Weszłam do środka bez pośpiechu, ale z tą samą uwagą, którą na co dzień zachowywałam w miejscach wymagających oceny. Nie przyszłam tu jednak po to, aby szukać błędów dla samego ich wskazania. Przyszłam, ponieważ potrzebowała mnie moja córka chrzestna. Jej prośba w zupełności wystarczyła, aby wszystkie inne sprawy straciły na znaczeniu. Jeżeli chodzi o rodzinę, to zawsze traktowałam ich priorytetowo.
-
Dzień dobry kochanie - odpowiedziałam spokojnie, nachylając się lekko, aby musnąć jej policzek w powitaniu. Nie lubiłam nadmiernej czułości okazywanej publicznie. Zawsze uważałam, że ludzie nadużywali jej, ponieważ nie potrafili udowodnić przywiązania niczym konkretnym. Wobec Shereen było jednak inaczej. Nie musiałam udawać dystansu, aby zachować autorytet. Ona znała mnie wystarczająco długo, by wiedzieć, że za moim spokojem kryło się coś więcej niż chłodna ocena sytuacji.
Szłam obok niej i słuchałam uważnie każdego słowa. Nie przerywałam też jej od razu, chociaż kilka odpowiedzi pojawiło się w mojej głowie niemal w natychmiastowym tempie. Wiedziałam, że zbyt gwałtownie weszła w rolę, do której nikt jej nie przygotował w odpowiedni sposób. Więc nic dziwnego, że przytłaczał ją nadmiar obowiązków i brak odpowiedniej struktury. Dodatkowo wszystko potęgował stres wynikający z prób kontrolowania wszystkiego jednocześnie. Na szczęście dla mnie nie były to problemy, którym nie potrafiłabym sprostać.
Rozejrzałam się po sala i musiałam przyznać przed sobą, że pod względem estetyki nie miałam jej wiele do zarzucenia. Osobiście to dodałabym więcej złotych akcentów, ale wynikało to jedynie z własnych upodobań. Wszystko wyglądało starannie i elegancko, a co najważniejsze widać było, że wszystko dokładnie przemyślała. Wszystkie szczegółu zdradzały, że Shereen była wrażliwa na harmonię i proporcję, a poza tym doskonale wiedziała jak podkreślić charakter tego miejsca. Nie miałam wątpliwości, że był to talent, którego nie należało lekceważyć.
-
Shereen - zaczęłam po chwili, zatrzymałam się na moment i spojrzałam przed siebie, zanim przeniosłam wzrok na siostrzenicę. -
To, że sobie teraz nie radzisz, to wcale nie oznacza, że się do tego nie nadajesz. Wiem, że próbujesz prowadzić interes najlepiej jak potrafisz. Jednak żeby osiągnąć perfekcję potrzeba lat praktyki, albo dobrego nauczyciela - uśmiechnęłam się delikatnie. -
Oczywiście mam na myśli moją skromną osobę.
Wypowiadałam się w dość łagodny sposób. W taki sposób nie postępowałabym jednak w przypadku innych osób. Widziałam w niej upór i ambicję, a także niebezpieczną potrzebę udowodnienia, że sama sobie poradzi. Znałam ten odruch bardzo dobrze, bo sama przez lata traktowałam proszenie o pomoc jako przyznanie się do porażki, chociaż nigdy nie użyłabym wobec siebie takiego słowa na głos.
-
Twój ojciec miał rację, mówiąc o organizacji czasu i prowadzeniu terminarza, ale uwierz mi, że to nie wystarczy. Terminarz nie podejmie decyzji za ciebie skarbie. Jedynie będziesz widziała, ile chaosu próbujesz zmieścić w jednym dniu.
Zatrzymałam się na krótką chwilę, aby poprawić marynarkę, a tym samym dałam sobie czas na uporządkowanie myśli. Przede wszystkim chciałam być użyteczna dla Shereen i nie zamierzałam jej przytłoczyć zbyt dużą ilością informacji. Wymagało to jednak pewnej ostrożności ode mnie, ponieważ miałam naturalną skłonność do przejmowania kontroli tam, gdzie dostrzegałam brak stabilności.
-
Najlepiej będzie jak zaczniemy od podstaw - zaczęłam delikatnie swój wywód. -
Pokaż mi najpierw jak wygląda twoja dokumentacja i kalendarz z rezerwacjami. Będę potrzebowała również listy stałych podwykonawców i wszystkie zaległe faktury. Jak już to będę miała, to oddzielimy sprawy pilne od tych, które tylko wydają się pilne.
Gdy patrzyłam na Shereen, to widziałam dziecko, które dorastało na moich oczach, a teraz próbowało stanąć prosto pod ciężarem rzeczy, których nikt rozsądny nie powinien zrzucać na czyjeś ramiona bez wcześniejszego przygotowania.
-
I jeszcze jedno - dodałam ciszej. -
Nie musisz nic przede mną ukrywać. Postaram się rozwiązać wszystkie twoje problemy, oczywiście o ile nie przekroczą one moich kompetencji. - Ruszyłam dalej, kierując się w stronę zaplecza. -
Pokaż mi od czego zaczęły się największe problemy - powiedziałam już bardziej rzeczowo, chociaż ton mojego głosu nadal pozostawał spokojny. -
Jak na początek to i tak dużo spraw.
Shereen Winfield