ODPOWIEDZ
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

071.
Of all the parties in Toronto,
of course he had to walk into hers.
Ile razy można na kogoś wpaść przez zupełny przypadek w Toronto? W mieście, w którym mieszka 2,8 miliona osób?
Jak widać... trzy na pewno.
Firma, z którą współpracował Galen, organizowała jakiś bankiet z okazji dwudziestopięciolecia, i może Wyatt w ogóle by się tym nie przejął. Nie pojawił nawet, bo nie był w nastroju na bankiety, a jednak chciał z nimi podpisać kontrakt, i potem to już jakoś samo się tak potoczyło, że oni sobie właśnie to przyjęcie robili w pięknej willi Wyattów.
Galen rzadko tu bywał, więc najpierw ekipa sprzątająca musiała działać tu prawie przez tydzień, żeby wymieść kurz z kryształowych żyrandoli i pomyć wszystkie sto sześćdziesiąt okien. Kotary też pachniały świeżością i wszędzie kwiaty, świeże, dorodne. Ta posiadłość wcale nie wyglądała jakby nikt tutaj nie mieszał od lat, a dzisiaj jeszcze w pięknym marmurowym holu i jadalni stały wysokie stoliki, gdzie mogli się zatrzymać goście. Była nawet scena i bar, a orkiestra gdzieś pod ścianą przygrywała na instrumentach smyczkowych. Typowa impreza dla bogoli.
I chociaż gości witał prezes firmy, która obchodziła dwudziestopięciolecie, z żoną, to ci bardziej zorientowani przecież wiedzieli u kogo goszczą. Galen też zbierał pochwały, a wcale tego nie chciał. Z obsługi nie wiedział nikt, chociaż w pewnym momencie Gin wpadła do kuchni, gdzie dziewczyny poprawiały włosy, zanim miały wyjść na salę ze srebrnymi tackami.
- W kucyki dziewczyny... - mruknęła Claudia, która swoje gładkie, rude kosmyki upięła w idealny wysoki koński ogon.
- Ej dziewczyny słyszałyście? Podobno właścicielem tej chaty to nie jest ten cały Winston... On tu tylko robi imprezę - nawijała Gin, która nie mogła złapać razem wszystkich swoich jasnych loczków, bo bez przerwy jej uciekały.
Tymczasem w holu, przy jednym ze stolików... stał sobie Galen Wyatt, jak gdyby nigdy nic, w swoim idealnie skrojonym smokingu, pod muchą, z nieskazitelnie białą koszulą, której idealnie zapięte mankiety wystawały spod marynarki. W towarzystwie, oczywiście, długonogiej modelki w czarnej, satynowej sukience, która idealnie układała się na jej sylwetce.
Ona opowiadała mu o jakimś pokazie w Mediolanie, a Wyatt kiwał głową. Niby słuchał, ale... nudziło go to. Cała ta dzisiejsza impreza niesamowicie go nudziła i pewnie, gdyby nie chciał podpisać z Winstonem tego kontraktu, to wcale by się na niej nie pojawił. Niebieskie tęczówki przesunęły się z twarzy dziewczyny, która mogła mieć z dwadzieścia lat swoją drogą, albo taki baby face? Na stojące na stoliku puste kieliszki po szampanie.
- A ty w ogóle możesz pić już alkohol? - zapytał, ale dziewczyna zaraz zaczęła swoją litanię o tym, że ona ma już dwadzieścia jeden lat i nawet w Stanach mogłaby to robić legalnie. Galen trochę pożałował, że zapytał. Jego niebieskie tęczówki powiodły dookoła w poszukiwaniu kolejnej porcji szampana.
A Claudia, która akurat stała koło... Mayi (witam Panią), pokazała jej stolik Wyatta, który stał sobie niepozornie, tyłem do nich.
- Zobacz tam nie mają szampana... Majka, zawsze muszą mieć, idź im zanieś - pchnęła lekko Parker w tamtym kierunku. O zgrozo, prosto na Wyatta, żeby się tylko nie potknęła!

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Często dorabiała sobie na prywatnych przyjęciach. Imprezy organizowane przez bogoli zawsze wyglądały tak samo: dużo fikuśnego alkoholu, kija w dupie, sztucznych uśmiechów oraz — powód dla którego Maya w ogóle podejmowała tą pracę — wysokie napiwki. Czasami wystarczyło zaserwować szampana lekko wstawionemu starszemu facetowi, a on wciskał niespodziewanie do kieszonki marynarki sto dolców jak nie więcej. Parker miała taką jedną koleżankę Nicole, która zajmowała ogranizacja kelnerów na różne eventy i to ona najczęściej wpisywała Majkę na listę pracowników, dając jej wysokie referencje. Czasami też za bar, ale to był kolejny fetysz bogatych ludzi — na barze musiał stać mężczyzna. W końcu kobieta nie zna smaku dobrej whisky, tak kiedyś osobiście usłyszała, gdy spytała czemu nie może po prostu iść zrobić drinków, kiedy wpadło dużo zamówień.
Tego dnia przed rozpoczęciem wydarzenia przyjechała odpowiednio wcześnie, żeby przebrać się jeszcze w jednej z pozłacanych, przepięknych toalet, która szczerze mówiąc była większa niż cały mieszkanie Parker razem wzięta. Ba, sam sedes pewnie był wart więcej niż wszystkie jej meble, które miała w posiadaniu. Nie narzekała jednak, rozumiała, że takie było już jej miejsce w szeregu. Poprawiła w lustrze fruzurę, doskonale zdając sobie sprawę, że obowiązywał wysoki kucyk, jedynie jeden kosmyk spływał po jej skroni, dodając nieco kobiecości. Tego dnia wyglądała zupełnie inaczej, bo i włosy miała wyprostowane. Inaczej żadna gumka by tego nie wytrzymała. Dlatego kiedy tylko weszła gotowa na kuchnie, wynieść pierwsze przystawki na przywitanie gości, Claudia jedynie uśmiechnęła do niej z zadowoleniem. Jakoś nie słuchała tego, o czym plotkowały dziewczyny, bo przecież kogo by interesowało czyja była ta chata? I tak żadna z nich nie zostanie tu dłużej niż godziny pracy.
Porozdawała krakersiki z kawiorem aż nie skończyły się jej obie deski, potem przeszła się pozbierać szkło, a kiedy ludzi zaczęło nabywać jeszcze więcej, zrobiła rundkę z szampanem, zwinnie wymijając biegające niczyje dzieci, która plątały się pod nogami. Kto kurwa zabierał dzieci na takie eventy? Aż pokręciła głową z niedowierzaniem i już była gotowa wyruszyć na kolejną rundkę wsród bogoli, kiedy Claudia przywołała ją do siebie, wskazując stolik do obsłużenia.
Jasne, już idę skinęła głową, nawet nie mając zamiaru wdawać się w dyskusje. Claudia jedynie poklepała ją po ramieniu, mówiąc coś, że Nicole miała rację że będzie się świetnie do tego nadawać, ale Parker już jej nie słuchała, bo skierowała się do stolika, przy którym stał mężczyzna z jakąś kobietą, twarze mieli skierowane na wielkie okno z obłędnym widokiem, nawet nie zwracając uwagi na to co dookoła. Na pieprzone dzieciaki, które biegły prosto w ich kierunku, znowu płacząc się między stolikami również nie.
— Szampana dla Państwa? — spytała z uśmiechem i od razu nim nawet zdążyli odpowiedzieć, złapała za jedno szkło, żeby w pierwszej kolejności postawić je przed dugonogą pięknością, do której uśmiechnęła się szeroko, a potem dopiero przeniosła spojrzenie na mężczyznę, który… kurwa serio?. Jak? Jakie było prawdopodobieństwo, że spotka samego Galena Wyatta w wielkiej willi, gdzieś na obrzeżach Toronto? No kurwa jakie? Jak widać bardzo wysokie, bo to było już ich TRZECIE spotkanie, które zrządził los. Trzecie najbardziej chyba niechciane, szczególnie po tym, jak skończyli wymianę smsów.
Przez moment po prostu stała w bezruchu. Z kieliszkiem dla niego w dłoń, lekko nad tacką i ciemnymi oczami wbitymi w jego błękitne. W świetle wyglądały jeszcze lepiej niż w nocy, kiedy przysłaniał je cień. Z całych sił starała się zignorować pieczenie gdzieś w okolicy brzucha, przywołując ich ostatnią rozmowę, mieszając to ze wspominkami tego przecież wspaniałego wieczoru u niego w apartamencie. Widziała jednak, że musiała przełknąć to uczucie gorszy i po prostu go obsłużyć. Taka była jej praca. A Maya nie miała zamiaru jej narażać dla jakiegoś bogola. Westchnęła i już skierowała rękę w stronę stołu, by odłożyć kieliszek, kiedy te przeklęte bachory, które biegały między nimi, uderzyły pierwsze w nogę Galena a zaraz potem twarz jednego skończyła na tyłku Majki. Takiego uderzenia nie dało się opanować, dlatego chcąc nie chcąc, szkło które trzymała w ręce, a raczej jego zawartość po prostu poleciało do przodu, w połowie kończąc na nieskazitelnie białej koszulce Wyatta. Zupełnie jak jej ciało, które wylądowało gdzieś w jego ramionach. Przez ułamek sekundy pozwoliła sobie zaciągnąć się znajomym już zapachem nim nie odkoscbyła od niego jak oparzona.
— Przepraszam pana, ale… — rzuciła całkiem szczerze, gotowa zwalić to wszystko na dzieci, które przecież on też widział, ale kiedy tak spojrzała na plamę na tej jego idealnej, prezesowskiej koszuli, jakoś nie mogła się powstrzymać przed tym, żeby nie… prychnąć. Zaśmiać się delikatnie. Galen Wyatt, człowiek kochający piękno w ciszy i spokoju, i Maya, która znowu ledwo co się pojawiła, a przyniosła do jego życia bałagan. Znowu. No czy to nie było śmieszne? Dla niej może i tak, ale na pewno nie dla dziewczyny, z którą był Wyatt.
— Co się tak śmieszy, dziewucho? — cmoknęła, ewidentnie niezadowolona, mierząc ją wzrokiem. — Ubrudziłaś go! — powierzała to w sposób, jakby to naprawdę był koniec świata.
— Przecież to tylko szampan, zaraz wyschni—
— Nie no, ty jesteś po prostu bezczelna! — oburzyła się dziewczyna Wyatta, jakby naprawdę Maya była na tyle nikim, że nie powinna nawet śmiać się odezwać i sprzeciwić. No tylko co ona mogła? Miała mu to teraz wyprać?

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen też powiódł spojrzeniem za tymi dziećmi, chyba kojarzył tego chłopaczka, który w białej koszuli i pod muchą ganiał się z dziewczynką w różowej sukience. Ale nie miał pojęcie skąd, pewnie z jakiejś tego typu świetnej imprezy? Może tego white party u Blythów? Wcale nie zdziwiłby się gdyby tak.
Jakoś nagle wydało mu się to ciekawsze niż jego rozmówczyni, to jak dzieciaki ganiały się wśród stolików, i chyba dziewczyna to zauważyła.
- Galen słuchasz mnie w ogóle? - wypaliła, a Wyatt uniósł jedną brew.
Tak było widać, że nie?
- Oczywiście Audrey - pokiwał głową i już teraz to niebieskie spojrzenie zawiesił na jej twarzy. A ona wróciła do tematu rozwodząc się nad tym, że w Mediolanie można było wyskoczyć na najlepsze zakupy pod słońcem - a co kupiłaś? - zapytał Galen, ale to był błąd, bo zaraz zaczęła się kolejne litania na temat tego, co, a do tego Audrey wyciągnęła telefon i chciała mu pokazywać zdjęcia, które sobie zrobiła w przymierzalni - później może? Widziałaś w ogóle ogród? Już zaczynają kwitnąć magnolie... - rzeczywiście ogród, który mogli podziwiać przez te wielki wypucowane na błysk okna wyglądał zjawiskowo. Cała aleja kwitnących magnolii. Oboje popatrzyli w tamtym kierunku. I dopiero ten głos... sprawił, że Galen zaraz się odwrócił, w jej kierunku.
Maya? Jakim cudem? Przecież pracowała na barze, a nie jako kelnerka. Przecież mieli się już w ogóle nigdy nie spotkać, po tym jak Galen rzekomo nazwał ją złodziejką. Chociaż on nie miał tego na myśli, ale prawda jest taka, że Wyatt czasami tak kręcił, tak mącił, że faktycznie ciężko było wyczuć jego intencje. A on tylko chciał wiedzieć jedno... czy Maya będzie z nim szczera, czy jak wszyscy dookoła będzie karmiła go kolejnymi kłamstwami, w które on przecież naiwnie wierzył. Naiwny Galen Wyatt.
A zaraz też mokry...
Kiedy ten dzieciak w muszce wpadł na niego, a potem na Mayę, która poleciała mu w ramiona, razem z szampanem, i jak ją Galen zdołał przytrzymać, żeby nie wywinęła orła, łapiąc na moment jej ciemne, przenikliwe spojrzenie, no to z tym szampanem na koszuli nie mógł nic zrobić. Wywrócił tylko tymi niebieskimi ślepiami, niesamowite to było, że gdzie się pojawiała, to zaraz też szedł za nią... chaos, który odznaczył na jego ładnej koszuli mokrą plamę.
Dziwne było to, kiedy tak od niego odskoczyła, a jeszcze dziwniejsze, kiedy zwracała się do niego per pan, aż Galen przechylił na bok głowę, a jakiś cień uśmiechu przemknął przez jego twarz.
- Nic... - zaczął i co chciał powiedzieć? Że nic nie znaczy? Nie no gdzie? Że nic się nie stało. Bo to tylko koszula.
Ale wtedy odpaliła się jego towarzyszka, a Galen zaraz przeniósł na nią spojrzenie.
- Audrey... - rzucił karcąco, ale dziewczyna już poprawiała mu koszulę. Już przesuwała palcami po tej wielkiej plamie, na samym środeczku.
- No jak to wygląda Galen? Przecież ty też się musisz tutaj prezentować! To twój dom, większość gości wita się z Winstonem, a zaraz idą do ciebie, a tu ta plama, zero klasy, zero elegancji - nawijała jak nakręcona, a Wyatt uniósł jedną brew.
- Przecież to nie koniec świata - rzucił Galen, ale Audrey kręciła głową patrząc ze złością na Mayę. A Wyatt… chyba wpadł na bardzo głupi pomysł.
Na pewno.
Ale co miał zrobić?
- Mam na górze koszule, pójdę ją zmienić... - zaczął, a Audrey uśmiechnęła się i już zaczynała, że chętnie zobaczy piętro - ona ze mną pójdzie, musi to zaprać, a ty tego nie zrobisz - Audrey aż nabrała do płuc powietrze, chciała coś powiedzieć, ale potem spojrzała na swoje piękne paznokcie. Na pewno by tego nie zrobiła. Pokrzywiła się.
- A nie możesz wziąć Claudii? Ona jest w porządku, często widzę ją na imprezach, taka ruda... - rozejrzała się, a Galen też.
- Jaka ruda? Lubię rude... - Audrey znowu się skrzywiła i walnęła Wyatta w ramię z Galen! na pełnych ustach. Jeszcze raz zmierzyła Mayę spojrzeniem, ale chyba uznała, że to wcale nie jest typ Galena Wyatta.
Był. Zdecydowanie był.
- No dobrze, ale szybko... - machnęła ręką na Majkę, a Galen wskazał jej te piękne, kręcone schody prowadzące na górę. I dopiero kiedy nimi ruszyła, a on za nią, to zmniejszył dystans tak, że znalazł się za jej plecami, mogła poczuć na karku jego oddech.
- Co tu robisz Maya? - głupie pytanie, biorąc pod uwagę to, że przed chwilą serwowała mu szampana... Ale Galen był ostatnio mistrzem głupich pytań. Pytań, które potrafią zniszczyć wszystko. Cały Galen Wyatt.

Maya Parker
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła tu spotkać wszystkich: naćpaną matkę, gangusów, którzy chcieli od niej kasę za długi brata, swojego najgorszego eks, kurwa, nawet zmarłą królowa Anglii… ale nie Galena. Człowieka, który w ostatnim czasie zrobił w jej życiu tak wielki bałagan, że jak na osobę, która już i tak żyła w chaosie, kompletnie nie umiała się w tym wszystkim pozbierać. Niby był jej obojętny, niby stwierdzili, że zostawią to wszystko dla losu, że może jeszcze kiedyś się zobaczą, a jednak Majka naprawdę tego chciała. Chciała poznać go lepiej, odkryć co jeszcze miał w sobie, intrygował ją, ciekawił, był prawdziwą fascynacją, szczególnie po ostatnim wieczorze w jego apartamencie, a jednak… po tym co stało się potem, nie było co zbierać.
Mógł myśleć, że nie nazwał jej złodziejką, że jego pytania były na miejscu, ale przecież nie były. Oceniał ją. Od pierwszego spotkania był do niej uprzedzony, tylko ona głupio myślała, że zdążył poznać ją na tyle, by wiedzie, że intencje względem niego miała szczere. Że skoro spotykali się zupełnie przypadkiem to nie mogła nic więcej od niego chcieć, a jednak śmiał twierdzić, że i jego chciała okraść. Dalej nie rozumiała, jak on w ogóle mógł pytać ją o takie rzeczy? Naprawdę aż tak był do niej uprzedzony? Za mało pokazała mu prawdziwej siebie? A to jak zakończyli tą wymianę… no szkoda gadać. Nie chciała już go więcej widzieć. Mieć z nim cokolwiek wspólnego. Ba, nawet kiedy musiała coś załatwić w centrum umiała ten pieprzony wieżowiec i miejsce, gdzie spotkali się na kawę. Wszystko, byle na niego nie wpaść i co? I i tak skończyła w jego ramionach, zaciągając się znajomym zapachem.
Plama po szampanie nie była duża, chociaż kiedy zaczęła kleić się do jego nagiej pod materiałem klatki piersiowej, lekko się rozeszła. Nie wyglądało to źle, w końcu szampan nie był barwiony, a jednak Audrey zdawała się być wręcz załamana wyglądem swojego partnera. Partnera i właściciela całej willi jak się zaraz okazało. No tak, miało to sens. Wielka willa z pięknym ogrodem musiała należeć do jego rodziny.
Przewróciła oczami słysząc, jak plama na koszuli to był kompletny brak elegancji i inne pierdoły, które dla Audrey chyba była kwestią życia i śmierci, nie mogąc nie przewrócić oczami. Wciąż to było dla niej niesamowite jak skrajne wartości wyznawała Parker w porównaniu do tych ludzi. Chociaż akurat o dziwo Galen zdawał się nie aż tak przejęty szkodą. Zaraz nawet oznajmił, że pójdzie się przebrać, a ona z grzeczności posłała mu spojrzenie pełne wdzięczności. Naprawdę doceniała, że chociaż on nie zamierzał zrobić afery i wywalić ją z pracy. Tylko wtedy dodał, że Maya ma iść z nim, a obok tego nie mogła już przejść obojętnie.
— Co? — spytała równo z Audrey. Chyba sobie kurwa żartował. — Chyba cię po… — ogarnij się, Parker. Przecież była w pracy. — Przepraszam, ale nie mogę, bo mam tutaj robotę — spróbowała się jakoś z tego wymigać, znowu przełykając narastający gniew i chowając go pod maską profesjonalizmu. Tylko Galen tak zakręcił swoją towarzyszką, że po chwili ona sama wymuszała na niej, że powinna iść zaprać mu koszulę. No i co Maya miała zrobić? Przecież nie będzie się z nimi wykłócać. Nie pozostało jej nic innego, jak po prostu zagryźć policzek od środka i wymusić uśmiech z krótkim dobrze na ustach. Chociaż kiedy już wchodziła po krętych schodach starła go z twarzy i zastąpiła grymasem, czego Wyatt jeszcze nie mógł zobaczyć. Na jego pytanie natomiast prychnęła żałośnie.
— Kopie groby i sprzedaje breloczki w kształcie penisów — warknęła, kierując się na samą górę. Jego odległość od jej ciała była nieznośna, dlatego kiedy tylko znalazła się na korytarzu, odwróciła się do niego przodem, co zaś okazało się jeszcze gorszym pomysłem, bo prawie zdążyli się klatkami. Złapała w płuca więcej powietrza, zadzierając głowę na jego niebieskie oczy. — No chyba widać, że pracuje — wyjaśniła w końcu. — Nie zgrywaj głupca, Galen — złapała jego spojrzenie, ignorując lekko przyśpieszone bicie serca. — Dobrze wiemy, że nim nie jesteś — dodała już o wiele ciszej, niż ostatni raz spojrzała w jego oczy i odwróciła się na pięcie przechodząc do pomieszczenia, które wskazał, w którym miał te swoje koszule na zmianę. Nigdy nie miała go za głupiego. Wiedziała doskonale, że był wyjątkowo inteligentnym osobnikiem, nawet jeśli czasami lekko naiwnym. To oczywiście nie zmieniało faktu, że była na niego wkurwiona i nie chciała z nim rozmawiać. Dlatego kiedy tylko wparowali do pokoju, Majka doskoczyła do drzwi i zatrzasnęła je z hukiem, znowu się do niego odwracając.
— Po co miałam tu z tobą przyjść, co? — warknęła, już wcale nie gryząc się w język. Byli sami. Nikt ich nie słyszał, dlatego wcale nie musiała się przed nim płaszczyć. — Serio mam ci prać tą koszulę? — przecież miał od tego setkę sprzątaczek i praczek. Pewnie inną od każdej pary skarpetek kurwa. A przynajmniej na pewno byłoby go na to stać. A jednak on chciał, ,żeby ona zrobiła to tu i teraz? No to na co czekasz? Rozbieraj się i daj mi tą koszulę. Jestem w pracy, wypierdolą mnie, jak tam zaraz nie wrócę dodała z początku patrząc mu intensywnie w błękitne oczy, ale po chwili odwróciła spojrzenie i wystawiła rękę. Przecież nie będzie się na niego gapić, jak się będzie rozbierać. No chyba, że nie zrobi tego w przeciągu trzech sekund, to sama mu ją zerwie i weźmie do łazienki.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”