miała konkretny plan pracy, a brak fotografa oznaczał kolejne zmiany, których szczerze nie znosiła podczas dużych wydarzeń. Przez chwilę była przekonana, że redakcja wyśle kogokolwiek, byle tylko zapełnić brakujące miejsce. Najbardziej obawiała się tego, że dostanie do współpracy kogoś kompletnie niezwiązanego z motoryzacją. Kogoś, komu trzeba będzie tłumaczyć podstawowe rzeczy i pilnować na każdym kroku. Nic dziwnego, że wiadomość o tym, że pojedzie z nią sama menadżerka projektu, niezmiernie ją ucieszył. Może nie rozmawiały ze sobą zbyt często od czasu imprezy, a ich kontakt ostatnio zrobił się jakoś bardziej formalny, ale teraz Kirze ulżyło, że nie będzie musiała bujać się na wydarzeniu z jakimś żółtodziobem. Wprawdzie Whitmore sama w sobie niewiele miała wspólnego z samą motoryzacją, ale przynajmniej wiedziała, jak wygląda praca przy takich wydarzeniach.
Dlatego następnego dnia podjechała po nią swoim ukochanym Ferrari, a gdy tylko ujrzała Daisy, od razu otworzyła bagażnik
Nigdy nie widziałaś mojej fury na parkingu przed redakcją? — zapytała zdzwiona, bo jakoś Finch musiała przecież dojeżdżać do Toronto Sun. Chyba menadżerka nie sądziła, że poruszała się komunikacją miejską? — Czy nie miałaś okazji przyjrzeć jej się z takiego bliska? — zaśmiała się, z powrotem siadając na miejscu kierowcy.
Pokiwała głową, dając do zrozumienia, że zakodowała późniejszy przyjazd Blanki i Marco. Ani jej to ziębiło, ani grzało. Chociaż akurat Blanka podpadła jej tym, że wymigała się od pomocy przy wywiadach. Może nie złapała wirusa, tak jak Troy, ale jasno dała do zrozumienia, że nie zamierzała za nią biegać. Czy ona nie rozumiała, że wszyscy uganiają się za Finch? To znaczy, co?
Trzy sekundy do setki — wyjaśniła krótko i uniosła wysoko brwi, bo Daisy sama zasugerowała jej szybko jazdę, choć Kira nie planowała szaleć na drodze. — Wszystko zależy od częstotliwości ruchu, ale biorąc pod uwagę, że jest piątek i pewnie trafimy na korki, to za dwie i pół godziny powinnyśmy być na miejscu. Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje? Tylko nie każ mi dociskać pedału gazu, nie jestem piratką drogową — zaznaczyła z rozbawienie, chociaż gdyby Whitmore zajmuje się po godzinach, pewnie nieźle by się zdziwiła.
Zapięła pas i odpaliła silnik. Oczywiście, że zgarną kawę na wynos. I może coś do żarcia, bo Finch trochę przymierała z głodu, więc chętnie wciśnie w siebie jakąś kanapkę ze stacji benzynowej.
O wow, potraktowałaś tę listę bardzo poważnie — stwierdziła, kątem oka zauważając wyciągnąć kartę. — Powiedzmy, że swoją mam... w głowie — wyjaśniła, ale nie miała ostatnio czasu, żeby zastanowić się nad tym, czego nie robiła, a co bardzo chciałaby zrobić. Na pewno coś wymyśli! — No i co tam fajnego zapisałaś? Mam nadzieję, że jest na nich cappuccino z Shell albo Esso. Śmiało, czytaj — zachęciła kiwnięciem głowy, kiedy zjeżdżała na sąsiedni pas z zamiarem skrętu w prawo. Musiały przebić się przez centrum i dopiero po wyjeździe z miasta wezmą kawę. Trzeba było to zrobić logistycznie, zamiast kręcić się bez sensu po mieście.

i knew you were trouble when you walked in
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i czasami widziała intensywną żółć Ferrari Kiry gdzieś z oddali. Wiedziała, że to jej samochód, a jednak nigdy nie podeszła bliżej, żeby się mu przyjrzeć. Po pierwsze bo wyglądałoby to co najmniej dziwnie, a po drugie Daisy zazwyczaj przyjeżdżała do pracy już porządnie spóźniona, więc nie miała czasu łazić po parkingu. Co innego tutaj, kiedy fura stała dosłownie przed nią, a Whitmore mogła przejechać po błyszczącej w blasku słońca karoserii opuszkami palca i odpowiednio ją poczuć.
Swoją drogą też nie za dugo, bo przecież trzeba było się zbierać! Dlatego zaraz załadowały się do auta, torby do bagażnika i Kira mogła spokojnie dołączyć się do ruchu drogowego. Oczywiście na razie spokojnie, bo były w samym centrum Toronto, ale kto wie? Może kiedy w końcu wyjadą na autostradę, Finch pokaże jej, jak szybko rozpędzała się ta żółta diablica.
Nie no luz, ogólnie to nam się nie śpieszy — wzruszyła ramionami, kiedy Kira oznajmiła, że powinno im to zająć dwie i pół godziny. — Wyścigi i tak zaczynają się dopiero jutro. Z tego co się dowiedziałam, to dzisiaj tylko konferencja prasowa i wywiady z kierowcami. Dostałam od działu kreatywnego całą walizkę sprzętu… — spojrzała wymownie na Finch. — Jakoś to ogarniemy — a raczej ona musiała to jakoś ogarnąć. W końcu Kira miała swoje własne zadanie na ten event, a Whitmore miała być jedynie jej wizualnym wsparciem. Pomóc ustawić mikrofony, odpalić kamerę, nagrać jej wywiady i być ogólnym, ogarnizacyjnyrm supportem. Nigdy wcześniej nie robiła większości z tych rzeczy, ale kto by się tym przejmował? Teraz i tak już nie było odwrotu. Coś wymyślą.
Dokładnie tak, jak jeszcze wczoraj wieczorem Whitmore kończyła wymyślać swoją listę rzeczy, których nigdy nie robiła, a które chciałaby zaliczyć. Uśmiechnęła się szeroko na słowa Kiry. Oczywiście, że potraktowała to poważnie. Kto jak kto ale obietnice, które Daisy dawała po alkoholu miały dla niej wyjątkowo duże znaczenie! Szkoda, że Finch wzięła to bardziej po macoszemu.
W głowie? — prychnęła. — Przyznaj się, że wcale jej nie przygotowałaś! — bezczelnie wytknęła jej brak listy, nachylając się delikatnie w jej kierunku. Tym razem, wiadomo, bez rękoczynów, bo Finch była kierowcą, ale nie Daisy nie omieszkała, by nie zacmokać niezadowolona. Po chwili jednak zabrała się za skrawek papieru, który… miała zapisany od deski do deski.
Trochę tego mam — uniosła kartkę w górę, żeby i Kira mogła się temu przyjrzeć. Może trochę przesadziła? Jakby na to nie spojrzeć, wpisała tam rzeczy, których pewnie i tak nigdy nie zrobi, no ale skoro to miała być lista potencjalnych pierwszych razów, to w sumie dlaczego by nie? — Dobra, ale bez nabijania — postawiła warunki, przy okazji otwierając papirus. Na samej górze był duży napis Pierwsze razy Daisy z dwoma serduszkami tuż obok. Poniżej rozpościerała się obszerna lista. Przejechała po niej wzrokiem i odchrząknęła. — No to tak, na piwoszym już skreślone mam włamać się na dach i wypić tam szamana — zaśmiała się i pokazała Finch, że faktycznie pozycja na liście była skreślona. Mniejsza z tym, że pisała to już po fakcie, ale było? Było! — Do tego mamy: włamać się do kina i ogarnąć prywatny seans, zatańczyć na barze, przejechać się motocyklem, zrobić sobie tatuaż, ukraść znak drogowy, spędzić noc na plaży, spróbować jakiegoś ciętego narkotyku niż zioło, rozbić kieliszek podczas kłótni jak na filmach, wziąć udział w jakiś nielegalnych wyścigach, udawać kogoś innego przez cały wieczór, po… — zawiesiła się na moment przy numerze dwanaście. Zapatrzyła na niego. Prawda była taka, że napisała to pod wpływem chwili i może jednak nie powinna czytać tego na głos. Nie wypadało. Szczególnie nie przy Kirze. Bo jak wyjaśnić to, że zapisała tam Pocałować kobietę tylko po to, żeby sprawdzić jak to jest? — No, to może na tyle wystarczy na start — poprawiła się na fotelu i wbiła spojrzenie w drogę. — A ty co masz na swojej?

here's my first time list, what's yours?
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kanarkowe Ferrari było jej dumą. Oczkiem w głowie, które zajmował specjalne miejsce w jej sercu, tuż obok ukochanego. dobermana. Stwierdzenie, że Kira wielbiła samochód i psa bardziej niż własnych rodziców, wcale nie byłoby przesadą. Nigdy nie była z nimi blisko i jakiś czas temu przestała zabiegać o ich aprobatę. W przeciwieństwie do najstarszej siostry, która płaszczyła się przed nimi, byle tylko otrzymać serię nieszczerych pochwał.
Jesteś pewna? — spojrzała podejrzliwie na Daisy, kiedy ta stwierdziła, że jakoś ogarną cały sprzęt. Trochę tego było, więc menadżerce przyda się pomoc. Może i Finch miała swoją robotę, ale żeby ta robota została dobrze wykonana, potrzebowała do tego dobrej oprawy. Ustawienia kamery i mikrofonów były po prostu niezbędne. — Nie no, jasne, że damy — uspokoiła ją od razu, zanim Whitmore zaczęła mieć jakieś wątpliwości. — Tylko cię podpuszczam — dodała z łobuzerskim uśmiechem. No co? Jeśli menadżerka chciała się z nią kolegować, powinna przyzwyczaić się do tych durnych żartów.
Uniosła w obronnym geście ręce, jednocześnie puszczając kierownicę na krótką chwilę. Skąd w ogóle przypuszczenia, że Kira nie zdążyła zrobić swojej listy?!
Za taką mnie masz, Whitmore? To naprawdę okropne, że myślisz o mnie w taki sposób — pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. — A może po prostu czekam na inspirację twoją listą? — dodała, w czym było akurat trochę prawdy. Po prostu Kira nie zrobiła w życiu tyle rzeczy, że ciężko było znaleźć takie, których jeszcze nie miała okazji zrobić. No bo co miała wybrać? Lot w kosmos? Nurkowanie w Atlantyku, żeby zobaczyć wrak Titanica? Przejście fragmentu Camino de Santiago? Udział w balu maskowym w Wencji? Wejście na Fudżi z przewodnikiem, a najlepiej to bez niego?
Przycisnęła sobie dłoń do piersi, dając jej do zrozumienia, że absolutnie nie będzie z niej kpić. Jak się okazało, lista Daisy okazała się całkiem długa. Były to bardzo przyziemne rzeczy, które Kira już dawno miała za sobą. Kiedyś wraz z grupką znajomych wkradła się do kina, wprawdzie nie na prywatny seans, ale obejrzała film bez biletu. Tańczyła na barze, miała tatuaże (jołjoł), jeździła ścigaczem, w garażu miała pełno skradzionych znaków drogowych, tablic rejestracyjnych i tych z nazwami ulic, spała na plaży, ćpała, zdarzało jej się w kłótni rozbić mnóstwo kieliszków, bo siostry Finch bywały dość impulsywne.
Wziąć udział w nielegalnych wyścigach? Ty tak serio? — spojrzała Whitmore z wysoko uniesionymi brwiami, kiedy utknęły w korku na wylotówce z miasta. Ta pozycja mocno ją zaskoczyła. Zupełnie się tego po niej nie spodziewała. — Ale zdajesz sobie sprawę, że to jest nie tylko nielegalne, ale przede wszystkim niebezpieczne? — jak gdyby nigdy nic, sięgnęła po swój telefon, odblokowała go przy pomocy twarzy i wręczyła menadżerce, żeby ta mogła puścić dowolną muzykę. — Nigdy nie udawałam nikogo innego — dodała, bo czy odgrywanie ról w łóżku można było do tego zaliczyć? Ciekawe.
Zamyśliła się na wymyślaniu swojej listy. Jakoś nie miała do tego głowy i teraz musiała wymyślić coś na poczekaniu, ale jednocześnie nie chciała ściemniać.
Kupić bilet lotniczy w jedną stronę i dopiero na miejscu zastanowić się, co dalej — zaczęła, totalnie improwizując. — Pozwolić, żeby ktoś inny zaplanował mi cały dzień i to bez wnikania w szczegóły. Wbić na ślub kogoś randomowego. Zapisać się na jakieś zajęcia z czegoś, czego kompletnie nie potrafię robić i udawać, że świetnie wiem, co robię. Na przykład na warsztaty ceramiczne. Albo z robienia lasów w słoiku. Na razie tyle. Ale obiecuję, że do końca weekendu uzupełnię listę — przysięgła, znów kładąc sobie dłoń na klatkę piersiową, dokładnie w miejscu, gdzie znajdowało się serce. — No dobra, ale zacznijmy od ciebie. Którą z rzeczy na liście chciałabyś zrobić w pierwszej kolejności? — spojrzała kątem oka na Whitmore, kiedy korek, w którym utknęły, zaczął przesuwać się w tempie konduktu pogrzebowego. Oby na trasie do Brantford było już luźniej.

i got things to do, do, do
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuła, że Kira mogła nie potraktować poważnie zadania z listą. I szczerze? Wcale nie miała jej tego za złe. W końcu to był odklejony pomysł Whitmore, która więcej w swoim życiu przespała niż doświadczyła, a większość z rzeczy, które spisała dla kogoś takiego jak Finch na pewno były codziennością. W liście Daisy nie było nic wyjątkowego, jedynie kilka występków, które może udałoby się kiedyś zrobić. Nie oczekiwała przecież, że nagle zrobi wszystko z tej listy. To byłoby zbyt proste. Szczególnie, że jak Kira słusznie zauważyła, niektóre z tych rzeczy były nielegalne. Jak na przykład nocne wyścigi samochodowe. Prychnęła pod nosem, gdy Finch spytała czy ona tak serio.
No serio, a co? — pokręciła głową, przyglądając się uważnie jej profilowi. — Nie mów, że ty byś nie chciała. Przecież kochasz samochody. Nie chciałaś nigdy wziąć udziału w takich nocnych wyścigach po jakiś opuszczonych miejscach? — samo mówienie o tym wszystkim dawało jej ciarki. W przypadku Whitmore to nawet nie chodziło o same samochody, ale samą otoczkę tego typu eventu. Faktu, że ludzie się zbierali w określonym miejscu, imprezowali, a to wszystko było jeszcze doprawione wyścigami. Niebezpiecznymi wyścigami, jak słusznie zauważyła Kira. — No wiadomo, nie jako kierowca, jestem na to zbyt cienka, ale może pasażer? — Finch mogła coś wiedzieć o jej ograniczeniach prędkości, kiedy to sama musiała ją namawiać, żeby przycisnęła nieco bardziej samochód podczas testów. Daisy lubiła rollercoastery i szybką jazdę, ale samej sobie wcale nie ufała aż tak za kółkiem, żeby brać udział w wyścigach. Bardziej w tym przypadku widziała się jako passager princess.
Słuchała listy Kiry z wyraźną uwagą. Niby widziała po blondynce, że szyła na bieżąco, robiąc przerwy i się zastanawiając, ale i tak doceniła fakt, że chociaż spróbowała i trzeba było przyznać, że rzeczy, które wymieniała brzmiały… świetnie. Jak się można było domyśleć: Whitmore również nic z tego nie robiła.
O ale popatrz, można je łączyć — wtrąciła się gdzieś w połowie, poprawiając na fotelu i przyjmując przy okazji telefon, żeby włączyć muzykę. Od razu też ją ściszyła, żeby mogły spokojnie porozmawiać, bez potrzeby ciągłego przekrzykiwania melodii. — Wbijemy komuś na ślub, jako zupełnie inni ludzie. No wiesz, połączymy udawanie kogoś, kim się nie jest z imprezą weselną — proszę bardzo, plan idealny. Nie dość, że odhaczą dwie rzeczy z listy, to jeszcze zapowiadała się świetna zabawa. Chociaż Whitmore musiała przyznać, że pomimo tego, że mówiła o tym wszystkim z uśmiechem na ustach, tak gdzieś w ciele już na samą myśl czuła… strach. Rzeczy z listy były zdecydowanie wyjściem z jej strefy komfortu, ale to właśnie po to ją zrobiła, czyż nie? Żeby się w końcu przełamać, zrobić coś więcej i zacząć czuć. Tęskniła za adrenaliną i dopiero spędzanie czasu z Kirą przypomniało jej, jak bardzo ją lubiła.
Lasy w słoiku? — zaśmiała się głośno, patrząc na Finch z rozbawieniem. — Chce to zobaczyć — pokręciła głową zadowolona, a zaraz wygrzebała z torebki długopis i zaczęła dopisywać wszystkie rzeczy, jakie wspomniała Kira tuż pod tymi jej. Żeby nie zapomniały! Szczególnie tych lasów w słoiku. Jakoś nie wyobrażała sobie Finch jak przez godziny przysypuje mech do niewielkiego słoika, ale zdecydowanie chciałaby to zobaczyć. Na pierwszy rzut oka wydawała się człowiekiem, który nie potrafił usiedzieć w miejscu, ale kto wie? Może obie mogły się jeszcze zaskoczyć? Tak jak Kira zaskoczyła Whitmore pytanem prosto z mostu o to, co ta chciała zrobić w pierwszej kolejności.
Nie wiem — przekręciła głowę, spoglądając na profil Kiry. — No chyba zobaczymy, co nam będzie pasować do sytuacji? Chociaż trzeba przyznać, że ten znak drogowy z listy… no brzmi jak coś, co możnaby od razu odhaczyć — tylko czy im naprawdę będzie się chciało jeździć przez cały weekend z kradzionym znakiem drogowym w bagażniku? — No chyba że znasz tam kogoś, kto nam załatwi coś lepszego niż zioło — rzuciła nieśmiało. Daisy może i była pewną siebie kobietą, jednak w sprawach nielegalnych, takich jak narkotyki była torche jak szara myszka, która za bardzo nie wiedziała, co powinna ze sobą zrobić.
Patrz, tam jest zjazd na stacje — wskazała dłonią odpowiednie miejsce, na moment zmieniając temat. — Ja stawiam kawę, i co tam tylko będziesz chciała — dodała, a już po chwili odpinała pasy i kierowała się do środka, chociaż jeszcze odwróciła się w stronę Kiry. — I weź zatankuj do końca, weźmiemy to na kartę redakcji. W końcu to wyjazd firmowy.

So come on, spin me around, now I don't wanna go home
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mając takich rodziców jak Finchowie, Kira nauczyła się przybierać niewzruszoną minę na zawołanie. I choć miała ogromną ochotę parsknąć śmiechem, gdy Daisy wspomniała o nielegalnych wyścigach, nie dała po sobie niczego poznać. Nawet wzruszyła ramionami, udając obojętność wobec tego niedorzecznego pomysłu.
Może i bym chciała. Kiedyś. Ale nie jest to coś, co mam na swojej liście — oznajmiła, posyłając Whitmore lekki uśmiech. Och, ciekawe dlaczego? Czyżby Finch brała już udział w czymś podobnym na co dzień? Na pewno nie! — Ale jest na twojej liście, więc możemy poszukać takich wyścigów. A nawet musimy — dodała, już myśląc o tym, jak załatwić menadżerce taką przejażdżkę. Wprawdzie trzeba będzie ugrać to tak, żeby nikt nie nie wyprzęglił jej prawdziwej tożsamości, co wymagało kombinowania, ale i tak było do zrobienia. W końcu dla Kira uważała, że nie ma rzeczy niemożliwych.
Faktycznie niektóre z tych rzeczy można było połączyć. Właściwie, to dlaczego tego nie wykorzystać? Wtedy upieką dwie pieczenie na jednym ogniu, lista będzie się zawężać, a one będą odhaczać kolejne pozycje. To był świetny plan, na który Finch energicznie pokiwała głową, jednocześnie zmieniając pas, żeby wyprzedzić rząd ślimaczących się samochodów. Daisy miała teraz mały przykład prędkości, jaką wyciągało Ferrari, ale na razie to było nic z tym, co Kira zamierzała jej pokazać na autostradzie.
Uważasz, że nie jestem sprawna manualnie? — zerknęła na nią z rozbawieniem. — Że moje palce nie są wystarczająco zwinne? Składam modele samochodów, więc lasy w słoiku nie mogą być aż takie tak skomplikowane — stwierdziła, chociaż może faktycznie będzie to wymagało więcej cierpliwości niż zwykle. Na szczęście Finch lubiła dłubać nie tylko przy miniaturkach, ale też w samochodowych silnikach, więc na pewno zdoła wykrzesać z siebie wystarczająco determinacji, żeby zrobić las. Poza tym taki słoik na pewno później będzie fajnie prezentował się na biurku w pracy!
Na wzmiankę o znaku drogowym, automatycznie rozejrzała się po trasie. Nie, zatrzymywanie się na autostradzie tylko po to, żeby zawinąć tabliczkę, to byłby szczyt głupoty. Nie dość, że spowodowałaby zagrożenie na drodze, to jeszcze ktoś na pewno zgłosiłby to odpowiednim służbom.
Poczekajmy, aż będziemy bliżej Brantford, dobra? — znów spojrzała na Whitmore, upewniając się, czy pasuje jej taki układ. — No co? Masz rację, możemy odhaczyć to od ręki. A skoro możemy, to dlaczego tego nie zrobić? — uśmiechnęła się łobuzersko. Nie takie rzeczy się robiło! Może powinna kiedyś pokazać Daisy kolekcję znaków, które miała w swoim garażu pod opuszczonym metrem? Nie, to głupie. Wtedy na pewno uznałaby ją za niespełna rozumu. — Wow, widzę, że zaczynasz z grubej rury — uniosła wysoko brwi, kiedy na dokładkę menadżerka wspomniała o narkotykach. — Może i znam kogoś takiego. Wszystko w swoim czasie. Chyba nie chcesz chodzić na tym evencie po ścianach? — parsknęła, dając jej do zrozumienia, że to zdecydowanie powinny zostawić sobie na powrót do Toronto.
Posłusznie zajechała na stację benzynową, zatrzymując się przy wolnym dystrybutorze. Miały szczęście, bo za nimi akurat zrobiła się niezła kolejka, więc doskonale się wstrzeliły.
Duże cappuccino i jakieś czekoladowe ciacho? Zdaję się na ciebie — rzuciła jeszcze, zanim Daisy ruszyła w kierunku budynku. Sama, wedle życzenia Whitmore, zatankowała do pełna. I tak zrobiłaby to, nawet jeśli musiałaby zapłacić własną kartą. Finch miała pieniądze i nigdy nie żałowała niczego na swoje ukochane Ferrari.
Poczekała, aż wskaźnik pokaże pełen bak i po chwili dołączyła do Daisy, która stała już przy kasie, żeby uregulować płatności.
Stanowisko numer dwa — powiedziała, zatrzymując się tuż obok menadżerki. — Chcemy coś jeszcze na drogę? Wodę? Piwo zero? Chipsy? — dopytała, rozglądając się jeszcze po asortymencie. Niby miały dwie godziny drogi, ale zawsze dobrze jest coś przegryźć. No i było ciepło, więc powinny się nawadniać. Warto wspomnieć, że Kira nie znosiła, kiedy ktoś spożywał jedzenie i napoje w jej samochodzie, więc skoro sama wyszła z taką propozycją, to Whitmore powinna czuć się zaszczycona.

so let me take you on a little ride
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Absolutnie i pod żądnym względem nie uważała, żeby palce Kiry Finch były jakkolwiek niesprawne. W zasadzie mogła sobie jedynie wyobrażać jak bardzo sprawne były, biorąc pod uwagę upodobania seksualne blondynki. Nie miała zamiaru jednak wkraczać na te niebezpieczne tereny myśli, dlatego po prostu puściła to wszystko gdzieś bokiem. Bardziej chodziło o to, że Kira wydawała się… lekko szalona, przez co Whitmore nie mogła sobie jej wyobrazić bawiącej się mchem przez dwie godziny, ale przecież nie znały się jeszcze dobrze, zawsze mogła się zaskoczyć!
Tak jak zaskoczyła ją propozycja Finch, żeby jeszcze na trasie do Brantford zawinąć jakiś znak. Whitmore spojrzała na nią podejrzliwie i z lekkim stresem. W końcu gadania o tym, co chciało się zrobić, a faktycznie robienie tego to były dwie zupełnie inne rzeczy. Z drugiej strony…
Masz rację, lepiej mieć to za sobą — machnęła ręką i rozsiadła się wygodniej, przyciszając delikatnie muzykę z głośników, żeby nie musiały się przekrzykiwać. — Gorzej jak mi się spodoba — wtedy zostanie naczelną kleptomanką znaków drogowych i swoje biuro będzie musiała przerobić na jakiś garaż, gdzie będzie trzymać całą kolekcję. — Jak się w ogóle kradnie taki znak? Wykopujesz go razem z belką? Czy masz gdzieś tutaj śrubokręt i go odkręcimy i bierzemy tylko tarczę? — dopytała, może trochę głupio, ale w końcu to miał być jej pierwszy raz! Nie można było wymagać, że tak od razu Daisy będzie wszystko wiedzieć. Nie mogła przeliczać zamiarów na możliwości, szczególnie, że zrobiła to zaraz w następnym zdaniu, kiedy proponowała Finch zgarniecie jakiś mocniejszych narkotyków na evencie.
Sama nie wiedziała, skąd wzięła się w niej ta propozycja. Przecież to było skrajnie nieodpowiedzialne. Głupie wręcz. Jechały tam do pracy, a nie na wakacje. Momentalnie zrobiło je się głupio, że to Kira musiała ją upomnieć, a nie w drugą stronę. Odwróciła na chwile głowę w bok, przyglądając się mieniącym się w słońcu drzewom, przy okazji uświadamiając sobie, że może za bardzo spuściła z tonu, przebywając z Finch. Powinna się bardziej pilnować.
Zdecydowanie nie chcemy chodzić po ścianach — przytaknęła blondynce, kiedy już parkowały przed stacją. — Chyba że po jakiejś dobrej kawie. Chociaż nie wygląda, jakby taką tu mieli — ale zawsze można się było zaskoczyć, nie? Pozwoliła Kirze zatankować, kiedy sama zgarnęła z torebki portfel z kartą firmową i udała się do środka. Zamówiła po dużej kawie dla każdej z nich, do tego dobrała po ciastku z kawałkami czekolady, a gdy obok pojawiła się Finch z propozycją zabrania czegoś jeszcze na drogę, Daisy faktycznie wróciła się po wodę i chipsy paprykowe. Za wszystko zapłaciła kartą z logo Toronto Sun, a w telefonie od razu wpisała w odpowiednie tabelki, że najnowsze obciążenie karty wiązało się z wyjazdem służbowym.
Pomożesz? — poprosiła, uśmiechając się ciepło w stronę swojej towarzyszki, przekazując jej butelki z wodą i ciastka, podczas gdy ona sama zgarnęła kawy na podstawce i chipsy. Ferrari miało to do siebie, że i podłoże miało niskie, przez co Whitmore wsiadając, prawie wywaliła całą kawę, ale finalnie udało jej się znaleźć w środku bez większych szkód. I chyba nawet Kira nie widziała tego całego przedstawienia. — Trzymaj — podała blondynce kawę, a sama swoją umieściła w jednej z wnęk na kubki. Zjadły po ciastku i w końcu mogły ruszyć dalej w drogę. Ulice nie były aż tak zakorkowane, jak to Toronto miał ow zwyczaju. Całe szczęście ustawiły się na godzinę pomiędzy tymi szczytu przez co zwinnie mogły wyjechać z miasta i w końcu znaleźć się na autostradzie. Daisy czuła jak jej ciało coraz bardziej wciska w fotel, kiedy Kira gazowała furą, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku.
Chcesz chipsy? — spytała i nim Finch zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Daisy już otwierała paczkę. Złapała kilka i władowała sobie prosto do ust, a następnie przesunęła je pod rękę Kiry, tylko problem był taki, że chipsy były paprykowe i… — Nie no, ubabrasz sobie palce i całą kierownice. Czekaj — poprawiła się na fotelu i nachyliła nieco bardziej w stronę Kiry, a następnie złapała dwa chrupki w palce i przysunęła do jej ust. Miała zamiar ją karmić? Oczywiście, że tak.

zamknij oczy (lepiej nie), otwórz usta
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
TWÓRCZY ROBACZEK
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wbrew pozorom potrafiła usiedzieć na tyłku. Może i była uzależniona od adrenaliny, ale na co dzień pracowała redakcji, gdzie - jeśli nie wypadły jej żadne wywiady na zewnątrz - musiała spędzić za biurkiem bite osiem godzin. Kira nie miała ADHD ani zespołu niespokojnych nóg, więc nie powinna mieć również problemu dwugodzinnymi warsztatami, podczas których trzeba wykazać się cierpliwością i manualnymi zdolnościami.
Odkręcimy tylko tarczę. Zawsze wożę ze sobą narzędzia, a klucz nadaje się do tego najlepiej. Nie żebym była jakąś specjalistką od kradzionych znaków drogowych, ale wykopanie ich z ziemi zajęłoby nam całą wieczność — wyjaśniła, bez zbędnego wdawania się w szczegóły. Na to przyjdzie jeszcze czas. Może. O ile Daisy nie stwierdzi, że zadała się z kimś, kto ma zadatki na młodocianą kryminalistkę.
Nie zdziwiła ją, że menadżerka chciałaby spróbować narkotyków innych niż te al dente. Była trochę jak pies spuszczony ze smyczy, który poczuł zew wolności. Finch cieszyła się, że mogła jej w tym pomóc, ale musiała też pilnować, żeby nie zrobiła jakiegoś głupstwa, pomimo że to Whitmore była tą starszą i - jak mogłoby się wydawać - mądrzejszą.
Faktycznie ich kawa pozostaje tutaj sporo do życzenia — spojrzała na ekspresy przy ladzie oraz opakowania najtańszych ziaren, którymi ekspedientka uzupełniała pojemniki. Ale czego spodziewać się po stacji benzynowej? Nikt im tutaj nie zafunduje kawy pozyskanej z odchodów słonia. Ziarna Black Ivory Coffee pochodzą z Tajlandii, gdzie słonie zajadają się między innymi owocami kawowca. — Ale w dobrym towarzystwie wszystko smakuje wybornie — puściła do Daisy oko, jednocześnie zgarniając wodę, ciastka i inne przekąski.
Przy samochodzie nawet znalazła wolną rękę, żeby otworzyć i przytrzymać drzwi, co w teorii miało ułatwić menadżerce zajęcie miejsca od strony pasażera. W praktyce Kira upuściła butelkę wody, która potoczyła się pod Ferrari i rozsypała kilka kruchych ciastek. Dobrze, że było ich na tyle dużo, że miały co przegryźć do kawy.
To urocze, że tak przejmujesz się moją kierownicą — uśmiechnęła się pod nosem, bo nie przypuszczała, żeby faktycznie cokolwiek ubabrała, ale nie zamierzała również narzekać na to, że Whitmore zamierzała ją karmić. Rozchyliła usta i zgarnęła językiem chipsa spomiędzy jej palców. — Dobre. Mocno serowe — skomentowała i nawet nie doszukiwała się w tym zachowaniu niczego niestosownego. Kira chyba po prostu zakodowała sobie w głowie, że Daisy nie jest nią w żaden sposób zainteresowana. I to było w porządku. Można mieć przecież heteroseksualne koleżanki, prawda? Prawda???
Tabliczka umieszczona nad dwupasmówką poinformowała, że za jakieś cztery kilometry powinny zjechać autostrady. Zostało im ponad pół godziny jazdy, więc wypadałoby zacząć rozglądać się za jakąś boczną drogą.
Myślałaś już, który chciałabyś zawinąć? No wiesz, znak — spojrzała na Whitmore spod długich rzęs, ponownie przechwytując z jej palców serowego chrupka. — Muszę cię jednak rozczarować, bo może być tak, że tam, gdzie się zatrzymamy, wybór nie będzie zbyt duży i będziesz musiała zadowolić się ograniczeniem prędkości. Albo takim, który ostrzega przed zwierzętami na drodze — zaznaczyła, licząc na to, że menadżerka nie będzie miała zbyt dużych wymagań i zadowoli się jakimkolwiek znakiem. Swoją drogą, do czego to doszło, że Finch miała właśnie pomóc jednej z przełożonych dopuścić się kradzieży? Jeśli to nie czyniło ich koleżankami, to Kira nie miała pojęcia, czym jeszcze miałyby przypieczętować swoją więź.

ona to mój partner, w zbrodni i w życiu robimy kwit
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy zdziwiło ją, że Kira trzymała w swoim samochodzie przeróżne narzędzia, którymi można było nie tylko odkręcić jakiś drogowy znak, ale także dokonać morderstwa? Ani trochę. Finch wydawała się zdecydowanie zaradną kobietą, która umiała sobie poradzić w naprawdę wielu podbramkowych sytuacjach, do tego interesowała się motoryzacją. A to nie było przypadkiem tak, że tacy ludzie również lubili się ubrudzić przy własnym samochodzie? Nie wiedziała na sto procent, ale takie miała przekonanie. Dlatego skinęła głową na znak, że rozumiała i zabrała się za otwieranie paczki chipsów. Szczerze mówiąc wydawało jej się, że zabrała paprykowe ze sklepu, ale może faktycznie zakręciła się na tyle, że okazały się serowe (heh). Mocno serowe dokładniej, jak to Kira zresztą po chwili podkreśliła, zgarniając spomiędzy jej pałcy kolejny kawałek.
Zajebiste — rzuciła z pełną buzią, ładując sobie do środka kolejne trzy. — Nie pamiętam, kiedy… ostatni raz jadłam chipsy, tak, dokładnie to chciała powiedzieć. Tylko nawet w jej głowie zabrzmiało to tak durnie i irracjonalnie, że wystarczająco szybko ugryzła się w jeżyk. — A zresztą — machnęła ręką, dając znać, że nawet nie było sensu o tym gadać, a dla pewności, że Kira nie będzie drążyć postanowiła od razu rzucić kolejnym tematem jakim były… ciekawostki.
A wiedziałaś, że Brantford to rodzinne miasto Wayne'a Gretzky'ego? — największego i najlepszego hokeisty w historii NHL. Daisy wiedziała o nim aż za dużo ze względu na zamiłowanie własnego męża do tego sportu. Mogła już do końca drogi sypać Kirze prze różne ciekawostki. Jak na przykład to, że… — Ustanowili tutaj rekord Guinnessa w największym turnieju hokeja ulicznego na świecie — dodała, nawet nie pamiętając, kiedy dokładnie Rowan jej o tym powiedział. Całe dwieście drużyn uczestniczyło w tym wydarzeniu. Kto by pomyślał.
Przekazała Kirze kolejną porcję chipsów, przez przypadek muskając jej dolną wargę opuszkiem. Całe szczęście żadna z nich nie przykuła do tego większej uwagi. Dobrze, że nie było przy nich Roberty, bo to dopiero mogło się źle skończyć. Już pewnie po firmie poszłaby wielka fama, że zrobiła z Daisy lesbijkę.
Zastanowiła się na dłużej, kiedy Kira spytała o to, jaki znak chciałaby zawinąć.
A to trzeba wybrać? — dopytała, próbując wybrać jeden, który najbardziej by chciała, chociaż im dłużej o tym myślała, tym bardziej skłaniała się ku przekonaniu, że to przecież nie miało tak wielkiego znaczenia. Tu chodziło o sam fakt, zabrania jakiegokolwiek, aby skreślić tą pozycję z listy. — Szczerze mówiąc każdym się zadowolę — wzruszyła ramionami, łapiąc za kubek kawy i upijając kilka łyków. — Większą zagwozdką będzie co ja z nim zrobie i gdzie go dam, bo przecież nie do domu — Rowan by ją chyba naprawdę zabrał do lekarza. Już ostatnio wspomniał, że zachowywała się dziwnie, to co by to było, gdyby faktycznie wróciła z podróży firmowej z wielkim znakiem drogowym pod pachą i powiesiła go gdzieś na chacie. — Może do biura sobie wezmę, o. Tylko w takim razie to przydałby się napis stop — zaśmiała się, spuszczając wzrok na nawigację, która pokazywała już tylko kilka marnych kilometrów do zjazdu z autostrady.
Nawet nie zauważyła, kiedy cały ten czas dla zleciał. Miała świadomość, że nie czekała ich bardzo długa droga, ale trzeba przyznać, że Kira tak świetnie prowadziła, że jazda szła na prawdę sprawnie. Kiedy w końcu udało im się zjechać i przejechać przez niewielkie miasteczko, znalazły się na o wiele większym odludziu. Prosto droga ciągnęła się przez kilka kilometrów, a dookoła były jedynie pola i drzewa zasadzone wzdłuż trasy, które wyglądały jak jedna, wielka zielona brama, pod którą się przejeżdżało. Był również wielki znak z jelonkiem, wolno stojący sobie gdzieś po drodze…

:kira:
kasik
generowanie postów z ej aj
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”